Recenzje tematycznie

sobota, 3 listopada 2018

23) "Małe Licho i tajemnica Niebożątka" Marty Kisiel, czyli Dożywocia ciąg dalszy

  
Gdy na okładce książki wzrok przykuwa już samo nazwisko autora, to dobrze wróży. Jeszcze lepiej, jeśli już znamy jakieś utwory danej osoby. Wówczas można odnieść wrażenie, że spotkaliśmy się ze starym dobrym znajomym na miłą pogawędkę. Och, jak ja lubię takie spotkania, zwłaszcza gdy po drugiej stronie zasiada AŁTORKA.
   Czy muszę komuś przedstawiać Martę Kisiel? Znana i lubiana z ciętego języka, ostrej riposty i genialnego humoru, autorka m.in. "Dożywocia", "Siły niższej", "Toni", "Nomen Omen" i kilku opowiadań. Laureatka Nagrody im. J. Zajdla.
  Do tej pory owe "pogawędki" sobie bardzo chwaliłam, zarażając nimi nawet członków rodziny. Jak wyszło tym razem?
   Marta Kisiel wrzuciła na ruszt "Małe Licho i tajemnice Niebożątka". Zaraz, zaraz, kto to jest i z czym to się je? A pamiętacie "Dożywocie" i "Siłę Niższą"? Jeśli nie, to konieczne tam zajrzyjcie, bo zabawa przednia. Tym, którzy jeszcze nie zdążyli poznać naszych bohaterów, spieszę z pomocą. Licho, nasze małe, kochane, zasmarkane Licho to przesłodki aniołek, który kocha odmieniać wszystkie czasowniki w trzeciej osobie liczby pojedynczej, ale jako "ono", co rusz zakrzykując pobożne "alleluja". Niebożątko to Bożęty, dla znajomych Bożek bądź Niebożątko, syn Kamili, kobiety z krwi i kości oraz Szczęsnego, no właśnie... panicza, który lubi pojawiać się i znikać. Co łączy tych dwoje? Licho to anioł stróż Bożka.
   W najnowszej książce Kisiel przedstawia przygody młodocianego Bożętego i jego najlepszego przyjaciela. W całą sprawę zamieszani są także mieszkańcy domku na uboczu, niezwykłego, który sam w sobie jest labiryntem pełnym przygód. Kogo my tu nie spotkamy. Znajdziemy i samozwańczego wikinga - cieślę i artystę w jednym - Turu, co tryska humorem i dobrym powiedzonkiem; ponurego, zimnego i twardo stąpającego po ziemi Konrada Romańczuka; dwie mackowate a'la ośmiornice, co gotują i broją - Krakersa i Gucia; tajemniczego mieszkańca stawu lub oczka wodnego (zwał jak zwał), co pomroką się zwie utopcową; większego krewnego Licha, bardziej opanowanego i rozsądniejszego, Tsadkiela, co opieką Konrada objął; trzy niemieckie widma z Wehrmachtu, co z Bożętym w bitwy się bawią lub dom reperują, co rusz zakrzykujące ojczyźniane zawołania; kocią Zmorę i drewnianą Puk, co żyje od wiosny do końca lata. W skrócie - doborowe towarzystwo, z którym nudzić się nie można.
   Punktem kulminacyjnym i osią, wokół której koncentruje się cała akcja książki jest szkoła, a dokładnie rozpoczęcie jej przez Bożka. Dlaczego? Każdego roku tysiące dzieci rozpoczyna ją i nie robi się z tego powodu żadnego zamieszania. Kochani, Bożęty to nie jest taki zwykły chłopiec. Po pierwsze to jego rodzina, czyli mieszkańcy domku na uboczu, zbiór osobowości co najmniej intrygujących i dla osób z zewnątrz mogących budzić zdziwienie, a nawet grozę. Weźmy na przykład takiego Krakersa. Wielkie, wszędobylskie macki, które chcą się przywitać. Wrażliwiec mógłby zemdleć, kto odporniejszy, ten macką otoczony wiedzieć będzie, że przysmaków mu nie zabraknie. Po drugie, Bożek nie jest zwykłym chłopcem, ma swoją małą tajemnicę, związaną ze swoim ojcem. Tak, genów się nie oszuka, a zwłaszcza przy połączeniu TAKICH genów. Po trzecie, Bożęty pierwsze lata podstawówki uczył się w domu, nie spotykał się z rówieśnikami. Pójście do szkoły to wyzwanie dla całej zgrai domku na uboczu. 
   Razem z bohaterami Marty Kisiel przeżywamy bunt kanapkowy, "wcale, że nie", rysowanie drzewa genealogicznego, bale przebierańców i (UWAGA, UWAGA!!!) - wizytę w zaświatach! Do tej ostatniej radzę założyć kalosze i coś przeciwdeszczowego, bo tamta strona lubi się kleić, oj bardzo, tak niezbyt estetycznie. 
   W "Małym Lichu i tajemnicy Niebożątka" spotkamy tak charakterystyczne riposty, cięte uwagi, że niejeden raz prychniemy ze śmiechu. Tak, humor Kisiel nic nie stracił ze swojej zadziorności, a do tego humor inteligentny podszyty drugim dnem. To gwarancja dobrej zabawy dla dzieci i dorosłych, niekoniecznie tych z potomstwem.
   Świetne postacie, niebanalny humor, dobra fabuła i takież pomysły. Tak, ta książka Kisiel również podbiła moje serce i pozwoliła poznać dalsze losy bohaterów Lichotki. Och, jakże się za nimi stęskniłam. Może "Małe Licho i tajemnica Niebożątka" nie porwało mnie tak jak poprzednie części, ale to zapewne dlatego, że zostało napisane z myślą o tych najmłodszych odbiorcach.
   Czy polecam? Z czystym sumieniem. To bajka z przesłaniem. Pokazuje czym jest rodzina, miłość, przywiązanie i poświęcenie. Czekam na więcej i więcej słów spod pióra Marty Kisiel, bo nie dość, że kobieta utalentowana, to jeszcze w to wszystko wplątuje słowiańskie wierzenia. Mniam ;)

niedziela, 21 października 2018

22) Co nieco z Japonii, czyli Keigo Higashino i "Cuda za rogiem"

  
 Ponad 300 stron zamkniętych w pięknej, czerwonej oprawie. Okładka epatuje kilkoma elementami, m.in. drzewkiem szczęścia, lampionem, zestawem do parzenia herbaty i kotkiem, który do złudzenia przypomina "Hello Kitty". Hmm... z czym Wam się to kojarzy? Owszem, z kulturą japońską.
   Wydawnictwo Otwarte postanowiło zabrać nas w podróż do Japonii wprowadzając na polski rynek książkę Keigo Higashino "Cuda za rogiem", reklamując ją jako: "niezwykłą powieść sprzedaną w 12 mln egzemplarzy". Wspomniana już okładka przywodzi mi na myśl Boże Narodzenie, jego ciepłą i rodzinną atmosferę, pełną nadziei na lepsze jutro.
   Akcja książki rozgrywa się od początku XX wieku do czasów nam współczesnych w Tokio i mniejszych miejscowościach leżących w pobliżu. Zatem jesteśmy świadkami rozwoju Kraju Kwitnącej Wiśni. Fabuła kręci się wokół tajemniczego sklepu wielobranżowego Namiya. To tam spotykamy bohaterów w kluczowych momentach ich życia, tam podejmują ważne decyzje.
   Yuji Namiya to starszy mężczyzna prowadzący sklep wielobranżowy, skupiający się głównie na papiernictwie. Pióra, koperty, papeterie, ołówki - od wyboru do koloru. Czego potrzebujesz? Ach, no tak. Lepiej wybrać się do Tokio, bo jest taniej i większe możliwości.Właśnie takie postępowanie prowadzi niemal do bankructwa staruszka. Okoliczne dzieci jeszcze do niego przychodzą. Jedno z nich, dla żartu, zadaje proste pytanie. Namiya udziela mu odpowiedzi. Wkrótce liczba pytań rośnie, więc powstaje specjalna tablica, na której każdy może znaleźć swoją odpowiedź. Wieść o tym kąciku porad rozprzestrzenia się błyskawicznie. Do staruszka zaczynają zwracać się także dorosłe osoby z poważniejszymi problemami niż sprawdzian w szkole. By zachować pełną anonimowość listy wrzuca się przez otwór w rolecie, a odpowiedzi należy oczekiwać kolejnego dnia rano w skrzynce na mleko na tyłach sklepu. Namiya odnajduje w tym sens życia, czuje się potrzebny i mniej samotny.
   Pan Namiya jest tylko klamrą spinającą całość, jednym z wielu bohaterów. Dzięki kącikowi porad poznamy też trójkę złodziei, tj. Shotę, Atsuyę i Kohei, których sytuacja zmusza do takiego a nie innego wyboru; Księżycowego Królika, rozdartą między uczuciem a marzeniem; Muzyka z Rybnego, zbłąkanego między obowiązkiem wobec rodziny a pasją, która nadaje sens jego życiu; Zieloną Rzekę, uwikłaną między miłość do mężczyzny a poczęte dziecko; Paula Lennona, zmuszonego do ucieczki przed swym starym życiem i tożsamością na skutek decyzji rodziców; Zagubionego Pieska, zagubioną między moralnością a chęcią pomocy rodzinie i jej utrzymaniem. 
   Każde z nich zwraca się do staruszka z zapytaniem i otrzymuje niejedną odpowiedź, co pozwala im zmienić swoje nastawienie i życie, a może tylko utwierdza się w tym, co już wie? Możliwość rozmowy z kimś bez ujawniania swoich danych personalnych pozwala na całkowitą szczerość bez obawy o ocenianie przez osoby trzecie i rozpowszechnianie plotek.Wsparcie nawet przez obcą osobę w sytuacji podbramkowej jest ważne, bo wiemy, że nie jesteśmy sami i możemy jeszcze walczyć o siebie i swoje szczęście, nawet wbrew logice. Listy Namiyi dla tych osób to jak chwytanie się brzytwy przez tonącego na środku oceanu, a jednak przynosi rezultat.
   Jednak czy tylko pan Namiya odpowiada na listy? Jak wytłumaczyć, że w opuszczonym budynku ktoś nadal odpisuje? Czy śmierć właściciela sklepu niczego nie zmienia? Listy cały czas przychodzą, a co rano odpowiedź czeka w skrzynce na mleko. W jaki sposób? Sklep Namiya to miejsce magiczne, które zapętla czas, łącząc przeszłość z przyszłością, tym co znane z niewytłumaczalnym. Przekonują się o tym złodziejaszkowie, których nowa rola zaskakuje i uczy. Liczy się nie tylko tu i teraz, ale i inni, a dobro musi wrócić.
   Sklep Namiya i sierociniec Maru Hikari-en łączą te wszystkie osoby i ich historie. Nad ludźmi z przeszłością czuwa opiekuńczy duch. Kogo? Przekonajcie się o tym sami, wgłębiając się w kolejne rozdziały "Cudów za rogiem".
   Język powieści jest prosty, bez zbędnych ozdobników. Urozmaiceniem jest wprowadzenie do akcji formy epistolarnej, która przykuwa wzrok i pozwala bezpośrednio zapoznać się z bohaterami, ich myślami i usposobieniem. Narrator pełni tylko rolę przewodnika po świecie przedstawionym, nie narzuca nam swoich poglądów, pozwala postaciom, by mówiły same za siebie.
   Czytając "Cuda za rogiem" Higashino wnika się w świat powieści, przepadając na parę ładnych godzin, zapominając o wszystkim wokół. Czar staruszka Namiyi działa i tu. Czas zatrzymuje się, a my płyniemy wartkim nurtem żądni kolejnych listów i wyjaśnień. To powieść z przesłaniem i myślę, że wśród tylu poruszanych problemów, każdy znajdzie tu coś dla siebie, jakiś fragment listu, który mógłby dopasować do własnego życia. Może gdzieś na kartach tej książki czeka wskazówka, na którą od dawna się oczekuje?
   Czy warto sięgnąć po "Cuda za rogiem"? Tak, dla tych co szukają pocieszenia, wskazówek, nadziei i odrobiny ciepła oraz wiary w człowieczeństwo.

PS Dziękuję Wydawnictwu Otwartemu za egzemplarz recenzencki.

piątek, 5 października 2018

21) Nuta słowiańska, czyli "Niedźwiedź i słowik" Katherine Arden

   Kultura i wierzenia Słowian z reguły pozostają domeną zainteresowań mieszkańców Europy  Środkowo-Wschodniej. Tym większe było moje zdziwienie, gdy udało mi się dotrzeć do książki związanej z tym tematem autorstwa Amerykanki.
   Katherine Arden specjalizuje się w literaturze francuskiej i rosyjskiej, nawet przez jakiś czas mieszkała w Moskwie. Jej pasje znalazły ujście w pisarstwie, czego owocem została książka "Niedźwiedź i słowik".
   Jak najlepiej ocenić ten konkretny utwór? To baśń, fantasy dla dorosłych, czerpiąca pełnymi garściami ze słowiańskiej mitologii i rosyjskiej kultury, mieszanka, która obezwładnia czytelnika od początku do końca, nie wypuszczając ze swych objęć jeszcze długo po zakończeniu lektury. Nie daje o sobie zapomnieć.
   Autorka przenosi nas w czasie do Rusi za panowania Złotej Ordy, gdy Moskwa jest jednym z większych miast, które podlegają mongolskiemu chanowi. W centrach cywilizacji rządzi prawosławna cerkiew i popi, ludzie przesadnie akcentują swoją wiarę. Jednak peryferia Rusi, zwłaszcza na dalekiej północy, opierają się temu trendowi, mieszając nową wiarę z dawnymi tradycjami. Zatem widzimy ludzi co niedzielę chodzących do cerkwi, otoczonych w domu świętymi ikonami, a wieczorem zostawiających okruszki chleba i odrobinę mleka dla domowika czy trochę paszy dla waziły. 
   W takiej oto codzienności na świat przychodzi i wychowuje się Wasilisa, córka i wnuczka kobiet, które w swojej krwi posiadały magię, zdolność widzenia tego, co naprawdę jest, a nie istnieje tylko w bajkach. W jej żyłach pobrzmiewa echo dawnych wierzeń i czasów, gdy wolność stanowiła najcenniejszą rzecz.
   Wasia od dziecka cechuje się silnym charakterem z własnym zdaniem, krnąbrnością, szukaniem przygód, miłością do przyrody. Wymyka się schematom. Nie jest typową dziewczynką zainteresowaną błyskotkami, marzącą o ślubie i licznym potomstwie. Kocha jeździć konno, poznawać tajemnice lasu, wspinać się na drzewa, słuchać opowiadań niani Duni.
   Wasia widzi więcej od innych. Domowik, rusałka, leszy, waziła czy bannik stanowią dla niej część otoczenia, społeczeństwa. Nie tylko je widzi, ale i z nimi rozmawia, a z niektórymi się wręcz przyjaźni. Jednak musi to skrzętnie ukrywać przed mieszkańcami wioski, by nie uznali jej za szaloną. 
   Życie Wasi i jej rodziny biegnie szczęśliwym nurtem do momentu pojawienia się w ich wsi fanatycznego popa, Konstantego, który sam siebie uważa za posłańca bożego, stworzonego do nawracania grzesznych, szerzenia słowa bożego wzdłuż i wszerz Rusi głównie za pomocą ikon, kazań straszących karą za grzechy, wiecznym potępieniem. Jest pyszny, chce by ludzie go wielbili, choćby w imię Boga. W swoim postępowaniu nie widzi nic zdrożnego.
   Kazania Konstantego osłabiają wiarę ludzi w domowe pomroki, które pomagają im w utrzymaniu domostwa w ładzie i porządku, a wiara to ich najważniejszy posiłek, bez niej słabną i nie są w stanie tak dobrze dopatrywać swej pracy. Jedna Wasia to za mało dla całej wsi.
   Czym byłaby baśń bez walki dobra ze złem? W opowieściach Duni występuje Karachan, Morozko, pan zimy i śmierci, który odważne damy obdarowuje posagiem i zapewnia dobre zamążpójście. Morozko okazuje się nie tyle bajką, co realną postacią, mającą wpływ na nastroje zimy. Mróz, śnieg, odwilż - to wszystko leży w jego gestii. Rzadko się o tym wspomina, ale Karachan ma brata, niedźwiedzia, który szuka zguby dla ludzkości. Jeden kontroluje drugiego. Słabnąca wiara w domowe pomroki wzmacnia niedźwiedzia i jego zastępy. W ten odwieczny konflikt trafia Wasia, ale czy przypadkiem?
   Wasia, jej brat Aloszka i ojciec Piotr udowadniają czym jest oddanie, poświęcenie i siła miłości. Rodzina to ostoja, bez której nie można daleko zajść. Nie można pozwolić, by obce osoby rządziły naszym życiem i stawiały mur między bliskimi. Nie warto.
   Arden przykuwa czytelnika do książki, czaruje znajomością słowiańszczyzny i odległą Rusią, przenosi nas w czasie opisami strojów, wnętrza chłopskich chat i moskiewskiego dworu, obrazami dzikiego zimowego lasu i jego fantastycznych mieszkańców. Autorka włada słowem jak pędzlem, malując przed nami bogaty świat przedstawiony. Nie ma tu miejsca na przypadek. Wszystko zostało przemyślane i poprowadzone zgodnie z wcześniej założoną koncepcją. Czyta się z prawdziwą przyjemnością. Fabuła zgrabnie łączy poszczególne wydarzenia i wszystko wiąże się w jeden wielki związek przyczynowo-skutkowy. Nie ma miejsca na chaos.
   Bohaterowie "Niedźwiedzia i słowika" są wyraźni, dobrze zarysowano ich charaktery, nie widać żadnych zgrzytów. Każda postać żyje własnym życiem, nie mamy dubli. Jednych lubimy od razu, do niektórych przekonamy się dopiero po jakimś czasie, a postacie takie jak niedźwiedź od razu obudzą lęk i niechęć.
   Z niecierpliwością czekam na kolejne przygody Wasilisy, mając nadzieję, że Morozko i jego piękna biała klacz jeszcze nieraz będą towarzyszami drogi dziewczyny i jej Słowika. "Niedźwiedź i słowik" to książka dla złaknionych słowiańskości w naprawdę dobrym wykonaniu, a ciekawych pomrok tam całkiem sporo. 

PS Czy czytaliście już książkę Arden? Jakie jest Wasze zdanie na jej temat? Która pomroka zgarnęła Wasze serce?

poniedziałek, 17 września 2018

20) "Pustynna Przysięga" Oliver Bowden

   Piaski pustyni, wszechogarniające wydmy, gorąco, niewielkie połacie zieleni... Dokąd Oliver Bowden chce zabrać czytelnika? Co tym razem mu ukaże? "Pustynna Przysięga" to część serii o przygodach asasynów na podstawie gier komputerowych. Kierowana głównie do młodzieży i maniaków gier. Ta książka opowiada o losach ostatnich przedstawicieli Medżajów, obrońców dawnej religii, wartości wyznawanych przez tysiąclecia przez starożytnych Egipcjan, którzy kierowali się zasadą "żyj maat, czyń maat". Co oznacza ta tajemnicza sentencja? Życie w ładzie i harmonii oraz utrzymywanie tego stanu. Osobą powołana do zachowania równowagi na całym świecie był faraon jako pośrednik między ludźmi i bogami. Zatem mamy już odpowiedź. Bowden tym razem zabrał nas na wycieczkę po Egipcie ok. 70 r. p.n.e., gdy na tronie zasiadała dynastia Ptolemeuszy ze stolicą w Aleksandrii.
   Medżajowie byli rodem, który strzegł dawnych tradycji, wartości i miejsc kultu, nie pozwalając zniszczyć reliktów przeszłości. Często stawali się opiekunami wyjątkowych miejsc, chroniąc nie tylko ich, ale i mieszkańców okolicy. Odznaczali się odwagą, cenili honor i poświęcenie oraz ciężką pracę. Wiele czasu przeznaczali na trening ciała i umysłu. Nic nie pozostawało bez znaczenia. Medżajowie byli podporą faraona, jego gwardią przyboczną, wysłannikami do zadań specjalnych.
   Jednak czym byłby świat bez konfliktów i zatargów? By równowaga została zachowana musi istnieć dobro i zło. Miedżajowie są tu tymi dobrymi. Nie potrzeba było wiele czasu, by ktoś zechciał przeszkodzić im w krzewieniu dawnych ideałów. Tajemny zakon, zgrupowanie, chcąc zburzyć maat i przejąć wiedzę, postanowił zniszczyć filar Egiptu, krok po kroku likwidując jego obrońców.
   Bowden stworzył młodzieżową powieść z wątkiem kryminalnym, powoli odsłaniając przed czytelnikiem kolejne tajemnice obydwu stron narastającego konfliktu.
   Głównym bohaterem jest nieco zbuntowany nastolatek i jego przyjaciółka, pochodzący ze słynnej oazy Siwa, w której Aleksander Wielki został  uznany przez wyrocznię za syna Amona, a tym samym za prawowitego faraona. Oaza... miejsce gdzie skupiało się życie okolicy, kwitł handel i istniała istna mozaika kulturowa. 
   Co znajdziemy w powieści? Wspomniane już dwa skonfliktowane obozy, ich wzajemne animozje i próby likwidacji, podchody jak w zabawie w kotka i myszkę, konsekwencje rodzinnych tajemnic. W międzyczasie zaplącze się wątek wojowników nubijskich, ich walki ze złem i wypełnieniem starych rytuałów. W "Pustynnej Przysiędze" rozmiłują się kochający militaria i wszelkie opisy walk, tego tu nie brakuje wraz z oddaniem szczegółów. 
   Do książki raczej już nie wrócę, a Bowdenowi podziękuję za dalsze czytelnicze przygody. To nie była zła powieść, ale im jest się starszym, tym od lektury wymaga się nieco więcej. Książka do przeczytania w chwili nudy lub gdy nic innego nie ma pod ręką, treściowo nie zostaje na dłużej w pamięci.
   Bohaterowie mało skomplikowani, przewidywalni, schematyczni. Nie potrafią oczarować. Pozostają obojętni.
   Dużo agresji, brutalności, krwi i niepotrzebnych opisów przemocy dotyczącej walk bohaterów. To odstręcza, choć być może wśród młodszych czytelników płci męskiej znajdzie to uzasadnienie. Dla mnie było tego za dużo i za mocno akcentowane. 

Czy Wy lubicie serię o asasynach? Co sądzicie o tej części?

poniedziałek, 20 sierpnia 2018

19) Przytulajka, czyli parę słów o naszych milusińskich

   Dom - czym on jest? Czy to tylko miejsce, w którym mieszkamy? Czy jednak za tym słowem może kryć się coś jeszcze? Co oprócz miejsca definiuje to słowo? Znane powiedzonko mówi o tym, że dom to ludzie i więzi ich łączące, a miejsce nie ma tak naprawdę znaczenia. Przychylam się do tej opinii, dołączając do tej regułki zwierzęta. Wnoszą one ze sobą uczucia, powiew radości, uczą żyć i czerpać garściami z tego, co podarował nam los, a może przede wszystkim uczą czym jest człowieczeństwo.
   O więziach łączących ludzi i zwierzęta, o tym czego uczymy się od naszych braci mniejszych jest "Przytulajka", zbiór trzynastu opowiadań wydany przez Czwartą Stronę. 
   Pierwsze opowiadanie "Jeżowe lato" A Krawczyk przedstawia współczesną gonitwę za pieniędzmi, pracą, prestiżem i zagubieniem samego siebie w tym ferworze codzienności. Splot wydarzeń sprawia, że Luiza wraz z synem udają się do górskiej wioski. Tam obydwoje odzyskują spokój i radość życia. Tytułowe jeże pomagają im odnaleźć własną drogę, zagubione serca, sens życia i wyrwać się z gonitwy szczurów.
   "Kocia miłość" A. Lingas-Łoniewskiej ukazuje, że pieniądze, nowoczesny dom, najdroższy samochód nigdy nie zastąpią drugiej osoby. Każdy z nas po ciężkim dniu pracy  pragnie, by za progiem domu czekał ktoś, kto nas przytuli, powie, że kocha. "Kocia miłość" obrała sobie za przewodnika uroczego rudego kociaka, który za sprawą swojej puchatości połączy drogi dwóch osób i zmieni sposób ich postrzegania świata.
   "Poczet ukochanych" M. Kalicińskiej to najzwyklejsza wyliczanka wspomnień autorki o zwierzętach jej życia. Dużo przeżyć autorki, zwierzęta są tylko tłem. Jedno z najsłabszych opowiadań "Przytulajki".
   Jednym z najbardziej poruszających i najlepszych utworów tego zbioru  jest "Gdy zwierzęta mówią ludzkim głosem" K. Wilczyńskiej. Wigilia obserwowana i poznawana oczami zwierząt, rodzinne konflikty i ludzka obłuda przy akompaniamencie dobroci i szczerości naszych braci mniejszych, a wszystko spięte klamrą Wędrowca, który szukał schronienia i chwili wytchnienia. Wędrowiec... przepiękna postać. Na sam koniec się popłakałam. Tak, to na pewno poruszy nawet najbardziej zatwardziałe serce. Z niecierpliwością czekam na kolejne popisy Wilczyńskiej. Ma kobieta talent. 
   "Oswój swój strach" A. Przybyłek przedstawia walkę z własnym strachem. W dzieciństwie Magda była świadkiem ataku psa na kolegę, co miało rzutować na całe jej dorosłe życie. Lęk przed psami paraliżował ją, skutecznie rozstrajał nerwowo. Dopiero ekstremalna sytuacja, gdy zwierzę zaryzykowało własnym życiem, by chronić jej latorośli, zmieniła jej nastawienie. Musimy walczyć z własnymi uprzedzeniami, lękami, by nie hamowały nas w poznawaniu świata i czerpania radości z życia.
   "Zostań ze mną" N. Sońskiej uczy, że śmierć bliskich osób nie oznacza jeszcze końca naszego własnego życia. Z bólem i żałobą trzeba się oswoić, czas leczy rany, byśmy się podnieśli i żyli dalej, nie marnując danego nam tu czasu. Autorka pokazuje nam to na przykładzie gospodarstwa ze stadniną koni, gdzie te cudowne istoty ukazują prawdziwą wolę walki o życie, które jest cudem. Piękne i wzruszające opowiadanie.
   W "Spacerze" A. Lis został poruszony problem anoreksji dziecka, wpływu postrzegania siebie przez pryzmat tej choroby, motyw starości, śpiączki bliskiej osoby i radzenia sobie ze stratą. Akcję spinają sobą psy, dzięki którym stykają się dwa światy dwójki dzieci z wyżej wymienionymi problemami. Zwierzęta tu rozczulają, nadają sens życiu i uczą radości oraz odpowiedzialności.
   A. Olejnik w opowiadaniu "Wszystko przez Kazika" zabiera nas w podróż w przeszłość, we wspomnienia ludzi, którzy dzięki psom odzyskali sens życia i na powrót odnaleźli siebie po utracie bliskiej osoby. Najbardziej uderzające słowa: "Pamiętajcie, zwłaszcza wy młodzi, że dopóki ktoś was kocha, komuś jesteście potrzebni i ktoś na was czeka, nie wolno wam się poddać. W żadnej sprawie". Jakie to piękne i prawdziwe, nie wolno tracić nadziei i się poddać. Trzeba walczyć do samego końca. 
   "Karmel" J. Szarańskiej  opowiada o losach pięknego konia, który w życiu przeszedł niejedno. Przed rzeźnią uratowała go kobieta kochająca zwierzęta.  Karmel-Kuba udowadnia jak ważna jest więź między zwierzęciem a człowiekiem, a zwłaszcza terapia dzieci w ich towarzystwie. W tym utworze możemy podziwiać rodzącą się przyjaźń międzygatunkową. Opowiadanie wzrusza i każe jeszcze raz zastanowić się nad tym, kim dla nas są zwierzęta i jak wiele im zawdzięczamy.
   "Uwięziona" M. Wali ukazuje problem dzisiejszych czasów - chorób psychicznych, które niezrozumiane przez najbliższe otoczenie mogą doprowadzić do jeszcze większej izolacji osób chorych. Czasem wystarczy odrobina zainteresowania i trochę kociego towarzystwa, by zacząć walczyć o siebie. Opowiadanie poruszające ciekawy motyw, nieczęsto spotykany w literaturze.
   "Szczęściarz" I.M. Krasińskiej to przepiękne studium o miłości i przywiązaniu zwierzęcia oraz okrucieństwa człowieka. Utwór poruszający, ukazujący świat oczami skrzywdzonego i porzuconego psa w środku zimy na pustej drodze, jego walki o przetrwanie i roztapianiu lodu w sercu pewnej kobiety. Przy tym utworze koniecznie trzeba zaopatrzyć się w chusteczki, bo potok łez gwarantowany.
   "Ucieczki Lorda Jima" J. Gawrych-Skrzypczak traktują o wojennych losach stolicy ukazanych z punktu widzenia salonowego psa przyzwyczajonego do luksusu. Ciekawa perspektywa, zgrabnie napisania historia. I nauka, że nie wolno zapomnieć o przeszłości. Z niej należy wyciągać wnioski.
   "Powrót do domu" M. Mroczkowskiej dotyka problemu emigracji za pieniędzmi, daleko od domu i bliskich, borykaniu się z samotnością i tęsknotą. Czasem to czego szukamy, jest tuż za rogiem i wystarczy to sobie tylko uświadomić.
   "Przytulajka" to zbiór trzynastu ciepłych opowiadań o ludziach i ich problemach, gdzie zwierzęta są tylko tłem, a nie główną osią historii. I to jest największy minus. Brakuje zwierzęcych bohaterów na pierwszym planie, oni się tylko przemykają cichaczem, by zrobić miejsce ludziom. Szkoda, bo zapowiedzi gwarantowały zupełnie co innego. Najwięcej wzruszenia i łez, chwili refleksji zapewni "Szczęściarz" i "Gdy zwierzęta mówią ludzkim głosem". Autorkom gratuluję pomysłu i wykonania.
   Książka idealna na zimowy wieczór z mruczącym/chrapiącym obok zwierzęcym towarzyszem, byśmy mogli sobie uświadomić, jaki skarb mamy obok siebie.

sobota, 11 sierpnia 2018

18) Roshani Chokshi - "Aru Shah i koniec czasu", czyli krótko o Pandawach ;)

   Bajka dla dzieci, a może dla młodzieży, ale czy to stanowi przeszkodę, by dorosły czytelnik nie mógł przeniknąć do jej świata? Czy bajki mogą znużyć? Moim zdaniem wszystko zależy od pisarza i czytelnika. Obydwie strony muszą współpracować i wiedzieć czego chcą.
   Roshani Chokshi postanowiła stworzyć niecodzienną bajkę dla młodszych, wyrastającą z korzeni jej własnej kultury. Autorka prowadziła badania nad baśniami, podaniami związanymi z mitologią indyjską, co widać w książce na każdym kroku.
   "Aru Shah i koniec czasu" opowiada o przygodach dziewczynki, 12-latki, która wychowała się w USA w Atlancie. Aru, chodząc do prywatnej szkoły, niejeden raz była szykanowana z powodu swojego pochodzenia. Dlaczego? Jej mama była Induską. Zamożne dzieci wytykały jej brak drogich rzeczy, wakacji, modnego (sic!) samochodu. Mała zabudowała swój świat wyobraźnią, która stała się jej tarczą obronną. Jedni mogli uznać Aru za kłamczuchę, inni za osobę z wybujałą fantazją.
   Aru wraz z mamą mieszkały w muzeum zajmującym  się sztuką i kulturą Indii. Jej mama, archeolog i kustosz muzeum, większość swego czasu poświęcała pracy, czasem będąc nieobecną myślami "tu i teraz". Dziewczynka była pod opieką pracownicy ośrodka, gdy jej rodzicielka wyjeżdżała na wykopaliska. Pomimo to czas spędzany razem był dla nich czymś wyjątkowym, okraszonym mitami indyjskimi, opowieściami o przygodach bóstw, demonów i ludzi z nimi powiązanych.
   W tym miejscu autorka wkroczyła na scenę z elementami fantasy. Świat nie jest taki zwyczajny na jaki wygląda, a rzeczywistość jest o wiele bardziej skomplikowana i złożona. Aru zapalając lampkę (diję) obudziła do życia stworzenie, które zaczęło zagrażać światu, jego istnieniu. Śpiący, bo takie nosił imię, stanowił niebezpieczeństwo dla świata ludzi i bogów. Cała zabawa Chokshi polega na wciągnięciu Aru w jego ratowanie. Mogłoby się wydawać, że to już było, a sam motyw jest oklepany i powszechnie znany, ale nic bardziej mylnego. Pisarka utkała barwną historię osadzając w głównej roli dwie małe dziewczynki (na ogół w kulturze Indii to raczej niespotykane, ponieważ to mężczyźni są tymi "ważniejszymi"), wspomniana już Aru i Mini. Obydwie ruszyły na misję, mając za przewodnika Bu, uwięzionego w ciele gołębia władcę królestwa Subalu. Przyjaciółki, a raczej duchowe siostry musiały spotkać się z bogami i ich pomocnikami, wędrując przez Innoświat, Królestwo Śmierci, wykonując kolejne niebezpieczne zadania. Wszystko okraszone sporą dawką indyjskości w lekkim, smakowitym wydaniu. Dzięki temu czytelnik poznaje znaczenie Mahabharaty czy Ramajany w kulturze, rolę Śiwy, Hannumana, Indry, Jamy, a nawet Ćintragupty. Dowiaduje się czym lub kim są wahany (istoty będące wierzchowcami bóstw, na których przemierzają świat).
   Język powieści jest lekki, zabawny, czasem zahacza o ironię, ale w dobrym guście. Świat widziany oczami nastoletniej Aru pozwala cofnąć się w czasie i poczuć smak przygody.
   Warto przy tym zauważyć, że Aru Shah nie była idealną doskonałością, która z wdziękiem i gracją pokonywała wszelkie przeszkody. To krnąbrne dziecko z własnym zdaniem, trochę niezdarne, ale bystre i chytre. Realna postać z własnymi problemami i charakterna. Zadziorna, ale w gruncie rzeczy nieco pogubiona w życiu. Jej duchowa siostra Mini nie pozostaje w tyle. Oczytana, inteligentna, bystra, ale niepewna siebie i swoich możliwości, pozostająca w cieniu swego brata. Dziewczynki to realne postacie z nastoletnimi problemami, z punktu widzenia odpowiadającemu ich perspektywie. Nie były domorosłe, były sobą.
   Chokshi ukazuje niejeden raz między Aru i Mini zalążki prawdziwej przyjaźni, zdolnej przenosić góry, by ratować siebie nawzajem, nawet ryzykując życiem. Prawdziwe duchowe siostry, które jednoczą siły, by pokonać zło tego świata w hinduskim stylu.
   Ciągle wspominam o duchowych siostrach. Czemu? Co to byłaby za bajka indyjska bez poruszenia tematu wędrówki dusz, czyli reinkarnacji czy samsary, odwiecznego cyklu życia i śmierci, a także dharmy, czyli swego rodzaju przeznaczenia, zadania, które trzeba wykonać w swoim życiu pomimo wszystko i nie można przed tym uciec, bo to stać się musi. Aru i Mini są posiadaczkami dusz wielkich wojowników, przeznaczenie się o nie upomni...
   Wielki plus dla autorki za słowniczek z objaśnieniami trudniejszych indyjskich pojęć, potraktowany z humorem i przymrużeniem oka oraz nawiązanie do mojej ukochanej gry z dzieciństwa, Gothica, gdzie również występował potwór Śpiący/Śniący.
   "Aru Shah i koniec czasu" przybliży Wam w prosty sposób indyjskie wierzenia hinduistyczne (tak, są też inne), sens wielkiego eposu Mahabharata, walki między Pandawami a Kaurawami. Poruszy serce historią przyjaźni między dwoma zagubionymi dziewczynkami, każe zastanowić się nad definicją słowa "przeznaczenie" oraz ukaże inne oblicze śmierci (niespodziewane dla czytelnika z zachodniego kręgu kulturowego). Otworzy oczy na świat, pokazując go w barwniejszym świetle. Ta książka Was zaczaruje i na jakiś czas oderwie od rzeczywistości.
   Czytając książkę Roshani Chokshi bawiłam się świetnie i wiem, że na pewno powrócę do Innoświata z wielką chęcią, tym bardziej, że to dopiero pierwszy tom serii, która ma traktować o losach Pandawów, a właściwie ich dusz.
   Polecam z czystym sumieniem. 

PS Martosławo, dziękuję za prezent :) Aru całkiem mnie porwała, a Ćintragupta i jego "domostwo" przypominają mi egipskie domy życia poddane Thotowi i Seszat, tak że od razu robi się swojsko ;)

niedziela, 5 sierpnia 2018

17) Bartłomiej G. Sala i "Wycie w ciemności. Wilki i wilkołaki Europy"

   Wierzenia słowiańskie w Polsce są mało znane, w szkole sięgamy głównie po mitologię grecką i rzymską, wychodząc z założenia, że tam tkwi źródło cywilizacji europejskiej. Czy na pewno? System edukacji i kościół katolicki spychały na bok nasze rodzime wierzenia. Od momentu przyjęcia chrztu przez Mieszka I przez kolejne wieki starano się tępić miejscowe zabobony, prośbą i groźbą, a mimo to echa naszych praprzodków słychać do dziś w ludowych przypowiastkach i przysłowiach.
   W słowiańskich wierzeniach aż roi się od pomrok wszelkiej maści. Jedną z nich są wilkołaki, ludzie przemieniający się w stwory w pełnię księżyca o nadludzkiej sile ze sporą dawką agresji. Taki poziom zagęszczenia występowania ich w różnych historiach może być skutkiem towarzyszenia wilków ludziom od pradziejów. Wędrując przez lasy Europy, co rusz można było napotkać te fascynujące stworzenia, które raczej schodziły z drogi przedstawicielom naszego gatunku, jednak wraz z rozwojem cywilizacji i zabieraniem im terenów łownych, wilki zaczęły atakować stada zwierząt należące do ludzi, głównie w okresach głodu (m.in. ciężkie zimy). Człowiek zaczął się bać, nieujarzmiony lęk przybierał na sile, a wybujała fantazja szalała i stąd zapewne zrodziły się opowieści o ludziach zmieniających się w wilki.
   W swojej książce B. Sala stara się przybliżyć czytelnikowi mit wilka i wilkołaka na terenie Europy, przywołując znane motywy mitologiczne, jak: wilczycę karmiącą rzymskie bliźnięta, skandynawskiego Fenrira oraz te bardziej współczesne, filmowe. Książka składa się z 57 krótkich rozdziałów, każdy poświęcony innej postaci, co ukazuje dobre przygotowanie autora oraz różnorodność pochodzenia owych wątków. Każdy rozdział rozpoczyna się wstępem historycznym, przybliżającym epokę i miejsce związane z opowieścią, jej krótkie streszczenie i wyjaśnienie.
   Język publikacji jest prosty i przyjemny, nieprzeładowany naukowym żargonem, w ciekawy sposób prezentujący obrany temat. Dla chętnych autor przygotował krótką bibliografię i przypisy odwołujące się do konkretnych pozycji. Od strony merytorycznej książka świetnie przygotowana. A treściowo? Sala skupił się głównie na wilkołakach, zabrakło mi szerszego przedstawienia archetypu wilka, próby porównania postrzegania wilka jako zwierzęcia a wilkołaka jako pomroki w europejskich wierzeniach oraz głębszych odniesień do kultury słowiańskiej.
   Największą katorgą przy czytaniu tej lektury była kwestia grafiki. Za dużo motywu krwi, rozczłonkowanego ludzkiego ciała, okrucieństwa wilków (a z którym autor chciał walczyć i pokazać, że te zwierzęta wcale takie nie są). Okropne. Rada dla wydawcy i grafika - czasem przydałoby się, by obrazy odpowiadały treści książki i zamiarom autora.
   B. Sala wykonał kawał dobrej roboty pracując nad tematem wilka i wilkołaka w Europie. Mimo to temat nie został całkowicie wyczerpany. Może ktoś pokusi się o zebranie materiału archeologicznego i historycznego na temat obrazu wilka w kulturze słowiańskiej?
   Książka ciekawa, godna polecenia dla osób naprawdę zainteresowanych mitologią i losami tych wyjątkowych zwierząt.