Recenzje tematycznie

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zielarka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zielarka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 stycznia 2023

158) "Uzdrowicielka" - Katarzyna Muszyńska

   Kujawy, przepiękna kraina, gdzie czas biegnie inaczej, a ludzie wydają się sobie znacznie życzliwsi. Tam urodziła się i wychowała moja Babcia, skąd wywodzi się jej linia rodowa (malutkie i urokliwe Powałkowice). Kojarzą mi się z opowieściami Mamy o przygodach z dzieciństwa z okresu wakacji czy ferii zimowych, jej bieganiu z krewnymi po polach, bawieniu się w chowanego w gospodarstwie, strasznymi opowieściami pradziadka, który podobno lubił nastraszyć swoje wnuki, wspominaniu pustych nocy, ciężkiej doli prababci, a przede wszystkim wyidealizowanym obrazem Kujaw zachowanym w pamięci mojej Babci, która dość wcześnie wyrwała się z rodzinnego gniazda, by iść do wymarzonej szkoły, a gdzie zostawiła liczne rodzeństwo i kuzynostwo. Jak tam było naprawdę? Ile kujawskich zwyczajów, powiedzeń i zachowań przeszczepiła na wielkopolską ziemię, gdy założyła własną rodzinę? Znacie powieści o Kujawach? Gdzie można w literaturze spotkać wątki z tego rejonu? Hmm... a gdyby to jeszcze połączyć ze słowiańskimi elementami? 

   Kojarzycie może "Zielarkę" Katarzyny Muszyńskiej? Tam klimat wczesnego średniowiecza miesza się z magią, nie tylko tą naszą rodzimą, ale i nordycką uosobioną w postaci wikinga. Słowiańska zielarka, w której ujawnił się żar oraz połączony z nią silną więzią makhmara z dalekiej Północy. Marena i Eskil. Pełno przygód, nierozwiązanych zagadek i nadprzyrodzonych istot. Ta historia aż prosiła się o drugą część i oto jest "Uzdrowicielka". 

   Główną bohaterką wciąż jest Marena, już bardziej świadoma swoich umiejętności i oczekiwań lokalnej społeczności, świetnie odnajduje się wśród gęstej puszczy i zielarskich tajemnic, kocha swoją cichą chatkę na uboczu, w pełni skupia się na bliskich sobie ludziach. Dobra, troskliwa, ciepła, życzliwa. Prawdziwa przyjaciółka, lojalna i szczera. W tym tomie nieco zagubiona i rozkojarzona, zarówno przez koleje losu, jak i dręczące ją uczucia oraz ich obiekty. Nastoletnie problemy sercowe. Dawną zielarkę można polubić, starać się ją zrozumieć, ale staje się pionkiem w grze silniejszych od niej przeciwników, mając tak naprawdę niewiele do powiedzenia. Jednak warto zwrócić uwagę na sceny przy punkcie kulminacyjnym - wówczas widzimy Marenę taką, jaką jest naprawdę. 

   Eskil zasługuje na podziw i uznanie. Bywa cierpliwy, dba o swoją wybrankę, troszczy się o nią, pilnuje jej, niejednokrotnie narażając życie, by zadbać o jej bezpieczeństwo. Pomimo dystansu i niewyparzonego języka jest dobrym kompanem drogi. Choć jego umiejętności mogą budzić przerażenie, warto podkreślić, że używa ich w dobrej wierze.

   W powieści pojawia się również Jaga. Czy ma coś wspólnego z Babą Jagą? Trudno powiedzieć. Posiada żar i ogromną wiedzę, ale ma też tajemnice, których pilnie strzeże. Jest obłudna i gra na swoją korzyść. To, co kiedyś wydawało się dobrym rozwiązaniem, może okazać się brzemienne w skutki. Ona już o to zadba. Myślę, że nie można jej zbyt pochopnie oceniać. Ten tom odkrywa jej przeszłość, zapełniając białe pola. To pozwala spojrzeć na nią z innej perspektywy i tłumaczy jej zachowanie.

   Po drodze przewija się jeszcze kilka postaci. Są niejednoznaczne. Ich historia dopiero poznana w całości pozwala na ocenę ich zachowania, motywacji i decyzji. Życie jest tak skomplikowane, tak wiele czynników ma wpływ na nasze wybory, a w "Uzdrowicielce" dodatkowym elementem jest magia, a właściwie żar, który może sporo namieszać. Oj, sporo.

  To powieść przygodowa, powieść drogi, pełna akcji, choć niepozbawiona wątków romantycznych, czasem wręcz obyczajowych. Nasi bohaterowie wędrują przez dawną Polskę, zatrzymują się nie tylko w karczmach, ale i u prywatnych osób. To daje wgląd w życie codzienne, np. obowiązki, przyrządzane potrawy, ubiór, zachowanie higieny, ale głównie architekturę i wystrój wnętrz oraz umiejscowienie osad. Autorka w posłowiu zaznacza, że to wytwór jej fantazji, ale starała się odtworzyć klimat średniowiecza. Uważam, że jej się to udało, zwłaszcza zwracając uwagę na szczegóły. Dobrym przykładem będzie nadmorska miejscowość, w której za lat młodości przebywała Mirogniewa. W tych fragmentach można odnaleźć nawet ciekawostki o pracy i codzienności rybaka. Wg mnie właśnie to buduje autentyczność książki, tj. przywiązanie do pisarza do każdego elementu tworzonego świata, tzn. dokładność, drobiazgowość itd.

   Wspomniałam o obyczajowości. Katarzyna Muszyńska pokazuje czytelnikowi mentalność ówczesnych mieszkańców małych i dużych osad, ich podejście do nieznanego, do łatwego osądzania, wydawania wyroków, uciekania się do najprostszych rozwiązań. To także świat, gdzie kobieta jest własnością męża lub ojca, powinna mu być posłuszna we wszystkim. Autorka przedstawia przemoc domową, pokazuje jej skutki i reakcje otoczenia, a właściwie jej całkowity brak. Czy w tym może tkwić przyczyna zachowania dorosłego, jego bojaźliwość lub złośliwość jako postawy obronne? W przypadku jednej z postaci gra to kluczową rolę. 

   Jest tu kilka wątków miłosnych, od tej spełnionej i szczęśliwej przez skomplikowaną o niejasnym statusie po odrzuconą, nieodwzajemnioną i bolesną. Co w przypadku, gdy to śmierć rozdzieli kochanków? Czy jest sposób na pokonanie tego stanu? Miłośnicy podchodów i rywalizacji o rękę niewiasty również odnajdą tu coś dla siebie. 

   Pojawia się magia i żar. Mnie to przyciągnęło ze względu na słowiańskie elementy. Mamy tu nieco stworzeń mroku, z których jedno dość mocno zajdzie za skórę Marenie. Pojawiają się też wezwania do rodzimych bogów, m.in. Marzanny. Kto zaś poszukuje literackich wyobrażeń bóstwa śmierci Nyji powinien zajrzeć do "Uzdrowicielki" obowiązkowo. Ciekawa kreacja, choć mnie do końca nie przekonuje. Odnoszę wrażenie, że autorka utożsamia Nyję z Welesem, np. w towarzystwie tego pierwszego zjawia się żmij, ma pod sobą również takie pomroki jak południce.

   Katarzyna Muszyńska potrafi uwieść czytelnika, wciągnąć go do swojej opowieści, by nie mógł się od niej oderwać. Tak rozkłada wątki, by powoli składały się w całość, a ciekawość rośnie. Bardzo podobają mi się jej opisy przyrody i architektury. Ma lekkie pióro i przyjemny w odbiorze styl. Natomiast wadzi mi kreacja Mareny jako pionka, będącego na rozdrożu pomiędzy dwoma mężczyznami. Powoduje to, że efekt osiągnięty w pierwszym tomie jej jako silnej i niezależnej zaczyna lec w gruzach.

   "Uzdrowicielka" jest miłą odskocznią od codzienności. Coś na lekkie popołudnie czy wolny wieczór. To wiekowa historia, ale należy zwrócić uwagę, że to nie powieść historyczna, a fantastyczna. Są tu piękne opisy przyrody, co nieco o Kujawach oraz opis życia zielarko-uzdrowicielek, który zaskakuje co rusz. To książka o magii, która może być darem i przekleństwem.

   Myślę, że warto się z nią zapoznać, ponieważ pozwala spojrzeć z innej perspektywy na magię i słowiańskość w fantastyce.

piątek, 8 lipca 2022

139) Zioła... "Zielarka" Katarzyny Muszyńskiej

   Zielone łąki rozpostarte gdzieś na kujawskiej ziemi, pełne dobrodziejstw natury, piękne swym wewnętrznym blaskiem, skąpane w letnim słońcu, bogate różnorodnością form życia i tym, co zniewala, zapachem ziela. Czegóż można chcieć więcej, niż by ta chwila trwała wiecznie?

   Katarzyna Muszyńska w "Zielarce" przenosi czytelnika do średniowiecznej Polski, gdzie stara i nowa wiara spotykają się gdzieś tam w tle, świat mknie swym torem, a ludzie żyją z dnia na dzień, borykając się z drobnymi troskami i radościami swego żywota. Wydawałoby się, że to kolejna powiastka obyczajowa inspirowana przeszłością naszego kraju. To tylko pozór, bo ta książka wciąga po same uszy i nie pozwala odejść spokojnie aż do ostatniej strony. Czego tak naprawdę dotyczy "Zielarka", o kim opowiada? Jakich wątków dotyka? Czy warto się nad nią dłużej pochylić? Jakie ma zalety, a jakie wady?

   Główną bohaterką tejże książki jest Marena, dziewczynka oddana przez matkę na nauki do zielarek na Górę Kujawską, by móc przysposobić się do zawodu i w przyszłości leczyć ludzi. Kobiety mają jej przekazać swoją wiedzę, jednocześnie gwarantując opierunek. Podopieczna wykazuje talent w tym kierunku, szybko się uczy, nie boi się krwi i szybkich decyzji, leży jej na sercu dobro innych, lubi to, co robi. Przestrzega zasad zielarek, choć czasem ulega namowom przyjaciółki Miłki, by zrobić coś innego niż zalecane. To pojętna uczennica, mądra, pracowita, serdeczna, ciepła i życzliwa. W ludziach szuka dobra, choć zalążka. Pewna sytuacja sprawia, że budzi się w niej moc, wyjątkowo rzadki dar, który przysparza tyle samo radości, co i troski. Dla jednych to powód do dumy, dla innych - zadra. Marena będzie musiała wyruszyć w podróż, by odnaleźć kogoś, kto będzie w stanie jej pomóc zapanować nad mocą i nauczyć z niej korzystać w bezpieczny sposób. Nie wie kogo i gdzie szukać, lecz od czego ma się przyjaciół i bliskich? Nie jest w tym sama. Towarzysze ruszają z nią. Czeka ich trudna droga, pełna prób i niebezpiecznych zakrętów. Kogo na niej spotkają? Komu mogą ufać? Gdzie szukać wskazówek?

  Książka Katarzyny Muszyńskiej zawiera liczne postacie, z jednymi czytelnik zżywa się bardziej, z innymi mniej. Każdy jest inny, ale posiada swoje charakterystyczne cechy, które go wyróżniają w tłumie. Towarzysze Mareny to różnorodna grupa, w której dochodzi do zgrzytów i nieporozumień. Postacie nie są idealne, a dzięki temu stają się autentyczne, z krwi i kości, podobne nam, z takimi samymi bolączkami. To sprawia, że można się z nimi utożsamić. Myślę, że najbardziej przykuwającą uwagę bohaterką jest Damroka. Mimo drugoplanowej roli jej znaczenie jest nie do przecenienia, a ponadto niesie ze sobą jakąś tajemnicę. Kim tak naprawdę była Wrona i czemu to ona spłaca jej dług? Gdzie znika i co robi? Czym jest? Równie intrygującą postacią jest Wilkomir, wywijas jakich mało, ale w gruncie rzeczy dobry człowiek o nieokrzesanych zwyczajach. Ma swoje za uszami, ale nie da się go nie lubić. Wzbudza szczerą sympatię.

   "Zielarka" to w większej części powieść drogi, walki z własnymi słabościami i demonami, poprzez którą bohaterowie poznają sami siebie, swoje możliwości i granice, do czego są zdolni, co gotowi są poświęcić, a kiedy powiedzieć stanowcze "nie" jak to jest w przypadku Mareny, Wilkomira czy Jaromira. Ukazuje też ponoszenie odpowiedzialności za swoje czyny i srogie konsekwencje jak u Sambory czy Odolana. Porusza temat szalonego władcy i jego destrukcyjnych decyzji nie tylko dla niego samego, ale przede wszystkim dla poddanych. Wskazuje też czym jest strach przed innością i stereotypowe myślenie, jak bardzo krzywdzi i niszczy życie, jak bardzo toksyczne bywa dla małych społeczności. Dotyka też problemu zazdrości w przyjaźni i jej rozpadu, fundamentów zaufania i tego jak ostrożnie trzeba sobie dobierać bliskich w otoczeniu, jak bardzo trzeba uważać, ale i doceniać poświęcenie innych, drobne gesty. Karma wraca, dobre uczynki zwracają się dobrocią osób obdarowanych. 

   To powieść fantastyczna, która wzoruje się na historii, ale ma do niej luźne podejście, nie trzyma się ściśle jej ram i znanych realiów. Autorka wykorzystuje ją do budowania własnego uniwersum, co ma za zadanie podkreślać jego realność. Dotyczy to przede wszystkim codzienności, tj. opisu stroju, domostw, handlu, domowych obowiązków, funkcjonowania grodów i relacji między poszczególnymi ziemiami. Zaskakuje precyzyjność dotycząca geografii. Należy również zwrócić uwagę na stosunki między mieszkańcami krain, tj. Pomorza i Kujaw, którzy nie darzyli się zbytnią sympatią ze względu na agresywne najazdy. W to wszystko wplątani są także wikingowie, którzy zapuszczali się w głąb lądu, a których to ślady można odnaleźć przy pomocy archeologii (tu głównie mowa o bytności, a nie o osadnictwie). 

  Słowiańszczyzna jest jednym z elementów budujących ten świat przedstawiony. Jest nie tylko tłem, ale jego ważnym składnikiem. Dotyczy to przede wszystkim życia bohaterów, którzy wciąż wyznają starą wiarę, kierując swe prośby i modły do Marzanny, Leli czy Nyji. Muszą również wystrzegać się samotnych wycieczek do lasu, bo może skończyć się to spotkaniem z lichem, strzygą czy brzeginką, nie mówiąc już o innych stworach. Warto też zważać na swe czyny, bo leszy nie śpi. Gotów jest pomóc za dobry uczynek, ale i pognębić za niszczenie jego domostwa i podopiecznych. W "Zielarce" te wierzenia są żywe, wpływają na ludzi i ich decyzje. Mają znaczenie w codziennych czynnościach, rytuałach, zwyczajach, świętach. Są czymś tak charakterystycznym dla tego regionu, że nie można ich pominąć. W tej książce wiara w jednego boga koegzystuje ze starą, brak mowy o waśniach i starciach z tego powodu - każdy wierzy w to, co chce. Przedstawione demony mają swoje motywacje, sposób życia. Warto przy tym zwrócić uwagę na strzygę. Występuje tu także osławiona Jaga.

   Tak jak podoba mi się kreacja bohaterów i pomysł na fabułę, tak zabrakło mi dokładniejszego znaczenia pierwotnych, więzi łączącej Marenę z Eskilem, spłaty długu dla Jagi. Nade wszystko - po punkcie kulminacyjnym właściwie następuje koniec. Jest krótki epilog, ale to pozostawia niedosyt i poczucie pstryczka w nos od autorki. Ta historia aż prosi się o kolejny tom. Dwie trzecie powieści to opisy, nieco akcji, rozmowy i przemyślenia postaci, świetnie poprowadzona fabuła. Ostatnia jedna trzecia to już szybki rozwój akcji, wspomniany punkt kulminacyjny i bach! Koniec! Gdyby końcówka byłaby w podobnym tonie jak większość tej historii, mogłaby tylko zyskać. Szkoda.

   Autorka ma bardzo lekkie pióro, barwnie kreśli opisy i dialogi, plastycznie oddaje otoczenie, ale i tytułową specjalność zielarek, zioła. Potrafi pisać wciągająco, zaciekawić czytelnika i na dłużej utrzymać jego uwagę. Tworzy postacie z krwi i kości, nie oszczędza im trosk codziennych, funduje trudną drogę do własnego wnętrza, ale poprzez to buduje ich świat i relacje. Wydaje mi się, że właśnie te relacje międzyludzkie są jedną z mocniejszych stron tej powieści.

   "Zielarka" Katarzyny Muszyńskiej jest powieścią fantastyczno-obyczajową z nutką słowiańskości, która porusza ważne tematy jak przyjaźń, miłość, odrzucenie, ostracyzm, zaufanie, toksyczne znajomości, szaleństwo władcy. Pokazuje życie codzienne, ludzkie dramaty i ułomności. Nie lukruje niczego. Jednocześnie świat przedstawiony jest bogaty, świetnie wykreowani bohaterowie, którzy na dłużej zagoszczą w pamięci czytelnika. Dzięki nim można samemu odbyć podróż do swojego wnętrza.

   Nie jest to książka idealna, ma swoje niedopowiedzenia, ale prawdopodobnie autorka ma plan na dalsze pociągnięcie tej historii. Może to jeszcze nie koniec? Pozostaje czekać.


PS II tom to "Uzdrowicielka" i ukaże się już jesienią tego roku!