Recenzje tematycznie

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantastycznebopolskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantastycznebopolskie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 lipca 2022

140) Coś dla młodszych i starszych - "Wisielcza Góra" Pauliny Hendel

  Czy na świecie mogą jeszcze istnieć miejsca nieznane naszej cywilizacji, plemiona zapomniane przez czas, obszary nienamierzalne przez satelity? Ukrycie będzie tu zabiegiem celowym czy tylko zwykłym przypadkiem? Jak świat postrzegaliby mieszkańcy takiego miejsca, a może on ograniczałby się tylko do konkretnych granic, za którymi czaiłoby się zło?

  Tym razem Paulina Hendel zabiera czytelnika do niewielkiego miasteczka położonego gdzieś w Polsce pośród gęstego lasu, wręcz puszczy, ukrytego przed resztą świata, gdzie czas się zatrzymał. Grobowice są niezwykłe, to mała wspólnota, społeczność, która hołduje dawnym tradycjom i wartościom, nie gnając za współczesnymi bożkami ze złota i pieniądza. Tam liczy się rodzina, dziedzictwo kulturowe, historia. Jednak czy mieszkańcy są tak mili dla wszystkich? Czy mają swoje tajemnice? Jak traktują obcych? Czy korzystają z dóbr współczesności?

   Powieść "Wisielcza Góra" to fantastyka słowiańska, osadzona współcześnie we wspomnianej już miejscowości. Główni bohaterowie to rodzeństwo Sokołów, które ze względu na niesnaski między rodzicami musi wyjechać z dotychczasowego domu i przenieść się do nieznanych wcześniej ciotek ze strony ojca. Anka, Antek i Nastka nie są zachwyceni wizją przeprowadzki na pół roku gdzieś w głuszę do zupełnie obcych ludzi. Miastowi na wsi? Nie chcą nawet o tym myśleć, ale wiedzą, że muszą, do tego zmuszają ich okoliczności. Czy tu sobie poradzą? Czy zaprzyjaźnią się z kimś? Czy raczej zanudzą się i zatęsknią za dużym miastem? Czego dowiedzą się o swojej rodzinie? Czy te wakacje zapamiętają do końca życia? Jakie tajemnice mogą skrywać Grobowice, których nawet nie można znaleźć na mapach satelitarnych?

   Rodzeństwo niewątpliwie gra pierwsze skrzypce. Wydaje się, że przyciągają kłopoty pod każdą postacią. Czy to ich pojawienie się w miasteczku wywołuje serię pechowych zdarzeń? Anka jest najstarsza, ma siedemnaście lat, uwielbia być w centrum zainteresowania, spontaniczność i pójście na żywioł to jej drugie imię. Kocha zakupy i kosmetyki. Ma cięty język. Strzela celnymi ripostami na lewo i prawo. Wystarczy tylko ją sprowokować, a od razu użyje swojej tajnej broni. Uwielbia krytykować i śmiać się z brata. Chłopak ma szesnaście lat, jest nieco wycofany i zamknięty w sobie, z trudem przychodzi mu nawiązywanie nowych znajomości, lubi czytać. Jest ostrożny, rozsądny, inteligentny. Nade wszystko kocha swoją młodszą siostrę, Anastazję, która liczy sobie tylko osiem wiosen, ale za to dostrzega to, czemu inni nie poświęcają uwagi. Jest mądra, spostrzegawcza, bystra, energiczna, ciekawska. Kocha zwierzęta i jest bardzo wrażliwa na ich krzywdę.

   W Grobowicach nasze Sokoły poznają Leszka, Wojtka, Dobrą i Miłę, którzy pomagają im się zaaklimatyzować w nowym miejscu, pokazując lokalne atrakcje, nie zawsze pochwalane przez dorosłych. Nowi znajomi w pewnych kwestiach początkowo są bardzo tajemniczy i zdystansowani, ale dlaczego? To już sekret do odkrycia przez czytelnika.

   Spośród rodzeństwa najciekawszą postacią wydaje się Nastka, która ze swoim zmysłem obserwacji mogłaby stać się bohaterką kolejnej samodzielnej powieści. Jest niebanalna, co rusz zaskakuje, pojawia się w najmniej oczekiwanym momencie, jej uwagi są dojrzałe i przemyślane. Z kolei spośród grobowiczan na uwagę zasługuje Leszek, który niejedno serce mógłby skraść, nie tylko ze względu na wygląd, ale przede wszystkim na charakter. Jest ciepły, troskliwy, opiekuńczy, wyrozumiały, zawsze służy pomocą i radą, za przyjaciółmi poszedłby w ogień, ceni tradycję, choć nie stroni od nowoczesności.

   Paulina Hendel przedstawia w tej książce jedną z najsilniejszych więzi społecznych, jakie istnieją, tj. rodzina i przyjaciele. Pierwsza na przykładzie Sokołów jako rodzeństwa, ich ciotek i kuzynostwa. Co by się nie działo, rodzina stoi za sobą murem i może liczyć na siebie w najtrudniejszych chwilach. Więzów krwi nic nie jest w stanie zniszczyć. Dzieciaki, mimo pozornie surowego podejścia ciotek, wiedzą, że są przy nich, choć jak się okazuje dopiero podbramkowa sytuacja im to udowadnia. Natomiast pokazana tu przyjaźń stopniowo ewoluuje. Młodzi spędzają ze sobą sporo czasu, przeżywają wspólne przygody, łączą ich tajemnice, lecz tak zżywają się ze sobą, że niełatwo byłoby ich rozdzielić. Mimo krótkiej znajomości, jedni dla drugich gotowi byliby zaryzykować własnym życiem. Są razem na dobre i złe. Sokoły otwierają się, przestają grymasić, zaczynają dostrzegać to, czego im brakowało w wielkim mieście, tj. realnych znajomości, prawdziwych ludzi i uczuć, szczerych przyjaźni. Przyjaciele to rodzina, którą sami sobie wybieramy i to w przypadku rodzeństwa zdaje egzamin. 

   Autorka pobieżnie zarysowuje przeszłość Anki, Antka i Nastki, przez co czytelnik może zrozumieć ich niektóre zachowania i postawy. Sytuacje w Grobowicach ułatwiają poznanie ich i zerwanie z nich masek. Między wierszami czyta się ich portret psychologiczny. 

   W powieści przedstawione są m.in. zatargi polityczne, strach przed zmianą, czymś nowym, co w tym małym miasteczku traktuje się świętym oburzeniem. Podążanie za utartymi schematami to bezpieczna droga, ale do czasu, gdy nie przerodzi się w fanatyzm i obsesję. Każde pokolenie ma swoją ścieżkę i prawo wyboru. Nie można go ograniczać przez odwoływanie się do tradycji. Na przykładzie Grobowic Hendel ukazuje wszystkie niebezpieczeństwa z tym związane, od niechęci sąsiadów zaczynając, wścibskie plotki po osobiste ataki. Przedstawia jak w takim położeniu czują się młodzi ludzie, którzy borykają się z własnymi dramatami, to jeszcze na dokładkę dostają niechęć od całkiem obcych ludzi tylko za to, że śmieli przyjechać do ICH miasteczka. Ta perspektywa przeraża, ale i uczy do czego to może doprowadzić.

   Książka porusza też kwestię igrania z "żywiołami". Młodzi ludzie często uważają się za na tyle dojrzałych, że wkraczają na niebezpieczne tory, by udowodnić to sobie i rówieśnikom, nie do końca bacząc, a nawet nie zdając sobie sprawy z możliwych konsekwencji. Chcą być samodzielni, pragną mieć swoje sekrety, nie mieszają dorosłych do swego życia, a to może prowadzić do tragedii. Bohaterom "Wisielczej Góry" nieraz udaje się umknąć w ostatniej chwili, ale to łut szczęścia. Czy nie byłoby łatwiej pogadać z dorosłymi, wyłożyć karty na stół i domagać się wyjaśnień? Może i tak, ale nie byłoby dreszczyku emocji i przygód. Autorka ostrzega przed takimi eskapadami, ich możliwym zakończeniem i stosem czyhających niebezpieczeństw. Uczy rozsądku i przestrzega. Daje ostrzeżenie przed brawurą.

   Świat nie jest czarno-biały. Ci z pozoru dobrzy mogą okazać się źli i odwrotnie. Nie ma na to jednoznacznej recepty. Trzeba uważać na to komu się ufa. Zawsze warto być ostrożnym i kierować się rozsądkiem. A nuż okaże się, że rozwaga ocali życie...

   Wspomniałam, że to powieść fantastyczna, słowiańska. Tak, ten klimat tu naprawdę czuć. Wierzenia naszych przodków tu żyją i mają realny wpływ na życie mieszkańców. Można tu spotkać demony domowe i dzikie, dobre i złe, o wolnej woli i poddane komuś. Autorka opisuje ich zachowania, wygląd, dając czytelnikowi ogólne pojęcie o ich charakterystyce. Te przedstawienia są tak realne i plastyczne, że prawdziwym wyzwaniem byłoby niewyobrażanie sobie ich tuż obok siebie. Działa przy tym nie tylko zmysł wzroku, ale i węch. Czasem aż czuć odór gnijącego mięsa czy nieświeży oddech. Na kogo się tu natkniecie? Niełatwy to wybór, bo i stworów masa, ale bliżej można zapoznać się z domowikiem (tu jako domownik), kłobukiem, żądlicą, biesem. Pojawia się i baba cmentarna, bzionek, borowy (leszy). Największym zaskoczeniem jest mamon. Ciekawi mnie czy to prawdziwa pomroka czy pomysł pisarki. Zamysł w powieści arcyciekawy. Ponadto zostaje poruszony temat bogów, którzy "zamieszkiwali" dawniej te ziemie. Kto jest patronem Grobowic? Herb mnie zmylił i zaskoczył, nie na takie bóstwo stawiałam. Warto też nadmienić celebrowanie dawnych świąt typu Noc Kupały, Święto Plonów czy Szczodre Gody, choć tu jedynie wspomniane. Zwróćcie też uwagę na wspominki dzieciaków o szkole. W programie nauczania mają dawne rodzime wierzenia oraz historię i kulturę swojego regionu. Genialny pomysł! Tylko pomyśleć, ile miłości i ciekawości szkoła mogłaby w ten sposób zaszczepić młodym pokoleniom do własnych korzeni! Paulina Hendel lub ktoś z wydawnictwa We Need Ya powinien tę powieść podesłać do Ministerstwa Edukacji. 

   Całkowicie przepadłam przy opisie świętego gaju. Klimat tego miejsca stworzony przez autorkę jest nie do opisania. Coś niezwykłego! Na czym polega ta magia? Może w starym drzewostanie, błogiej ciszy przyrody niezakłócanej ludzką mową, gdzie jedynymi źródłami dźwięku są wiatr, szum liści, mowa zwierząt. Może to te pojedyncze promienie słoneczne przemykające między gałęziami, może to leśne runo, miękkość mchu pod stopami, stare głazy pamiętające dawne modlitwy i błogosławieństwa. Może to echa przeszłości zaklęte w tej ziemi. Może ten skrawek niesie w sobie iskierkę nadziei. Nie wiem, ale w tym miejscu, w tym konkretnym fragmencie, poczułam się jak w domu. Na swoim miejscu. Niezwykłe doznanie.

  "Wisielcza Góra" to książka przeznaczona dla młodzieży, ale opisana jest takim językiem, że i starszy czytelnik będzie się świetnie przy niej bawił. Świetne opisy, naturalne dialogi pełne przekomarzania się rodzeństwa i buńczucznych odzywek nastolatków, zróżnicowani bohaterowie, wartka akcja, dobrze przemyślany i rozplanowany punkt kulminacyjny, na który poświęcono odpowiednią ilość miejsca, lekkie pióro autorki i umiejętność wciągnięcia  czytelnika już od pierwszej strony w świat przedstawiony (bogaty, realny, szczegółowy, mogący znaleźć się w sąsiedztwie). Dzięki temu przez lekturę się mknie, nie zauważając upływu czasu. Na końcu zostaje tylko pytanie, dlaczego to już koniec. Co dalej?

   Powieść Pauliny Hendel to historia trójki rodzeństwa skazanej na szybkie wdrożenie się w nową rzeczywistość bez taryfy ulgowej w miejscu zapomnianym przez resztę Polski i świata. Opowiada o sile i znaczeniu w życiu każdego z nas przyjaźni i więzów rodzinnych, o wartości zaufania, lojalności i odwagi. Ostrzega przed bezmyślnością i brawurą, pokazując konsekwencje nieodpowiedzialności. Porusza temat zamkniętych społeczności i skrajnej tradycjonalności. Nie boi się utrzeć temu nosa. Wskazuje wady i zalety, dając samodzielnie dokonać oceny końcowej. W dodatku to wszystko doprawia słowiańskością, od wierzeń zaczynając, na kulturze kończąc. Świetnie skonstruowana i napisana. Pięknie wydana. To według mnie obowiązkowa lektura dla każdego miłośnika słowiańskiej fantastyki, dla młodszego i starszego.

Warto, naprawdę warto!

czwartek, 14 kwietnia 2022

128) Fantasy pisane wierszem - "Zjadacz Skór" Leszka Bigosa

  Fantastyka kojarzy się z prozą, a czy spotkaliście się z takąż poezją we współczesnym wydaniu? Leszek Bigos stworzył poemat pisany dwunastozgłoskowcem pt. "Zjadacz Skór". Forma niezwykła jak na ten gatunek. Czy przekłada się to również na treść?

   Pierwsze trzy księgi "Zjadacza Skór" opowiadają o ogromnej bitwie, która ma zadecydować o losie królestwa Sidar oraz jej następstwach, które mają bezpośrednie przełożenie na losy zwykłych ludzi. Głównym bohaterem jest postać kontrowersyjna, uwikłania w intrygi polityczne, mająca odegrać rolę kukiełki, która postanawia się zbuntować. Samodzielne kroki bywają ryzykowne. Czy ta osoba weźmie na swoje barki odpowiedzialność za swoje czyny? Na pewno przekona się, że to nie jest przyjemne. Na swojej drodze spotyka różnych ludzi. Jedni są dobrzy, inni to bestie, ukryte za maską człowieczeństwa. Czy w odpowiednim momencie odkryje kto kim jest? Kim on sam jest? Czy można go przyporządkować do jakiegoś gatunku? Jest tworem naturalnym czy wynikiem działania magii albo jakiegoś eksperymentu genetycznego? Jaki jest? Czy odkryje swoją prawdziwą twarz? Dowie się na co go stać i co tak naprawdę jest ważne?

   Akcja trzech pierwszych ksiąg "Zjadacza Skór" to ledwie parę dni opisanych na 133 stronach. Niby niewiele, ale ile treści idzie przemycić.

   Pierwsza sprawa dotyczy postaci. Główny bohater to zagadka. Pierwsze sceny z nim pozwalają na bardzo szybki osąd, co do jego motywacji i charakteru, jednak im dalej w las, tym ciemniej i bardziej zagmatwanie się robi. Dlaczego? Budzi się w nim sumienie, moralność, porządkuje swoją hierarchię wartości. To, co kiedyś było nic nieznaczące, teraz urasta do rangi czegoś najważniejszego. Swoim zachowaniem udowadnia, że każdy może się zmienić i nie warto oceniać po okładce. Życie weryfikuje kto jaki jest i czym się kieruje. Skrajne sytuacje, na krawędzi, wydobywają z nas to, co pierwotne, a zarazem co stanowi trzon naszego jestestwa. Warto też zwrócić uwagę na sylwetki żołnierzy i dezerterów, a zwłaszcza tych ostatnich. Kim są, czego chcą, czym się kierują, jak odnoszą się do innych, jak się zachowują, do czego dążą. Czy czytelnik chciałby w ogóle znaleźć się w pobliżu takich ludzi? Czy mógłby czuć się bezpieczny? Czy mają sumienie? Potrafią w ogóle w jakiś sposób to słowo zdefiniować? Czy odczuwają jego wyrzuty? W kontekście wojny ważne jest również zachowanie władców. Co sobą reprezentują? Jak się odnoszą do swoich podwładnych? Czy byliby ich w stanie poświęcić w imię zdobycia przewagi na przeciwniku? Co ma dla nich znaczenie? Czy mają jakieś granice przyzwoitości, moralności, które hamują ich przed przejściem na "ciemną stronę"? Co skłania ich w pogrążeniu się w źle? Dlaczego władza sama w sobie jest dla nich tak ważna? Z jednej strony szali władcy, a z drugiej zwykli mieszkańcy królestwa. Kim są? Czym się zajmują? Jak postępują w sytuacji zagrożenia? Czy byliby w stanie poświęcić jakiegoś członka swojej społeczności dla dobra ogółu? 

   Za serce łapie kreacja Anny i jej tragiczne doświadczenie. Jako dziecko, ledwie dwunastoletnie, przechodzi zbyt wiele. Poznaje ludzkie bestie, które nie mają żadnych hamulców moralnych ani jakichkolwiek tak naprawdę. To, co staje się jej udziałem nie pozwala na obojętność. Najgorsze jest to, że takie rzeczy dzieją się na całym świecie, a aktualnie za naszą wschodnią granicą. Świat się burzy, ale czy ktoś za takie zbrodnie poniesie konsekwencje? W "Zjadaczu Skór" następuje odwet, jedyny możliwy i sprawiedliwy w tej sytuacji, ale to moja prywatna opinia. Warto zwrócić uwagę na przemyślenia dziewczynki na temat zachowania mieszkańców jej wioski a postawę jej ojca. To daje wgląd w psychiczną dewastację jej młodego umysłu. 

  Leszek Bigos w swoim poemacie porusza temat wojny i pokoju, ich ceny, podchodzenia do ludzkiego życia nie tylko przez samych zainteresowanych, ale również władców, znaczenia wierzeń w codzienności, ludobójczych zbrodni, gwałtu, przemocy etc. Zapytuje o sens dobra i zła, czy pomiędzy nimi znajduje się granica, tylko jak ją zauważyć? Co stanowi o tym, że kogoś określamy właśnie jako dobrego lub złego? Czy istnieje jakiś zestaw przymiotów, które pomogą odpowiednio przyporządkować daną osobę? Autor udowadnia, że to niejednoznaczne określenia. By móc kogoś określić, należy zwrócić uwagę na jego przeszłość, doświadczenia, charakter oraz konkretną sytuację. 

   Świat przedstawiony zasługuje na chwilę uwagi. Warto zwrócić ją chociażby na krajobrazy, np. podczas bitwy - znaczenie ma ukształtowanie terenu, drogę nad jezioro, okolice lasu. Postacie są ciekawe, ale najbardziej intrygujący pozostaje główny bohater. W jego przypadku mnie zaciekawiła historia jego dzieciństwa, choć nie zgadzam się z autorem w sprawie zachowania wilków. To zwierzęta stadne, które są opiekuńcze w stosunku do swoich bliskich, potrafią również przeżywać żałobę i czuwać nad ciałem partnera (warto sięgnąć do literatury na temat tych fascynujących zwierząt, by zapoznać się z case study bezpośrednio od naukowców, obserwatorów, czy w przypadku ośrodków sprawujących pieczę nad nimi - opiekunów). Na uwagę zasługuje również sposób ukazania bitwy, jej strategii, odnoszenia się do siebie wrogów. 

   Las otaczający wioskę to osobny byt, tętni w nim tajemnica, iskra, coś magnetycznego, co przyciąga i odpycha jednocześnie. Wzbudza strach, ale i szacunek. Coś pierwotnego. Nie wiem czy i jak autor wykorzysta ten atut, ale ma ogromny potencjał. Tyle rzeczy można z tym zrobić! Podobnie sprawa ma się z jeziorem. Kto może je zamieszkiwać? Jak wpływać na losy mieszkańców królestwa? To literatura fantasy, więc wodze wyobraźni puszczają hen daleko.

   Forma "Zjadacza Skór" zaskakuje. Poemat w tym przypadku jest niecodziennym wyborem, ale jakże trafnym. Wpadając w rytm wiersza, czytelnik przenika do świata magii, wojny i trudnych decyzji, płynąc strona po stronie, nie zauważając nawet upływu czasu i budząc się w momencie, gdy ostatnia kartka świśnie go po nosie. Jak? To już koniec księgi? Co dalej? Autor ma talent, lekkie pióro i przyjemny styl, potrafi wyłapać niuanse temperamentu postaci, odpowiednio je zarysować, wyciągając z nich te najbardziej charakterystyczne cechy. Fabuła goni, akcja za akcją z dużą dozą refleksji m.in. o tym co się dzieje z ludźmi, jak zewnętrzne bodźce wydobywają z nich głęboko ukryte bestie. Jak niewiele wystarczy, by wydobyć się z okowów cywilizacji i puścić cugle moralności, choć jak się zdaje, nie wszyscy je posiadają nawet na co dzień. 

   "Zjadacz Skór" Leszka Bigosa to fantasy, pisany dwunastozgłoskowcem, poemat, niezwykły nie tylko z powodu formy, ale i wyboru głównego bohatera, dając autorowi szeroką paletę możliwości. Myślę, że na naszym rynku wydawniczym to swego rodzaju nowość. Księgi I - III zaostrzają apetyt na to, co będzie dalej. Jest tu całkiem sporo elementów mających potencjał, który można rozwinąć w dalszych częściach. Jednak w jaką stronę ruszy ta historia? Zobaczymy. Dla kogo jest ta książka? Bezsprzecznie dla fanów gatunku, nie mających nic przeciwko fantastycznych istotom nie z tego świata, nie bojących się scen brutalnych, strasznych, pełnych krwi i bólu. 

   Czy warto po nią sięgnąć? Owszem. Uważam, że nie można zamykać się w swojej czytelniczej strefie komfortu. Warto czasem z niej wyjść i poznać świat spoza wyznaczonych sobie granic. Czemu? Czasem może nam umknąć coś nowego, ciekawego, co nas wciągnie lub odwrotnie, dobitnie uświadczy w tym, że to jednak gatunek nie dla nas, choć od reguł bywają wyjątki. "Zjadacz Skór" to dla mnie ciekawostka, coś nowego, intrygującego, choć niekoniecznie leżącego w moim kręgu zainteresowań. Doceniam ze względu na formę, pomysł i wykonanie autora.

sobota, 9 kwietnia 2022

127) Fantasy jako debiut - "Niko" Pawła Kolarzyka

   Książki zawierają w sobie świat, w który czytelnik może wniknąć, tak całkiem, zapominając o wszystkim dookoła. Nie ma tu i teraz, przeszłości ani przyszłości, jest się TAM, właśnie TAM. Znikając na długie godziny, przeżywając to, co bohaterowie, żyjąc ich troskami i radościami, upadając i podnosząc się razem z nimi, doświadczając ich życia, jednocześnie samemu się ucząc na ich błędach, wyciągając wnioski i przekładając to na własny żywot. Wykreowanie takiego uniwersum to nie lada sztuka, a czytelnik musi się nieźle naszukać, by trafić na perełkę pod swój gust. Jednak zdarza się, że przypadkiem wpada w ręce egzemplarz, który intryguje tytułem, okładką lub opisem i zostaje już na zawsze w pamięci, bo podczas lektury pochłania bez litości w całości. 

  W moim przypadku takim odkryciem stał się "Niko" Pawła Kolarzyka, którego spotkałam podczas Poznańskich Targów Książki. Z samej rozmowy z autorem wyniosłam wrażenie ogromnego zainteresowania historią, a zwłaszcza średniowiecza, znajomości meandrów polityki nie tylko na naszym własnym podwórku, ale również na arenie międzynarodowej. Jak osobowość i wiedza pisarza może przełożyć na tworzoną przez niego książkę? Odpowiedź na to pytanie tkwi w jego debiucie.

   "Niko" to powieść fantasy osadzona w autorskim uniwersum, inspirowanym średniowieczem w pełnym rozkwicie, kierowana do nieco starszego czytelnika. Główny bohater pochodzi z niewielkiej wioski na północy królestwa, a zbiegiem pewnych okoliczności zmuszony jest wyemigrować z niej i ruszyć w daleki i dosłownie nieznany świat. Nie jest w tym osamotniony, towarzyszy mu grupka równolatków. Dokąd się udać i co zrobić? Jak ustrzec się przed złem? Komu zaufać? Jak odpowiadać obcym na ich wścibskie pytania, by chronić ojczyźnianą tajemnicę? Czy będąc znikąd, da się w tym świecie zrobić karierę i zapewnić sobie bezpieczną przyszłość? Jaką drogę obrać? Czym się kierować?

   Postacią, która spina całą fabułę i jednocześnie opowiada nam o swoich przygodach jest Niko, którego dzieciństwo przypomina sielską idyllę. Wioska marzeń, piękna okolica, przyjaciele, aż do otrzymania Daru, gdy zaczyna odkrywać ciemne strony ludzkości, poznając tak naprawdę siebie i swoich bliskich. Prawda nie zawsze wyzwala. Bywa bolesna i trudna do przetrawienia. Chłopak dowiaduje się, że informacja jest kluczem do zwycięstwa i zaszczytów, ale musi być umiejętnie wykorzystana. Jego dzieciństwo kończy się w momencie wspomnianej już emigracji. Zdany na siebie i swoje umiejętności brnie przez ten świat, pakując się w nowe znajomości i przygody. Czy ma szczęście, czy może jest wybrankiem bogów? Na swojej drodze spotyka różnych ludzi, ale ma tego farta, że zawsze w pobliżu jest ktoś mu przychylny, kto szepnie gdzieś dalej dobre słowo o nim, kto wspomoże w trudnej chwili, kto nie zostawi go na pastwę losu. Jednak Niko to nie tylko łut dobrego spojrzenia doli. Jest bardzo pracowity, żadne obowiązki mu nie straszne. Prze do przodu, pokonuje kolejne przeszkody, uczy się pilnie, przyswaja chętnie nową wiedzę i umiejętności, wykorzystując je na co dzień. Docenia bliskie sobie osoby i odwdzięcza się im na tyle, na ile to możliwe. Kocha książki, ale coraz bardziej ciągnie go do spraw wojaczki. Wydaje się być bliski ideału, ale i on miewa wady. Jest kochliwy, kobiety potrafią zawrócić mu w głowie, stając się głównym celem jego podchodów. Przy nich nie do końca umie się skoncentrować. Popełnia wówczas drobne gafy. Wydaje się, że jeszcze nie dojrzał do dorosłego związku. To postać, którą da się lubić i z którą można się zżyć.

   Pozostali bohaterowie to postacie bardziej epizodyczne, mające znaczenie dla życia Nika w poszczególnych jego etapach. Są tłem, krajobrazem, który urozmaica akcję, ale i zmusza do refleksji nad relacjami, jak ważne jest to, by mieć gdzieś na świecie kogoś, dla kogo nie jesteśmy obojętni, komu na nas zależy, kto nas lubi i szanuje. Z mnóstwa przedstawionych tu osób najbardziej rzuca się w oczy namiestnik Hilden, Robert, jego dobroć, nawet lekkie pobłażanie pewnym sprawom i zdecydowane działanie, gdy ktoś nadużyje jego zaufania, przekroczy granice cierpliwości. Intrygujący jest również Thomas, dzielący Dar z Nikiem. Myślę, że w kolejnych tomach odegra jeszcze ważną rolę. 

   Kreacja postaci w wykonaniu Pawła Kolarzyka zasługuje na podziw. Niko sam w sobie jest majstersztykiem, ponieważ czytelnik może obserwować jego dojrzewanie, powolne przeistaczanie się z beztroskiego dziecka w młodzieńca obarczonego trudnymi zadaniami, od których zależy życie wielu osób. Jego Dar pozwala na wejrzenie w głąb duszy innych postaci. Tym samym każdy nowy bohater zyskuje głębię psychologiczną, a autor zostawia w fabule wskazówki, które naprowadzają na właściwie rozwiązania odnośnie interpretacji jego zachowania. Tu nic nie jest przypadkowe. Każda decyzja ma swoją przyczynę i skutek, za każdy wybór ponosi się odpowiedzialność. 

   Świat przedstawiony jest tak szczegółowo rozplanowany i opisany, że czytelnik nie ma najmniejszego problemu z wyobrażeniem sobie opisywanych widoków i pokonywanych przez bohaterów tras. Poszczególne królestwa, ich powiązania, relacje społeczno-gospodarczo-polityczne, a nawet zauważalne zróżnicowanie w stylach architektonicznych, strojach czy zwyczajach ludności robi ogromne wrażenie. Autor zna to wszystko od podszewki, tak jakby naprawdę widział te krainy, poznał ich mieszkańców i ich historię. 

   Warto zwrócić uwagę na ukazanie takich miast jak Dostar, Hilden, Primburg czy stolica Kalicji i porównanie ich funkcjonowania do rodzinnej wioski głównej postaci, tj. Nika. Wielkie metropolie to siatka powiązań ludzi zależnych od siebie nawzajem, by móc normalnie żyć. To również rozwarstwienie społeczne, od nizin po same wyżyny szlacheckich rodzin. Im ktoś ma więcej pieniędzy i znajomości, tym łatwiej mu się żyje, choć jak pokazuje powieść, majątek nie zawsze powstaje w pełni legalnie. W Dostarze czytelnik ma okazję zapoznać się z codziennością domu samego mera tegoż miasta, od obowiązków sług i kuchennych po zbieranie podatków i przyjmowanie funkcjonariuszy królestwa. W Hilden, siedzibie namiestnika, życie tętni pełną parą, intryga goni intrygę, część spraw nigdy nie ujrzy światła dziennego, to przyspieszony kurs dorosłości. Primburg, stolica królestwa, to już wyższy poziom wtajemniczenia. Tu intrygi to chleb powszedni nawet w gronie rodziny władcy. Raj dla kombinatorów i lizusów. Pozwala na zajrzenie do kuluarów wielkiej polityki, zrozumienie labiryntów myśli osób, które za nią stoją. Szpiedzy, tajne kancelarie, wojsko na pokaz i najemni maruderzy. Dokąd zmierza ten szalony świat? 

   Kwestie społeczne to oddzielny wątek powieści, niezwykle bogaty, zróżnicowany i godny dokładnego prześledzenia. Występuje tu mnogość postaci, na podstawie których możemy odtworzyć całą siatkę wzajemnych powiązań i zależności. Na przykładzie zachowań kuchennych z Dostaru czy z Hilden czytelnik dowiaduje się jakie układy panują w ich rodzinach, kto jest jej głową, jakie wartości się ceni, czy występuje powszechny dostęp do edukacji czy jednak jest to zarezerwowane dla wyższych klas, jak powinna prowadzić się młoda panna. Podobnie rzecz ma się z handlarzami, co świetnie widać w scenach na targu. Rozmowy między nimi, negocjacje cen, zagrywki słowne to wspaniałe przedstawienie, którego świadome są obydwie strony, a mimo to, powtarzają za każdym razem ten sam schemat, zmieniając jedynie pewne elementy. Przypomina to nieco targi arabskie, gdzie negocjacja cen jest elementem kultury. Wracając do tematu, klasy wyższe również mają swoje zasady, a wszelki mezalians jest od razu tłumiony, by nie przynieść rodzinie hańby, co innego, gdy wybranek osiąga swoją ciężką pracą odpowiednią pozycję na dworze królewskiego urzędnika i dorabia się majątku. Złoto zmienia postać rzeczy jak widać... Co z mieszkańcami wiosek i mniejszych osad? Tych także nie brakuje w powieści. Są inni, bardziej zahartowani, mniej oszlifowani kulturalnie, bardziej naturalni. Wyjątkiem jest wioska Nika, ale o tym decyduje jej położenie i kwestia stosowania się do przyjętych przez wszystkich reguł ustanowionych przez jej założycieli. 

   Przy kwestiach społecznych warto zatrzymać się na chwilę przy specyfice pewnych zawodów. Wspomniałam już o handlarzach. Pojawiają się także urzędnicy państwowi, m.in. sekretarze, kancelarzyści, skarbnicy, namiestnicy, merowie etc. Dużo ciekawsza wydaje się prezentacja pracy księgarza i farbiarza, którzy są artystami w swoim fachu. Renowacja starych ksiąg brzmi tu jak najczystsza magia, przenikanie powieści minionych dni i darowanie im nowego życia. Co do farb, warto zwrócić uwagę na scenę tworzenia złotej barwy i jakie wrażenie wywiera na patrzących. Ileż to tajemnic jeszcze się przed nami kryje? W tym momencie pojawia się refleksja, że naukę i informacje mamy na wyciągnięcie ręki w postaci łatwo dostępnych źródeł wiedzy, takich jak książki czy internet, ale nie każdy z nas ma ochotę z tego korzystać ze zwykłego wrodzonego lenistwa, a ilu z naszych przodków dałoby się pokroić za takie możliwości jakie mamy dziś. Jako przykład może służyć Niko i synowie mera. 

   W powieści pojawia się również najstarszy zawód świata i to pokazany z nietypowej strony, tj. jako rozwiązanie na przeżycie. Co młoda, piękna kobieta może osiągnąć w obcym mieście, sama, zdana tylko i wyłącznie na siebie? Może stać się żoną, służką, krawcową albo kurtyzaną... "Niko" przedstawia ostatni sposób jako wybór drogi niezależnej, dostatniej, ale i bezpiecznej pod skrzydłami dobrze zorganizowanej opiekunki. To, co dla nas jest tabu, dawniej było jedną z niewielu możliwości dla kobiety. Autor nie ocenia, nie piętnuje, pokazuje jedynie powody wyboru jednej z postaci, tłumacząc jej perspektywę. Jednocześnie pozwala na zabranie głosu w tej sprawie innym bohaterom. 

   Będąc już przy kwestiach społecznych warto zauważyć, że większość znaczących stanowisk przypada mężczyznom. Może to tężyzna fizyczna, może dostęp do edukacji, może stereotypowe podejście do roli płci. Autor udowadnia, że kobieta również może i potrafi dorównać płci męskiej. Odnajduje się nie tylko w roli matki, żony i kochanki, ale umie zarządzać domostwem, wojować, tworzyć intrygi polityczne, stronnictwa i im przewodzić. Bywa niedocenianym graczem. Tu przykładem niech służy dwór samego króla Grzegorza.

   Czy życie sługi ma jakieś większe znaczenie? W jakich warunkach może mieszkać? Jeśli zaczyna chorować, to czy można się go pozbyć? Czy bywa postrzegany jako przedmiot, stary mebel, który można w każdej chwili wymienić? Powieść nie daje jednoznacznej odpowiedzi, ponieważ wszystko zależy od tego, komu się służy, czy bogacz ma ludzkie odruchy serca czy to już stwór podobny tylko wyglądem do człowieka. Historia Nika przestrzega przed tym drugim typem. Tu ważne są relacje sług między sobą. Jeśli mogą na sobie polegać, łatwiej przetrwać trudne chwile. Pomoc, bezinteresowność, szacunek i odruch dobroci serca. Tyle wystarczy. Kwestia pochodzenia nie ma w tym żadnego znaczenia. Wszystko zależy od charakteru i wychowania, jak w przypadku Roberta i Ferdynanda, Sylwii i Ines etc. 

   Jak społeczeństwo odnosiło się do chorych, samotnych? Takich usuwano z pola widzenia, przeszkadzali, byli wrzodem na estetyce pięknego miasta, zagrożeniem dla zdrowych, pożeraczem pieniędzy na leki, nieopłacalną inwestycją, która miała niewielkie szanse na zwrot. W Dostarze funkcjonuje lazaret, który przygarnia najbardziej potrzebujących i opuszczonych, dając im schronienie, wytchnienie i minimum troski, której oczekuje się w ostatnich chwilach. To ostoja człowieczeństwa, mimo panujących tam warunków, dająca nadzieję, że jeszcze złoto nie przeżarło mózgów wszystkich. Bohater książki pokazuje jak ważne to miejsce i jak może ewoluować dla dobra całej społeczności. Ta powieść to fantasy. Czy lazarety istniały naprawdę? Czy takie miejsca prosperowały w naszej historii? Tak, często utrzymujące się z datków, "wolontariuszy" dobrej woli, gdzieś na skraju zabudowań lub poza obrzeżami. Dla zainteresowanych - warto poszperać już w starożytności.

   Ważnym wątkiem poruszonym w powieści, a będącym "na czasie", jest sprawa wojny i pokoju, tego kto o tym decyduje i na podstawie jakich przesłanek staje się agresorem, jakie ma z tego korzyści, jakie zagrożenia niesie stan wojny, jak oddziałuje na życie zwykłych ludzi. "Niko" szczegółowo przedstawia przygotowania, a raczej przeszpiegi do wybadania napięcia na arenie międzynarodowej, zależności między królestwami, powiązania między władcami, działanie kanclerzy i ich sekretarzy, moc dyplomacji i operowanie prawdziwym wojskiem, które uwypukla słowa mającego większą siłową przewagę. Podstęp podstępem, ale wiedza, doświadczenie i odpowiednia strategia to podstawa. Tak samo jest z zaufanymi dowódcami wojsk, którzy muszą myśleć za swoich podwładnych i nie dać się ponieść emocjom. Muszą działać rozważnie, przewidywać różne scenariusze i odpowiadać szybkimi decyzjami na zdecydowanie kroki wroga. Ciąży na nich nie tylko odpowiedzialność za siebie i żołnierzy, ale za losy swej ojczyzny, setek tysięcy ludzi, którzy mogą paść ofiarami przeciwnika. W kontekście konfliktu zbrojnego ogromne wrażenie uczyniła na mnie scena rozliczenia się z dezerterami z pola walki. Dualizm wartościowania swojego życia, a osób, których mieli bronić jest dla mnie porażający. Zgrywanie twardziela przy np. zbieraniu podatków od biednych chłopów, a błaganie o życie w chwili, gdy ktoś silniejszy jest obok jest dla mnie nie do pojęcia. Podwójne standardy. Jednak to uświadamia, ilu takich fałszywych ludzi jest na świecie. Kopią dołki, uważają się za nie wiadomo kogo, a w obliczu zagrożenia tchórzą i pokazują swoje prawdziwe oblicze. 

   Czytanie "Nika" to sama przyjemność dla czytelnika ze względu na styl i języka autora. Cechuje go plastyczność, łatwość wpływania na wyobraźnię czytelnika, naturalność, dostosowanie słownictwa w dialogu pod bohatera, który właśnie wypowiada swoją kwestię. Odniosłam wrażenie, że język bywa lekko stylizowany na średniowieczną modłę, dzięki czemu lepiej czuć klimat tegoż uniwersum. Ta powieść to bogactwo użytego słownictwa. Miód dla oczu. Przez tę książkę się płynie. Nie czuje się przy niej upływu czasu, ona wciąga, pochłania i nie pozwala się od siebie oderwać. Myślę, że to też duża zasługa koncepcji fabuły, ciekawej akcji i jej stopniowania. Dzięki temu czytelnik ma okazję zapoznać się z bohaterami, przyzwyczaić się do nich, a nawet zaprzyjaźnić. To niezwykłe. Niko zapada w pamięć. 

   Książka niby podlega pod fantasy, ale tak naprawdę porusza problematykę aktualną i dla nas. Fabuła nie jest oderwana od rzeczywistości. Posiada elementy charakterystyczne dla tego gatunku, ale jest tak żywa, pełnokrwista, że nie sposób przestać o niej myśleć. Co każdy z nas zrobiłby, gdyby posiadł Dar młodzieńca? Jak zacząłby postrzegać swoich bliskich, znajomych, współpracowników? Taka umiejętność daje nieograniczone pole do popisu, ale zależy kto się nią posługuje. W niepowołanych rękach mogłaby przynieść zagładę. Jaki Dar ma Niko? Nie zdradzę, po to warto sięgnąć po powieść o nim, by samemu się przekonać, a to dopiero pierwszy tom z planowanych czterech.

  Warto przy tym wszystkim zwrócić uwagę na sposób wydania tejże książki. Odpowiednia wielkość czcionki, która nie męczy oczu, dobra jakość papieru, niewielka ilość literówek, dbałość o jakość tekstu nie tylko w sensie ortograficznym, ale również stylistycznym i gramatycznym, podział na rozdziały, które pozwalają na próbę wprowadzenia dawkowania tej historii, piękne ozdobniki przy stronie rozpoczynającej rozdział. Czego chcieć więcej? Zagadką pozostaje okładka. Czyżby to sam Niko wychylający się z cienia swego losu? Czyhający ze swym Darem na niespodziewających się tego ludzi? 

   Historia chłopaka pochodzącego z małej wioski przypadła mi do serca. Paweł Kolarzyk wykonał naprawdę ogrom pracy w kreacji tego świata, przemyśleniu każdego jego elementu, a przede wszystkim zbudowaniu postaci samego Nika. To nie lada gratka dla czytelnika. Uważam, że w kolejnych tomach przy utrzymaniu tego poziomu pisarz może jeszcze nieźle namieszać i wznieść się jeszcze wyżej, używając do tego już składników fantasy. Jakich? Tu wspomina się o magii, bogach, dziwnych stworach, a co jeśli one naprawdę gdzieś tam istnieją i wpływają na rzeczywistość królestw? Warto wziąć pod uwagę, że to debiut powieściowy, a jakże smakowity.

   "Niko" to nie tylko powieść fantasy dla fanów tego gatunku, odnajdą się w niej również sympatycy historii rycerskich, klimatu średniowiecza, intryg politycznych i działania tajnych szpiegów, których bohaterowie nie są płaskimi kukiełkami, ale przedstawiają sobą coś więcej, głęboką analizę psychologiczną, gdzie każdy ich krok ma korzenie w przeszłości i prowadzi do określonych konsekwencji w przyszłości. To opowieść o dojrzewaniu młodzieńca, o jego problemach, o wyzysku klas niższych, o budowaniu relacji i zaufania, o kreowaniu siebie w oczach ludzi, o szacunku, o znaczeniu wychowania i wpojonych zasadach, o roli nadziei i walczeniu o swoje, o nie poddawaniu się nawet w najbardziej tragicznych sytuacjach, o znaczeniu informacji, która daje władzę, o wojnie i pokoju, który nie jest dany raz na zawsze... To historia z drugim dnem. Uważam, że podczas każdej kolejnej lektury tego tekstu znajdzie się w nim nowe treści, coś, na co wcześniej nie zwróciło się uwagi. 

   "Niko" Pawła Kolarzyka zaskoczył mnie. Nie spodziewałam się tak wysokiego poziomu, takiego dogrania szczegółów, takiej harmonii w treści. Jestem pozytywnie zaskoczona i pod wrażeniem jakości powieści. Polecam z czystym sumieniem.