Recenzje tematycznie

niedziela, 2 sierpnia 2020

66) Wyprawa do starożytnej Hellady z Witoldem Jabłońskim. "Fryne Hetera".

   Europa swe jednolite korzenie wywodzi z głębokich otchłani starożytności, czerpiąc pełnymi garściami z dziedzictwa Grecji, Rzymu, rzadko zdając sobie sprawę, że one z kolei przyswoiły sobie wiele z Bliskiego Wschodu. Myśliciele i artyści zainteresowani tą spuścizną kulturową tworzyli swe dzieła. Zresztą, to trwa do dziś. Czemu się dziwić? Na swój sposób każda epoka ma w sobie coś, co przykuwa uwagę, ale to korzenie przyciągają najmocniej.
   Świat starożytny mogłam ostatnio ujrzeć oczami jednego z moich ulubionych pisarzy, Witolda Jabłońskiego w książce "Fryne Hetera" (wydawnictwo Supernowa z 2008 roku). To powieść historyczna z elementami fantasy, której główna część akcji ma miejsce ok. IV w. p.n.e. na obszarze basenu Morza Śródziemnego, m.in. w Grecji i Persji. Poboczny wątek został osadzony w Aleksandrii roku 1923. Ponadto ma budowę szkatułkową, powieść w powieści. Ciekawe i świeże rozwiązanie, zwracające uwagę na powiązania między tymi historiami. Wyzwanie to i sztuka, łączyć ze sobą rzeczy na pozór odmienne, lecz mające wspólne korzenie.
   Na pierwszych stronach książki spotykamy niejakiego Kawafisa, zwanego również Konstantym, antyspołecznego poetę, dostrzegającego wraz z wiekiem nieubłagane przemijanie czasu. Nie jest to postać fikcyjna. Konstanty Kawafis, zwany też Aleksandryjskim, był greckim poetą, żyjącym na przełomie XIX i XX wieku, niedocenionym za życia, żyjącym skromnie i ubogo. Pamięć o nim przetrwała dzięki jego przyjaciołom, którzy publikowali jego dzieła po angielsku. Kawafis sam wobec siebie bywał bardzo krytyczny, potrafił wielokrotnie poprawiać swe wiersze. Był swego rodzaju propagatorem nowego stylu w poezji - prozaizowanego, bez określonych rymów i rytmu, liczyła się treść, bardzo często oscylująca wokół miłości, ale tej zakazanej, nieprzystającej współczesnemu mężczyźnie, lecz jakże kuszącej dla miłośnika starożytnej Grecji, gdzie była na porządku dziennym, a wręcz wskazana między starszym mistrzem a młodszym uczniem. Może dlatego Kawafis nie został dostrzeżony za życia?
   Witold Jabłoński wykorzystał go w swej powieści jako klamrę spinającą fabułę. To uosobienie dawnego świata, jego wartości i historii, jednocześnie przesiąknięty współczesnym chrześcijaństwem i związanymi z nim przesądami. Jest areną walki pomiędzy starym i nowym, co dobitnie uświadamia jedna z ostatnich scen w kawiarni. By dostrzec piękno świata i minione dzieje należy wyzbyć się ograniczeń wpajanych przez religię i cieszyć się życiem w imię miłości i szacunku do wszelkiego stworzenia.
   Kawafis jest jedynym godnym zainteresowania tajemniczej głównej bohaterki, a zarazem narratorki powieści, tancerki Fryne. Na jej specjalne zaproszenie Grek udaje się na jej występ oraz kabaretu "Orfeion". Jednak najpierw zostaje wplątany w istny wehikuł czasu, historię sprzed wieków, stając się słuchaczem naocznego świadka owych wydarzeń.
   Fryne to jedna z najsłynniejszych kurtyzan Aten, biegła w swym fachu, podobno piękna, zgrabna, urocza, a przy tym bystra i inteligentna. Prawdziwa hetera, która się ceniła, więc niewielu było na nią stać. Była muzą ówczesnych rzeźbiarzy, np. Praksytelesa, który uwiecznił ją pod postacią Afrodyty. Jej losy inspirowały także kolejne pokolenia, artystów wszelkiej maści. Żyła w IV w. p.n.e., zyskując sławę w Atenach, podróżując sporo na terenie basenu Morza Śródziemnego.
   Fryne Jabłońskiego to kolejna inspiracja tą słynną Tespijką. Ta starożytna jest niezwykle piękna, pociągająca mężczyzn nie tylko ciałem, ale i duchem, choć to tylko kobieta. Może i dlatego, że potrafi czytać i pisać. Ma kolekcję wielu uczonych pism, które namiętnie studiuje i którymi imponuje swoim klientom. Pełna życia i bardzo go ciekawa. Mimo pospolitego pochodzenia jako hetera cieszy się statutem wolnej osoby, mogącej o sobie decydować. Żaden mężczyzna nie stoi za jej plecami, nie wydaje jej poleceń, jest naprawdę wolna, choć majątkiem oficjalnie zarządza jej przyjaciel i protektor, Hyperejdes. Fryne potrafi owinąć sobie mężczyznę wokół palca, choć nie stroni od miłości z własną płcią. Dla niej to praca i przyjemność. Pod tym względem Ateny nie ograniczały swoich obywateli.
   Fryne dwudziestowieczna to już dojrzała kobieta o niezwykłej wiedzy i bogatym doświadczeniu, pewna siebie, tajemnicza, nieco dziwna, lecz intrygująca. Kobieta zagadka. Przykuwająca uwagę. O figlarnym spojrzeniu i łobuzerskim uśmiechu. Czemu? Bo zna swoją wartość. Łącząca w sobie estetykę pięknego ciała i umysłu, bogatego życia.
   Fabuła powieści skupia się na życiu starożytnej Fryne, jej przygodach w Atenach (sąd areopagu, krótki związek z Lizydasem), Macedonii i Epirze, a nawet Persji. To świat pełen tajemnic, intryg i niebezpieczeństw, choć główna bohaterka ma przede wszystkim dostarczać przyjemności i pożywki intelektualnej. Kapłanka Afrodyty Jabłońskiego znajduje się w samym centrum wydarzeń IV w p.n.e. Przewija się przez dwór Filipa Macedońskiego, Aleksandra Wielkiego, Aleksandra Mollosa, będąc jednocześnie zamieszaną w sprawy Olimpias (Myrtele) i jej córki Kleopatry. Przy tym na bieżąco relacjonuje wydarzenia ówczesnego życia politycznego Sparty, Aten, Macedonii i Persji z perspektywy przeciętnego mieszkańca Hellady ze wszystkimi plusami i minusami, tak często pomijanymi w oficjalnych rozprawach naukowych.
   Pierwszą rzeczą rzucającą się w oczy historyka jest dokładność Witolda Jabłońskiego w oddaniu realiów świata starożytnego. Pisarz trzyma się ram czasoprzestrzennych, stara się jak najlepiej odwzorować życie codzienne ówczesnych, skupiając się na takich detalach jak ubiór, wystrój wnętrz, zwyczaje. Dzięki temu czytelnik może cieszyć się udziałem w ucztach możnych tego świata, podróżami po świątyniach, rytuałach na cześć Afrodyty czy Dionizosa w różnych zakątkach Grecji, odmiennością form kultu tego samego bóstwa, przyjmowaniem strategii wojennych, formami rządów - demokracją, królestwem etc. Autor robi to tak sprawnie i malowniczo, że czytelnik daje się temu pochłonąć bez reszty.
   Wiele miejsca pisarz poświęcił starożytnej kulturze Hellady, a przede wszystkim relacjom międzyludzkim, przedstawiając związki między mężczyznami. Ówcześnie nie nazywano tego homoseksualizmem, lecz było to czymś naturalnym. Starszy mężczyzna wprowadzał w dorosłe życie młodzieńca, przy tym opiekując się nim, troszcząc o jego wykształcenie i przyszłą karierę. Z reguły mistrzem zostawał bogaty Grek, uczniem - piękny, młody chłopiec. Miało to wspomóc męską przyjaźń, utrwalić sojusze, a nieraz gwarantować wejście do rodziny opiekuna poprzez ślub jedną z jego córek. Podobnie rzecz ma się z najstarszym zawodem świata. Kurtyzany od początku były kształcone w swoim fachu, przy czym uczono je jak zapobiegać ciąży, jak czarować ciałem i rozmową klienta. Często ten zawód uprawiały kobiety samotne, porzucane jako dzieci z ubogich rodzin. Była to dla nich szansa na przetrwanie. Hetery traktowano jak kapłanki Afrodyty, bogini miłości. Zaspakajały potrzeby fizyczne i towarzyskie mężczyzn. Były wolne, a ich zajęcie nie było niczym gorszącym. Tym zawodem trudnili się również młodzieńcy. Męski kurtyzan brał za swe usługi pieniądze, uczeń od mistrza - prezenty. Tym właśnie różnili się z dzisiejszego punktu widzenia. Kobiety z wysokich rodów jako żony i córki były izolowane od męskiego świata, były naczyniem do przedłużania rodu, cichą ozdobą męża. Spotykały się w swoim gronie, nie stroniąc od plotek. Miały swój świat, swoje zajęcia i swoje marzenia, które mogły realizować jako bogate wdowy lub kapłanki.
   Większość akcji ma miejsce w Atenach, dzięki czemu czytelnik obserwuje naocznie rozwój demokracji w czasie pokoju i wojny, sposób funkcjonowania polityki, a nawet gospodarki (handel rzadkimi dobrami). System tak doskonale znany ze szkoły autor zestawił z monarchią oligarchiczną Sparty (bardzo przypomina mi juntę wojskową, tyle, że władza nie została przejęta w sposób nagły, rewolucyjny) przy pomocy opowieści Lizydasa, gdzie każdy bunt był krwawo tłumiony, ludzi dosłownie hodowano by służyli państwu, bez uczuć i zbędnych pytań. Jedna Hellada, a jakże odmienne oblicza. Jednocześnie ustroje te pisarz porównuje z Macedonią oraz Persją pod rządami króla, wskazując różnice w ich funkcjonowaniu.
   W. Jabłoński obnaża również ludzką psychikę. Robi to doskonale, ujawniając nie tylko jasne strony, ale i te ciemne, nieznające ni litości ni współczucia, zatracające się w zadawaniu bólu i cierpienia innym, nieznoszące słowa sprzeciwu jak Olimpias czy jej syn Aleksander, gubiąca się w hedonizmie jak siostra Aleksandra, Kleopatra czy żyjący dla śmierci Lizydas. Władza i bogactwo mogą zniszczyć, jeśli nie ma się silnego kręgosłupa moralnego. To, co prowadzi do potęgi, może równie szybko zrzucić z piedestału nawet najsłynniejszą postać. Mam tu na myśli dramat Aleksandra Wielkiego, który od boskiego pomazańca wyrasta na znienawidzonego okrutnika nawet wśród najbliższych zaufanych przyjaciół. Podobnie rzecz ma się z jego siostrą, która z rozsądnej i mądrej dziewczynki przemienia się w kobietę bez umiaru w cielesnych rozrywkach, co przeraża nawet zawodową kurtyzanę. W jaśniejszych barwach rysuje się Hyperejdes  i jemu podobni kochankowie Fryne. Inteligentni, świadomi świata, kulturalni, jednostki szanujące innych. Dziś powiedziałoby się o nich "ludzie na poziomie", z którymi można porozmawiać nie tylko o codziennych sprawach, ale i bardziej filozoficznych. Ta powieść to istna mozaika ludzkich charakterów i temperamentów. Różnorodna, bogata, zróżnicowana.
   Na tym tle Fryne jaśnieje niczym gwiazda polarna, uosobienie kobiecego ideału. Nic zatem dziwnego, że od początku jej życiu ma w nim miejsce magia, począwszy od Omfale po Apolloniosa. Przeznaczenie upomniało się o swoją wybrankę nie bez powodu. W końcu to ona, urodzona pewnej burzonej nocy, ma zmienić bieg historii i świata. Jabłoński przemyca elementy świata fantastycznego do powieści tak naturalnie jakby istniały w nim od zawsze, przy tym tłumacząc wiele jej przejawów w racjonalny sposób.
   Warto przy tym zwrócić uwagę na pewien element. Starożytne przepowiednie Apolloniosa i narzekania dwudziestowiecznej Fryne na ograniczenia nałożone na człowieka przez religię. Tyczy się to nie tylko tej, która zdominowała współczesną Europę. Gdzie w tym wszystkim wolna wola, wolny wybór, życie w zgodzie ze sobą, radość z niego, chęć doskonalenia się, bycie dumnym z osiągniętym sukcesów, gdzie wolność miłości i przyjaźni, równouprawnienie? Wszystko zostało wtłoczone w ramy zakazów i nakazów, co wolno, a co jest grzechem, z podziałem na lekkie i ciężkie etc. Autor przedstawia w tej powieści swoje zdanie i nikogo przy tym nie obrażając, uwypukla jedynie to, co wszyscy mają za normę. Choć wzbudza to potężne emocje w naszym państwie (co widać coraz dobitniej, niestety), to im jest się starszym i głębiej wnika się w historię, tym coraz więcej racji się mu przyznaje. Zasłona spada z oczu. Świat nie jest już tak jednoznaczny i schematyczny, zyskuje barwy decydowania samemu o swoich wartościach.
   "Fryne Hetera" nie jest powieścią lekką. Porusza wiele trudnych tematów jak przemoc, podejście do wiary i śmierci, prostytucja, okrutna władza, niesprawiedliwość społeczna, odrzucenie przez rodzinę, wyzucie z uczuć, bezlitosne rytuały religijne, szaleństwo władcy i jego skutki dla poddanych. Ma głęboką warstwę filozoficzną, która zostaje z czytelnikiem na dłużej. Pokazuje świat ze wszystkimi jego szarościami, nie gardząc żadnym jego elementem. Ona bierze je w swoje ramiona, przetwarza przez realia starożytne i oddaje w pełnej palecie barw, nie bojąc się kontrowersji wokół siebie.
   Witold Jabłoński po raz kolejny ukazał kunszt swego warsztatu. Jestem pełna podziwu dla jego znajomości historii, szacunku wobec niej i umiejętnego wykorzystania do stworzenia własnej opowieści o minionym świecie. Praca z historią wymaga skrupulatnej znajomości wielu źródeł, nie tylko pisanych, ale i materialnych, archeologicznych, wrażliwości, ale i umiejętności wyłapywania niuansów, drobnostek, które dobrze wykorzystane, dodadzą książce wzbogacających smaczków i autentyczności. Przy tym należy oddać pisarzowi, że potrafi tworzyć niezwykły klimat, który pochłania bez reszty i przenosi w czasie. Ogromną zasługę w tym ma jego barwny styl i język dostosowany do przedstawionej epoki i postaci. Dialogi są naturalne, żywe, raz humorystyczne, innym razem poważne, zawsze ukazujące emocje bohaterów. Opisy są prawdziwym majstersztykiem. W nich aż kapie od feerii barw, struktury materiałów, zapachów. Rozkosz dla zmysłów. Widać to zwłaszcza we fragmentach dotyczących ogrodów, posągów, uczty na perskim dworze Aleksandra czy przemiany Fryne. Sceny intymne między bohaterami są opisane ze smakiem, nie zatrzymując się tylko na fizycznym akcie, ale skupiając się również na uczuciach. Opisy batalii, morderstw etc. autor oddaje realnie, bez przesady i wielkiego rozlewu krwi. Witold Jabłoński słowem maluje ludzi, ich świat, historię. Moim zdaniem jest mistrzem w swoim fachu i naprawdę niewielu jest w stanie mu dorównać. Jego pióro wie czym jest finezja pisarstwa i znajomość ludzkiej duszy. Przed nim nic się nie ukryje. To tak jakby stał się jednością z duchem świata i przeniknął jego tajemnice, by w każdej ze swych powieści odkryć ich rąbek.
   "Fryne Hetera" to powieść wyjątkowa, piękna, przedstawiająca świat starożytnej Hellady z jej wadami i zaletami z perspektywy kurtyzany o niezwykłym żywocie. Porusza niełatwe tematy, zestawia je ze współczesnymi wartościami, a osąd ostateczny zostawia czytelnikowi, by wybrał to, co jest mu bliższe. Jednak nie można dać się zwieść pozorom, to powieść w powieści o równie aktualnej problematyce pod zasłoną Kawafisa w XX wieku w Aleksandrii tuż po I wojnie światowej. Autor pokazuje, że świat miniony i współczesny niewiele się różnią. Każda epoka ma swoje demony i zasady, ale ludzie się nie zmieniają. Wciąż mamy te same obawy i pragnienia, co przed wiekami, powodują nami te same pobudki. Zmieniają się tylko ramy wyznaczone przez kulturę. Tylko od nas zależy czy się im poddamy, czy pójdziemy własną drogą, wolną od ograniczeń naznaczonych przez religię panującą, zgodną z własnym sumieniem i wartościami. Wszystko to ubrane w piękne słowa Jabłońskiego, którego styl i wrażliwość niezmiennie zachwycają. To jedna z tych książek, która zostanie ze mną na dłużej. Porusza i uczy. Warta każdej wolnej chwili.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz