Recenzje tematycznie

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielkopolska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielkopolska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 listopada 2022

152) "Słowianie" (tom I) - Robert Foryś

 Początki polskiej państwowości są niejasne, czasem przypominają błądzenie po ciemnym lesie w gęstej mgle. Pierwszym historycznym władcą naszego kraju był Mieszko I, ale kto panował przed nim? Źródła ościennych kronikarzy niewiele mówią nam na ten temat, a nasze rodzime trudno potraktować poważnie, raczej jako pamięć pokoleniową przekazywaną ustnie, której szczegóły mogły się zatrzeć, pozostały tylko strzępki w postaci imion, ludowych legend czy miejscowych nazw.

  Rynek wydawniczy coraz chętniej sięga do niszowego, jeszcze parę lat temu, tematu naszych słowiańskich korzeni. Sporą popularnością cieszą się książki z kręgu słowiańskiego fantasy o biesach, zarówno dla dzieci jak i dorosłych. Rzadkością są za to powieści historyczne "twardo stąpające po ziemi", mające u swych początków dokładną kwerendę źródłową (czyli research). Do takich perełek z pewnością należy powieść Roberta Forysia pt. "Słowianie".

   To przygodowa powieść historyczna osadzona w X wieku na ziemiach Słowian ze szczególnym uwzględnieniem Połabia i Wielkopolski. Koncentruje się na przedstawieniu konfliktu na dworze ojca Mieszka I, walce o władzę między Piastowicem a przedstawicielami innych rodów (krótki wątek), podporach książęcej władzy, niespokojnych czasach wojen i zdobywania ziem oraz niewolników, ścierania się starej i nowej wiary, intrygach międzypokoleniowych dot. władzy i interesów kupieckich, podstawach ówczesnej gospodarki i zaufania społecznego. Książka wtajemnicza również nieco w polityczną sytuację na terenach będących pod władzą Ottona Wielkiego oraz margrabiego Gero. Sporo miejsca poświęca również stosunkom między samymi słowiańskimi plemionami. 

  Postacią wyrastającą na głównego bohatera jest Jaromir Pomrok, Czech, który w wyniku różnych komplikacji rodzinnych znajduje dom na dworze Siemomysła, władcy Polan. Zaprzyjaźnia się z Mieszkiem, stając się mu prawie bratem. Bystry, inteligentny, lojalny, pełen wewnętrznego uroku. Zdarza mu się działać pod wpływem impulsu, porywczo, czego dalekosiężne konsekwencje musi znosić mężnie. Życie pisze mu niełatwy los, pełen przygód i zasadzek, lecz tym samym historia widziana jego oczami staje się barwna, pełna energii i niespodziewanych zwrotów akcji. Może kocha go pech, może przygody. Pewne jest jedno. Na nudę nie może narzekać.

   Bohaterem zasługującym na szczególną uwagę jest sam Mieszko, którego poznajemy już w latach dziecięcych. Od małego ciekawy świata, chłonący jak gąbka wiedzę z obserwowanego otoczenia i podsłuchanych rozmów dorosłych, wyciągający wnioski, by nie powtarzać błędów innych. Rozsądny, szanujący tradycję i wartości rodzinne, cierpliwy, inteligentny, ceniący prawdziwych przyjaciół.

 W powieści odnajdziemy również historycznych przedstawicieli rodu Billungów, Stoigniewa - księcia Obodrytów, Tęgomira - księcia Stodoran, Bolesława Srogiego, Czcibora - brata Mieszka etc. Robert Foryś wykonał kawał dobrej roboty. Pięknie połączona wiedza i fakty znane z historii z fantazją. Dbałość o szczegóły, takie jak: wyposażenie domostw, kulinaria, ubiór czy ekwipunek woja. Warto również zwrócić uwagę na elementy kulturowo-religijne, nie tylko w zakresie oficjalnego kultu, ale i codziennych sytuacji, np. na dworze księcia czy w karawanie księcia Ottona. To drobiazgi, ale nadają smaczku autentyczności i pomagają wczuć się w klimat powieści. Myślę, że historycy będą ukontentowani. 

   Podczas lektury warto bliżej przyjrzeć się postaci saskiego poddanego z masakrowanego miasta. Jego perspektywa na toczące się konflikty ze względu na osobistą tragedię oraz bezpośredni w nich udział daje czytelnikowi wgląd w życie zwykłego szaraka. Jest to o tyle ważne, że X wiek widzimy nie tylko oczami dworu i jego przybocznych. Punkt widzenia maluczkich jest ważny, bo otwiera oczy na to jak naprawdę mogła wyglądać tamta rzeczywistość, z jakimi problemami mierzyli się ludzie, w jakich warunkach przyszło im żyć, a przede wszystkim - jak konflikty władców oddziaływały na poddanych. 

   Powieść porusza także temat roli kobiet w ówczesnym społeczeństwie, sprowadzającą się przede wszystkim do stereotypowego rodzenia dzieci i opieki nad domowym mirem. Matka i żona, uległa córka, której zdanie niewiele znaczy. Kobiety jako przedmiot handlu między mężczyznami, by potwierdzić układ. Jak sobie radziły, by przetrwać? Do czego się ubiegały w razie zagrożenia życia? Warto przyjrzeć się Gorce, Ludgardzie etc.

   Książka Roberta Forysia porusza również zagadnienie średniowiecznego niewolnictwa, wielkich targów im poświęconych oraz wojen w celu zdobycia nowego żywego towaru. Słowianie, podzieleni na wiele plemion, większych i mniejszych, nie mieli oporów, by polować i podbijać swoich współbraci, sprzedawać ich obcym, np. w Saksonii. Okrutny świat i okrutni ludzie. Autor nie boi się ukazania losu niewolników czy to na dworze Polan czy Saksończyków, ich wykorzystywania czy złego traktowania.

   Styl autora przykuwa uwagę. W barwny sposób maluje przygody bohaterów, odwzorowując fakty historyczne i wplatając w to własną wyobraźnię, by wypełnić luki. Jest drobiazgowy i szczegółowy. Bywa bardzo bezpośredni, nie oszczędzając mocniejszych i drastyczniejszych opisów przy scenach walki i przemocy. Gdy trzeba rzuca też wulgaryzmami. Dzięki temu czytelnik już wie, że to nie sielska bajeczka, a realistyczna powieść historyczna czerpiąca pełnymi garściami z życia, oddająca klimat średniowiecza.

   Pod względem fabuły, kreacji bohaterów, stylu i języka czy kwestii merytorycznych "Słowianie" Roberta Forysia to książka godna polecenia i uwagi miłośników historii oraz zapalonych mediewistów. Bogata treść poparta wyczuwalną kwerendą źródłową broni się sama. Naprawdę.

  Jednak, żeby nie było tak słodko i lukrowo strona techniczna, a raczej korektorska to jakaś pomyłka. Ogrom literówek, po kilka na każdej stronie, nieuwzględnianie dyftongów w odmianach przez przypadki to prawdziwa zmora. Ach, gdzie te nasze piękne "ą" i "ę"? Trafiły się też takie kwiatki jak "wierza" bramna (s.124) czy "tępo" (szkoda, że nie zanotowałam strony). Przestawianie liter w słowach "od" i "do" to już tradycja nagminna. Mimo to największym hitem jest powtórzenie treści - jakieś 1,5 strony, tj. od s. 192 (ostatni dialog) do s.194 "Margrabia uniósł do ust cynowy kufel". To naprawdę spora niedbałość ze strony wydawcy. Niestety, ale to wytrąca z równowagi w trakcie lektury i budzi jedno wielkie "grrr....", coś na kształt ataku furii Pomroka. I nie piszę tego złośliwie, ale jako wskazówkę na przyszłość dla wydawcy - tekst warto sprawdzić choćby jeden raz więcej, by uniknąć takich wpadek i błędów w druku.

   "Słowianie" Roberta Forysia są powieścią godną polecenia ze względów merytorycznych w zakresie historii ziem słowiańskich w X wieku oraz stosunków słowiańsko-sasko-wikińskich. Dbałość o szczegóły i świetnie oddany klimat, ciekawa fabuła, równomiernie rozłożona akcja, przygody i intrygi dworskie, różnorodna perspektywa na te same wydarzenia przyciągną konesera dobrej literatury. Zdecydowanym minusem jest techniczne wydanie tej książki pełne niedociągnięć. Jednak zapewniam, że treść to nadrabia i wynagradza po stokroć. 

niedziela, 21 lutego 2021

86) Wszystkie drogi wiodą do Poznania, czyli stolica Wielkopolski okiem "Legend Poznańskich" Krzysztofa Kwaśniewskiego

 

   Mała Ojczyzna... któż z nas się z nią w pewien sposób nie utożsamia? Emigrujemy po całym świecie, ale kraj pochodzenia, miejsce, w którym się wychowaliśmy, cenimy, a pamięć o nim pielęgnujemy. Na stare lata powracamy do niego wspomnieniami i niejednokrotnie idealizujemy. Do pamięci nie przechodzą raczej wątki polityczne czy gospodarcze, a głównie lokalne drobiazgi, jakieś zdarzenia towarzyskie, charyzmatyczne osobowości, a nawet plotki. Po latach, dziesiątkach lat one ewoluują, podawane z ust do ust zmieniają pewne elementy, nabierają barw. Mogą stać się podaniem, świadectwem lokalnego kolorytu kulturalnego. Ludowym wspomnieniem przeszłości dnia codziennego, czegoś, co było ważne dla miejscowych, a nieistotne dla ogółu narodu.

   W dzisiejszych, zabieganych czasach, wiele osób nagle zatrzymuje się i szuka sensu tego wszystkiego dookoła. Jedni podróżują po świecie, inni odnajdują nowe pasje, a niektórzy wracają do korzeni w poszukiwaniu swojej tożsamości.

   Myślę, że w przypadku mieszkańców Wielkopolski związanych z Poznaniem może pomóc zbiór podań Krzysztofa Kwaśniewskiego pt. "Legendy Poznańskie". Zawiera on 92 opowieści baśniowe i historyczne, od zarania dziejów państwa polskiego aż do czasów nam współczesnych. Tym samym stanowi niezwykłą panoramę życia stolicy macierzy naszej Ojczyzny, od chłopów zaczynając, a na szlachcie i duchownych kończąc. Mamy tu wiersze, ludowe i pełne gwary, podania oraz bardziej uczone dysputy czy fragmenty wspomnień. Pełne bogactwo form, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Historie wesołe i smutne, o ludziach, duchach, zjawach i istotach magicznych. Te światy tu się przenikają i tworzą niezwykły teatr życia poznaniaków (tak drogi autorze, ta forma przyjęła się niecałe 30 km od Poznania, więc będę jej wierna). "Legendy Poznańskie" zawierają podania już znane, m.in. o ratuszu poznańskim, koziołkach, trąbie w ratuszu czy królu kruków oraz powoli ginące w pamięci jak o Stanisławie Górce, profesorze i sierotce czy silnym Jaśku. Część z nas poznała je dzięki dziadkom i rodzicom, inne napotkaliśmy sami. Zbiór Kwaśniewskiego je systematyzuje na te o Poznaniu i jego dziejach oraz inne z nim związane lub z niego się wywodzące. To powoduje, że treściowo  książka jest spójna i ciekawa, lecz każde podanie różni się stylem, co nieco wybija z rytmu przy czytaniu, ale to dlatego, że autor stara się zachować oryginalne formy opowieści (niektóre z nich były nawet tłumaczone ze źródeł niemieckich). Dzięki zachowaniu oryginalnej formy podań w gwarze jesteśmy w stanie odtworzyć brzmienie języka z XVIII-XIX wieku. Już samo to zbliża nas do przodków, nie mówiąc już o tym, że czasem nadal słyszymy ją w domu.

  Od strony czysto merytorycznej - Kwaśniewskiemu należy się pokłon za porządną kwerendę źródłową, bogatą bibliografię i naukowy aparat w postaci wyczerpujących przypisów i autorskich komentarzy (mówiących nie tylko o samym tekście, ale osadzających go także w kontekście historycznym i kulturalnym, gdzie zwraca się uwagę na przypuszczalne motywy twórcy i siłę oddziaływania na lokalną społeczność). To dodatkowy atut tej książki.

  "Legendy Poznańskie" zostały wydane w twardej oprawie przez Wydawnictwo Poznańskie z okładką nawiązującą do Ratusza na Starym Rynku. Książkę zdobią liczne ilustracje związane z podaniami, często już o wartości historycznej, bo przedstawiające budynki czy elementy zabudowy, których już nie ma. Nowy rozdział zwiastuje symbol latarni ulicznej, która być może oznacza oświecenie ciemności przeszłości dla przyszłych pokoleń. Dobrej jakości papier gwarantuje, że ta pozycja przetrwa co najmniej kilka pokoleń (przy odpowiedzialnym użytkowaniu). 

   "Legendy Poznańskie" K. Kwaśniewskiego to nie lada gratka dla kolekcjonera historii kultury Wielkopolski, bo nie tylko przytacza podania, ale przede wszystkim zawiera bogaty komentarz naukowy. Wg mnie to książka warta poznania przez poznaniaków i generalnie Wielkopolan, ponieważ pomaga odnaleźć korzenie i rozmiłować się w ich poszukiwaniach.


PS A tu Zamek, obok którego spędziłam najlepsze pięć lat swojego naukowego życia, na Wydziale Historycznym UAM (teraz podzielony na kilka pomniejszych) na św. Marcinie. Najlepsze miejsca do nauki - I piętro w prawym korytarzu należącym do Zakładu Historii Gospodarczej oraz IV piętro należące do Instytutu Prahistorii (czyli archeo). Piękne wspomnienia, a ileż prawdziwych, wydeptanych historii i legend wydziału...