Recenzje tematycznie

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść słowiańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść słowiańska. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 marca 2023

162) "Szata z piór" Magdaleny Wolff

  Leśna głusza, szemrzący w oddali strumyk, odgłosy zwierząt. Cuda natury. Czego chcieć więcej? By życie w takim miejscu nigdy się nie skończyło, a ludzkie sąsiedztwo nigdy nie zawitało do naszego azylu. Takie marzenia tyczą się niejednego leszego i niejednej boginki, lecz ludzi jak na złość wszędzie więcej i więcej. Co począć? Jak temu przeciwdziałać? Jak zachować puszczę, taką pierwotną? Jednak czy wszyscy ludzie są tacy źli? Czy są tacy, co szanują leśne stwory i matkę ziemię? Czy potrafią przeciwstawić się swoim ziomkom i wytłumaczyć, by nie niszczyli darów przyrody?

   Tak mogłyby wyglądać rozważania mieszkańców słowiańskich lasów, gdyby rodzima wiara wciąż trwała. Czy byłby możliwy kompromis między nimi a ludźmi? Jak przebiegałaby taka koegzystencja? Co w razie naruszeń wspólnie poczynionych postanowień? Kto sądziłby rzezimieszków? Jakie byłyby kary?

   Mój świat stanął na głowie za sprawą powieści pasjonatki mitologii wszelakich, Magdaleny Wolff. Drugi tom serii "Moc Korzeni" pt. "Szata z piór" jest głęboko inspirowany i osadzony w słowiańskich realiach wierzeniowych, gdzie ludzie żyją obok stworza i bogów, wpływając na siebie wzajemnie. To świat, gdzie legendy i baśnie przeplatają się z rzeczywistością, a historia jest wielce poważana i stanowi punkt wyjścia dla wyobraźni autorki. Skąd jestem tego taka pewna?

   Na początek warto przyjrzeć się geografii uniwersum Wolff. Sławianie, ich zachodni sąsiedzi mocno podchodzący pod niemieckojęzyczne narody, północni - z ich pierwotnymi nordyckimi bogami oraz co ważne - aspekty religijne, tj. politeistyczni Sławianie i monoteistyczni mirianie. Czy czegoś Wam to nie przypomina? Właśnie. Nasza własna historia, lecz czytelniku pamiętaj, to powieść fantastyczna, a nie historyczna.

  O czym opowiada "Szata z piór"? Warcisława, zwana również Wreną, wyłania się z lasu w towarzystwie Szarego i rusza ku swemu przeznaczeniu, by odzyskać odebraną jej podstępem ojcowiznę i pomścić śmierć najbliższych. W lesie przeszła już próby u Baby Jagi, pokonała liczne przeszkody, walczyła ze żmijem. Przeżyła. Co może ją spotkać wśród ludzi? Na kogo będzie mogła liczyć, a kto ją zdradzi? Kto stanie jej się powiernikiem i przyjacielem, a kto wrogiem? Dziewczyna musi udać się do Świerków, kuzynostwa, by zyskać wsparcie w swojej sprawie i udowodnić, że warto iść za nią. Poza tym czeka ją jeszcze podróż do kniazia Dargorada, najbardziej wpływowego pana po tej stronie puszczy. Co jeszcze kryje się za rogiem?

   Wacia dojrzała, wie, co jest jej celem, ale bywa zagubiona, niepewna siebie, musi zakładać maski wśród obcych, by chcieli ją wesprzeć. Jest młodą dziewczyną, którą los już srodze doświadczył. Nieszczęśliwe małżeństwo, śmierć bliskich, utrata domu i konieczność szybkiego dojrzenia do bardzo ważnych i odpowiedzialnych decyzji, brzemiennych w niespodziewane skutki. Jak na ten wiek to za wiele na jedną osobę, lecz przy pomocy prawdziwych przyjaciół ma szansę na powodzenie i zrozumienie samej siebie. Jej postać spina całą fabułę, jest barwna, niejednoznaczna, dająca się lubić i poznać. Jest kimś, komu warto zaufać, otworzyć się przed nią. Jest szczera i lojalna. O swoich walczy jak lwica.

  Jastrzębcówna to główna bohaterka kobieca, ale nie można pominąć pozostałych. Równie ważna jest Gerda von Hewen, na zewnątrz nieustępliwa, odważna, śmiało krocząca przed siebie, a w środku niepewna, łaknąca akceptacji i miłości. Warto też bliżej przyjrzeć się Mirce, kapłance i podopiecznej Pężyrki. Choć młoda i nieco zagubiona w swoich uczuciach, to wie, co ważne i dobre. Ma ogromne serce. Jest jedną z tych, która może pomóc Waci w powrocie do domu.

   Kobiety u Magdaleny Wolff są różnorodne. Jedne - pionki w grze mężczyzn, inne - same stawiają warunki i poruszają nitkami kukiełek. Jednak każda z nich ma własne marzenia, motywacje i lęki. W sytuacjach podbramkowych potrafią być silne, stanowić opokę dla innych, zepchnąć złe wspomnienia daleko i przemienić je w moc. Są potężne swoją kobiecością, nie ciałem, lecz duchem. Waleczne. Dążące do swoich racji. Wiele z nich jest godnych naśladowania.

   Spośród mężczyzn warto zwrócić uwagę na Snowida, Winanda i Lestka (sic!). Towarzyszą bohaterkom, są przyczyną ich trosk i radości. Bywają przyjaciółmi, kochankami i wrogami. Mają w sobie coś, co przykuwa uwagę i nie pozwala odwrócić od nich oczu. To mężczyźni z tajemnicą, z tzw. przeszłością. Choć są tak różni i odmienni od siebie... bez nich ta historia byłaby pusta. Są tym niespokojnym duchem, który napędza fabułę, może nawet nieświadomie, a przy okazji uczą. Otwierają przed czytelnikiem nowe horyzonty, nowe możliwe interpretacje ich zachowań i wpływu na Wacię, Mirkę oraz Gerdę. 

  "Szata z piór" to powieść wielowątkowa, skupiająca się przede wszystkim na międzyludzkich relacjach, które bywają trudne i skomplikowane, tak samo bolesne, co radosne, pełne uniesień i chwil zwątpienia. Jest tu miłość partnerka, hetero- i homoseksualna, pokazane podejście do niej, strach przed przyznaniem się do niej, przed opinią otoczenia, chęć dostosowania się do wymogów społecznych, które narzucają pewne schematy. Jest tu siła przyjaźni, która może przenosić góry i uskrzydlać, dawać oparcie i wiarę w siebie, nadzieję na wyjście z kryzysu, poczucie radości z tego, kim się jest i jaką ścieżkę się obrało. Jest tu mowa o ludzkiej dobroci i empatii, bezinteresownej pomocy, którą może otrzymać każda ofiara przemocy. Autorka pokazuje, że rodziną mogą być przyjaciele, a nawet obcy ludzie, którzy dadzą z siebie więcej dobra niż ci, z którymi łączą nas więzy krwi. Nie ma tu tematu tabu, nie ma lukru. Kobiety bywają przedmiotowo traktowane przez bliskich, jak towar wymieniane na inne dobro. Są bite, gwałcone. Noszą ślady po swoich oprawcach. Niektóre to złamie, podporządkują się, inne zawalczą o siebie, uciekną lub się przeciwstawią, powiedzą dość. U Wolff jest nawet takie specjalne miejsce, gdzie mogą znaleźć bezpieczną przystań. Ludzkie relacje to także zazdrość, zawiść, nienawiść, obłuda, dwulicowość, podszyte intrygami i podstępami. W tej powieści tego nie brakuje. Co rusz można natknąć się na ich przykłady. 

   Bywają sytuacje, gdy trudno okiełznać emocje. Skąd wiemy, co do kogo czujemy? Czy to na pewno to? Jak łatwo przejść z zakochania do nienawiści, ze słodkich słówek do złośliwych uwag? Bohaterowie tej książki bywają zagubieni, nie tylko w świecie zewnętrznym, ale i wewnętrznym, który bywa istnym labiryntem. Warcisława, Szary, Mirka, Lestek, Gerda, Winand i wielu innych. Każdy ma własne demony, z którymi musi zmierzyć się sam.

   Postacie ludzkie u Magdaleny Wolff są barwne, zróżnicowane, każda o własnej historii. Są niezwykłe. Należy zwrócić uwagę na to jak autorka zarysowała ich portret psychologiczny, jak wiele czasu musiała na to poświęcić i z jakim skutkiem. Jestem pod ogromnym wrażeniem.

   Świat ludzi to i walka o władzę. Tu warto zwrócić uwagę na bogatą szatę intryg i strategii wojennych. Nie tylko knowania, ale i same przygotowania. Duża szczegółowość opisów pozwala na wyobrażenie sobie tego. Ponadto pisarka przedstawia przy tym funkcjonowanie możnych dworów, zarówno w dni powszednie, jak i świąteczne. Dzięki temu czytelnik może być uczestnikiem uczty, zwiedzić prywatne komnaty Wasi u Świerczyńskich i w Turzycach, może oglądać bitwę, a nawet opatrywać rannych. Przy poruszeniu kwestii politycznych mocno zaznaczane są zagadnienia finansowe, tj. przewidywanych zysków i strat, co przeważa na decyzje możnych. Można z kimś dobrze się bawić podczas uczt, ale to nie jest powód do podjęcia ryzykownych kroków. Potrzebne są dobre argumenty i konkretne możliwości. Przykładem wytrwanego gracza politycznego jest Dargorad i Snowid. Mają żyłkę do tego i rozeznanie w ludzkich charakterach.

   Do tej pory poruszyłam tylko ludzką warstwę powieści. Co z tą słowiańską, nadprzyrodzoną? Uniwersum M. Wolff tchnie tą starodawną magią, zaklętą w leśnych ostępach, promieniach słońca, kroplach deszczu, w ziemi i w ogniu, tą, która otacza nas każdego dnia, magią rodzimej wiary i wierzeń, która płynie w naszych sercach, wypita z mlekiem matki, przekazana z krwią przodków. W "Szacie z piór" znów można spotkać leszych, leśne panny, biesa. Pojawi się również wątek latawców. Jest nawet sam Boruta. Czytelnik może również spotkać bogów. Jest Perun pod postacią Jasza, Dziewanna, Marzanna, Nyja i Weles. Są tak samo realni jak ludzie. W tym tomie bardzo wyjątkową sceną są odwiedziny Nawii. Miejsce pełne metafor i symboli, o niezwykłej atmosferze, działające na wyobraźnię. Mówiąc szczerze to właśnie ta sfera mnie całkiem pochłonęła. 

   W tym momencie należy zwrócić uwagę na to jak ludzie podchodzą do wiary i bogów. Jedni bywają sceptyczni, inni - fanatyczni, lecz każdy szanuje tradycje przodków. Bogowie cieszą się szacunkiem. Na ziemiach Sławian powszechnie występują chramy i kąciny. Kapłani są poważani przez ogół społeczeństwa przez wzgląd na pełnioną funkcję. Kogoś, kto podniesie rękę na wizerunki bogów lub ich przedstawicieli czeka surowa kara. 

   Pomiędzy ludzkim a nadprzyrodzonym światem kręci się Szary, leszy, niezwykle ważna postać i jednocześnie ta, do której mam największą słabość. Kocha wolność, ale to miłość go napędza. Jest na rozdrożu, musząc wybrać, to, co najistotniejsze. Jego kreacja chwyta za serce. Ucieleśnia ducha tej powieści. Jest tym, czego szuka większość z nas. Ostoją, bezpieczeństwem, domem, portem, w którym zatrzymujemy się po morskim sztormie...

  Ta książka utkana jest z uczuć i wiedzy. "Kukuła i wrona" była świetna, ale "Szata z piór" jest doskonała, wybitna. Fabuła jest dokładnie przemyślana, rozpoczęte wątki łączą się w subtelną całość, krok po kroku pokazując czytelnikowi kolejne elementy układanki. Panuje tu równowaga pomiędzy akcją a przystankami spokoju. Napięcie przeplata wytchnienie. Czytelnik co rusz jest zaskakiwany pomysłowością autorki i postępkami bohaterów. Zakończenie potęguje ciekawość i wzmaga apetyt na kolejny tom. Po powyższym można wnioskować, że M. Wolff ma prawdziwy talent. Potwierdza to tylko styl i lekkie pióro, pełne poetyckości i plastyczności, które za pomocą słów rozpyla pełną paletę barw. Opisy są żywe, jakby wyjęte prosto z fantazji pisarki i postawione tuż przed nosem czytelnika. Cechuje je ogromna drobiazgowość. Są one ciekawym przerywnikiem akcji, a jednocześnie rozbudowują uniwersum.

   "Szata z piór" M. Wolff to przepiękna słowiańska fantastyka o sile miłości, przyjaźni i przeznaczenia, która krzewi rodzimą wiarę, przybliża ją czytelnikowi, a jednocześnie tworzy odrębną całość od naszej rzeczywistości. Autorka zgrabnie wplata elementy słowiańskiego dziedzictwa jak np. postać Wandy czy wyobrażenie zaświatów do swojej własnej powieści. Są one ze sobą tak mocno związane, że oddzielnie nie mogą funkcjonować, ponieważ obraz byłby niepełny. Porusza trudne tematy, często będące kulturowymi tabu. Pokazuje związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy decyzją a konsekwencjami, tym samym zmuszając do głębszej refleksji o świecie i nas samych. To dzieło grające na strunach duszy zapomniane przez nas melodie. Budzi tęsknotę za dawną wiarą, jej siłą i magią. Jej rytm pobrzmiewa w uszach jeszcze długo po zakończeniu lektury. 

   Z całego serca polecam "Szatę z piór". Jestem pewna, że poruszy każdą osobę, dla której rodzima wiara i kultura są czymś ważnym, budującym tożsamość.

   Oby więcej takich książek na naszym rynku wydawniczym!

niedziela, 26 lutego 2023

161) Równowaga, czyli słowo o "Wybranych" Franciszka M. Piątkowskiego

 Dokąd prowadzi nas współczesny świat? Dokąd zmierzamy my jako ludzie? Czy jako gatunek mamy na tyle silny kręgosłup moralny, by umieć dokonać właściwych wyborów? Czym jest odpowiednia decyzja? Jakimi metodami to sprawdzić? Czy prawda jest obiektywna bez względu na punkt widzenia obserwatora? Czy jednak może być subiektywna? Czy czynniki zewnętrzne, zmiana sytuacji, warunków etc. ma wpływ na rozstrzygnięcie sprawy? Czy to w ogóle jest mierzalne? Co tak naprawdę nas motywuje i pozwala swobodnie funkcjonować, by tak naprawdę żyć? Czy jest coś takiego jak złoty środek? Czy równowaga istnieje, a jeżeli tak, to czy jest możliwa do osiągnięcia przez ludzi? Równowaga między przyrodą a cywilizacją, sercem a umysłem, światem rzeczywistym a nadprzyrodzonym... Uważam, że większość z tych pytań zaprząta nam głowę od czasu do czasu, bez względu na pochodzenie, wykształcenie, wyznanie czy zamożność. Są w pewnym sensie fundamentalne, zapytują o przyszłość, o cel, o to, jaką drogą podążamy. Ile razy sami siebie zapytywaliśmy, czy dobrze zrobiliśmy, czy podjęliśmy dobrą decyzję, czy cofnęlibyśmy czas, czy inny wybór nie zmieniłby naszego położenia... Ludzka to rzecz poddawać w wątpliwość, roztrząsać i analizować. W świecie literatury można znaleźć mnóstwo pozycji o tej tematyce, od naukowych po fantastykę. Są takie książki, które pozornie mówią o czymś zupełnie innym, dotykają odmiennej materii, a jednak podczas lektury wypełniają nasze umysły tak poważnymi rozważaniami, zmuszają o refleksji, choć traktują o tym w sposób kompletnie niepasujący do takowej konwencji. 

   Jedną z takich powieści jest najnowszy twór Franciszka Piątkowskiego pt. "Wybrani". To czwarta część z serii "Uniwersum Powiernika", slavic urban fantasy, rodzima fantastyka słowiańska w bardziej nowoczesnym nurcie. Głównym bohaterem uniwersum jest Marek Lichocki, adwokat, który jednocześnie na co dzień zajmuje się słowiańskimi Bogami i stworami. Jak? Dola naznaczyła go na Powiernika i Widzącego, powierzając mu umiejętność kontaktowania się z mieszkańcami Prawii, Nawii oraz tymi niewidocznymi dla ludzkiego oka z Jawii. Powoduje to pewne komplikacje w jego życiu osobistym i zawodowym. Jego istnienie zostaje zauważone, przez co istoty o mniej przychylnych intencjach wobec ludzkości, zaczynają go brać na cel, ponieważ stanowi zagrożenie dla ich dotychczasowych niecnych poczynań, do tej pory niedostrzeżonych, a których konsekwencje przypisywano głównie chorobom psychicznym, skrzywieniu lub pozostawiano niewyjaśnione. Marek staje się dla nich niebezpieczny. Jak mu uprzykrzyć życie? Ma rodzinę, przyjaciół, więc sprawa jest jasna od samego początku. W dodatku Bogowie również zamierzają namieszać nieco w jego codzienności. Licho nie śpi, zło wyrywa się z uwięzi, Słowiańszczyznę czekają trudne chwile. Jedynym rozwiązaniem owej bolączki jest sprzymierzone działanie adwokata i proludzkich stworów, którym los Jawii nie jest obojętny. Po pokonaniu Trojana i unieszkodliwieniu Biezdara wydawałoby się, że zapanuje pokój, ale nic bardziej mylnego. Mroczna Trójca przystępuje do działania. Ponadto budzi się coś, co powinno pozostać w uśpieniu. Niebezpieczeństwo zagraża wszystkim. Nieistnienie...

  Tym razem trudno wskazać jednego głównego bohatera powieści. Z jednej strony Lichocki, który przewodniczy większości działań, jest centrum, wokół którego skupia grupa stworów. Z drugiej urasta mu konkurencja, która kradnie mu pierwsze skrzypce, choć dopiero wkracza do tego niezwykłego świata. Jego lepsza połowa. 

   Marek to mężczyzna, który bardzo poważnie podchodzi do obranych obowiązków, nie uchyla się przed niczym, gotowy do najwyższych poświęceń dla bliskich, w obronie wyznawanych idei. Jest odważny, odpowiedzialny, może nieco szalony, bo stawia ryzykowne kroki, ale gdyby nie one, to Jawii już dawno mogłoby nie być. To opoka, na której mogą opierać się bliscy. Podtrzyma ich własnym kosztem. Za wszelką cenę. Jednak, żeby nie było za poważnie, cechuje go świetne poczucie humoru, potrafi być zabawny i kiedy trzeba ironiczny. Co równie ważne - nie traci rezonu w trudnych sytuacjach, umie szybko podejmować decyzje, szanuje swoich przeciwników. Kieruje się w życiu mottem: "Czcij Bogów, kochaj swoje kobiety, bądź lojalny dla przyjaciół i sprawiedliwy dla wrogów" (str. 124), które warto głębiej przemyśleć.

   Przyjaciele Lichockiego, stwory wszelakiej maści, są wyjątkowi pod każdym względem. Stoją przy nim zawsze, są lojalni i szczerzy, wyznają podobne do niego wartości, są podporą, na której może się oprzeć w gorszych chwilach. Wspierają się. Ich postawa udowadnia, czym jest prawdziwa przyjaźń, na czym polega i w jaki sposób życie poddaje ją próbie. Taka więź jest godna naśladowania. Pokazuje, że warto nad nią pracować i rozwijać. Przyjaciele to rodzina z wyboru.

   W "Wybranych" sporą rolę odgrywa Joanna Lichocka, żona Marka. Jako potomkini Witomira może namieszać w planach Mrocznej Trójcy, o ile obudzi w sobie krew przodka i związane z tym możliwości. Idealnie uzupełnia męża. Za bliskimi wskoczyłaby w ogień. Kocha ich ponad wszystko. Ceni sobie szczerość i przyjaźń. Szybko się uczy, jest ciekawa świata, nie boi się wyzwań, podejmuje rzuconą rękawicę, ważąc konsekwencje swoich działań. To mądra i inteligentna kobieta, o silnym charakterze, dążąca do celu. Myślę, że niejedna z młodych dziewczyn mogłaby brać z niej przykład.

  Wokół Asi skupia się drugie grono istot nadprzyrodzonych, głównie żywiołaków i pomniejszych stworów. Warto tu wyróżnić Babę Jagę, tak właśnie tę, o której myśli czytelnik oraz Leszego. Jaga kryje w sobie całkiem sporo tajemnic, ale jest na wskroś dobra dla bliskich, a bezwzględna dla wrogów. Oj, wie jak ich sobie podporządkować. Stosowana przez nią magia to duży nakład pracy i jeszcze raz pracy. "Bez pracy nie ma kołaczy" i tu się to sprawdza w 100%, o czym opowiada swojej uczennicy. Tym samym pokazuje, by dojść do czegoś, trzeba temu poświęcić czas i mieć do tego cierpliwość. Jak nie dziś, to jutro, ale każde doświadczenie rozwija i poszerza horyzonty. Warto walczyć i się nie poddawać. To wszystko zaprocentuje. Ta postać również kryje w sobie sekret sensu zaufania. Coś, co teraz nie jest jasne, za jakiś czas może okazać się strzałem w dziesiątkę, ale wymaga to od nas zaufania komuś, czemuś. Więź między Jagą a Joanną doskonale to tłumaczy. Wokół Lichockiej kręci się również Leszy, czyli opiekun lasu i wszystkich jego mieszkańców. To przyjaciel, nauczyciel, filozof i działacz. Istota tak niezwykła, że trudno ująć to w słowa. W tej części serii odgrywa pomniejszą rolę, ale stanowi jeden z elementów fundamentu, na której opiera się przyszłość naszego świata.

   Spośród postaci wykreowanych przez Franciszka Piątkowskiego nie sposób pominąć wodników i topielicy. Panów pokochałam od pierwszej chwili, kiedy tylko pojawili się na kartach uniwersum. Są jedyni w swoim rodzaju, nie do podrobienia. Nie wiem kto lub co inspiruje pisarza do ich dialogów, ale boki można zrywać. Tu właśnie ujawnia się genialny humor autora. Trudno zachować kamienną minę, kiedy wodne stwory wdają się z kimś w dyskusję. Dlatego zalecam odpuścić czytanie tych fragmentów w miejscach publicznych. Są tak pocieszni, nieporadni, zagubieni, że aż włącza się w czytelniku tryb "zaopiekuj się nimi". W tym momencie na scenę wchodzi dr topielica. Tak, stwór z tytułem naukowym. Zdarza się. Zdziwieni? To istota pochodzenia ludzkiego. Dołącza do wodnego duetu, dodając mu smaczku. Jest tym pierwiastkiem żeńskim, który równoważy i próbuje okiełznać ich wewnętrzny chaos. Przygód z nimi co niemiara, a rozkmin, o co im chodzi jeszcze więcej. Te stworzenia wody są ciepłe, pełne dobrych intencji, gotowe podążać do wyznaczonego sobie celu pomimo piętrzących się na ich drodze przeszkód. Takiej wytrwałości niejeden z nas mógłby im pozazdrościć. Bezdyskusyjnie moi ulubieńcy.

   Warto też zwrócić uwagę na jeszcze jednego wyjątkowego bohatera, którego się nawet nie spodziewałam. Pojawi się sam, we własnej osobie, nie kto inny jak... BORUTA! Nie chcę za dużo zdradzać, ale Franciszek Piątkowski przy tej postaci przeszedł sam siebie. Mistrzostwo! Biorąc pod uwagę znane fakty oraz miejscowe legendy, stworzył mieszankę wyborną, doprawiając ją własną wyobraźnią. Zarówno wygląd, język, jak i zachowanie szlachcica jest epokowo odwzorowane, ale z tą nutką właściwą autorowi. 

   Poza wymienionymi przeze mnie postaciami jest tu jeszcze cała masa stworów, często mniej przyjaznych ludziom, m.in. owa wspomniana już wcześniej Mroczna Trójca i ich poplecznicy. Autor kreując te postacie zapewne posiłkował się swoim doświadczeniem zawodowym, tożsamym z głównym bohaterem "Uniwersum Powiernika". Kipie od nich żądzą mordu, chęcią zemsty, zasmakowania ludzkiej krwi, zniszczeniem naszej rasy, poczucia wyższości. Zło w najczystszej postaci. Niełatwo wczuć się w takową postać, przestawić się na jej myślenie, spróbować zrozumieć jej motywacje. Pisarzowi udało się stworzyć istoty autentyczne, jakby wyjęte z najgorszego koszmaru, a jednak realne. Ilu takich upierczich czy lich chodzi po świecie? Myślę, że przyobleczonych w ludzką skórę całkiem sporo.

 Wśród mieszkańców Jawii, Nawii i Prawii wyróżniają się Bogowie. W tym tomie bliżej poznamy m.in. Świętowita, Roda, Peruna, Mokosz, Welesa, Chorsa, Swarożyca i Siemargła. Mogą przypominać ludzi zachowaniem i wyglądem, lecz nie można zapomnieć, że to Bogowie. Ich nie obowiązują takie prawa jak nas. Działają i funkcjonują na innych zasadach. Warto zwrócić uwagę na ich ustosunkowanie do Marka i jego decyzji, jak podchodzą do wszechzagrożenia, jak zamierzają interweniować. Kreacja Bóstw z "Wybranych" skłania do refleksji nad wiarą, sceptycyzmem, chęcią zrozumienia otaczającego nas świata. Szczególnie uderzyły mnie słowa "Nie musisz wierzyć w nas, bo wiesz, że jesteśmy. Pytanie zatem czy uwierzysz nam? (...) Zaufasz swoim Bogom (...)? Czy masz jeszcze w sobie wiarę, czy już tylko wiedzę? (...)". To w pewien sposób kontynuacja mickiewiczowskich słów: "czucie i wiara silniej mówi do mnie niż mędrca szkiełko i oko". Czy można łączyć jedno z drugim? Wiarę z wiedzą? Czy można oddawać cześć siłom wyższym, jednocześnie trzeźwo stąpając po ziemi? Czy można znaleźć równowagę? 

   Franciszek Piątkowski potrafi kreować bohaterów z krwi i kości, autentycznych, z którymi czytelnik może się utożsamić. Główna para pomimo posiadanych umiejętności miewa gorsze dni, nie wszystko wychodzi im od razu, muszą temu poświęcić czas i pracować nad tym. Podobnie sprawa ma się ze stworami. Każda z postaci jest unikalna, ma inny charakter, historię i motywacje, szczególnie warto to podkreślić przy tych mrocznych stworzach. 

   Postacie to jedno, ale warto zwrócić uwagę na świat przedstawiony, jego drobiazgowe odmalowanie, szczegóły, od których można dostać zawrotu głowy. Autor tworząc uniwersum, wykreował całkiem nowe światy, nowe prawa nimi rządzące. Każda z krain jest odmienna, ma w sobie coś szczególnego, co przykuwa uwagę. Czytając, przenosimy się razem z bohaterami do ich świata, poprzez opis odczuć obejmujących praktycznie wszystkie zmysły. Dźwięk, zapach, smak, barwa, dotyk - mają one swoje znaczenie, pomagają przetrwać, co można zaobserwować na przykładzie Wyraju. Podobnie sprawa ma się z Jawią - Lublin, rzeki, las z chatką na kurzej stópce, jest to tak realne jakbyśmy przenieśli się w czasoprzestrzeni. 

   Fabuła co rusz zaskakuje, czy to przez pojawiające się postacie czy zwroty akcji. Tu nie ma czegoś takiego jak nuda. Cały czas coś się dzieje. Czytelnik przemieszcza się między światami razem z bohaterami, zdobywa wiedzę i umiejętności, dowiaduje się jak wyglądają burze i wielkie nawałnice, poznaje właściwości roślin, uczy się szacunku i tolerancji. Widzi moc i siłę drzemiące w prawdziwej przyjaźni i miłości. Powieść przestrzega przed niedocenianiem wroga. Pokazuje jak po porażce można się podnieść, jak walczyć o swoich bliskich i siebie, jak trwać przy swoich wartościach (tu warto zwrócić uwagę na jedną z pomniejszych postaci, która jest dowodem na to, że w każdym z nas drzemie ogromna siła woli). 

   Język Piątkowskiego jest jasny, klarowny, styl przykuwający uwagę, barwny i plastyczny. Powieść ma momenty humorystyczne, kiedy można śmiać się głośno, ale jest też sporo takich, gdy głos więźnie w gardle, a do oczu napływają łzy. Autor żongluje emocjami czytelnika, przeplatając fragmenty o różnym ich natężeniu. Wspomniany śmiech i łzy to dopiero początek góry lodowej. Pojawia się strach, strach o bohaterów, którzy stali się bliscy jak przyjaciele, strach o świat, lęk o istnienie, o przetrwanie. Książka wywołuje też wzruszenie i podziw. Jest złość i zwątpienie. Mnóstwo emocji, które nawet trudno nazwać. Pisarz nie boi się opisywać krwawych scen w wykonaniu Mrocznej Trójcy. Są trudne, ale skonstruowane tak, by nawet bardzo wrażliwa osoba mogła je przetrwać. 

   Jedyne co mi do końca nie gra to nadużywanie określeń przy plugawcach, mówiących jakie są straszne i odrażające. Czytając, odnosiłam wrażenie, że co drugie, trzecie zdanie padają podobne słowa. Powstało zjawisko masła maślanego.

   "Wybrani" Franciszka M. Piątkowskiego to powieść fantastyczna oparta na wierzeniach słowiańskich, od których aż tu kipi. To czwarty tom serii, który godnie ją reprezentuje, a nawet podnosi poprzeczkę. Warsztat pisarski autora ewoluował, co widać co krok. Zarówno postacie, jak i świat przedstawiony są dopracowane do najmniejszych drobiazgów. Fabuła wciąga i intryguje. Czytelnik nie jest w stanie oderwać się od lektury, przejmując się losami bohaterów, ponieważ wraz z nimi przeżywa przygody, goniąc po Prawii, Jawii i Nawii, a nawet samym Wyraju. Powieść zmusza do refleksji, zastanowienia się nad tym, dokąd zmierza nasz świat, jaka czeka nas przyszłość, jak podjęte decyzje warunkują naszą drogę, co wpływa na kształtowanie naszej osobowości i wyznawane wartości. Pokazuje siłę przyjaźni i miłości. Ostrzega przed nicością, kryjącą się w nieprzebranej ciemności, nieistnieniem. Rozważa pewne filozoficzne aspekty naszego funkcjonowania, które wywołują gęsią skórkę. Mrok, o którym pisze autor to kopalnia do przemyśleń. Sposób w jaki robi to Piątkowski kryje się tajemnica jego sukcesu. Między wierszami ukrywa odwieczne prawdy rządzące Wszechrzeczą. Przy tym jego pióro zachowuje subtelność, jest delikatne, rozważne, refleksyjne, pełne cieni, zasnute mgłą, którą bardzo powoli i z wyczuciem zdejmuje z oczu czytelnika, by ten mógł się rozkoszować analizą i domysłami. Dosłowne czytanie twórczości tego pisarza przynosi prawdziwą satysfakcję i świetną zabawę, ale majstersztyk ukrywa się na drugim planie, między wierszami, w treści, w przekazie, w tym, co autor chce przedstawić czytelnikowi. Mogę to porównać do układania puzzli, które obrazują różnorodny krajobraz, a jednocześnie tak trudny do rozróżnienia, że ich odpowiednie dopasowanie zajmuje nieco czasu, ucząc cierpliwości, skłaniając do rozmyślań. 

   Nie mogę doczekać się kolejnych utworów, czy to powieści czy opowiadań, Franciszka Piątkowskiego. Nie dość, że czarcio zdolny, to jeszcze inteligentny, nastawiający pułapki na czytelnika, by wzmóc jego ciekawość po zakończonym tomie w oczekiwaniu na kolejny. Cenię jego perspektywę w stosunku do wierzeń słowiańskich, ponieważ ma ogrom wiedzy, jest żercą, a umysł ma wciąż otwarty na nowe. Jego twórczość zbliża do Bogów i stworów, ukazując ich punkt widzenia, uczucia, to jak postrzegają świat. "Wybrani" tylko to udowadniają, dlatego polecam tę książkę z całego serca. Jest jedną z tych, która zapada w pamięci na lata i do której będzie się wracać. 

sobota, 11 lutego 2023

160) "Tajemnica Dąbrówki" - K. B. Miszczuk, czyli słowiańskości dla dzieci

 
  Kto lubuje się w słowiańskiej fantastyce, ten musiał słyszeć o Katarzynie Berenice Miszczuk, która jest jedną z pierwszych, która przebiła się ze swoją "Szeptuchą" do szerszego kręgu czytelników. O powieści było głośno w mediach wszelakiego rodzaju. Wzbudzała skrajne emocje, ale jedno trzeba przyznać, że jeśli już kogoś chwyciła za serce, to już nie puściła za nic. Po sukcesie "Kwiatu Paproci" dla nieco starszych czytelników przyszła pora na coś i dla tych młodszych, "Klub Kwiatu Paproci". Pierwsza część przykuła uwagę rodziców i dzieci, wtajemniczając ich w sekrety słowiańskich stworów. Czym nas zaskoczy drugi tom?

   "Tajemnica Dąbrówki" to dalsze dzieje rodzeństwa Lipowskich, którzy z zatłoczonej stolicy przeprowadzili się do niewielkiej wsi zwanej Bielinami. Wydawałoby się, że ich życie stanie się nudne, lecz ono lubi zaskakiwać i ma dla nich inny plan. Ciotka, z którą zamieszkali, parała się szeptuchowaniem, a pewne sprawy nie kończą się wraz z przejściem na emeryturę. Z tej ścieżki nie można zrezygnować, bo to ona wybiera człowieka, tj. co raz się przyczepi, to już się nie odczepi. Zatem ciotka to gwarant przygód i to z efektami nadprzyrodzonymi na pierwszym planie. Co mogę więcej rzec? Rodzeństwo ma na wsi aktywne wakacje, czy to w domu czy na podwórku, zawsze jest coś do zrobienia, a na dodatek za płotem czai się nieznane.

  Mama musi wrócić do pracy. Całe szczęście, że tylko do zdalnej, ale jednak. Kto zajmie się najmłodszą Dąbrówką? Ciocia Mirka ma tajemniczego Alzheimera, który powoli kradnie jej pamięć, a starsze dzieciaki same jeszcze wymagają nadzoru. Co robić? Niania, to jest myśl! Jednak czy w Bielinach znajdzie się taka, co sprosta wymaganiom mamy i dzieciaków, które kręcą nosem na obcych? Co z Tosią, która uważa się za na tyle dużą, by jej nie kontrolować? Czy dopomoże w wyborze? Kto trafi do chatki emerytowanej szeptuchy? Kto zajmie się najmłodszą Lipowską? Oj, Dola się już o to postara, a przy okazji udowodni, że ona sama istnieje i nigdzie się nie wybiera, a zachodnie trendy nijak się mają w tym słowiańskim królestwie. Jednak kto namiesza?

   W drugim tomie "Klubu Kwiatu Paproci" możemy bliżej poznać Tosię, małą, rezolutną, upartą i pyskatą, która nie da sobie w kaszę dmuchać. Wie, czego chce i jak to osiągnąć. Poza tym potrafi korzystać ze zdobytej wiedzy. Przekuwa ją na doświadczenie, analizując i dopatrując się dziwności w tym, czego inni nie widzą lub nie chcą widzieć. Myślę, że ma spore szanse, by przejąć spuściznę po Mirce. Dlaczego? Ma intuicję i nie daje się zwieść pozorom. 

 Dąbrówka jest tytułową bohaterką, ale to niezła zmyłka, a właściwie wybieg do głównej fabuły. Dziecko jak dziecko, ale trzeba przyznać, że od małego przeznaczenie pcha ją w stronę bielińskich dziwów. 

   Bardzo podoba mi się rola zwierzęca, ale nie zdradzę, o którą postać tu chodzi. Genialnie rozegrana. Prawdziwy członek rodziny, który dba o swoich, bez względu na wszystko.

 Autorce na kartach powieści udaje się uchwycić sekret posiadania rodzeństwa, te delikatne niuanse na granicy miłości i nienawiści, gdy ktoś doprowadza nas do szału, ale nie potrafi się żyć bez tej osoby, że pomimo wrednych figli i głupich zachowań, wskoczy się za tym drugim w ogień. Zaletą tej lektury jest również uchwycenie znaczenia różnicy wieku w okresie dzieciństwa. Każdy etap ma swoje potrzeby i inne argumenty trafiają do dziecka. Rodzic czy opiekun musi umieć się dostosować, inaczej grozi to konfliktem.

 Dzieci dziećmi, ale pomimo, że to powieść dla najmłodszych, Katarzyna Berenika Miszczuk porusza trudne tematy związane z rozwodem rodziców, kwestią finansową utrzymania domu i rodziny, a co najważniejsze - starością i ułomnościami z nią związanymi, np. fizyczne niedomagania, choroby utrudniające funkcjonowanie, potrzebę opieki i wyrozumiałość. Uważam, że ten wątek uczuli małe dzieci na drobne sygnały biegnące z otoczenia, że ktoś potrzebuje pomocy i wsparcia. Utrwali w nich empatię.

   Relacje międzyludzkie nie należą do najłatwiejszych. Jako dorośli postrzegamy świat inaczej, widząc owo drugie dno, nieszczere gesty, choć i tak dajemy się nieraz nabrać. To, co dla nas jest proste, dla dziecka może być skomplikowane i trudne do zrozumienia. Rozmowy dorosłych są niejednoznaczne, a niewytłumaczenie pewnych kwestii dzieciom powoduje, że próbują to zrozumieć na swój sposób, co przynosi czasem nieoczekiwane rezultaty. Ta książka pokazuje, że lepiej byłoby usiąść razem i każdy element omówić, dopuścić do głosu najmłodszych, pozwolić im wygadać się, co oni o tym myślą. Zwykła rozmowa, a jak może uzdrowić rodzinne relacje. Wzajemny szacunek, zaufanie, ale i słuchanie się nawzajem to podstawy, bez których ani rusz. 

  Autorka nie zawodzi. Kupując książkę sygnowaną jej nazwiskiem, wiem, że się nie zawiodę. Fabuła jest dobrze przemyślana, odpowiednio wyważona. Stopniowo buduje napięcie, punktem kulminacyjnym trafiając w dziesiątkę, a potem wyprowadzając sytuację tak, by dać odetchnąć czytelnikowi. Świetny język i styl, nie do podrobienia, podszyty humorem, który buduje cały klimat i rzuca urok poprzez słowa. Uwielbiam to, a mówiąc szczerze to już się od tego uzależniłam i czekam z niecierpliwością na każdy nowy tytuł.

   Ta powieść jest magiczna, jeśli chodzi o opisy przyrody i samego domu rodzeństwa. Zachowanie natury oddaje nastrój w danej chwili panujący. Potrafi być oazą bezpieczeństwa, ale i złowieszcza. Jednak skąd się to bierze? Ciemność, nieznane, las - potrafią wzbudzić strach, bo co tam się skrywa? Nasze oczy nie są w stanie bez światła dostrzec wszystkich szczegółów, a to rodzi niepokój. To z kolei pobudza wyobraźnię. Stąd już niedaleka droga do uruchomienia lawiny tworzenia dziwów. Jednak czy na pewno?

 Bieliny to magia. Bieliny to ostoja dawnych słowiańskich stworów. One nie są wytworem fantazji. One tu są. Naprawdę. Żyją i funkcjonują obok ludzi. Jedne są dobre i pomocne, drugie już niekoniecznie. Nigdy nie ma się pewności, którego z nich się spotka. K. B. Miszczuk przemyca w swoich powieściach informacje o nich w sposób przystępny i klarowny. Tu na uwagę zasługuje bzionek i błędne ogniki. Główny demon jest świetnie przedstawiony, ale który to? Sam przekonaj się podczas lektury, a nie pożałujesz! Wersję autorki kupuję w 100%. 

  Jedyne, co wytrąciło mnie z równowagi to skrzynia w szklarni. Rozumiem zamysł pisarki, pokazanie problemu, ale to jednak książka dla dzieci i podsumowanie im czegoś takiego może źle się skończyć. Rodzice powinni tę scenę porządnie omówić ze swoimi pociechami, by zrozumiały jej sens i wystrzegały się takich zachowań.

   "Tajemnica Dąbrówki" to udana kontynuacja, warta uwagi i polecenia, by przybliżyć nasze słowiańskie korzenie, ale również pokazać świat oczami dziecka, jego perspektywę, bo zdarza się, że dorośli o niej zapominają, nie pamiętając, że sami kiedyś tacy byli. Piękna, z przesłaniem i naszym dziedzictwem w tle.

niedziela, 15 stycznia 2023

157) "Chąśba" Katarzyny Puzyńskiej, czyli co w trawie piszczy...

 
  Co Ci w duszy gra? Jakie Twoje przeznaczenie? Kim chcesz być? Z kim pragniesz swe życie związać? Gdzie chcesz zamieszkać? W świat ruszyć czy w ojczystych stronach zostać? Dokąd gna Twój duch? Kogo swym opiekunem i przewodnikiem obierzesz? Czy sam sobie panem jesteś, co własną podąża drogą? Czemu swe życie poświęcisz? Do czego dążysz? Myślę, że całkiem sporo pytań tego typu rodzi się w każdym z nas na różnych etapach życia, zwłaszcza, gdy stajemy na rozwidleniu obranej przez nas ścieżki i nie wiemy dokąd dalej podążać. Czasem przypadek decyduje za nas, a zdarza się, że i rozmyślania nad kolejnym krokiem trwają długo, bo wiążą się z z nim poważne konsekwencje.

   Podobne zapytania rodzą się u czytelnika podczas lektury "Chąśby" Katarzyny Puzyńskiej, dotychczas znanej szerszemu kręgu odbiorców jako autorka kryminałów. Czym jest jej najnowsza powieść? To fantastyka ze słowiańskim klimatem z domieszką kryminału osadzona gdzieś we wczesnym średniowieczu na obszarach Słowiańszczyzny ze swojsko brzmiącymi nazwami cieków wodnych oraz miłymi dla ucha imionami bohaterów. Co wytrwalsi mogą spróbować namierzyć opisywany rejon. Uda się go Wam oznaczyć na mapie? Podpowiem jedno, okolice Drwęcy. Tylko czy to ta na pewno czy tylko jej alternatywa?

   Książka skupia się na kolejach losu mieszkańców grodziska bez nazwy. Na pozór wydarzenia niemające ze sobą nic wspólnego są powiązane i niosą ze sobą dalekosiężne konsekwencje dla wszystkich. Jakie? Jak w ogóle do tego doszło? Co ma do tego karczmarka, kat, bajarz, kasztelan i bogini zimy? Kto jeszcze jest zamieszany w te wydarzenia? Komu zależy na destabilizacji? Czy podejrzany o zbrodnię okaże się niewinny? Czy jest w stanie tego dowieść? Dużo pytań, mało odpowiedzi. Na terenie podległym kasztelanowi dochodzi do morderstwa jednego z mieszkańców. Cień podejrzenia pada na partnera ofiary, lecz zanim dojdzie do konfrontacji podejrzanego z miejscowym praworządcą, ten pierwszy ucieka ze strachu o własne życie. On swoje wie, lecz jak w ogóle do tego doszło? Jak to się mogło przytrafić jemu, któremu przygody we własnym życiu nigdy nie były w smak? Jemu, który kochał spokój, prostotę i prawdę? Jak rozwikłać tę zagadkę i spełnić ostatnią prośbę ukochanej? Na dodatek ginie jeden z najpilniej strzeżonych artefaktów Jarowita, boga wiosny i wojny, który oddał na przechowanie tutejszym. Kto był tak bezczelny i arogancki, prowokując boga do podniesienia odwetu i to tuż przed Jarymi Godami? Na złość głód zagląda w oczy ludziom, bo zima ani myśli ustąpić, wciąż sypiąc śniegiem i mrozem, szczypiąc w nosy wszędobylskich. Oj dużo, za dużo jak na jedną osadę. Na domiar złego pojawiają się też problemy z bezpieczeństwem grodziska. Zadziwiająco niebezpiecznie wzrasta aktywność biesów. Co się do tego przyczynia? Jak sobie z tym radzić? Czy w ogóle jest jakieś wyjście z tej patowej sytuacji?

  To powieść wielowątkowa, wielowymiarowa bez możliwości wskazania jednego głównego bohatera, bo tych naliczyłam się aż trzech (w moim mniemaniu).

   Cała fabuła skupia się wokół Strzebora, Zamira i Mary. Są uwikłani po uszy w tej samej sprawie, wręcz są skazani na siebie i swoje towarzystwo w wyniku chichotu losu. Czy tak właśnie miało być? Czy to zaplanowały Rodzanice?

   Strzebor to młodzieniec, ledwie wyrośnięty spod maminej spódnicy, nienawykły do wojaczki czy pracy na roli, za to bardzo ciekawski świata i ludzi, choć w bezpiecznych granicach komfortu. Ceni szczerość i sam stawia ją ponad wszystko. Nauczony szacunku wobec innych, bez względu na płeć czy pochodzenie. Rzadko spotykany typ, ale pod każdym względem wyjątkowy. Chłopak okazuje prawdziwą męskość tam, gdzie inni tylko zadzierają nosa i chowają się za pozorami odwagi. Wystarczy dać mu czas, by zrozumieć jego naturę i polubić ten sposób bycia. Czy Strzebor ma jeszcze jakieś asy w rękawie? Odpowiedź na to znajdą tylko wnikliwi czytelnicy.

   Zamir to człowiek zagadka, dawny wojownik, który w wyniku kontuzji odnajduje się w roli kata. Z jednej strony praca i wypłata jak każda inna, z drugiej - pamięć o ofiarach. Nie pomaga w tym ostracyzm społeczny po każdorazowym wyroku. On jako narzędzie wykonywania prawa. Kat to łatka, lecz co tak naprawdę kryje się w jego sercu? Czy tlą się tam jeszcze jakieś cieplejsze uczucia? Czy ma jakieś marzenia? Jaki był za młodu, czym kieruje się teraz? Im bliżej się go poznaje, tym więcej się wyjaśnia, tym jaśniejsze stają się powody pewnych jego zachowań. Jest przykładem, że nie ocenia się książki po okładce.

   Czyje odbicie można ujrzeć w Marze? Myślę, że samego siebie. Osamotniona, niezrozumiana, wytykana palcami, przeganiana, skrywająca się w cieniu, by nienawistne spojrzenia na niej nie spoczęły. Mimo to pewna siebie, swojej wiedzy i wędrówki, której zna cel. Na pierwszy rzut oka wyniosła, zimna i dumna, lecz zyskuje przy bliższym poznaniu. Co skrywa przed swymi towarzyszami? Dlaczego? Skąd tyle wie o sekretach mieszkańców grodziska? Kim jest tak naprawdę? Niech wskazówką będzie dla Was jej imię...

   Postacią, która szczególnie przypadła mi do gustu jest Dobrowoja. Uważam, że to kwintesencja definicji słowa "matka". Dla niej więź między dzieckiem a nią jest odwieczna, nienaruszalna, wynikła z samego uczucia. Gotowa wyjść przed szereg, ryzykować własnym życiem, by bronić honoru i czci potomstwa. Jest silna nie tylko ciałem, ale przede wszystkim charakterem i duchem. Uparta, dążąca do celu, choć nieco naiwna. Mająca wysokie morale. Szczera, uczciwa, dumna i naprawdę niezwykła. Swoje w życiu przeszła, a mimo to wciąż potrafiąca być silną dla synów i wzorem do naśladowania. Niezłamana.

   Każdy z bohaterów to tylko pretekst do poruszenia jakiegoś tematu, problemu, który pozostaje aktualny do dziś. Któż z nas nie słyszał o niespełnionej i odrzuconej miłości? A ileż zranionych serc było efektem tego, ale gdyby tylko to, ale co z wykorzystaniem tej zakochanej strony? Zabawa na chwilę? Potem ból i parę kroków do nienawiści, a nawet obsesji na punkcie zemsty. Ten schemat został tu świetnie przedstawiony. Autorka wskazuje, że zdarza się iż ofiar jest nieraz więcej, np. bliscy danej osoby. Porusza też temat przemocy domowej, alkoholizmu, tego jak to odbija się na członkach rodziny. Czy rodzic-alkoholik może dać przykład i być wsparciem?

   Warto też zwrócić uwagę na problemy miejscowej społeczności. Władza sobie poczyna, co chce. Sprawowanie stanowisko sprawia, że dana osoba czuje się lepsza od reszty. Knowania i intrygi są czymś na porządku dziennym wśród elity, lecz jakie niesie to ze sobą konsekwencje? Brak stabilnej władzy to brak skutecznego zarządzania, radzenia sobie w kryzysowych sytuacjach oraz zapewnienia bezpieczeństwa. Idealnie sprawdza się tu powiedzenie, że "zgoda buduje, a niezgoda rujnuje". Może warto zastanowić się czy przez wieki coś się pod tym względem zmieniło? Jak było, a jak jest?

   Ostracyzm społeczny jest czymś bardzo niebezpiecznym w ręku grupy, a bolesnym dla ofiary. Wystarczy cień podejrzenia, plotka, by ocenić, pozbawić wszystkiego, na co pracowało się całe życie, zniszczyć dobre imię. Dawniej mogło to skończyć się nawet wygnaniem z rodzinnego sioła, a to już prawie jak skazanie na śmierć. Rodzina, gród, plemię - co począć poza kręgiem swego domu, co zrobić bez niego? Co, gdy fałszywe oskarżenia padają z ust bliskich dowódcy, a tyczą się kogoś niewygodnego? Co, gdy sędzia nie chce znać dowodów? Można się poddać lub walczyć o swoje. "Chąśba" udowadnia, że trzeba iść po swoje, nie pozwolić wtłoczyć się w lokalne plotki, być ponad to. Bohaterowie brną przed siebie, pokonują wiele przeszkód, by coś udowodnić.

   Powieść porusza też wątek więzi powstałej z przypadku, a jakże cennej - przyjaźni, takiej która przeszła góry i doliny, zjadła beczkę soli i przeżyła to, co dobre i złe. Niewymuszona, naturalna, rozwijająca się swoim rytmem, poddana próbom przez życie. Kto z nas nie chciałby czegoś takiego doświadczyć na własnej skórze? Mieć kogoś tak bliskiego, na kogo można liczyć i wiedzieć, że choćby się paliło i waliło, to ta jedna osoba będzie opoką i fundamentem nie do zdarcia. Czy to właśnie łączy nasze trio? Oceńcie sami na podstawie treści.

   Na przykładzie Dobrowoi opisałam matczyną miłość. Jest tu jeszcze jedna, dobrze widoczna, lecz zaakcentowana między wersami. Strzebor i Bolomira. Tak, tak różni, tak odmienni, a jednak mąż i żona. Młodzieniec nieraz zaznacza kim jest jego ukochana i jak ją traktuje. Czysta, platoniczna, pełna szacunku i zaufania, chęci współpracy i uszczęśliwienia. Może nieco wyidealizowana, ale tak urocza w tej całej swej nieporadności. Miłość.

   Trzeba tez zwrócić uwagę na rolę chciwości, chęci władzy i zemsty w życiu. Czy ludzie nimi motywowani są zdolni do obiektywnego oceniania rzeczywistości? Czy takie osoby powinny pełnić funkcje publiczne? Moim zdaniem ich percepcja jest zaburzona i swoimi decyzjami mogą ściągnąć na swoją społeczność "nieszczęście", a raczej konsekwencje swoich nierozważnych wyborów, które podejmowane są częściej pod wpływem emocji i złudzeń niż rozsądku i realnych przewidywań. W tej książce również to widać.

   Czy pieniądze, a w tym przypadku denary, mogą dać szczęście? Czy mogą zastąpić drugiego człowieka, przyjaciela, rodziców? Czy mogą stać się najważniejsze? Czy jako priorytet nie przesłonią czegoś bardziej wartościowego? Co one dają, a z czym wiąże się ich brak? W tym aspekcie warto przyjrzeć się Dargoradowi oraz Zamirowi. Dokąd prowadzi ich mieszek złota? Moim zdaniem przesadne uwielbienie tego przedmiotu zaburza równowagę w podejściu do wyznawanych wartości. Przez pieniądze wzrasta chęć posiadania, gdy komuś mało, może pokusić się o zawłaszczenie mienia kogoś innego. Poza tym, gdy denar staje się obsesją, miłością, człowiek staje się prawdziwie samotny, wystawiony na zgraję sępów, czyhających na jego potknięcie.

   Świat przedstawiony skupia się na grodzisku i relacjach w nim panujących, od kasztelana po drobnego wytwórcę, od kata po karczmarza, od woja po dziewoję, może i w minimalistycznym wydaniu, ale jednak. Pokazuje smaczki i pogłębia apetyt na wczesne średniowiecze.

   "Chąśba" to nie tylko świat ludzi, ale również Czarodziejskiego Ludu, pod którym to kryją się wszelkie słowiańskie istoty nadprzyrodzone, od bogów po stwory. Jest i panna rusałka, co to Nawojką się zwie, co pod mostkiem zamieszkała sobie, jest i jezioro pełne utopców, pojawia się wąpierz i strzyga, zjawia się czart i Leszy, co to dzielnie broni swych włości przed głośnymi intruzami. W tej powieści znalazło się też miejsce dla stolemów, genialnych górskich olbrzymów, co to pomysłów mają bez liku. Demony były, są i będą wokół, a jednak ludzie stronią od nich. Obydwie nacje nie pałają do siebie miłością, a czasem wręcz zimnym wyrachowaniem i żądzą mordu w oczach. Odwieczny problem, kto ma dzierżyć władzę na wspólnym terytorium? Jak się poznać, by wzajem szanować swe zwyczaje i prawa? Czy jest na to jakaś rada? Katarzyna Puzyńska opisuje funkcjonowanie ich świata, rządzące nim reguły, elementy spajające i te powodujące wyłom, zwłaszcza skupiając się na olbrzymach. Czemu? Niezwykła wizja na zasadzie kto zbudował piramidy czy Stonehenge, ale z tutejszym rozwiązaniem. Czy możliwe jest dogadanie się człowieka ze stworem? Warto spojrzeć na Falibora i Strzebora. Jak mogłoby być pięknie!

   Powieść dotyka też tematu bogów. Perun jest tu tylko ledwie wspomnieniem anegdotek. Nieco więcej miejsca poświęca się Welesowi, jego atrybutom i dziedzinom. Dlatego warto uważać na kogo i na co się przysięga i jaką przez to ma ona wartość. Główna fabuła skupia się na Marzannie i Jarowicie, ponieważ czas akcji przypada na przełom zimy i wiosny. Panna Morana nie zamierza tak łatwo ustąpić miejsca bogu płodności i wojny, chcąc jeszcze chwilę pofiglować mrozem i płatkami śniegu. Jarowit odgrywa tu spore znaczenie. Grodzisko jest oddane w jego władanie, a w jego świątyni mieści się jego tarcza, która roztacza nad okolicą swą ochronną moc. Biada temu, kto ją zgubi... Pomsta boga może zaboleć.

   Powieść dość dokładnie przedstawia świętą ziemię boga wiosny, jego oazę, gaj, do którego przemierza się czasoprzestrzeń trzech pór roku, by dojść do głównego sanktuarium. Bardzo podoba mi się ujęcie zróżnicowania pojmowania świata, czasu i przestrzeni przez Czarodziejski Lud (w tym bogów) i ludzi. Ci pierwsi są pod tym względem bardziej zaawansowani, co dobrze tłumaczy ich jednoczesne przebywanie w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. To z kolei rodzi pytanie, czy dalej są z nami? Może działają pod innymi nazwami, pod osłoną, by wspierać swych ziemskich towarzyszy doli? Ponadto autorka dotyka tematu śmierci boga i jednoczesnych narodzin, co rok w rok dzieje się z Marzanną.

   Warto również zwrócić uwagę na sanktuarium Leszego, tj. las. Ludzie zbliżając się do niego, zniżali ton głosu, by nie urazić pana tej ziemi i jego mieszkańców. Odnosili się z szacunkiem i nie naruszali miru tej okolicy. Z jednej strony przeświadczenie o świętości tych obszarów, a z drugiej lęk przed gniewem Leszego. Nasi przodkowie inaczej pojmowali naturę i związek z nią, wiedząc, że są uzależnieni od niej. Las to jedna z jej manifestacji, pełna tajemnic i magii, wyjątkowa przestrzeń, która może zaoferować schronienie, pożywienie, a tym samym możliwość przeżycia. Las to życie.

   Pisarka w kontekście słowiańskich wierzeń rozróżniła żercę, który włada magią wyuczoną, mieszka w grodzisku, opiekuje się świątynią, sprawuje pieczę nad obrzędami oraz wołchwa, magicznego od urodzenia, dzikiego i nieokiełznanego, żyjącego za pan brat z przyrodą, który leczy, porozumiewa się z Czarodziejskim Ludem i wierzy w to, co robi.

   Myślę, że warto chwilę poświęcić też przedstawieniu czarta. To zagadkowa postać. Jego działania są nieprzewidywalne. Zaskakuje sposób tworzenia przez niego stworów nocy, którymi zawiaduje. Zastanawiam się tylko nad tym, czy autorka nie za bardzo zainspirowała się chrześcijańskim diabłem, jednocześnie przypisując mu jedną z domen Welesa.

   Mam też pewne zastrzeżenia co do Rodzanic. W "Chąśbie" mają one przychodzić trzy dni po postrzyżynach. Do tej pory raczej spotykałam się ze stwierdzeniem, że przychodziły trzy dni po narodzinach dziecka.

   Książkę cechuje lekki styl i łatwy w odbiorze język. Opisy są plastyczne, dialogi ciekawe, a wykreowane postacie wydają się wiarygodne, choć wielu rzeczy trzeba się domyślać lub czytać między wierszami. Fabuła ma otwartą konstrukcję, co daje dowolność wyboru zakończenia przez czytelnika i tworzenie własnych fanfików z tegoż uniwersum. Akcja obfituje w przygody, ale są one zrównoważone przez przemyślenia bohaterów i opisy. Moim zdaniem to udany zabieg. Dzięki takim trikom powieść się pochłania.

   Tytułowa "Chąśba" świetnie tłumaczy, o co tak naprawdę w niej chodzi. Nie tylko tarcza Jarowita, dusze porwane przez czarta, ale i ukradzione serce, złudzenia o miłości, szczęśliwej rodzinie i zaufaniu wśród miejscowych. To lektura o ludzkich rozterkach, o podejściu do odmienności, o skutkach ostracyzmu społecznego, o przywarach ludzkiego charakteru, o tym, co chciwość i chęć władzy robi z ludźmi. To również iskierka nadziei, że jeszcze nie wszystko stracone. Wystarczy spojrzeć na Dobrowoję, Strzebora, Marę i Zamira.

   To powieść fantastyczno-przygodowa, nawet powiedziałabym, że słowiańska fantastyka. Jest dobra, porusza ciekawe wątki, zmusza do refleksji, chociaż podczas lektury odniosłam wrażenie, że nie do końca został wykorzystany potencjał w niej tkwiący. Chętnie poczytałabym więcej o zwyczajach czarta, przysięgach składanych na Welesa, istocie samego Leszego, dokładniejszym wyjaśnieniu motywacji stolemów przy budowie "cypli". Nie ukrywam, że dalsze losy upartego Kłosa i Dobrowoi aż intrygują i zżerają z ciekawości. Ta książka jest całością, która aż się prosi o kolejne części.

   "Chąśbę" polecam wszystkim zainteresowanym tematem Słowiańszczyzny, lubiącym przygodówki z zagadką kryminalną w tle. Jest o czym rozkminiać przez cały czas, nie tylko na temat ofiary, ale również wyjątkowości Unirada. Jesteście ciekawi co się za tym kryje? Kto stał się strzygą? Kogo pogonił Leszy? Kogo chciała uwieść rusałka? Spróbujcie, a wciągnie Was jak ruchome piaski i stanie się wskazówką do dalszych, samodzielnych poszukiwań słowiańskich wątków. 

niedziela, 11 grudnia 2022

154) Zimowo, czyli "Dzień między żarem i lodem" Marty Krajewskiej

   Słowiańszczyzna to nisza, która cieszy się coraz większą popularnością na rynku wydawniczym, jednak, by znaleźć dobre pozycje trzeba trochę się naszukać. Warto wtedy użyć słowa klucza, czyli nazwiska autora. Myślę, że jedną z takich osób jest Marta Krajewska, znana głównie z utworzenia cyklu kręcącego się wokół uniwersum Wilczej Doliny, zarówno dla starszych, jak i młodszych czytelników. Jest to miejsce mocno tchnące wczesnośredniowiecznym klimatem, dawnymi tradycjami i zwyczajami, a nawet wierzeniami. Co ważniejsze - wytwory wyobraźni pisarki są poparte solidną kwerendą źródłową, o której niejednokrotnie wspominała podczas wywiadów. 

   Wilcza Dolina to nie tylko Venda i DaWern. Skąd wzięła się funkcja opiekuna? Kim były pierwsze osoby, które mierzyły się z demonami? Czy walczyły z wilkarami? Wyjaśnić to może saga o Bratmile, jednym z pierwszych strażników Doliny, jednak warto zwrócić uwagę na to, że jest ona przeznaczona dla dzieci i młodzieży, skupiając się właśnie na dzieciństwie.

   "Dzień między żarem i lodem" to trzeci tom przygód Miłka i paczki jego znajomych. Akcja powieści toczy się tuż przed Szczodrymi Godami i Wilczym Świętem. Śnieg pokrywa całą dolinę, mróz szczypie w oczy, a siarczysty wiatr nie ułatwia codzienności. Co niektórzy nie wyściubiają nosa z chaty. Wygodniej, a nawet bezpieczniej siedzieć w domu przy palenisku, bo kto wie, co skrywa się za śnieżną zamiecią czy w ciemnym lesie.

   W Wilczej Dolinie pojawiają się dziwne ślady. Nikt nie zwraca na nie większej uwagi. Może to jakieś zwierzę, a może jedno z dzieci? Wiatr i śnieg rozmywają tropy szybciej niż oko dorosłego zdąży je zobaczyć i ocenić. Czy jest się czego bać?

  Autorka pokazuje dorastanie bohaterów, ich pierwsze miłości, konflikty wybuchające pod wpływem oceny czyichś uczuć, zaangażowania w jakąś znajomość. To trudne tematy nawet dla dorosłych, a co dopiero dla dzieci, co dobitnie pokazuje relacja Chaberki i kowala. Mówienie o emocjach bywa trudne, ale to dalszy etap. Najpierw trzeba przyznać się przed samym sobą do nich i je zaakceptować. Młodzieży niełatwo potwierdzić stan zakochania, a Marta Krajewska właśnie pokazuje jak to wygląda od strony samego zainteresowanego i postrzegania go przez otoczenie. Wbrew pozorom to skomplikowane, a tu mamy to podane na tacy.

   Książka zwraca też uwagę na kwestię obowiązków dorosłych i zobowiązań wobec innych członków społeczności. By wioska mogła przetrwać, każdy musi wykonać swoją robotę. Dotyczy to również dzieci. Nie ma zmiłuj. Każda para rąk jest na wagę złota. Świetnie zostało to przedstawione na przykładzie domu Miłka.

   Inną sprawą jest też wspólne przygotowywanie się do świąt, już nie tylko w kręgu najbliższej rodziny, ale dosłownie całej miejscowości. Każdy ma swój przydział zadań. Już na tym etapie zacieśniają się więzi społeczne i to od najmłodszych lat.

  Powyżej przedstawione przykłady udowodniają jak starannie Marta Krajewska zaplanowała to uniwersum. Inspiracja wczesnym średniowieczem widoczna jest na każdym kroku. Czemu? Czy wioska znajdująca się w niedostępnych górach z surowym klimatem byłaby w stanie przetrwać bez współpracy? Odpowiedź nasuwa się sama. Czy się chciało czy nie, ludzie byli potrzebni do przeżycia. W kwestii kwerendy źródłowej warto by czytelnik dłużej zatrzymał się przy opisach domostw czy samego stroju. Szczegół goni szczegół jak materiał ozdób czy spodni. To świetna zabawa dla osoby starszej, a młodsi na tej podstawie mogą nieświadomie uczyć się o życiu swoich przodków.

   Jak Marta Krajewska, to i Słowiańszczyzna. Bratmił to przyszły opiekun, który będzie miał chronić Dolinę przed demonami. Jakie stwory tym razem zostały przedstawione czytelnikowi? Nie chcę za dużo zdradzać, ale naprawdę zagadkowe stworzenia, zwłaszcza to nastoletnie pokolenie. Mnie ta wersja urzekła i przekonała, tym bardziej biorąc pod uwagę, że sporo pomrok ma ludzkie korzenie, a czym od nas się różnią? Czy granica tkwi tylko w przejściu przez stan śmierci? Autorka przedstawia ich perspektywę, sposób postrzegania rzeczywistości i manifestowania swoich potrzeb. Cieszy mnie, że trend na to trwa, ponieważ to oznacza, że pisarz wychodzi ze swojej strefy komfortu i patrzy dalej, wczuwa się w zupełnie odrębny gatunek i stara się pokazać świat jego oczami. To coraz częściej wykorzystywany wątek w powieściach słowiańskich. Tu pisarka wykazała się, robiąc to tak, by trafiło to do wyobraźni małoletniego czytelnika. Cała charakterystyka stworów jest tu na wagę złota.

  Skoro demony Wilczej Doliny to jest i mój Munek, bez którego nie wyobrażam sobie przygód Miłka. Uwielbiam go, mam do niego ogromny sentyment. W tym tomie autorka kupiła mnie już całkiem, wyjmując go z mojej wyobraźni takim, jakim go widziałam przez ten cały czas. To kim jest z pochodzenia to młode stworze nie ma znaczenia. To prawdziwy przyjaciel, na którego zawsze można liczyć. To ktoś, kto stoi obok i będzie tam trwał bez względu na wszystko. Jest szczery, lojalny, pełen dobroci i troski o bliskich. Rodzina i przyjaciele to jego priorytety. Im starszy, tym bardziej munkowaty.

   Teoretycznie to opowieść o Bratmile, ale czy to on gra tu pierwsze skrzypce? Wokół niego kręci się fabuła, bywa świadkiem ważnych wydarzeń, ale odnoszę wrażenie, że jest tylko pretekstem do poruszenia ważniejszych kwestii, np. o przyjaźni. Każda z postaci ma tu swoje pięć minut, dzięki czemu poznajemy je bliżej, a to dopiero wierzchołek góry lodowej historii z Wilczej Doliny. Na dobrą sprawę to o każdej z nich mogłoby powstać minimum opowiadanie. I tu prośba do Marty Krajewskiej - może warto rozważyć zbiór opowiadań z tegoż uniwersum?

  Wracając do stwierdzenia ze wstępu, że przy wyborze powieści słowiańskich można spokojnie sięgnąć po tę konkretną pisarkę, miałam na myśli nie tylko jej pomysły i dbanie o jak najbardziej wiarygodne przedstawienie życia mieszkańców Wilczej Doliny. Warto zwrócić uwagę na język i styl. Klarowność, plastyczność, żywotność, zróżnicowanie postaci, lekkość pióra, umiejętność zaskakiwania czytelnika współczesnymi wstawkami, np. s.35 "Zostaw, to na święta. (...) Ja tylko spróbować chciałem (...)" - dialog małżonków. To przykład wprowadzania swojskości. Dzięki takim zabiegom czytelnik może poczuć się tu jak w domu z rodziną i przyjaciółmi, celebrując czas przesilenia zimowego. To sprawia, że zżywamy się z bohaterami i wracamy do nich co jakiś czas.

   Ponadto warto zwrócić uwagę na formę wydania powieści. Piękna zimowa okładka z widokiem na jezioro i okalające go trzciny, a w tle wioska Wilczej Doliny. Wewnątrz treść, która przykuwa na kilka ładnych godzin. Spora czcionka przystosowana do najmłodszych. Warto docenić również ilustracje autorstwa Bernadety Leśniowskiej-Gustyn, które wprowadzają w klimat Szczodrych Godów, przedstawiają bohaterów i ważne miejsca w dolinie. Otulają ciepłym kocem, by mróz z książki nie przedostał się do pokoju czytelnika. Zamykają w sobie magię słowiańskiej ziemi. 

  Uważam, że "Dzień między żarem i lodem" jest lekturą obowiązkową dla wszystkich wielbicieli powieściowej Słowiańszczyzny bez względu na wiek. Świetnie wprowadza w klimat świąt/Szczodrych Godów/przesilenia zimowego (proszę wybrać, co komu odpowiada). To powieść godna uwagi i polecenia, z morałem, pełna wartości takich jak prawdziwa przyjaźń, lojalność, szczerość, poświęcenie, więzi rodzinne. Porusza ważne tematy zwłaszcza z pespektywy młodzieży i rodziców. Uczy i bawi. Od powieści zawsze oczekuję czegoś więcej niż rozrywki. Ona ma coś nieść ze sobą i zostawić po sobie ślad w sercu. Ta tak uczyniła. Munek tegoż gwarantem. 

niedziela, 6 listopada 2022

152) "Słowianie" (tom I) - Robert Foryś

 Początki polskiej państwowości są niejasne, czasem przypominają błądzenie po ciemnym lesie w gęstej mgle. Pierwszym historycznym władcą naszego kraju był Mieszko I, ale kto panował przed nim? Źródła ościennych kronikarzy niewiele mówią nam na ten temat, a nasze rodzime trudno potraktować poważnie, raczej jako pamięć pokoleniową przekazywaną ustnie, której szczegóły mogły się zatrzeć, pozostały tylko strzępki w postaci imion, ludowych legend czy miejscowych nazw.

  Rynek wydawniczy coraz chętniej sięga do niszowego, jeszcze parę lat temu, tematu naszych słowiańskich korzeni. Sporą popularnością cieszą się książki z kręgu słowiańskiego fantasy o biesach, zarówno dla dzieci jak i dorosłych. Rzadkością są za to powieści historyczne "twardo stąpające po ziemi", mające u swych początków dokładną kwerendę źródłową (czyli research). Do takich perełek z pewnością należy powieść Roberta Forysia pt. "Słowianie".

   To przygodowa powieść historyczna osadzona w X wieku na ziemiach Słowian ze szczególnym uwzględnieniem Połabia i Wielkopolski. Koncentruje się na przedstawieniu konfliktu na dworze ojca Mieszka I, walce o władzę między Piastowicem a przedstawicielami innych rodów (krótki wątek), podporach książęcej władzy, niespokojnych czasach wojen i zdobywania ziem oraz niewolników, ścierania się starej i nowej wiary, intrygach międzypokoleniowych dot. władzy i interesów kupieckich, podstawach ówczesnej gospodarki i zaufania społecznego. Książka wtajemnicza również nieco w polityczną sytuację na terenach będących pod władzą Ottona Wielkiego oraz margrabiego Gero. Sporo miejsca poświęca również stosunkom między samymi słowiańskimi plemionami. 

  Postacią wyrastającą na głównego bohatera jest Jaromir Pomrok, Czech, który w wyniku różnych komplikacji rodzinnych znajduje dom na dworze Siemomysła, władcy Polan. Zaprzyjaźnia się z Mieszkiem, stając się mu prawie bratem. Bystry, inteligentny, lojalny, pełen wewnętrznego uroku. Zdarza mu się działać pod wpływem impulsu, porywczo, czego dalekosiężne konsekwencje musi znosić mężnie. Życie pisze mu niełatwy los, pełen przygód i zasadzek, lecz tym samym historia widziana jego oczami staje się barwna, pełna energii i niespodziewanych zwrotów akcji. Może kocha go pech, może przygody. Pewne jest jedno. Na nudę nie może narzekać.

   Bohaterem zasługującym na szczególną uwagę jest sam Mieszko, którego poznajemy już w latach dziecięcych. Od małego ciekawy świata, chłonący jak gąbka wiedzę z obserwowanego otoczenia i podsłuchanych rozmów dorosłych, wyciągający wnioski, by nie powtarzać błędów innych. Rozsądny, szanujący tradycję i wartości rodzinne, cierpliwy, inteligentny, ceniący prawdziwych przyjaciół.

 W powieści odnajdziemy również historycznych przedstawicieli rodu Billungów, Stoigniewa - księcia Obodrytów, Tęgomira - księcia Stodoran, Bolesława Srogiego, Czcibora - brata Mieszka etc. Robert Foryś wykonał kawał dobrej roboty. Pięknie połączona wiedza i fakty znane z historii z fantazją. Dbałość o szczegóły, takie jak: wyposażenie domostw, kulinaria, ubiór czy ekwipunek woja. Warto również zwrócić uwagę na elementy kulturowo-religijne, nie tylko w zakresie oficjalnego kultu, ale i codziennych sytuacji, np. na dworze księcia czy w karawanie księcia Ottona. To drobiazgi, ale nadają smaczku autentyczności i pomagają wczuć się w klimat powieści. Myślę, że historycy będą ukontentowani. 

   Podczas lektury warto bliżej przyjrzeć się postaci saskiego poddanego z masakrowanego miasta. Jego perspektywa na toczące się konflikty ze względu na osobistą tragedię oraz bezpośredni w nich udział daje czytelnikowi wgląd w życie zwykłego szaraka. Jest to o tyle ważne, że X wiek widzimy nie tylko oczami dworu i jego przybocznych. Punkt widzenia maluczkich jest ważny, bo otwiera oczy na to jak naprawdę mogła wyglądać tamta rzeczywistość, z jakimi problemami mierzyli się ludzie, w jakich warunkach przyszło im żyć, a przede wszystkim - jak konflikty władców oddziaływały na poddanych. 

   Powieść porusza także temat roli kobiet w ówczesnym społeczeństwie, sprowadzającą się przede wszystkim do stereotypowego rodzenia dzieci i opieki nad domowym mirem. Matka i żona, uległa córka, której zdanie niewiele znaczy. Kobiety jako przedmiot handlu między mężczyznami, by potwierdzić układ. Jak sobie radziły, by przetrwać? Do czego się ubiegały w razie zagrożenia życia? Warto przyjrzeć się Gorce, Ludgardzie etc.

   Książka Roberta Forysia porusza również zagadnienie średniowiecznego niewolnictwa, wielkich targów im poświęconych oraz wojen w celu zdobycia nowego żywego towaru. Słowianie, podzieleni na wiele plemion, większych i mniejszych, nie mieli oporów, by polować i podbijać swoich współbraci, sprzedawać ich obcym, np. w Saksonii. Okrutny świat i okrutni ludzie. Autor nie boi się ukazania losu niewolników czy to na dworze Polan czy Saksończyków, ich wykorzystywania czy złego traktowania.

   Styl autora przykuwa uwagę. W barwny sposób maluje przygody bohaterów, odwzorowując fakty historyczne i wplatając w to własną wyobraźnię, by wypełnić luki. Jest drobiazgowy i szczegółowy. Bywa bardzo bezpośredni, nie oszczędzając mocniejszych i drastyczniejszych opisów przy scenach walki i przemocy. Gdy trzeba rzuca też wulgaryzmami. Dzięki temu czytelnik już wie, że to nie sielska bajeczka, a realistyczna powieść historyczna czerpiąca pełnymi garściami z życia, oddająca klimat średniowiecza.

   Pod względem fabuły, kreacji bohaterów, stylu i języka czy kwestii merytorycznych "Słowianie" Roberta Forysia to książka godna polecenia i uwagi miłośników historii oraz zapalonych mediewistów. Bogata treść poparta wyczuwalną kwerendą źródłową broni się sama. Naprawdę.

  Jednak, żeby nie było tak słodko i lukrowo strona techniczna, a raczej korektorska to jakaś pomyłka. Ogrom literówek, po kilka na każdej stronie, nieuwzględnianie dyftongów w odmianach przez przypadki to prawdziwa zmora. Ach, gdzie te nasze piękne "ą" i "ę"? Trafiły się też takie kwiatki jak "wierza" bramna (s.124) czy "tępo" (szkoda, że nie zanotowałam strony). Przestawianie liter w słowach "od" i "do" to już tradycja nagminna. Mimo to największym hitem jest powtórzenie treści - jakieś 1,5 strony, tj. od s. 192 (ostatni dialog) do s.194 "Margrabia uniósł do ust cynowy kufel". To naprawdę spora niedbałość ze strony wydawcy. Niestety, ale to wytrąca z równowagi w trakcie lektury i budzi jedno wielkie "grrr....", coś na kształt ataku furii Pomroka. I nie piszę tego złośliwie, ale jako wskazówkę na przyszłość dla wydawcy - tekst warto sprawdzić choćby jeden raz więcej, by uniknąć takich wpadek i błędów w druku.

   "Słowianie" Roberta Forysia są powieścią godną polecenia ze względów merytorycznych w zakresie historii ziem słowiańskich w X wieku oraz stosunków słowiańsko-sasko-wikińskich. Dbałość o szczegóły i świetnie oddany klimat, ciekawa fabuła, równomiernie rozłożona akcja, przygody i intrygi dworskie, różnorodna perspektywa na te same wydarzenia przyciągną konesera dobrej literatury. Zdecydowanym minusem jest techniczne wydanie tej książki pełne niedociągnięć. Jednak zapewniam, że treść to nadrabia i wynagradza po stokroć. 

sobota, 6 sierpnia 2022

142) "Wanda" Witolda Jabłońskiego

   Legendy o państwie polskim, te, które budują nasze wspólne korzenie, te na których wychowały się pokolenia, zjednoczone wokół wspólnego języka, kultury i historii, a nade wszystko wartości, legendy, które są wciąż żywe i przekazywane z ust do ust, by pamięć o nich nie ustała. 

   Jedną z nich jest powieść o Wandzie, co Niemca nie chciała i śmierć w wodzie wolała. Wersji tegoż powstało już wiele, a mimo to wciąż stanowi źródło inspiracji. Owa kobieca postać tchnęła w Witoldzie Jabłońskim wenę do stworzenia własnej wersji mitu o Wandzie i jej rodzinie.

   "Wanda" to zwieńczenie trylogii słowiańskiej o Polsce przedhistorycznej z czasów legend o Piaście Kołodzieju i Złym Popielu, którego myszy miały skonsumować. To historia o zjednoczeniu kraju Polan i Wiślan, Gniezna i Krakowa, które stawiają zacięty opór przed cesarstwem niemieckim i Wielką Morawą ze Świętopełkiem na czele. Opowiada o czasach, gdy nasi ojcowie wierzyli w starych bogów, a demony były stałym towarzyszem ludzkiej codzienności. Mówi o tym, że czasem sięgano rady sił wyższych i pomocy, by utrzymać niepodległość. Poświęcano pewne rzeczy, a nawet życie w imię pewnych celów. Jak się wówczas egzystowało? Co było fundamentem społeczności? Kto je scalał? Komu oddawano cześć? Czym gardzono? Jakie niebezpieczeństwa czyhały za rogiem? Kim była, tak naprawdę, tytułowa Wanda?

   Główną bohaterką jest potomkini wodnych Wiślan. Za młodych lat silna, bystra, uparta i nieustępliwa, pełna wigoru, pomysłowości, pragnąca bronić swoich ludzi przed złem. W tej książce jest już trochę starsza, niby powinna być dojrzalsza i bardziej rozważna, ale wydaje mi się naiwniejsza, zbyt pewna siebie, dająca się podejść i zaskoczyć niczym nastolatka. Działa tak jakby nie była sobą, coś ją rozprasza, powoduje wolniejsze odruchy. Należy jej oddać przywiązanie do rodziny, bycie honorową i poświęcenie dla ojczyzny.

   Tytuł wskazuje Wandę, ale powieść tak naprawdę toczy się wokół następcy tronu, Ziemowita, który musi stawić czoła licznym przeszkodom i przygodom, by osiągnąć swój cel. To dobry kamrat, odważny, szczery i oddany przyjaciel, ale jeszcze niegotowy na swoją rolę życia. Kimże by był bez bliskich, którzy bez ustanku chronili go i wspierali? Kto naprostowywał jego lekkomyślne pomysły i ratował z opresji?

   W tle przewija się Rzepicha i Piast, których znamy już z wcześniejszej części. Ich zachowania mogą zaskakiwać, zwłaszcza matka Ziemka. Kobieta przewrotną i podstępną bywa. Ciekawa kreacja. Podobnie rzecz ma się z przyjacielem młodego Piastowica, Jaśkiem. Wzbudza największą sympatię i jest jedną z najbardziej autentycznych postaci pod względem charakteru, zachowania i reakcji na różne sytuacje.

   Najbardziej irytującą postacią jest Własta. Niestety, ale nie jestem w stanie jej zdzierżyć. Rozchwianie emocjonalne, toksyczna, pełna sprzeczności, niewzbudzająca zaufania ani szacunku. Nawet znając jej przeszłość, nie idzie jej w żaden sposób usprawiedliwić. 

   Akcja powieści jest przewidywalna, co chwilę zdradza ją narrator, uprzedzając fakty. Zastanawiam się nad tym zabiegiem, czy to ma wytłumaczyć fabułę czytelnikowi? Chyba nie w tym rzecz. Pewne elementy nie domykają się, np. przedstawienie pierwszego opisanego podopiecznego sługi Chorsa, po czym pozbycie się go, choć oczekiwałoby się wplecenia go w dalszą część powieści. Nie do końca rozumiem też działanie na własną szkodę owego sługi, który zamiast sprzyjać wyznawcom własnych bogów, lawiruje między obcymi potęgami, wystawiając własnych ludzi na szwank. 

   Prawdziwym rarytasem "Wandy" są słowa mistrza, jego niepowtarzalny styl, cudne opisy, wyczucie chwili, umiejętność wyczarowania klimatu ówczesnych czasów w wyobraźni czytelnika, lekkie pióro, mieszanie poezji i prozy w zrównoważonych proporcjach, dając wyborny posmak.

   W tej powieści uwielbiam kreację Baby Jagi, urok jej chatki, wolność na grzebiecie siwego rumaka, wspaniale ukazaną siłę przyjaźni i rodzinnych więzów, znaczenie zaufania, odmalowanie szczegółów życia, np. na dworze czy w taborze. Ukazany świat przedstawiony jest przebogaty, drobiazgowy, kryjący w cieniu jeszcze niejedną niespodziankę i tajemnicę.

   "Wanda" dotyka wielu ważnych spraw, m.in. przemocy wobec kobiet, ich niewolenia i wykorzystywania, traktowania wyłącznie przez pryzmat ciała. Przedstawia też problem manipulacji i tworzenia iluzji, by zło pokazywać jako dobro. Ukazuje jak łatwo budować pozory i jak trudno je przejrzeć, by dostrzec prawdziwą twarz wroga, jak przyjaciel może okazać się koszmarem. Gdzieś w tym tkwi kwestia zaufania, wśród bliskich i obcych, jak rozważnie należy do tego podchodzić, by nie stracić tego, co najcenniejsze. Ponadto pokazuje niuanse politycznych intryg, jak wiele znaczą drobne gesty i słowa, które łatwo przeoczyć, a mogą stać się ratunkiem, by wycofać się w odpowiednim momencie lub zabezpieczyć się przed katastrofą. Książka podkreśla też przynależność do danej kultury i identyfikowanie się z rodziną, poczucie odpowiedzialności za nią i rodaków.

  Z kwestii typowo słowiańskich można odnotować inspirację wspomnianymi już legendami. Pojawienie się Baby Jagi, górskiego węża, rusałek i wodników, odniesienia do pewnych rodzimych bogów. Warto zwrócić uwagę na skonfrontowanie chrześcijaństwa i wierzeń pogańskich, od obrzędowości, rytuałów po kapłanów i wiernych. Tu pewną ciekawostką może być pojawienie się wątku słowiańskiego obrządku chrześcijaństwa, który swe korzenie miał mieć u św. Metodego i Cyryla oraz na Wielkich Morawach. Nie bez znaczenia zostaje też pewne widzenie o przyszłości Polski i tłumaczenie decyzji Mieszka I.

   "Wanda" Witolda Jabłońskiego to powieść inspirowana jedną z najbardziej znanych legend, ukwiecona wyobraźnią autora, ciekawym pomysłem, ale nie do końca wykorzystanym potencjałem. Narrator zdradza zbyt wiele w nieodpowiednim momencie, niektóre zachowania kluczowych postaci irytują, fabuła doprasza się o rozbudowanie, jednak ta książka to bogaty świat przedstawiony, w który warto się zanurzyć, by zaczerpnąć oddechu słowiańskiego czaru wczesnego średniowiecza i niezwykłego stylu mistrza pióra. Przy tym należy docenić poruszone wątki i wplecione ciekawostki, które dla wielu mogą stać się wskazówką do dalszych samodzielnych poszukiwań.

   Z "Wandą" warto się zapoznać, dać jej szansę na bliższe zapoznanie się. Kto wie, może spośród kart wyłoni się Baba Jaga i ugości Was jakimś dobrym napitkiem i sutą strawą niczym strudzonych wędrowców? Warto spróbować :)