Recenzje tematycznie

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą demony. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą demony. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 lutego 2023

161) Równowaga, czyli słowo o "Wybranych" Franciszka M. Piątkowskiego

 Dokąd prowadzi nas współczesny świat? Dokąd zmierzamy my jako ludzie? Czy jako gatunek mamy na tyle silny kręgosłup moralny, by umieć dokonać właściwych wyborów? Czym jest odpowiednia decyzja? Jakimi metodami to sprawdzić? Czy prawda jest obiektywna bez względu na punkt widzenia obserwatora? Czy jednak może być subiektywna? Czy czynniki zewnętrzne, zmiana sytuacji, warunków etc. ma wpływ na rozstrzygnięcie sprawy? Czy to w ogóle jest mierzalne? Co tak naprawdę nas motywuje i pozwala swobodnie funkcjonować, by tak naprawdę żyć? Czy jest coś takiego jak złoty środek? Czy równowaga istnieje, a jeżeli tak, to czy jest możliwa do osiągnięcia przez ludzi? Równowaga między przyrodą a cywilizacją, sercem a umysłem, światem rzeczywistym a nadprzyrodzonym... Uważam, że większość z tych pytań zaprząta nam głowę od czasu do czasu, bez względu na pochodzenie, wykształcenie, wyznanie czy zamożność. Są w pewnym sensie fundamentalne, zapytują o przyszłość, o cel, o to, jaką drogą podążamy. Ile razy sami siebie zapytywaliśmy, czy dobrze zrobiliśmy, czy podjęliśmy dobrą decyzję, czy cofnęlibyśmy czas, czy inny wybór nie zmieniłby naszego położenia... Ludzka to rzecz poddawać w wątpliwość, roztrząsać i analizować. W świecie literatury można znaleźć mnóstwo pozycji o tej tematyce, od naukowych po fantastykę. Są takie książki, które pozornie mówią o czymś zupełnie innym, dotykają odmiennej materii, a jednak podczas lektury wypełniają nasze umysły tak poważnymi rozważaniami, zmuszają o refleksji, choć traktują o tym w sposób kompletnie niepasujący do takowej konwencji. 

   Jedną z takich powieści jest najnowszy twór Franciszka Piątkowskiego pt. "Wybrani". To czwarta część z serii "Uniwersum Powiernika", slavic urban fantasy, rodzima fantastyka słowiańska w bardziej nowoczesnym nurcie. Głównym bohaterem uniwersum jest Marek Lichocki, adwokat, który jednocześnie na co dzień zajmuje się słowiańskimi Bogami i stworami. Jak? Dola naznaczyła go na Powiernika i Widzącego, powierzając mu umiejętność kontaktowania się z mieszkańcami Prawii, Nawii oraz tymi niewidocznymi dla ludzkiego oka z Jawii. Powoduje to pewne komplikacje w jego życiu osobistym i zawodowym. Jego istnienie zostaje zauważone, przez co istoty o mniej przychylnych intencjach wobec ludzkości, zaczynają go brać na cel, ponieważ stanowi zagrożenie dla ich dotychczasowych niecnych poczynań, do tej pory niedostrzeżonych, a których konsekwencje przypisywano głównie chorobom psychicznym, skrzywieniu lub pozostawiano niewyjaśnione. Marek staje się dla nich niebezpieczny. Jak mu uprzykrzyć życie? Ma rodzinę, przyjaciół, więc sprawa jest jasna od samego początku. W dodatku Bogowie również zamierzają namieszać nieco w jego codzienności. Licho nie śpi, zło wyrywa się z uwięzi, Słowiańszczyznę czekają trudne chwile. Jedynym rozwiązaniem owej bolączki jest sprzymierzone działanie adwokata i proludzkich stworów, którym los Jawii nie jest obojętny. Po pokonaniu Trojana i unieszkodliwieniu Biezdara wydawałoby się, że zapanuje pokój, ale nic bardziej mylnego. Mroczna Trójca przystępuje do działania. Ponadto budzi się coś, co powinno pozostać w uśpieniu. Niebezpieczeństwo zagraża wszystkim. Nieistnienie...

  Tym razem trudno wskazać jednego głównego bohatera powieści. Z jednej strony Lichocki, który przewodniczy większości działań, jest centrum, wokół którego skupia grupa stworów. Z drugiej urasta mu konkurencja, która kradnie mu pierwsze skrzypce, choć dopiero wkracza do tego niezwykłego świata. Jego lepsza połowa. 

   Marek to mężczyzna, który bardzo poważnie podchodzi do obranych obowiązków, nie uchyla się przed niczym, gotowy do najwyższych poświęceń dla bliskich, w obronie wyznawanych idei. Jest odważny, odpowiedzialny, może nieco szalony, bo stawia ryzykowne kroki, ale gdyby nie one, to Jawii już dawno mogłoby nie być. To opoka, na której mogą opierać się bliscy. Podtrzyma ich własnym kosztem. Za wszelką cenę. Jednak, żeby nie było za poważnie, cechuje go świetne poczucie humoru, potrafi być zabawny i kiedy trzeba ironiczny. Co równie ważne - nie traci rezonu w trudnych sytuacjach, umie szybko podejmować decyzje, szanuje swoich przeciwników. Kieruje się w życiu mottem: "Czcij Bogów, kochaj swoje kobiety, bądź lojalny dla przyjaciół i sprawiedliwy dla wrogów" (str. 124), które warto głębiej przemyśleć.

   Przyjaciele Lichockiego, stwory wszelakiej maści, są wyjątkowi pod każdym względem. Stoją przy nim zawsze, są lojalni i szczerzy, wyznają podobne do niego wartości, są podporą, na której może się oprzeć w gorszych chwilach. Wspierają się. Ich postawa udowadnia, czym jest prawdziwa przyjaźń, na czym polega i w jaki sposób życie poddaje ją próbie. Taka więź jest godna naśladowania. Pokazuje, że warto nad nią pracować i rozwijać. Przyjaciele to rodzina z wyboru.

   W "Wybranych" sporą rolę odgrywa Joanna Lichocka, żona Marka. Jako potomkini Witomira może namieszać w planach Mrocznej Trójcy, o ile obudzi w sobie krew przodka i związane z tym możliwości. Idealnie uzupełnia męża. Za bliskimi wskoczyłaby w ogień. Kocha ich ponad wszystko. Ceni sobie szczerość i przyjaźń. Szybko się uczy, jest ciekawa świata, nie boi się wyzwań, podejmuje rzuconą rękawicę, ważąc konsekwencje swoich działań. To mądra i inteligentna kobieta, o silnym charakterze, dążąca do celu. Myślę, że niejedna z młodych dziewczyn mogłaby brać z niej przykład.

  Wokół Asi skupia się drugie grono istot nadprzyrodzonych, głównie żywiołaków i pomniejszych stworów. Warto tu wyróżnić Babę Jagę, tak właśnie tę, o której myśli czytelnik oraz Leszego. Jaga kryje w sobie całkiem sporo tajemnic, ale jest na wskroś dobra dla bliskich, a bezwzględna dla wrogów. Oj, wie jak ich sobie podporządkować. Stosowana przez nią magia to duży nakład pracy i jeszcze raz pracy. "Bez pracy nie ma kołaczy" i tu się to sprawdza w 100%, o czym opowiada swojej uczennicy. Tym samym pokazuje, by dojść do czegoś, trzeba temu poświęcić czas i mieć do tego cierpliwość. Jak nie dziś, to jutro, ale każde doświadczenie rozwija i poszerza horyzonty. Warto walczyć i się nie poddawać. To wszystko zaprocentuje. Ta postać również kryje w sobie sekret sensu zaufania. Coś, co teraz nie jest jasne, za jakiś czas może okazać się strzałem w dziesiątkę, ale wymaga to od nas zaufania komuś, czemuś. Więź między Jagą a Joanną doskonale to tłumaczy. Wokół Lichockiej kręci się również Leszy, czyli opiekun lasu i wszystkich jego mieszkańców. To przyjaciel, nauczyciel, filozof i działacz. Istota tak niezwykła, że trudno ująć to w słowa. W tej części serii odgrywa pomniejszą rolę, ale stanowi jeden z elementów fundamentu, na której opiera się przyszłość naszego świata.

   Spośród postaci wykreowanych przez Franciszka Piątkowskiego nie sposób pominąć wodników i topielicy. Panów pokochałam od pierwszej chwili, kiedy tylko pojawili się na kartach uniwersum. Są jedyni w swoim rodzaju, nie do podrobienia. Nie wiem kto lub co inspiruje pisarza do ich dialogów, ale boki można zrywać. Tu właśnie ujawnia się genialny humor autora. Trudno zachować kamienną minę, kiedy wodne stwory wdają się z kimś w dyskusję. Dlatego zalecam odpuścić czytanie tych fragmentów w miejscach publicznych. Są tak pocieszni, nieporadni, zagubieni, że aż włącza się w czytelniku tryb "zaopiekuj się nimi". W tym momencie na scenę wchodzi dr topielica. Tak, stwór z tytułem naukowym. Zdarza się. Zdziwieni? To istota pochodzenia ludzkiego. Dołącza do wodnego duetu, dodając mu smaczku. Jest tym pierwiastkiem żeńskim, który równoważy i próbuje okiełznać ich wewnętrzny chaos. Przygód z nimi co niemiara, a rozkmin, o co im chodzi jeszcze więcej. Te stworzenia wody są ciepłe, pełne dobrych intencji, gotowe podążać do wyznaczonego sobie celu pomimo piętrzących się na ich drodze przeszkód. Takiej wytrwałości niejeden z nas mógłby im pozazdrościć. Bezdyskusyjnie moi ulubieńcy.

   Warto też zwrócić uwagę na jeszcze jednego wyjątkowego bohatera, którego się nawet nie spodziewałam. Pojawi się sam, we własnej osobie, nie kto inny jak... BORUTA! Nie chcę za dużo zdradzać, ale Franciszek Piątkowski przy tej postaci przeszedł sam siebie. Mistrzostwo! Biorąc pod uwagę znane fakty oraz miejscowe legendy, stworzył mieszankę wyborną, doprawiając ją własną wyobraźnią. Zarówno wygląd, język, jak i zachowanie szlachcica jest epokowo odwzorowane, ale z tą nutką właściwą autorowi. 

   Poza wymienionymi przeze mnie postaciami jest tu jeszcze cała masa stworów, często mniej przyjaznych ludziom, m.in. owa wspomniana już wcześniej Mroczna Trójca i ich poplecznicy. Autor kreując te postacie zapewne posiłkował się swoim doświadczeniem zawodowym, tożsamym z głównym bohaterem "Uniwersum Powiernika". Kipie od nich żądzą mordu, chęcią zemsty, zasmakowania ludzkiej krwi, zniszczeniem naszej rasy, poczucia wyższości. Zło w najczystszej postaci. Niełatwo wczuć się w takową postać, przestawić się na jej myślenie, spróbować zrozumieć jej motywacje. Pisarzowi udało się stworzyć istoty autentyczne, jakby wyjęte z najgorszego koszmaru, a jednak realne. Ilu takich upierczich czy lich chodzi po świecie? Myślę, że przyobleczonych w ludzką skórę całkiem sporo.

 Wśród mieszkańców Jawii, Nawii i Prawii wyróżniają się Bogowie. W tym tomie bliżej poznamy m.in. Świętowita, Roda, Peruna, Mokosz, Welesa, Chorsa, Swarożyca i Siemargła. Mogą przypominać ludzi zachowaniem i wyglądem, lecz nie można zapomnieć, że to Bogowie. Ich nie obowiązują takie prawa jak nas. Działają i funkcjonują na innych zasadach. Warto zwrócić uwagę na ich ustosunkowanie do Marka i jego decyzji, jak podchodzą do wszechzagrożenia, jak zamierzają interweniować. Kreacja Bóstw z "Wybranych" skłania do refleksji nad wiarą, sceptycyzmem, chęcią zrozumienia otaczającego nas świata. Szczególnie uderzyły mnie słowa "Nie musisz wierzyć w nas, bo wiesz, że jesteśmy. Pytanie zatem czy uwierzysz nam? (...) Zaufasz swoim Bogom (...)? Czy masz jeszcze w sobie wiarę, czy już tylko wiedzę? (...)". To w pewien sposób kontynuacja mickiewiczowskich słów: "czucie i wiara silniej mówi do mnie niż mędrca szkiełko i oko". Czy można łączyć jedno z drugim? Wiarę z wiedzą? Czy można oddawać cześć siłom wyższym, jednocześnie trzeźwo stąpając po ziemi? Czy można znaleźć równowagę? 

   Franciszek Piątkowski potrafi kreować bohaterów z krwi i kości, autentycznych, z którymi czytelnik może się utożsamić. Główna para pomimo posiadanych umiejętności miewa gorsze dni, nie wszystko wychodzi im od razu, muszą temu poświęcić czas i pracować nad tym. Podobnie sprawa ma się ze stworami. Każda z postaci jest unikalna, ma inny charakter, historię i motywacje, szczególnie warto to podkreślić przy tych mrocznych stworzach. 

   Postacie to jedno, ale warto zwrócić uwagę na świat przedstawiony, jego drobiazgowe odmalowanie, szczegóły, od których można dostać zawrotu głowy. Autor tworząc uniwersum, wykreował całkiem nowe światy, nowe prawa nimi rządzące. Każda z krain jest odmienna, ma w sobie coś szczególnego, co przykuwa uwagę. Czytając, przenosimy się razem z bohaterami do ich świata, poprzez opis odczuć obejmujących praktycznie wszystkie zmysły. Dźwięk, zapach, smak, barwa, dotyk - mają one swoje znaczenie, pomagają przetrwać, co można zaobserwować na przykładzie Wyraju. Podobnie sprawa ma się z Jawią - Lublin, rzeki, las z chatką na kurzej stópce, jest to tak realne jakbyśmy przenieśli się w czasoprzestrzeni. 

   Fabuła co rusz zaskakuje, czy to przez pojawiające się postacie czy zwroty akcji. Tu nie ma czegoś takiego jak nuda. Cały czas coś się dzieje. Czytelnik przemieszcza się między światami razem z bohaterami, zdobywa wiedzę i umiejętności, dowiaduje się jak wyglądają burze i wielkie nawałnice, poznaje właściwości roślin, uczy się szacunku i tolerancji. Widzi moc i siłę drzemiące w prawdziwej przyjaźni i miłości. Powieść przestrzega przed niedocenianiem wroga. Pokazuje jak po porażce można się podnieść, jak walczyć o swoich bliskich i siebie, jak trwać przy swoich wartościach (tu warto zwrócić uwagę na jedną z pomniejszych postaci, która jest dowodem na to, że w każdym z nas drzemie ogromna siła woli). 

   Język Piątkowskiego jest jasny, klarowny, styl przykuwający uwagę, barwny i plastyczny. Powieść ma momenty humorystyczne, kiedy można śmiać się głośno, ale jest też sporo takich, gdy głos więźnie w gardle, a do oczu napływają łzy. Autor żongluje emocjami czytelnika, przeplatając fragmenty o różnym ich natężeniu. Wspomniany śmiech i łzy to dopiero początek góry lodowej. Pojawia się strach, strach o bohaterów, którzy stali się bliscy jak przyjaciele, strach o świat, lęk o istnienie, o przetrwanie. Książka wywołuje też wzruszenie i podziw. Jest złość i zwątpienie. Mnóstwo emocji, które nawet trudno nazwać. Pisarz nie boi się opisywać krwawych scen w wykonaniu Mrocznej Trójcy. Są trudne, ale skonstruowane tak, by nawet bardzo wrażliwa osoba mogła je przetrwać. 

   Jedyne co mi do końca nie gra to nadużywanie określeń przy plugawcach, mówiących jakie są straszne i odrażające. Czytając, odnosiłam wrażenie, że co drugie, trzecie zdanie padają podobne słowa. Powstało zjawisko masła maślanego.

   "Wybrani" Franciszka M. Piątkowskiego to powieść fantastyczna oparta na wierzeniach słowiańskich, od których aż tu kipi. To czwarty tom serii, który godnie ją reprezentuje, a nawet podnosi poprzeczkę. Warsztat pisarski autora ewoluował, co widać co krok. Zarówno postacie, jak i świat przedstawiony są dopracowane do najmniejszych drobiazgów. Fabuła wciąga i intryguje. Czytelnik nie jest w stanie oderwać się od lektury, przejmując się losami bohaterów, ponieważ wraz z nimi przeżywa przygody, goniąc po Prawii, Jawii i Nawii, a nawet samym Wyraju. Powieść zmusza do refleksji, zastanowienia się nad tym, dokąd zmierza nasz świat, jaka czeka nas przyszłość, jak podjęte decyzje warunkują naszą drogę, co wpływa na kształtowanie naszej osobowości i wyznawane wartości. Pokazuje siłę przyjaźni i miłości. Ostrzega przed nicością, kryjącą się w nieprzebranej ciemności, nieistnieniem. Rozważa pewne filozoficzne aspekty naszego funkcjonowania, które wywołują gęsią skórkę. Mrok, o którym pisze autor to kopalnia do przemyśleń. Sposób w jaki robi to Piątkowski kryje się tajemnica jego sukcesu. Między wierszami ukrywa odwieczne prawdy rządzące Wszechrzeczą. Przy tym jego pióro zachowuje subtelność, jest delikatne, rozważne, refleksyjne, pełne cieni, zasnute mgłą, którą bardzo powoli i z wyczuciem zdejmuje z oczu czytelnika, by ten mógł się rozkoszować analizą i domysłami. Dosłowne czytanie twórczości tego pisarza przynosi prawdziwą satysfakcję i świetną zabawę, ale majstersztyk ukrywa się na drugim planie, między wierszami, w treści, w przekazie, w tym, co autor chce przedstawić czytelnikowi. Mogę to porównać do układania puzzli, które obrazują różnorodny krajobraz, a jednocześnie tak trudny do rozróżnienia, że ich odpowiednie dopasowanie zajmuje nieco czasu, ucząc cierpliwości, skłaniając do rozmyślań. 

   Nie mogę doczekać się kolejnych utworów, czy to powieści czy opowiadań, Franciszka Piątkowskiego. Nie dość, że czarcio zdolny, to jeszcze inteligentny, nastawiający pułapki na czytelnika, by wzmóc jego ciekawość po zakończonym tomie w oczekiwaniu na kolejny. Cenię jego perspektywę w stosunku do wierzeń słowiańskich, ponieważ ma ogrom wiedzy, jest żercą, a umysł ma wciąż otwarty na nowe. Jego twórczość zbliża do Bogów i stworów, ukazując ich punkt widzenia, uczucia, to jak postrzegają świat. "Wybrani" tylko to udowadniają, dlatego polecam tę książkę z całego serca. Jest jedną z tych, która zapada w pamięci na lata i do której będzie się wracać. 

sobota, 11 lutego 2023

160) "Tajemnica Dąbrówki" - K. B. Miszczuk, czyli słowiańskości dla dzieci

 
  Kto lubuje się w słowiańskiej fantastyce, ten musiał słyszeć o Katarzynie Berenice Miszczuk, która jest jedną z pierwszych, która przebiła się ze swoją "Szeptuchą" do szerszego kręgu czytelników. O powieści było głośno w mediach wszelakiego rodzaju. Wzbudzała skrajne emocje, ale jedno trzeba przyznać, że jeśli już kogoś chwyciła za serce, to już nie puściła za nic. Po sukcesie "Kwiatu Paproci" dla nieco starszych czytelników przyszła pora na coś i dla tych młodszych, "Klub Kwiatu Paproci". Pierwsza część przykuła uwagę rodziców i dzieci, wtajemniczając ich w sekrety słowiańskich stworów. Czym nas zaskoczy drugi tom?

   "Tajemnica Dąbrówki" to dalsze dzieje rodzeństwa Lipowskich, którzy z zatłoczonej stolicy przeprowadzili się do niewielkiej wsi zwanej Bielinami. Wydawałoby się, że ich życie stanie się nudne, lecz ono lubi zaskakiwać i ma dla nich inny plan. Ciotka, z którą zamieszkali, parała się szeptuchowaniem, a pewne sprawy nie kończą się wraz z przejściem na emeryturę. Z tej ścieżki nie można zrezygnować, bo to ona wybiera człowieka, tj. co raz się przyczepi, to już się nie odczepi. Zatem ciotka to gwarant przygód i to z efektami nadprzyrodzonymi na pierwszym planie. Co mogę więcej rzec? Rodzeństwo ma na wsi aktywne wakacje, czy to w domu czy na podwórku, zawsze jest coś do zrobienia, a na dodatek za płotem czai się nieznane.

  Mama musi wrócić do pracy. Całe szczęście, że tylko do zdalnej, ale jednak. Kto zajmie się najmłodszą Dąbrówką? Ciocia Mirka ma tajemniczego Alzheimera, który powoli kradnie jej pamięć, a starsze dzieciaki same jeszcze wymagają nadzoru. Co robić? Niania, to jest myśl! Jednak czy w Bielinach znajdzie się taka, co sprosta wymaganiom mamy i dzieciaków, które kręcą nosem na obcych? Co z Tosią, która uważa się za na tyle dużą, by jej nie kontrolować? Czy dopomoże w wyborze? Kto trafi do chatki emerytowanej szeptuchy? Kto zajmie się najmłodszą Lipowską? Oj, Dola się już o to postara, a przy okazji udowodni, że ona sama istnieje i nigdzie się nie wybiera, a zachodnie trendy nijak się mają w tym słowiańskim królestwie. Jednak kto namiesza?

   W drugim tomie "Klubu Kwiatu Paproci" możemy bliżej poznać Tosię, małą, rezolutną, upartą i pyskatą, która nie da sobie w kaszę dmuchać. Wie, czego chce i jak to osiągnąć. Poza tym potrafi korzystać ze zdobytej wiedzy. Przekuwa ją na doświadczenie, analizując i dopatrując się dziwności w tym, czego inni nie widzą lub nie chcą widzieć. Myślę, że ma spore szanse, by przejąć spuściznę po Mirce. Dlaczego? Ma intuicję i nie daje się zwieść pozorom. 

 Dąbrówka jest tytułową bohaterką, ale to niezła zmyłka, a właściwie wybieg do głównej fabuły. Dziecko jak dziecko, ale trzeba przyznać, że od małego przeznaczenie pcha ją w stronę bielińskich dziwów. 

   Bardzo podoba mi się rola zwierzęca, ale nie zdradzę, o którą postać tu chodzi. Genialnie rozegrana. Prawdziwy członek rodziny, który dba o swoich, bez względu na wszystko.

 Autorce na kartach powieści udaje się uchwycić sekret posiadania rodzeństwa, te delikatne niuanse na granicy miłości i nienawiści, gdy ktoś doprowadza nas do szału, ale nie potrafi się żyć bez tej osoby, że pomimo wrednych figli i głupich zachowań, wskoczy się za tym drugim w ogień. Zaletą tej lektury jest również uchwycenie znaczenia różnicy wieku w okresie dzieciństwa. Każdy etap ma swoje potrzeby i inne argumenty trafiają do dziecka. Rodzic czy opiekun musi umieć się dostosować, inaczej grozi to konfliktem.

 Dzieci dziećmi, ale pomimo, że to powieść dla najmłodszych, Katarzyna Berenika Miszczuk porusza trudne tematy związane z rozwodem rodziców, kwestią finansową utrzymania domu i rodziny, a co najważniejsze - starością i ułomnościami z nią związanymi, np. fizyczne niedomagania, choroby utrudniające funkcjonowanie, potrzebę opieki i wyrozumiałość. Uważam, że ten wątek uczuli małe dzieci na drobne sygnały biegnące z otoczenia, że ktoś potrzebuje pomocy i wsparcia. Utrwali w nich empatię.

   Relacje międzyludzkie nie należą do najłatwiejszych. Jako dorośli postrzegamy świat inaczej, widząc owo drugie dno, nieszczere gesty, choć i tak dajemy się nieraz nabrać. To, co dla nas jest proste, dla dziecka może być skomplikowane i trudne do zrozumienia. Rozmowy dorosłych są niejednoznaczne, a niewytłumaczenie pewnych kwestii dzieciom powoduje, że próbują to zrozumieć na swój sposób, co przynosi czasem nieoczekiwane rezultaty. Ta książka pokazuje, że lepiej byłoby usiąść razem i każdy element omówić, dopuścić do głosu najmłodszych, pozwolić im wygadać się, co oni o tym myślą. Zwykła rozmowa, a jak może uzdrowić rodzinne relacje. Wzajemny szacunek, zaufanie, ale i słuchanie się nawzajem to podstawy, bez których ani rusz. 

  Autorka nie zawodzi. Kupując książkę sygnowaną jej nazwiskiem, wiem, że się nie zawiodę. Fabuła jest dobrze przemyślana, odpowiednio wyważona. Stopniowo buduje napięcie, punktem kulminacyjnym trafiając w dziesiątkę, a potem wyprowadzając sytuację tak, by dać odetchnąć czytelnikowi. Świetny język i styl, nie do podrobienia, podszyty humorem, który buduje cały klimat i rzuca urok poprzez słowa. Uwielbiam to, a mówiąc szczerze to już się od tego uzależniłam i czekam z niecierpliwością na każdy nowy tytuł.

   Ta powieść jest magiczna, jeśli chodzi o opisy przyrody i samego domu rodzeństwa. Zachowanie natury oddaje nastrój w danej chwili panujący. Potrafi być oazą bezpieczeństwa, ale i złowieszcza. Jednak skąd się to bierze? Ciemność, nieznane, las - potrafią wzbudzić strach, bo co tam się skrywa? Nasze oczy nie są w stanie bez światła dostrzec wszystkich szczegółów, a to rodzi niepokój. To z kolei pobudza wyobraźnię. Stąd już niedaleka droga do uruchomienia lawiny tworzenia dziwów. Jednak czy na pewno?

 Bieliny to magia. Bieliny to ostoja dawnych słowiańskich stworów. One nie są wytworem fantazji. One tu są. Naprawdę. Żyją i funkcjonują obok ludzi. Jedne są dobre i pomocne, drugie już niekoniecznie. Nigdy nie ma się pewności, którego z nich się spotka. K. B. Miszczuk przemyca w swoich powieściach informacje o nich w sposób przystępny i klarowny. Tu na uwagę zasługuje bzionek i błędne ogniki. Główny demon jest świetnie przedstawiony, ale który to? Sam przekonaj się podczas lektury, a nie pożałujesz! Wersję autorki kupuję w 100%. 

  Jedyne, co wytrąciło mnie z równowagi to skrzynia w szklarni. Rozumiem zamysł pisarki, pokazanie problemu, ale to jednak książka dla dzieci i podsumowanie im czegoś takiego może źle się skończyć. Rodzice powinni tę scenę porządnie omówić ze swoimi pociechami, by zrozumiały jej sens i wystrzegały się takich zachowań.

   "Tajemnica Dąbrówki" to udana kontynuacja, warta uwagi i polecenia, by przybliżyć nasze słowiańskie korzenie, ale również pokazać świat oczami dziecka, jego perspektywę, bo zdarza się, że dorośli o niej zapominają, nie pamiętając, że sami kiedyś tacy byli. Piękna, z przesłaniem i naszym dziedzictwem w tle.

sobota, 28 stycznia 2023

158) "Uzdrowicielka" - Katarzyna Muszyńska

   Kujawy, przepiękna kraina, gdzie czas biegnie inaczej, a ludzie wydają się sobie znacznie życzliwsi. Tam urodziła się i wychowała moja Babcia, skąd wywodzi się jej linia rodowa (malutkie i urokliwe Powałkowice). Kojarzą mi się z opowieściami Mamy o przygodach z dzieciństwa z okresu wakacji czy ferii zimowych, jej bieganiu z krewnymi po polach, bawieniu się w chowanego w gospodarstwie, strasznymi opowieściami pradziadka, który podobno lubił nastraszyć swoje wnuki, wspominaniu pustych nocy, ciężkiej doli prababci, a przede wszystkim wyidealizowanym obrazem Kujaw zachowanym w pamięci mojej Babci, która dość wcześnie wyrwała się z rodzinnego gniazda, by iść do wymarzonej szkoły, a gdzie zostawiła liczne rodzeństwo i kuzynostwo. Jak tam było naprawdę? Ile kujawskich zwyczajów, powiedzeń i zachowań przeszczepiła na wielkopolską ziemię, gdy założyła własną rodzinę? Znacie powieści o Kujawach? Gdzie można w literaturze spotkać wątki z tego rejonu? Hmm... a gdyby to jeszcze połączyć ze słowiańskimi elementami? 

   Kojarzycie może "Zielarkę" Katarzyny Muszyńskiej? Tam klimat wczesnego średniowiecza miesza się z magią, nie tylko tą naszą rodzimą, ale i nordycką uosobioną w postaci wikinga. Słowiańska zielarka, w której ujawnił się żar oraz połączony z nią silną więzią makhmara z dalekiej Północy. Marena i Eskil. Pełno przygód, nierozwiązanych zagadek i nadprzyrodzonych istot. Ta historia aż prosiła się o drugą część i oto jest "Uzdrowicielka". 

   Główną bohaterką wciąż jest Marena, już bardziej świadoma swoich umiejętności i oczekiwań lokalnej społeczności, świetnie odnajduje się wśród gęstej puszczy i zielarskich tajemnic, kocha swoją cichą chatkę na uboczu, w pełni skupia się na bliskich sobie ludziach. Dobra, troskliwa, ciepła, życzliwa. Prawdziwa przyjaciółka, lojalna i szczera. W tym tomie nieco zagubiona i rozkojarzona, zarówno przez koleje losu, jak i dręczące ją uczucia oraz ich obiekty. Nastoletnie problemy sercowe. Dawną zielarkę można polubić, starać się ją zrozumieć, ale staje się pionkiem w grze silniejszych od niej przeciwników, mając tak naprawdę niewiele do powiedzenia. Jednak warto zwrócić uwagę na sceny przy punkcie kulminacyjnym - wówczas widzimy Marenę taką, jaką jest naprawdę. 

   Eskil zasługuje na podziw i uznanie. Bywa cierpliwy, dba o swoją wybrankę, troszczy się o nią, pilnuje jej, niejednokrotnie narażając życie, by zadbać o jej bezpieczeństwo. Pomimo dystansu i niewyparzonego języka jest dobrym kompanem drogi. Choć jego umiejętności mogą budzić przerażenie, warto podkreślić, że używa ich w dobrej wierze.

   W powieści pojawia się również Jaga. Czy ma coś wspólnego z Babą Jagą? Trudno powiedzieć. Posiada żar i ogromną wiedzę, ale ma też tajemnice, których pilnie strzeże. Jest obłudna i gra na swoją korzyść. To, co kiedyś wydawało się dobrym rozwiązaniem, może okazać się brzemienne w skutki. Ona już o to zadba. Myślę, że nie można jej zbyt pochopnie oceniać. Ten tom odkrywa jej przeszłość, zapełniając białe pola. To pozwala spojrzeć na nią z innej perspektywy i tłumaczy jej zachowanie.

   Po drodze przewija się jeszcze kilka postaci. Są niejednoznaczne. Ich historia dopiero poznana w całości pozwala na ocenę ich zachowania, motywacji i decyzji. Życie jest tak skomplikowane, tak wiele czynników ma wpływ na nasze wybory, a w "Uzdrowicielce" dodatkowym elementem jest magia, a właściwie żar, który może sporo namieszać. Oj, sporo.

  To powieść przygodowa, powieść drogi, pełna akcji, choć niepozbawiona wątków romantycznych, czasem wręcz obyczajowych. Nasi bohaterowie wędrują przez dawną Polskę, zatrzymują się nie tylko w karczmach, ale i u prywatnych osób. To daje wgląd w życie codzienne, np. obowiązki, przyrządzane potrawy, ubiór, zachowanie higieny, ale głównie architekturę i wystrój wnętrz oraz umiejscowienie osad. Autorka w posłowiu zaznacza, że to wytwór jej fantazji, ale starała się odtworzyć klimat średniowiecza. Uważam, że jej się to udało, zwłaszcza zwracając uwagę na szczegóły. Dobrym przykładem będzie nadmorska miejscowość, w której za lat młodości przebywała Mirogniewa. W tych fragmentach można odnaleźć nawet ciekawostki o pracy i codzienności rybaka. Wg mnie właśnie to buduje autentyczność książki, tj. przywiązanie do pisarza do każdego elementu tworzonego świata, tzn. dokładność, drobiazgowość itd.

   Wspomniałam o obyczajowości. Katarzyna Muszyńska pokazuje czytelnikowi mentalność ówczesnych mieszkańców małych i dużych osad, ich podejście do nieznanego, do łatwego osądzania, wydawania wyroków, uciekania się do najprostszych rozwiązań. To także świat, gdzie kobieta jest własnością męża lub ojca, powinna mu być posłuszna we wszystkim. Autorka przedstawia przemoc domową, pokazuje jej skutki i reakcje otoczenia, a właściwie jej całkowity brak. Czy w tym może tkwić przyczyna zachowania dorosłego, jego bojaźliwość lub złośliwość jako postawy obronne? W przypadku jednej z postaci gra to kluczową rolę. 

   Jest tu kilka wątków miłosnych, od tej spełnionej i szczęśliwej przez skomplikowaną o niejasnym statusie po odrzuconą, nieodwzajemnioną i bolesną. Co w przypadku, gdy to śmierć rozdzieli kochanków? Czy jest sposób na pokonanie tego stanu? Miłośnicy podchodów i rywalizacji o rękę niewiasty również odnajdą tu coś dla siebie. 

   Pojawia się magia i żar. Mnie to przyciągnęło ze względu na słowiańskie elementy. Mamy tu nieco stworzeń mroku, z których jedno dość mocno zajdzie za skórę Marenie. Pojawiają się też wezwania do rodzimych bogów, m.in. Marzanny. Kto zaś poszukuje literackich wyobrażeń bóstwa śmierci Nyji powinien zajrzeć do "Uzdrowicielki" obowiązkowo. Ciekawa kreacja, choć mnie do końca nie przekonuje. Odnoszę wrażenie, że autorka utożsamia Nyję z Welesem, np. w towarzystwie tego pierwszego zjawia się żmij, ma pod sobą również takie pomroki jak południce.

   Katarzyna Muszyńska potrafi uwieść czytelnika, wciągnąć go do swojej opowieści, by nie mógł się od niej oderwać. Tak rozkłada wątki, by powoli składały się w całość, a ciekawość rośnie. Bardzo podobają mi się jej opisy przyrody i architektury. Ma lekkie pióro i przyjemny w odbiorze styl. Natomiast wadzi mi kreacja Mareny jako pionka, będącego na rozdrożu pomiędzy dwoma mężczyznami. Powoduje to, że efekt osiągnięty w pierwszym tomie jej jako silnej i niezależnej zaczyna lec w gruzach.

   "Uzdrowicielka" jest miłą odskocznią od codzienności. Coś na lekkie popołudnie czy wolny wieczór. To wiekowa historia, ale należy zwrócić uwagę, że to nie powieść historyczna, a fantastyczna. Są tu piękne opisy przyrody, co nieco o Kujawach oraz opis życia zielarko-uzdrowicielek, który zaskakuje co rusz. To książka o magii, która może być darem i przekleństwem.

   Myślę, że warto się z nią zapoznać, ponieważ pozwala spojrzeć z innej perspektywy na magię i słowiańskość w fantastyce.

sobota, 31 grudnia 2022

155) "Między światem a zaświatem" K. Jackowska - Enemuo

   Rok 2022 nie był łaskawy, poddawał próbom. Chwila radości, by zaraz dostać cios w plecy. Najtrudniejsza z tego wszystkiego była świadomość, że zbliża się czas pożegnania. Te chwile bolą najbardziej. Świadomość, że wyczerpało się już wszystkie możliwości, że nie ma odwrotu, że proces chorobowy postępuje i współczesna medycyna nie zna sposobu na powstrzymanie stwora toczącego organizm. Jak sobie z tym poradzić? Jak przetrwać żałobę?


   Świat to jedna wielka tajemnica, którą dorośli starają się wytłumaczyć dzieciom w szkole, naukowo, za pomocą wzorów i liczb, doświadczeń fizycznych i chemicznych, pokazując przykłady na biologii. Sekrety umysłu i duchowości  obnaża literatura, której czasem łatwiej przemówić do wyobraźni i wrażliwości. Jednak jak tym najmłodszym przekazać informacje o przemijaniu, o śmierci, o przekraczaniu granic, wplątując w to archetypy łatwe do zaakceptowania i przyswojenia, które ból i cierpienie przemienią w swego rodzaju zrozumienie? Na każdym etapie życia spotykamy się z tym tematem, jedni od najmłodszych lat, inni mają to szczęście, poznając ową stratę znacznie później. Jak powiedzieć dziecku o śmierci, by się jej nie wystraszyło i nie miało koszmarów sennych?

   Myślę, że żaden rodzic nie jest na to przygotowany. Do tego trzeba dojrzeć i znać słowa - klucze. Z pomocą przychodzi literatura. Bardzo ciekawą książką pod tym względem jest "Między światem a zaświatem" Katarzyny Jackowskiej-Enemuo.

  Co w niej takiego wyjątkowego? Wstęp wprowadza łagodnie w temat, jak pod ciepły koc, owija. Następnie przechodzimy do sześciu opowiastek, tj. O Drzewie Świata, Leszym, Żmiju, Dziadzie, Mikołaju i Pszczole. Całość wieńczy zakończenie, które tłumaczy zawiłe kwestie. Dodatkiem są słowa i nuty użytych w tekście piosenek oraz słowniczek trudniejszych nazw. Każda z opowiastek jest pięknie ilustrowana. Jednak nie w tym rzecz. Magia tej książeczki polega na wykorzystaniu słowiańskich motywów związanych z przemijaniem. Pozwala to dziecku na oswojenie się z tematem za pomocą naprawdę barwnych postaci i ich przygód. Najbliższa memu sercu okazała się ta o Mikołaju, a właściwie Welesie i jego wilkach. Czy to ten bóg czy otoczka samej historyjki, nie wiem, ale jest w niej tyle emocji, znaczeń, które nie wychodzą mi z głowy od dłuższego czasu. To słowiańskie dziedzictwo gra tu pierwsze skrzypce, wokół niego kręci się cała fabuła. Mamy nie tylko stworza, bogów, ale całe mnóstwo symboli, które są z nami od małego, przekazywane w historiach z pokolenia na pokolenie, zrozumiałe w locie przez mieszkańców Słowiańszczyzny. Piękne jest to, że używając rodzimego języka i symboliki można przekazać młodym odwieczne prawdy. Może i nie skłaniają do salw śmiechu, lecz ich rola tkwi w użyteczności, powadze i refleksjom, do których skłaniają. Ten zbiór jest też wyjątkowy ze względu na przekazane wartości - miłość, troska, zaufanie, przyjaźń, wieczna więź z bliskimi, której nie pokona nawet śmierć.

  Mimo że jestem dorosła i swoje już w życiu przeszłam, to ta książeczka pomogła mi uporać się z odejściem mojego dziadka. Dzięki niej wróciła do mnie nadzieja, że to nie koniec, a nowy początek dla niego, zgodnie ze słowiańskimi wierzeniami. 

   "Między światem a zaświatem" jest cieniutka granica, której ludzkie oko nie potrafi dostrzec, ale można ją wyczuć. Dawne podania mogą na nią wyczulić, pozwolić dojrzeć w otoczeniu coś więcej, poczuć magię nas otaczającą, magię, która w nas tkwi.

  Ten zbiór K. Jackowskiej-Enemuo zostanie ze mną na długo, w sercu i w pamięci. Myślę, że jeszcze niejeden raz do niego wrócę, a w przyszłości podzielę się z bratanicą/bratankiem (czym dola kiedyś obdarzy mojego braciszka) wiedzą w niej zawartą. 

   Dla mnie to wyjątkowa pozycja, której nie może zabraknąć w domowej biblioteczce.

niedziela, 11 grudnia 2022

154) Zimowo, czyli "Dzień między żarem i lodem" Marty Krajewskiej

   Słowiańszczyzna to nisza, która cieszy się coraz większą popularnością na rynku wydawniczym, jednak, by znaleźć dobre pozycje trzeba trochę się naszukać. Warto wtedy użyć słowa klucza, czyli nazwiska autora. Myślę, że jedną z takich osób jest Marta Krajewska, znana głównie z utworzenia cyklu kręcącego się wokół uniwersum Wilczej Doliny, zarówno dla starszych, jak i młodszych czytelników. Jest to miejsce mocno tchnące wczesnośredniowiecznym klimatem, dawnymi tradycjami i zwyczajami, a nawet wierzeniami. Co ważniejsze - wytwory wyobraźni pisarki są poparte solidną kwerendą źródłową, o której niejednokrotnie wspominała podczas wywiadów. 

   Wilcza Dolina to nie tylko Venda i DaWern. Skąd wzięła się funkcja opiekuna? Kim były pierwsze osoby, które mierzyły się z demonami? Czy walczyły z wilkarami? Wyjaśnić to może saga o Bratmile, jednym z pierwszych strażników Doliny, jednak warto zwrócić uwagę na to, że jest ona przeznaczona dla dzieci i młodzieży, skupiając się właśnie na dzieciństwie.

   "Dzień między żarem i lodem" to trzeci tom przygód Miłka i paczki jego znajomych. Akcja powieści toczy się tuż przed Szczodrymi Godami i Wilczym Świętem. Śnieg pokrywa całą dolinę, mróz szczypie w oczy, a siarczysty wiatr nie ułatwia codzienności. Co niektórzy nie wyściubiają nosa z chaty. Wygodniej, a nawet bezpieczniej siedzieć w domu przy palenisku, bo kto wie, co skrywa się za śnieżną zamiecią czy w ciemnym lesie.

   W Wilczej Dolinie pojawiają się dziwne ślady. Nikt nie zwraca na nie większej uwagi. Może to jakieś zwierzę, a może jedno z dzieci? Wiatr i śnieg rozmywają tropy szybciej niż oko dorosłego zdąży je zobaczyć i ocenić. Czy jest się czego bać?

  Autorka pokazuje dorastanie bohaterów, ich pierwsze miłości, konflikty wybuchające pod wpływem oceny czyichś uczuć, zaangażowania w jakąś znajomość. To trudne tematy nawet dla dorosłych, a co dopiero dla dzieci, co dobitnie pokazuje relacja Chaberki i kowala. Mówienie o emocjach bywa trudne, ale to dalszy etap. Najpierw trzeba przyznać się przed samym sobą do nich i je zaakceptować. Młodzieży niełatwo potwierdzić stan zakochania, a Marta Krajewska właśnie pokazuje jak to wygląda od strony samego zainteresowanego i postrzegania go przez otoczenie. Wbrew pozorom to skomplikowane, a tu mamy to podane na tacy.

   Książka zwraca też uwagę na kwestię obowiązków dorosłych i zobowiązań wobec innych członków społeczności. By wioska mogła przetrwać, każdy musi wykonać swoją robotę. Dotyczy to również dzieci. Nie ma zmiłuj. Każda para rąk jest na wagę złota. Świetnie zostało to przedstawione na przykładzie domu Miłka.

   Inną sprawą jest też wspólne przygotowywanie się do świąt, już nie tylko w kręgu najbliższej rodziny, ale dosłownie całej miejscowości. Każdy ma swój przydział zadań. Już na tym etapie zacieśniają się więzi społeczne i to od najmłodszych lat.

  Powyżej przedstawione przykłady udowodniają jak starannie Marta Krajewska zaplanowała to uniwersum. Inspiracja wczesnym średniowieczem widoczna jest na każdym kroku. Czemu? Czy wioska znajdująca się w niedostępnych górach z surowym klimatem byłaby w stanie przetrwać bez współpracy? Odpowiedź nasuwa się sama. Czy się chciało czy nie, ludzie byli potrzebni do przeżycia. W kwestii kwerendy źródłowej warto by czytelnik dłużej zatrzymał się przy opisach domostw czy samego stroju. Szczegół goni szczegół jak materiał ozdób czy spodni. To świetna zabawa dla osoby starszej, a młodsi na tej podstawie mogą nieświadomie uczyć się o życiu swoich przodków.

   Jak Marta Krajewska, to i Słowiańszczyzna. Bratmił to przyszły opiekun, który będzie miał chronić Dolinę przed demonami. Jakie stwory tym razem zostały przedstawione czytelnikowi? Nie chcę za dużo zdradzać, ale naprawdę zagadkowe stworzenia, zwłaszcza to nastoletnie pokolenie. Mnie ta wersja urzekła i przekonała, tym bardziej biorąc pod uwagę, że sporo pomrok ma ludzkie korzenie, a czym od nas się różnią? Czy granica tkwi tylko w przejściu przez stan śmierci? Autorka przedstawia ich perspektywę, sposób postrzegania rzeczywistości i manifestowania swoich potrzeb. Cieszy mnie, że trend na to trwa, ponieważ to oznacza, że pisarz wychodzi ze swojej strefy komfortu i patrzy dalej, wczuwa się w zupełnie odrębny gatunek i stara się pokazać świat jego oczami. To coraz częściej wykorzystywany wątek w powieściach słowiańskich. Tu pisarka wykazała się, robiąc to tak, by trafiło to do wyobraźni małoletniego czytelnika. Cała charakterystyka stworów jest tu na wagę złota.

  Skoro demony Wilczej Doliny to jest i mój Munek, bez którego nie wyobrażam sobie przygód Miłka. Uwielbiam go, mam do niego ogromny sentyment. W tym tomie autorka kupiła mnie już całkiem, wyjmując go z mojej wyobraźni takim, jakim go widziałam przez ten cały czas. To kim jest z pochodzenia to młode stworze nie ma znaczenia. To prawdziwy przyjaciel, na którego zawsze można liczyć. To ktoś, kto stoi obok i będzie tam trwał bez względu na wszystko. Jest szczery, lojalny, pełen dobroci i troski o bliskich. Rodzina i przyjaciele to jego priorytety. Im starszy, tym bardziej munkowaty.

   Teoretycznie to opowieść o Bratmile, ale czy to on gra tu pierwsze skrzypce? Wokół niego kręci się fabuła, bywa świadkiem ważnych wydarzeń, ale odnoszę wrażenie, że jest tylko pretekstem do poruszenia ważniejszych kwestii, np. o przyjaźni. Każda z postaci ma tu swoje pięć minut, dzięki czemu poznajemy je bliżej, a to dopiero wierzchołek góry lodowej historii z Wilczej Doliny. Na dobrą sprawę to o każdej z nich mogłoby powstać minimum opowiadanie. I tu prośba do Marty Krajewskiej - może warto rozważyć zbiór opowiadań z tegoż uniwersum?

  Wracając do stwierdzenia ze wstępu, że przy wyborze powieści słowiańskich można spokojnie sięgnąć po tę konkretną pisarkę, miałam na myśli nie tylko jej pomysły i dbanie o jak najbardziej wiarygodne przedstawienie życia mieszkańców Wilczej Doliny. Warto zwrócić uwagę na język i styl. Klarowność, plastyczność, żywotność, zróżnicowanie postaci, lekkość pióra, umiejętność zaskakiwania czytelnika współczesnymi wstawkami, np. s.35 "Zostaw, to na święta. (...) Ja tylko spróbować chciałem (...)" - dialog małżonków. To przykład wprowadzania swojskości. Dzięki takim zabiegom czytelnik może poczuć się tu jak w domu z rodziną i przyjaciółmi, celebrując czas przesilenia zimowego. To sprawia, że zżywamy się z bohaterami i wracamy do nich co jakiś czas.

   Ponadto warto zwrócić uwagę na formę wydania powieści. Piękna zimowa okładka z widokiem na jezioro i okalające go trzciny, a w tle wioska Wilczej Doliny. Wewnątrz treść, która przykuwa na kilka ładnych godzin. Spora czcionka przystosowana do najmłodszych. Warto docenić również ilustracje autorstwa Bernadety Leśniowskiej-Gustyn, które wprowadzają w klimat Szczodrych Godów, przedstawiają bohaterów i ważne miejsca w dolinie. Otulają ciepłym kocem, by mróz z książki nie przedostał się do pokoju czytelnika. Zamykają w sobie magię słowiańskiej ziemi. 

  Uważam, że "Dzień między żarem i lodem" jest lekturą obowiązkową dla wszystkich wielbicieli powieściowej Słowiańszczyzny bez względu na wiek. Świetnie wprowadza w klimat świąt/Szczodrych Godów/przesilenia zimowego (proszę wybrać, co komu odpowiada). To powieść godna uwagi i polecenia, z morałem, pełna wartości takich jak prawdziwa przyjaźń, lojalność, szczerość, poświęcenie, więzi rodzinne. Porusza ważne tematy zwłaszcza z pespektywy młodzieży i rodziców. Uczy i bawi. Od powieści zawsze oczekuję czegoś więcej niż rozrywki. Ona ma coś nieść ze sobą i zostawić po sobie ślad w sercu. Ta tak uczyniła. Munek tegoż gwarantem. 

niedziela, 18 września 2022

147) O słowiańskich wierzeniach dla młodzieży - "Demony Welesa. Droga do Wyraju" tom I - Kamila Szczubełek

   Dracula niejedno ma imię w kulturze, czasem to krwiożercza bestia, czasem bohater komedii. W każdym zakątku świata może być inaczej postrzegany ze względu na lokalne tradycje i wyobrażenie. W naszym rodzimym kręgu wampir to wąpierz, stwór powstały ze zmarłego człowieka, lubującego się w krwi żywych stworzeń, dzięki której egzystuje. Podlega on opiece Welesa, władcy świata zmarłych. Nasi przodkowie próbowali okiełznać wąpierza za pomocą przebijania jego serca, odcinania mu głowy etc. Niełatwo było żyć ze świadomością, że ktoś bliski może powrócić jako bestia, która najpierw wyruszy do domu na łowy, by zaspokoić pierwszy głód.

   Czy wąpierz mógł by dobry? Czy jego zastygłe serce mogło miewać szlachetne pobudki? Czy mógł pokojowo koegzystować z ludźmi? Na te pytania częściowo odpowiedź dała Kamila Szczubełek w swojej debiutanckiej powieści pt. "Demony Welesa. Droga do Wyraju". Jest to fantastyka młodzieżowa oparta, a może raczej inspirowana szeroko pojętą Słowiańszczyzną i jej dziedzictwem kulturowym.

   Autorka stworzyła całkiem nowy świat, nową przestrzeń, nowy czas. Nie ma on żadnych odniesień do znanych nam ram czasowych. Pozostaje tylko inspiracja. Rzeknę, że bardzo ciekawa i intrygująca, która może pochłonąć i przez dłuższy czas nie wypuszczać ze swych objęć. "Demony Welesa. Droga do Wyraju" opowiada o podróży wąpierza przez świat ludzi, bogów i demonów, aby odzyskać ciało pewnego samozwańczego szamana, znaleźć nowy dom samotnemu i nieszczęśliwemu stworkowi, rozwiązać zagadkę znikających dzieci oraz opuszczonego miasta w towarzystwie niezwykłej zgrai, która co rusz napotyka nowe przygody na swej drodze, które tylko utwierdzają rodzącą się między nimi przyjaźń. Gdzieś w tym wszystkim pulsuje słowiańska krew.

  Głównym bohaterem powieści jest wąpierz Elgan, dobrotliwy, chcący dobrze współżyć z ludźmi, bronić swych sąsiadów przed wszelkim niebezpieczeństwem. Mimo szlachetnych pobudek, czystych intencji i dobrego charakteru, w jego życiu pierwsze skrzypce odgrywają stereotypy i strach, strach przed krwiożerczym potworem. Niewielu jest w stanie dać mu kredyt zaufania i bez lęku egzystować obok, nie patrząc mu na ręce. Ma niełatwe życie, ale stara się jak może. By pomóc innym, nie raz i nie dwa naraża siebie, nie żądając nic w zamian. Pokonuje kolejne przeszkody stawianie na drodze przez los, walcząc przy tym z samym sobą. To wierny i lojalny przyjaciel, którego większość z nas chciałaby mieć przy sobie. Na dobre i na złe. To bies z ludzkimi rozterkami i wciąż pomiędzy. Nie wybrał definitywnie ani jednej ani drugiej strony, przez co do końca nie jest akceptowany po żadnej z nich. Ma kilkoro dobrych znajomych i spore grono wrogów, które mierzi jego postawa. Sam zbiera porozrzucane ślady swej przeszłości, by zrozumieć siebie i swoją teraźniejszość. Staje się przez to postacią tajemniczą, intrygującą, którą pragnie się poznać. Wzbudza sympatię.

   Kobietą, towarzyszką podróży Elgana, jest szamanka Dorada, córka jego przyjaciela. Utalentowana, ciekawa życia, pełna energii, uparta, chętna do niesienia pomocy słabszym. Nie lęka się przeciwności, idzie na żywioł, choć w pewnym momencie odbija się to jej mocną czkawką. Jej postać wprowadza powiew świeżości, innego spojrzenia na rzeczywistość. 

   Dorada i Elgan tworzą parę bohaterów, przyjaciół, których wiele dzieli, np. w podejściu do życia, a mimo to świetnie się uzupełniają, ucząc się od siebie nawzajem. Ich relacja rozwija się wraz z fabułą, stopniowo, dzięki czemu czytelnik ma możliwość śledzić ten proces od samego początku, ich wzloty i upadki, reakcje na pewne rzeczy. Ta relacja uczy szacunku, cierpliwości i wyrozumiałości. 

   W powieści pojawia się postać samotnego stworka, Smęta, który ma pewną niechlubną przypadłość zapachową, która odstrasza od niego. Odsunięty na bok, opuszczony, na marginesie demonicznego społeczeństwa, zagubiony... Jego historia to przestroga dla mściwców, a jednocześnie wskazanie siły empatii i odnalezienia prawdziwej przyjaźni, nieznającej granic. Słabsza istota również zasługuje na szacunek i ma swoją godność. Nie należy lekceważyć takich osób.

   Autorka pokazuje również niełatwe relacje rodziców i dzieci, temat odrzucenia, a nawet porzucenia bliskich, porwań dzieci, ostracyzmu społecznego, znaczenia zabobonu i przemocy. Są one poruszone w sposób wyważony, by nie urazić bardziej wrażliwych czytelników, a mimo to czuje się całym sobą ów klimat grozy, strachu i niesnasek. Wiele można wyczytać między wierszami. Mimo zaszeregowania do powieści młodzieżowych odnajdą się tu i starsze osoby, może dostrzegą więcej, np. przy historii upadłego imperium czy wyglądu wewnętrznego świata Elgana. Nic nie jest takim, jakim się wydaje.

   Kamila Szczubełek przy tworzeniu uniwersum "Drogi do Wyraju" mocno inspirowała się wierzeniami słowiańskimi z całego obszaru ich występowania. Słowiańskie biesy zostały podzielone na te rozumne i nierozumne, bądź może ze względu na pochodzenie. Znajdziemy tu rusałkę, zmorę, mamuny, utopce i wąpierze - książąt ciemności pod wodzą Welesa, mniej lub bardziej opisane, lecz w dość charakterystycznych sytuacjach, dobrze osadzonych w fabule. Pojawiają się uczłowieczeni bogowie jak Weles, Mokosz, Czarnobóg, a nawet Rod z Rodzanicami, którzy przędzą ludzkie i demoniczne losy na tym padole. Zwłaszcza warto przyjrzeć się kreacji boga podziemia i ukrytego lasu. Na pierwszy rzut oka mocno zdystansowani, może zatrważający, lecz gdzieś w głębi czuli na dramaty podległych im istot. Pod tym względem najmagiczniejszym miejscem jest zakątek Czarnoboga i jego mieszkańców (tu historia beboka).

   Mieszkańcy mniejszych osad są ludźmi, głęboko żyjącymi tradycją i zabobonami. Nawet najbardziej lubianych sąsiadów posądzonych z dnia na dzień o złe oko, przekleństwo lub demoniczne towarzystwo czekała publiczna kara, w najlepszym razie wygnanie, w najgorszym - przejście na drugą stronę świata. Każdy czyn i słowo było oceniane i poddane społecznej opinii. Dla współczesnego człowieka to niepojęte, ale do jakich dramatów dochodziło w życiu realnym, gdy jedyną przesłaną były plotki lub domysły? Ile osób w wyniku tego straciło życie lub kogoś bliskiego?

   Przy okazji warto zwrócić uwagę na architekturę grodów, sposób budowania elementów obronnych, wybierania strażników, ich umiejscowienia oraz elementy życia codziennego jak wyposażenie domostwa czy stroje.

   Sporym urozmaiceniem dla fabuły z mojego punktu widzenia jest przedstawienie dziadów, czyli przywołania duchów przodków przez lokalną społeczność przy pomocy żercy (lub tu szamanki), towarzyszące temu obrzędy, sposób obcowania ze światem nadprzyrodzonym i interpretacja słów przepowiedni. 

  Do inspiracji słowiańskością należy też geografia świata przedstawionego. Ars pochodzi z zimnego Wschodu, Południe to ciepła kraina, do której zdąża nawet sam Weles. Północni sąsiedzi Villperuny to wyspy morskie i półwysep a'la skandynawski. Pomiędzy Zachodem a Wschodem przebiega gęsta ściana lasu, tak dobrze kojarząca się z zachodnimi krańcami naszego kraju za wczesnych Piastów, porośnięta gęstym borem, zajęta podmokłymi bagnami, prawie że granica nie do przebycia dla sąsiadów, urastająca w wyobraźni do miejsca strasznego, zamieszkałego przez potwory.

   Należy zaznaczyć, że w tej książce słowiańskość to luźna inspiracja mocno doprawiona fantazją autorki. Zarysy są jakby kanoniczne, lecz wnętrze jest kreatywne, na swój sposób fascynujące, przedstawiające znane rzeczy w nowej perspektywie, w innym ujęciu. To, co dla jednych będzie zaletą, innym wyda się wadą. Wszystko jest zależne od podejścia czytelnika.

   Nowością na pewno jest dodanie zawodu szamana, wiedźmy czy wróża parających się różnymi rodzajami magii. To, co było w sferze domysłów, autorka wrzuca do swego świata jako normalny element rzeczywistości, konieczny do funkcjonowania społeczności, a nawet władzy.

   Jak wspomniałam, świat przedstawiony przez Kamilę Szczubełek może pochłonąć i zaintrygować, ponieważ używa prostego, plastycznego języka, prowadzi wartką i dynamiczną akcję, co rozdział to nowa przygoda, pełną pomysłów fabułę z ciekawie wykreowanymi postaciami oraz trudnymi tematycznie wątkami. Książkę czyta się szybko i przyjemnie. Jednak to, co przeszkadzało mi przez pierwszą połowę powieści to: zbyt szybkie tempo akcji, za mało rozpisana relacja między bohaterami. Moim zdaniem nieco większa ilość stron, bardziej rozbudowana psychologiczna więź Elgana i Dorady, ich wzajemne docieranie się podniosłoby tylko jakość lektury. Przygoda za przygodą bez wnikania w głębsze warstwy powodowała, że wiele scen z potencjałem umknęło, ale te wszystkie "ale" wynagrodziła mi druga połowa, o wiele bardziej przemyślana, szczegółowa, głębsza.

   "Demony Welesa. Droga do Wyraju" to dopiero pierwsza część przygód Elgana, która ma wszelkie predyspozycje do tego, by zawładnąć sercami młodych czytelników, tym bardziej, że ten tom kończy się w takim momencie, że ma się ochotę już, natychmiast zapoznać z kolejnym. Ta powieść porusza niełatwe wątki, uczy, zmusza do refleksji, jest doprawiona słowiańskością. Z chęcią wrócę do tego uniwersum, zapoznać się z dalszymi przygodami wyjątkowego wąpierza. A Wy? Skusicie się?

niedziela, 23 stycznia 2022

117) Powrót do Bielin, czyli "Tajemnica domu w Bielinach" Katarzyny Bereniki Miszczuk

  Czy macie takich autorów, przy których książkach zawsze dobrze się bawicie, które są dla Was prawdziwym wytchnieniem i chętnie do nich wracacie? Często to kilka nazwisk, które można traktować jako zestaw ratunkowy, na którym nigdy się nie zawiedliście. Pisarz między słowami umieszcza swoją duszę, a czytelnik między stronami - serce. Książki to umowa wiązana, jedna i druga strona daje coś z siebie na zawsze.

 Dla mnie bezsprzecznie taką autorką jest Katarzyna Berenika Miszczuk od czasu "Kwiatu Paproci", przy którym przepadłam na całego. Seria ta spotkała się ze skrajnymi opiniami, tzn. jedni wpadali w zachwyt, inni wytykali potknięcia i żądali dosłowności. O gustach się nie dyskutuje, ale warto mieć na uwadze słowa pisarki o rozrywkowym i popularyzatorskim charakterze powieści o Gosławie i Mieszku.

   Czy to czasem nie od K. B. Miszczuk zaczął się boom na słowiańskość w literaturze? "Kwiat Paproci" skierowany jest do nieco starszych czytelników, a co z dziećmi? Rynek nie lubi pustki, nowe pokolenie aż domaga się uwagi, autorce w głowie kołaczą się nowe pomysły, a stąd prosta droga do "Klubu Kwiatu Paproci", którego pierwszy tom pt. "Tajemnica domu w Bielinach" ukazała się w drugiej połowie 2021 roku.

  Powieść kierowana jest przede wszystkim do młodszych czytelników, lecz wciąż pozostaje w sferze słowiańskiej fantastyki. Akcja osadzona jest współcześnie, jakieś kilkanaście lat po ostatnich wydarzeniach z "Przesilenia" w Bielinach. Bohaterowie to czwórka rodzeństwa, tj. Bogusia, Leszek, Tosia i Dąbrówka Lipowscy, którzy poprzez perypetie matrymonialne rodziców muszą przeprowadzić się ze stolicy Królestwa Polskiego, Warszawy, do podkieleckiej wsi, Bielin. Początkowo nie pałają zapałem na myśl o tym, lecz życie gra w swoją grę i nie liczy się z ich zdaniem, szykując dla nich nie lada przygodę. Przyjeżdżają do schorowanej ciotki, pomóc jej, choć jednocześnie sami wymagają przyjaznej dłoni, która umożliwiłaby im zmierzenie się z pewnymi rodzinnymi problemami. Do tego dom jest dziwny i skrywa niejedną tajemnicę. Jak dzieci sobie z tym poradzą? Kto lub co płata im figle? Czy odnajdą się w nowej okolicy? Czy zawrą nowe znajomości? Czy udźwigną istnienie stworów z bajań przodków?

   Katarzyna Berenika Miszczuk w tej książce stawia mocny akcent na relacje międzyludzkie, które widać głównie między rodzeństwem, ale warto też przyjrzeć się dorosłym. Dzieci jak to dzieci kłócą się, przekomarzają, ale ufają sobie i wspierają się, wiedzą na co i kiedy mogą sobie pozwolić, jak reagować na humory czy smutek drugiego. Działają razem, opiekują się sobą. Łączy je więź silniejsza od czegokolwiek, braterska i siostrzana miłość, gdzie jedno za drugie wskoczyłoby w ogień, bo czują się za siebie odpowiedzialni. Za to dorośli borykają się ze swoimi problemami, które do najłatwiejszych nie należą. Miłość i jej wypalenie, utrzymanie domu, zaakceptowanie zmian dla dobra dzieci, pokonanie wzajemnych animozji, odłożenie uprzedzeń na bok, pomoc chorym członkom rodziny. To też mierzenie się z ludzką naturą, wścibską, zazdrosną i złorzeczącą. Nie każdemu można ufać. Nie każdy jest uczciwy. Zdarzają się czarne owce nawet w sąsiedztwie.

  Powieść pięknie pokazuje jak rodzina radzi sobie z rozwodem, jak przeżywają to dzieci, jak odbierają rozstanie rodziców, kogo obarczają winą i jaką rolę przypisują sobie w tej sytuacji. Świetnie ujęte są perspektywy rodzeństwa Lipowskich o różnych charakterach. Ich reakcje mówią same za siebie, lecz wszyscy jednogłośnie potrzebują uwagi, rozmowy, miłości oraz czasu na zaakceptowanie nowej sytuacji. Autorka pod tym względem spisała się na medal. Ujmuje temat tak, by zdradzić czytelnikom psychologiczne tajemnice małych ludzi.

 Warto też zwrócić uwagę na traktowanie osób starszych, schorowanych, wymagających opieki i czułości oraz dużej dawki wyrozumiałości. Ciotka Mirka może i nie jest aż tak skomplikowanym przypadkiem, ale daje posmak tego, co się dzieje w rodzinie i jak takie osoby są postrzegane, jak sobie radzą z codziennością i ile trudności muszą pokonywać, gdzie często zawodzi nie tylko ciało, ale i umysł. 

  Niezwykle ważna jest też kwestia zwierząt. Dzieci od małego są uczone przez matkę szacunku i wymogu opieki nad swoim psiakiem Waflem, a potem zwierzyńcem Mirki, nawet takim wrednym Pimpusiem. Skoro bierzesz zwierzę pod swoje skrzydła, ponosisz za nie odpowiedzialność (spójrzcie na Leszka).

   "Tajemnica domu w Bielinach" zawiera również słowiańskie elementy. Przedstawia Polskę jako kraj rodzimowierczy, z wiarą m.in. w Welesa, Peruna, Mokosz, demony, z żercami i szeptuchami, z umiłowaniem przyrody w małych miejscowościach. Wspomniane są też święta jak Szczodre czy Jare Gody, Dziady czy swaćba. Rodzeństwo mierzy się z jednym ze stworów, ale mam wrażenie, że to dopiero początek wspaniałej serii. Autorka opisuje demona dokładnie, zarówno z wyglądu jak i zachowania. Genialne. Myślę, że niejedno dziecko dzięki temu sięgnie do bestiariusza. 

   Dzieci Lipowskie są pełne energii, werwy, ciekawości i radości. Najbliższe z charakteru i zachowania są dla mnie te środkowe, czyli twardo stąpający po ziemi Leszek i zafascynowana pewną książką Tosia. Myślę, że razem mogą stać się postrachem dla okolicznych pomrok.

   W tajemnicy zdradzę Wam, że w tej powieści można spotkać naszych starych, dobrych przyjaciół, za którymi na pewno się stęskniliście.

   K. B. Miszczuk ma niepowtarzalny styl, który wciąga czytelnika w sam środek powieści i nie pozwala się od niej oderwać nawet na chwilę. Plastyczność opisów, naturalność dialogów, kreatywne pomysły na wątki fabularne, intrygujące szczegóły, drobiazgi budujące klimat, niezwykła więź z bohaterami, tajemnica przeplatana grozą i humorem, mieszanka soczyście doprawiona. W tej książce dla dzieci nie zabrakło żadnej z tych cech. Czy dla starszych, czy młodszych - autorka świetnie się odnajduje, a swoje powieści pisze z sercem i duszą, dając z siebie ponad 100%, dlatego też odbiera się je wszystkimi zmysłami. 

   "Tajemnica domu w Bielinach" to jeszcze jeden dowód na talent pisarki. Ta lektura nie tylko bawi, ale i uczy. Prawi nie tylko o znaczeniu relacji międzyludzkich z perspektywy dziecka. Przedstawia też ich punkt widzenia i odczuwania w obliczu dorosłych problemów, gdy rodzina przestaje być jednością. Pokazuje jak wspierać najmłodszych, czego nie wolno przegapić rodzicom i jak reagować. To także nauka o starzeniu się i specyfice tego wieku, radzeniu sobie bliskich z tym tematem. Do tego wszystkiego trzeba dodać słowiańskie tło i styl autorki, który buduje cały klimat. Fabuła wciąga od A do Z. Czego chcieć więcej? A można, stron i kolejnych tomów, ponieważ zżera mnie ciekawość co do dalszych przygód czworga z Bielin.

   Książkę polecam młodszym i starszym Słowianofilom, fanom pióra K. B. Miszczuk i poszukującym rodzimych wydawnictw dla dzieci. Wasze pociechy odnajdą tu ważne wartości i przesłanie, które pójdzie z nimi w dorosłe życie, że rodzice kochają swe dzieci bezwarunkowo i zawsze, bez względu na wszystko.

   Spróbujcie tej przygody, a nie pożałujecie!

piątek, 31 grudnia 2021

114) O zaświatach słowiańskich, czyli podróż oktawowa ze śmietanką - "Nawia. Szamanki, szeptuchy, demony" antologia opowiadań


  Zimową porą ma się ochotę opatulić ciepłym kocem, wypić aromatyczną herbatę, przytulić do futrzanego przyjaciela i zagłębić się w dobrej lekturze, która pozwoli na wędrówkę w czasoprzestrzeni, byle dalej od codziennych problemów i zmartwień, byle dalej od realnego zła czającego się za rogiem w oficjalnych wiadomościach, gdzie jak koszmary powracają wspomnienia naszych pradziadków i dziadków z minionego wieku. Świetną książką na ten czas jest zbiór opowiadań pt. "Nawia. Szamanki, szeptuchy, demony" wydanej nakładem Uroborosa.

   "Nawia" zawiera osiem opowiadań autorstwa: K. B. Miszczuk, M. Krajewskiej, A. Szumacher, J. Rolskiej, R. Dębskiego, M. Raduchowskiej, M. Podlewskiego i M. Mortki. Twórczość większości z autorów kojarzę i znam, utwory obecne w zbiorze są częścią istniejącego już uniwersum, przez co łatwiej czytelnikowi odnieść się do treści, jeśli już go zna, w nieco trudniejszym położeniu są osoby, dla których to pierwsze spotkanie, ale nic straconego. W tejże antologii po raz pierwszy miałam przyjemność zapoznać się z A. Szumacher, J. Rolską i M. Podlewskim. Mam nadzieję, że będę miała możliwość zapoznać się z ich słowiańskimi tworami jeszcze niejeden raz. 

   Sam tytuł "Nawia" ujawnia, że tematem przewodnim są zaświaty, sposób ich pojmowania, koegzystencji z Jawią i Prawią. W opowiadaniach występują zarówno bogowie, ludzie jak i demony. Mają one różny wydźwięk - od pozornie błahych i śmiesznych po całkiem poważne. Łączy je słowiańskość przedstawiona przekrojowo. Dawne wierzenia przeplatające się ze współczesnością, próbujące wychynąć nosa zza rogu zapomnienia.

  "Płacz cichą nocą się niesie" K. B. Miszczuk porusza trudny temat, bolesny dla wielu par, zwłaszcza w okresie spotkań rodzinnych, gdy widzą małe brzdące bliskich. Ale co gdy jest odwrotnie, kiedy nowe życie nie jest mile widziane? Jak spędzano płody? Jak zabezpieczano się przed ich powrotem? Kto mógł pomóc, gdy sprawy wymknęły się spod kontroli? To świetne opowiadanie, gdzie autorka "Kwiatu paproci" kolejny raz daje popis swemu lekkiemu pióru, poruszając serca czytelników i niejednokrotnie wywołując łezkę w oku oraz chwilę głębszego zadumania.

   "Jezioro Cię kocha" M. Krajewskiej przedstawia miłość, zarówno rodzicielską jak i partnerską. Magią w tym wszystkim jest kontakt z przyrodą, jej znaczenie i oddziaływanie na ludzi oraz demony. Urocze, bałamutnicze, tłumaczące niebezpieczne zakręty związku z ledwie poznaną osobą. Trzeba mieć się na baczności na każdym kroku. Poza tym miłość bywa przewrotna, nieprzewidywalna. Co kto ceni w życiu. "Wilcza Dolina" kolejny raz zaskoczyła i myślę, że jeszcze niejedną tajemnicę skrywa.

   "Dziewanna i Księżyc" A. Szumacher jest mi szczególnie bliskie ze względu na konotacje z archeologią. Co mają słowiańskie bóstwa, miejsca dawnych rytuałów do współczesnych wykopalisk? Całkiem sporo. Naprawdę świetnie się bawiłam przy tej lekturze. Autorka ma dobre pomysły, świeże wątki, które aż proszą się o rozwinięcie w samodzielną powieść. Wielki plus za Kazimierę Michałowską i Jażdżewskiego. Znane nazwiska, oj znane i raczej nieprzypadkowe. 

  "Szpetucha" J. Rolskiej to nie lada gratka dla miłośników niebanalnego humoru i dobrej, inteligentnej zabawy treścią. Wiekowa szeptucha z wnuczką, miejscowy proboszcz, oporna działka i nieusłuchana rzeka, tańcząca przed nosem kapłana... Co z tego może wyniknąć? Prawdziwa zagadka. Jak spróbujecie wejść w ten świat, to już z niego nie wyjdziecie. Och i ta puenta, z chama na pana, a świat ten sam. Czekam na więcej takich smaczków. Salwy śmiechu gwarantowane!

   "Ostatnia noc" R. Dębskiego to dalekie echo "Kiedy Bóg zasypia", świetnie wykorzystuje niedopowiedziane wątki, zaspokajając ciekawość czytelnika. Mówi o tym, co się robi dla wiary i rodziny, dla władzy i spokoju, gdzie szukać prawdziwego sensu i pomocy, co znaczy samotność i niezrozumienie, jak to jest być innym, czy sąsiad sąsiadowi może ufać. Pisarz przedstawia świat takim jakim jest, nie ubarwiając go. Pokazuje jak dawne ukrywa się w nowym. 

   "Śmierć wody" M. Raduchowskiej to kontynuacja "Szamanki od umarlaków", skupiająca się na dziadach i swego rodzaju tryźnie, wplątując w to element wody i mit stworzenia. To opowiadanie udowadnia jak cienka jest granica między światem żywych i umarłych, jak niewiele trzeba, by zachwiać delikatną równowagę. Są tu elementy, które poruszają słowiańską duszę do cna. Ten utwór zasługuje na głębszą refleksję, nad tym co jest ważne tu i teraz oraz w przyszłości, a przede wszystkim, by nie pomijać w tym roli przeszłości. 

  "Konsultantka" M. Podlewskiego to chyba najbardziej zaświatowe multikulti, jakie przyszło mi poznać. Początkowo niejasne, zagmatwane, z czasem coraz bardziej przejrzyste. Najbardziej spodobało mi się to, co Milena najmocniej odczuła i co ostatecznie wybrała, patrząc sercem. W tym opowiadaniu tkwi tajemnica Nawii i słowiańskości. Piękne przesłanie. 

   "Wichura" M. Mortki wykorzystuje niedopowiedzenia "Żółtych ślepi", rozwijając wątek wierzeń oraz styku starej i nowej religii, znaczenia przyrody i jej demonicznych mieszkańców, ścierania się racji każdej ze stron. Świat ma różne barwy i szkopuł tkwi w tym, by umieć je dostrzec, nie dzieląc ich na dwa obozy, gdyż stanowią jedność. Autor zostawia czytelnika z niedosytem i nadzieją na dalsze przygody Medvida.

   Generalnie "Nawia" to bardzo udana antologia opowiadań, ciekawa, dobrze napisana, z przesłaniem, przedstawiająca pewne elementy naszej rodzimej wiary. Czy warto się na nią skusić? Z pewnością!

niedziela, 3 października 2021

107) O słowiańskich stworach w nieco przewrotny sposób, czyli "Post Scriptum" Mileny Wójtowicz


  Słowiańska fantastyka rośnie w siłę na rynku wydawniczym. Zapotrzebowanie jest coraz większe, więc i towaru z owym składnikiem przybywa. Jedne dobre, inne nie, to tak jak ze wszystkim. Książki nie są wyjątkiem. Nie zawsze ilość idzie w parze z jakością, dlatego warto zajrzeć do tytułów sprzed paru lat. Może coś fajnego/wyjątkowego umknęło czytelniczej uwadze? Może jakiś tytuł był polecany, ale nam nie było z nim po drodze, a może zniknął w gąszczu grzbietów na półce w księgarni czy bibliotece? 

   W moim przypadku takim odkryciem stało się "Post Scriptum" Mileny Wójtowicz. Polecane przez wąskie grono szczerych recenzentów przeleżało na półce dłuższy czas. W końcu nadszedł ten odpowiedni moment. I wiecie co? Żałuję, że tak późno się za nie wzięłam.

   "Post Scriptum" to takie lekkie urban fantasy dziejące się we współczesnej Polsce między Brzegiem, Brzeziną, Opolem i Wrocławiem. Bohaterami są osoby nienormatywne. Hmm... czyli jakie? Wyjątkowe. Pojawia się m.in.: strzyga, wilkołak, wił, wietrzyca, pokrewny doli i domowika, a nawet duchy wciąż uprzykrzające życie swoim bliskim. Może nie byłoby czym się zachwycać w takim zestawieniu, ale ta powieść pisana jest z ich perspektywy. Słowiańskie biesy żyją i funkcjonują wśród zwykłych ludzi, prowadzą normalny tryb życia, mają rodziny, pracę, dotykają je codzienne radości i troski. Nie zawsze jest im łatwo, ale starają się dostosować. Świetnym przykładem jest strzyga uzależniona od słodyczy czy wił w zakładzie produkcyjnym.

   Fabuła toczy się wokół zagadki prawie że kryminalnej, ponieważ ktoś nastaje na życie nienormatywnych. W ową sprawę przez przypadek zostają wplątani główni bohaterowie, Piotr Strzelecki - psycholog i coach oraz Sabina Piechota - specjalista ds. BHP, prowadzący firmę dla owej niszowej grupy pomrok, wręcz rozchwytywani i odnoszący sukces. On - uosobienie spokoju i rozwagi, ona - pełna energii, spontaniczna, lecz w pełni profesjonalna w swym fachu. Czy uda im się uratować nienormatywnych przed zabójcą? Kto na nich poluje? Jakie biesy kryją się wśród nas? Jak je rozpoznać? W jaki sposób dostrzec szaleńca w swoim otoczeniu? Komu można ufać? Czy pozory mogą mylić?

   Kreacja bohaterów udała się autorce znakomicie. Przemyślane w najdrobniejszych szczegółach. Świetnie dobrane temperamenty, by odpowiednio się uzupełniały i równoważyły, chociażby na przykładzie Sabiny i Ewy czy Sabiny i Piotra. Te pomrokowe momenty są nie do podrobienia. Warto zwrócić uwagę, np. na Wilczka. Ponadto powieść pisana z ich perspektywy to rzadkość, a daje zupełnie nowe światło na interpretację codziennego życia. Pozwala lepiej ich zrozumieć, pokazać ich "ludzką" twarz. Skłania również do refleksji nad tym, że ten świat nie należy tylko do ludzi, a nasze stereotypowe podejście często wiele utrudnia. Zatem, może warto rozejrzeć się dookoła siebie i spróbować wczuć się w inne stworzenie, jego punkt widzenia, obudzić w sobie empatię. Wystarczy tylko jej odrobina, a byłoby łatwiej egzystować nam wszystkim, ale ludzie to ludzie, a literatura pozwala na poszerzenie horyzontów i wiarę, że coś się może kiedyś zmieni.

  Najmocniejszą stroną tej książki, a jednocześnie elementem ją wyróżniającym  na rynku jest humor. Jeżeli lubicie "Dożywocie" Marty Kisiel to w ciemno możecie brać tę pozycję. Niebanalne żarty, porównania, komiczne sytuacje, świetne dialogi, niecodzienne gagi, które potrafią rozbawić i uprzyjemnić dzień. Prym wiedzie tu Piechota i jej cięty język. Tak, inteligentny humor "Post Scriptum" to jest to. 

   Styl i język autorki sprawiają, że powieść czyta się lekko, szybko i przyjemnie. Ponad trzysta stron pochłonęłam w kilka godzin. Relaks i dobra zabawa zapewnione, połączone z szukaniem podejrzanego o zbrodnie nienormatywne. To nie kniga naukowa, a właśnie lekkie urban fantasy przeznaczone do odpoczynku czytelnika. Świetne rozwiązanie na wolne popołudnie. 

   Cóż więcej? Lecę czytać kolejną część, a Wam radzę zapoznać się z Piotrem i Sabiną. Kto wie, może ich metody pracy i nam okażą się przydatne w najmniej spodziewanym momencie?

   Pamiętajcie, by mieć przy sobie coś słodkiego, gdy w pobliżu pojawi się rozjuszona strzyga. Może Wam daruje życie, gorzej jeśli trafi się jej babcia, oj, z tą to dopiero mogą być kłopoty!