Recenzje tematycznie

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dobrebopolskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dobrebopolskie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 marca 2023

162) "Szata z piór" Magdaleny Wolff

  Leśna głusza, szemrzący w oddali strumyk, odgłosy zwierząt. Cuda natury. Czego chcieć więcej? By życie w takim miejscu nigdy się nie skończyło, a ludzkie sąsiedztwo nigdy nie zawitało do naszego azylu. Takie marzenia tyczą się niejednego leszego i niejednej boginki, lecz ludzi jak na złość wszędzie więcej i więcej. Co począć? Jak temu przeciwdziałać? Jak zachować puszczę, taką pierwotną? Jednak czy wszyscy ludzie są tacy źli? Czy są tacy, co szanują leśne stwory i matkę ziemię? Czy potrafią przeciwstawić się swoim ziomkom i wytłumaczyć, by nie niszczyli darów przyrody?

   Tak mogłyby wyglądać rozważania mieszkańców słowiańskich lasów, gdyby rodzima wiara wciąż trwała. Czy byłby możliwy kompromis między nimi a ludźmi? Jak przebiegałaby taka koegzystencja? Co w razie naruszeń wspólnie poczynionych postanowień? Kto sądziłby rzezimieszków? Jakie byłyby kary?

   Mój świat stanął na głowie za sprawą powieści pasjonatki mitologii wszelakich, Magdaleny Wolff. Drugi tom serii "Moc Korzeni" pt. "Szata z piór" jest głęboko inspirowany i osadzony w słowiańskich realiach wierzeniowych, gdzie ludzie żyją obok stworza i bogów, wpływając na siebie wzajemnie. To świat, gdzie legendy i baśnie przeplatają się z rzeczywistością, a historia jest wielce poważana i stanowi punkt wyjścia dla wyobraźni autorki. Skąd jestem tego taka pewna?

   Na początek warto przyjrzeć się geografii uniwersum Wolff. Sławianie, ich zachodni sąsiedzi mocno podchodzący pod niemieckojęzyczne narody, północni - z ich pierwotnymi nordyckimi bogami oraz co ważne - aspekty religijne, tj. politeistyczni Sławianie i monoteistyczni mirianie. Czy czegoś Wam to nie przypomina? Właśnie. Nasza własna historia, lecz czytelniku pamiętaj, to powieść fantastyczna, a nie historyczna.

  O czym opowiada "Szata z piór"? Warcisława, zwana również Wreną, wyłania się z lasu w towarzystwie Szarego i rusza ku swemu przeznaczeniu, by odzyskać odebraną jej podstępem ojcowiznę i pomścić śmierć najbliższych. W lesie przeszła już próby u Baby Jagi, pokonała liczne przeszkody, walczyła ze żmijem. Przeżyła. Co może ją spotkać wśród ludzi? Na kogo będzie mogła liczyć, a kto ją zdradzi? Kto stanie jej się powiernikiem i przyjacielem, a kto wrogiem? Dziewczyna musi udać się do Świerków, kuzynostwa, by zyskać wsparcie w swojej sprawie i udowodnić, że warto iść za nią. Poza tym czeka ją jeszcze podróż do kniazia Dargorada, najbardziej wpływowego pana po tej stronie puszczy. Co jeszcze kryje się za rogiem?

   Wacia dojrzała, wie, co jest jej celem, ale bywa zagubiona, niepewna siebie, musi zakładać maski wśród obcych, by chcieli ją wesprzeć. Jest młodą dziewczyną, którą los już srodze doświadczył. Nieszczęśliwe małżeństwo, śmierć bliskich, utrata domu i konieczność szybkiego dojrzenia do bardzo ważnych i odpowiedzialnych decyzji, brzemiennych w niespodziewane skutki. Jak na ten wiek to za wiele na jedną osobę, lecz przy pomocy prawdziwych przyjaciół ma szansę na powodzenie i zrozumienie samej siebie. Jej postać spina całą fabułę, jest barwna, niejednoznaczna, dająca się lubić i poznać. Jest kimś, komu warto zaufać, otworzyć się przed nią. Jest szczera i lojalna. O swoich walczy jak lwica.

  Jastrzębcówna to główna bohaterka kobieca, ale nie można pominąć pozostałych. Równie ważna jest Gerda von Hewen, na zewnątrz nieustępliwa, odważna, śmiało krocząca przed siebie, a w środku niepewna, łaknąca akceptacji i miłości. Warto też bliżej przyjrzeć się Mirce, kapłance i podopiecznej Pężyrki. Choć młoda i nieco zagubiona w swoich uczuciach, to wie, co ważne i dobre. Ma ogromne serce. Jest jedną z tych, która może pomóc Waci w powrocie do domu.

   Kobiety u Magdaleny Wolff są różnorodne. Jedne - pionki w grze mężczyzn, inne - same stawiają warunki i poruszają nitkami kukiełek. Jednak każda z nich ma własne marzenia, motywacje i lęki. W sytuacjach podbramkowych potrafią być silne, stanowić opokę dla innych, zepchnąć złe wspomnienia daleko i przemienić je w moc. Są potężne swoją kobiecością, nie ciałem, lecz duchem. Waleczne. Dążące do swoich racji. Wiele z nich jest godnych naśladowania.

   Spośród mężczyzn warto zwrócić uwagę na Snowida, Winanda i Lestka (sic!). Towarzyszą bohaterkom, są przyczyną ich trosk i radości. Bywają przyjaciółmi, kochankami i wrogami. Mają w sobie coś, co przykuwa uwagę i nie pozwala odwrócić od nich oczu. To mężczyźni z tajemnicą, z tzw. przeszłością. Choć są tak różni i odmienni od siebie... bez nich ta historia byłaby pusta. Są tym niespokojnym duchem, który napędza fabułę, może nawet nieświadomie, a przy okazji uczą. Otwierają przed czytelnikiem nowe horyzonty, nowe możliwe interpretacje ich zachowań i wpływu na Wacię, Mirkę oraz Gerdę. 

  "Szata z piór" to powieść wielowątkowa, skupiająca się przede wszystkim na międzyludzkich relacjach, które bywają trudne i skomplikowane, tak samo bolesne, co radosne, pełne uniesień i chwil zwątpienia. Jest tu miłość partnerka, hetero- i homoseksualna, pokazane podejście do niej, strach przed przyznaniem się do niej, przed opinią otoczenia, chęć dostosowania się do wymogów społecznych, które narzucają pewne schematy. Jest tu siła przyjaźni, która może przenosić góry i uskrzydlać, dawać oparcie i wiarę w siebie, nadzieję na wyjście z kryzysu, poczucie radości z tego, kim się jest i jaką ścieżkę się obrało. Jest tu mowa o ludzkiej dobroci i empatii, bezinteresownej pomocy, którą może otrzymać każda ofiara przemocy. Autorka pokazuje, że rodziną mogą być przyjaciele, a nawet obcy ludzie, którzy dadzą z siebie więcej dobra niż ci, z którymi łączą nas więzy krwi. Nie ma tu tematu tabu, nie ma lukru. Kobiety bywają przedmiotowo traktowane przez bliskich, jak towar wymieniane na inne dobro. Są bite, gwałcone. Noszą ślady po swoich oprawcach. Niektóre to złamie, podporządkują się, inne zawalczą o siebie, uciekną lub się przeciwstawią, powiedzą dość. U Wolff jest nawet takie specjalne miejsce, gdzie mogą znaleźć bezpieczną przystań. Ludzkie relacje to także zazdrość, zawiść, nienawiść, obłuda, dwulicowość, podszyte intrygami i podstępami. W tej powieści tego nie brakuje. Co rusz można natknąć się na ich przykłady. 

   Bywają sytuacje, gdy trudno okiełznać emocje. Skąd wiemy, co do kogo czujemy? Czy to na pewno to? Jak łatwo przejść z zakochania do nienawiści, ze słodkich słówek do złośliwych uwag? Bohaterowie tej książki bywają zagubieni, nie tylko w świecie zewnętrznym, ale i wewnętrznym, który bywa istnym labiryntem. Warcisława, Szary, Mirka, Lestek, Gerda, Winand i wielu innych. Każdy ma własne demony, z którymi musi zmierzyć się sam.

   Postacie ludzkie u Magdaleny Wolff są barwne, zróżnicowane, każda o własnej historii. Są niezwykłe. Należy zwrócić uwagę na to jak autorka zarysowała ich portret psychologiczny, jak wiele czasu musiała na to poświęcić i z jakim skutkiem. Jestem pod ogromnym wrażeniem.

   Świat ludzi to i walka o władzę. Tu warto zwrócić uwagę na bogatą szatę intryg i strategii wojennych. Nie tylko knowania, ale i same przygotowania. Duża szczegółowość opisów pozwala na wyobrażenie sobie tego. Ponadto pisarka przedstawia przy tym funkcjonowanie możnych dworów, zarówno w dni powszednie, jak i świąteczne. Dzięki temu czytelnik może być uczestnikiem uczty, zwiedzić prywatne komnaty Wasi u Świerczyńskich i w Turzycach, może oglądać bitwę, a nawet opatrywać rannych. Przy poruszeniu kwestii politycznych mocno zaznaczane są zagadnienia finansowe, tj. przewidywanych zysków i strat, co przeważa na decyzje możnych. Można z kimś dobrze się bawić podczas uczt, ale to nie jest powód do podjęcia ryzykownych kroków. Potrzebne są dobre argumenty i konkretne możliwości. Przykładem wytrwanego gracza politycznego jest Dargorad i Snowid. Mają żyłkę do tego i rozeznanie w ludzkich charakterach.

   Do tej pory poruszyłam tylko ludzką warstwę powieści. Co z tą słowiańską, nadprzyrodzoną? Uniwersum M. Wolff tchnie tą starodawną magią, zaklętą w leśnych ostępach, promieniach słońca, kroplach deszczu, w ziemi i w ogniu, tą, która otacza nas każdego dnia, magią rodzimej wiary i wierzeń, która płynie w naszych sercach, wypita z mlekiem matki, przekazana z krwią przodków. W "Szacie z piór" znów można spotkać leszych, leśne panny, biesa. Pojawi się również wątek latawców. Jest nawet sam Boruta. Czytelnik może również spotkać bogów. Jest Perun pod postacią Jasza, Dziewanna, Marzanna, Nyja i Weles. Są tak samo realni jak ludzie. W tym tomie bardzo wyjątkową sceną są odwiedziny Nawii. Miejsce pełne metafor i symboli, o niezwykłej atmosferze, działające na wyobraźnię. Mówiąc szczerze to właśnie ta sfera mnie całkiem pochłonęła. 

   W tym momencie należy zwrócić uwagę na to jak ludzie podchodzą do wiary i bogów. Jedni bywają sceptyczni, inni - fanatyczni, lecz każdy szanuje tradycje przodków. Bogowie cieszą się szacunkiem. Na ziemiach Sławian powszechnie występują chramy i kąciny. Kapłani są poważani przez ogół społeczeństwa przez wzgląd na pełnioną funkcję. Kogoś, kto podniesie rękę na wizerunki bogów lub ich przedstawicieli czeka surowa kara. 

   Pomiędzy ludzkim a nadprzyrodzonym światem kręci się Szary, leszy, niezwykle ważna postać i jednocześnie ta, do której mam największą słabość. Kocha wolność, ale to miłość go napędza. Jest na rozdrożu, musząc wybrać, to, co najistotniejsze. Jego kreacja chwyta za serce. Ucieleśnia ducha tej powieści. Jest tym, czego szuka większość z nas. Ostoją, bezpieczeństwem, domem, portem, w którym zatrzymujemy się po morskim sztormie...

  Ta książka utkana jest z uczuć i wiedzy. "Kukuła i wrona" była świetna, ale "Szata z piór" jest doskonała, wybitna. Fabuła jest dokładnie przemyślana, rozpoczęte wątki łączą się w subtelną całość, krok po kroku pokazując czytelnikowi kolejne elementy układanki. Panuje tu równowaga pomiędzy akcją a przystankami spokoju. Napięcie przeplata wytchnienie. Czytelnik co rusz jest zaskakiwany pomysłowością autorki i postępkami bohaterów. Zakończenie potęguje ciekawość i wzmaga apetyt na kolejny tom. Po powyższym można wnioskować, że M. Wolff ma prawdziwy talent. Potwierdza to tylko styl i lekkie pióro, pełne poetyckości i plastyczności, które za pomocą słów rozpyla pełną paletę barw. Opisy są żywe, jakby wyjęte prosto z fantazji pisarki i postawione tuż przed nosem czytelnika. Cechuje je ogromna drobiazgowość. Są one ciekawym przerywnikiem akcji, a jednocześnie rozbudowują uniwersum.

   "Szata z piór" M. Wolff to przepiękna słowiańska fantastyka o sile miłości, przyjaźni i przeznaczenia, która krzewi rodzimą wiarę, przybliża ją czytelnikowi, a jednocześnie tworzy odrębną całość od naszej rzeczywistości. Autorka zgrabnie wplata elementy słowiańskiego dziedzictwa jak np. postać Wandy czy wyobrażenie zaświatów do swojej własnej powieści. Są one ze sobą tak mocno związane, że oddzielnie nie mogą funkcjonować, ponieważ obraz byłby niepełny. Porusza trudne tematy, często będące kulturowymi tabu. Pokazuje związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy decyzją a konsekwencjami, tym samym zmuszając do głębszej refleksji o świecie i nas samych. To dzieło grające na strunach duszy zapomniane przez nas melodie. Budzi tęsknotę za dawną wiarą, jej siłą i magią. Jej rytm pobrzmiewa w uszach jeszcze długo po zakończeniu lektury. 

   Z całego serca polecam "Szatę z piór". Jestem pewna, że poruszy każdą osobę, dla której rodzima wiara i kultura są czymś ważnym, budującym tożsamość.

   Oby więcej takich książek na naszym rynku wydawniczym!

piątek, 15 lipca 2022

140) Coś dla młodszych i starszych - "Wisielcza Góra" Pauliny Hendel

  Czy na świecie mogą jeszcze istnieć miejsca nieznane naszej cywilizacji, plemiona zapomniane przez czas, obszary nienamierzalne przez satelity? Ukrycie będzie tu zabiegiem celowym czy tylko zwykłym przypadkiem? Jak świat postrzegaliby mieszkańcy takiego miejsca, a może on ograniczałby się tylko do konkretnych granic, za którymi czaiłoby się zło?

  Tym razem Paulina Hendel zabiera czytelnika do niewielkiego miasteczka położonego gdzieś w Polsce pośród gęstego lasu, wręcz puszczy, ukrytego przed resztą świata, gdzie czas się zatrzymał. Grobowice są niezwykłe, to mała wspólnota, społeczność, która hołduje dawnym tradycjom i wartościom, nie gnając za współczesnymi bożkami ze złota i pieniądza. Tam liczy się rodzina, dziedzictwo kulturowe, historia. Jednak czy mieszkańcy są tak mili dla wszystkich? Czy mają swoje tajemnice? Jak traktują obcych? Czy korzystają z dóbr współczesności?

   Powieść "Wisielcza Góra" to fantastyka słowiańska, osadzona współcześnie we wspomnianej już miejscowości. Główni bohaterowie to rodzeństwo Sokołów, które ze względu na niesnaski między rodzicami musi wyjechać z dotychczasowego domu i przenieść się do nieznanych wcześniej ciotek ze strony ojca. Anka, Antek i Nastka nie są zachwyceni wizją przeprowadzki na pół roku gdzieś w głuszę do zupełnie obcych ludzi. Miastowi na wsi? Nie chcą nawet o tym myśleć, ale wiedzą, że muszą, do tego zmuszają ich okoliczności. Czy tu sobie poradzą? Czy zaprzyjaźnią się z kimś? Czy raczej zanudzą się i zatęsknią za dużym miastem? Czego dowiedzą się o swojej rodzinie? Czy te wakacje zapamiętają do końca życia? Jakie tajemnice mogą skrywać Grobowice, których nawet nie można znaleźć na mapach satelitarnych?

   Rodzeństwo niewątpliwie gra pierwsze skrzypce. Wydaje się, że przyciągają kłopoty pod każdą postacią. Czy to ich pojawienie się w miasteczku wywołuje serię pechowych zdarzeń? Anka jest najstarsza, ma siedemnaście lat, uwielbia być w centrum zainteresowania, spontaniczność i pójście na żywioł to jej drugie imię. Kocha zakupy i kosmetyki. Ma cięty język. Strzela celnymi ripostami na lewo i prawo. Wystarczy tylko ją sprowokować, a od razu użyje swojej tajnej broni. Uwielbia krytykować i śmiać się z brata. Chłopak ma szesnaście lat, jest nieco wycofany i zamknięty w sobie, z trudem przychodzi mu nawiązywanie nowych znajomości, lubi czytać. Jest ostrożny, rozsądny, inteligentny. Nade wszystko kocha swoją młodszą siostrę, Anastazję, która liczy sobie tylko osiem wiosen, ale za to dostrzega to, czemu inni nie poświęcają uwagi. Jest mądra, spostrzegawcza, bystra, energiczna, ciekawska. Kocha zwierzęta i jest bardzo wrażliwa na ich krzywdę.

   W Grobowicach nasze Sokoły poznają Leszka, Wojtka, Dobrą i Miłę, którzy pomagają im się zaaklimatyzować w nowym miejscu, pokazując lokalne atrakcje, nie zawsze pochwalane przez dorosłych. Nowi znajomi w pewnych kwestiach początkowo są bardzo tajemniczy i zdystansowani, ale dlaczego? To już sekret do odkrycia przez czytelnika.

   Spośród rodzeństwa najciekawszą postacią wydaje się Nastka, która ze swoim zmysłem obserwacji mogłaby stać się bohaterką kolejnej samodzielnej powieści. Jest niebanalna, co rusz zaskakuje, pojawia się w najmniej oczekiwanym momencie, jej uwagi są dojrzałe i przemyślane. Z kolei spośród grobowiczan na uwagę zasługuje Leszek, który niejedno serce mógłby skraść, nie tylko ze względu na wygląd, ale przede wszystkim na charakter. Jest ciepły, troskliwy, opiekuńczy, wyrozumiały, zawsze służy pomocą i radą, za przyjaciółmi poszedłby w ogień, ceni tradycję, choć nie stroni od nowoczesności.

   Paulina Hendel przedstawia w tej książce jedną z najsilniejszych więzi społecznych, jakie istnieją, tj. rodzina i przyjaciele. Pierwsza na przykładzie Sokołów jako rodzeństwa, ich ciotek i kuzynostwa. Co by się nie działo, rodzina stoi za sobą murem i może liczyć na siebie w najtrudniejszych chwilach. Więzów krwi nic nie jest w stanie zniszczyć. Dzieciaki, mimo pozornie surowego podejścia ciotek, wiedzą, że są przy nich, choć jak się okazuje dopiero podbramkowa sytuacja im to udowadnia. Natomiast pokazana tu przyjaźń stopniowo ewoluuje. Młodzi spędzają ze sobą sporo czasu, przeżywają wspólne przygody, łączą ich tajemnice, lecz tak zżywają się ze sobą, że niełatwo byłoby ich rozdzielić. Mimo krótkiej znajomości, jedni dla drugich gotowi byliby zaryzykować własnym życiem. Są razem na dobre i złe. Sokoły otwierają się, przestają grymasić, zaczynają dostrzegać to, czego im brakowało w wielkim mieście, tj. realnych znajomości, prawdziwych ludzi i uczuć, szczerych przyjaźni. Przyjaciele to rodzina, którą sami sobie wybieramy i to w przypadku rodzeństwa zdaje egzamin. 

   Autorka pobieżnie zarysowuje przeszłość Anki, Antka i Nastki, przez co czytelnik może zrozumieć ich niektóre zachowania i postawy. Sytuacje w Grobowicach ułatwiają poznanie ich i zerwanie z nich masek. Między wierszami czyta się ich portret psychologiczny. 

   W powieści przedstawione są m.in. zatargi polityczne, strach przed zmianą, czymś nowym, co w tym małym miasteczku traktuje się świętym oburzeniem. Podążanie za utartymi schematami to bezpieczna droga, ale do czasu, gdy nie przerodzi się w fanatyzm i obsesję. Każde pokolenie ma swoją ścieżkę i prawo wyboru. Nie można go ograniczać przez odwoływanie się do tradycji. Na przykładzie Grobowic Hendel ukazuje wszystkie niebezpieczeństwa z tym związane, od niechęci sąsiadów zaczynając, wścibskie plotki po osobiste ataki. Przedstawia jak w takim położeniu czują się młodzi ludzie, którzy borykają się z własnymi dramatami, to jeszcze na dokładkę dostają niechęć od całkiem obcych ludzi tylko za to, że śmieli przyjechać do ICH miasteczka. Ta perspektywa przeraża, ale i uczy do czego to może doprowadzić.

   Książka porusza też kwestię igrania z "żywiołami". Młodzi ludzie często uważają się za na tyle dojrzałych, że wkraczają na niebezpieczne tory, by udowodnić to sobie i rówieśnikom, nie do końca bacząc, a nawet nie zdając sobie sprawy z możliwych konsekwencji. Chcą być samodzielni, pragną mieć swoje sekrety, nie mieszają dorosłych do swego życia, a to może prowadzić do tragedii. Bohaterom "Wisielczej Góry" nieraz udaje się umknąć w ostatniej chwili, ale to łut szczęścia. Czy nie byłoby łatwiej pogadać z dorosłymi, wyłożyć karty na stół i domagać się wyjaśnień? Może i tak, ale nie byłoby dreszczyku emocji i przygód. Autorka ostrzega przed takimi eskapadami, ich możliwym zakończeniem i stosem czyhających niebezpieczeństw. Uczy rozsądku i przestrzega. Daje ostrzeżenie przed brawurą.

   Świat nie jest czarno-biały. Ci z pozoru dobrzy mogą okazać się źli i odwrotnie. Nie ma na to jednoznacznej recepty. Trzeba uważać na to komu się ufa. Zawsze warto być ostrożnym i kierować się rozsądkiem. A nuż okaże się, że rozwaga ocali życie...

   Wspomniałam, że to powieść fantastyczna, słowiańska. Tak, ten klimat tu naprawdę czuć. Wierzenia naszych przodków tu żyją i mają realny wpływ na życie mieszkańców. Można tu spotkać demony domowe i dzikie, dobre i złe, o wolnej woli i poddane komuś. Autorka opisuje ich zachowania, wygląd, dając czytelnikowi ogólne pojęcie o ich charakterystyce. Te przedstawienia są tak realne i plastyczne, że prawdziwym wyzwaniem byłoby niewyobrażanie sobie ich tuż obok siebie. Działa przy tym nie tylko zmysł wzroku, ale i węch. Czasem aż czuć odór gnijącego mięsa czy nieświeży oddech. Na kogo się tu natkniecie? Niełatwy to wybór, bo i stworów masa, ale bliżej można zapoznać się z domowikiem (tu jako domownik), kłobukiem, żądlicą, biesem. Pojawia się i baba cmentarna, bzionek, borowy (leszy). Największym zaskoczeniem jest mamon. Ciekawi mnie czy to prawdziwa pomroka czy pomysł pisarki. Zamysł w powieści arcyciekawy. Ponadto zostaje poruszony temat bogów, którzy "zamieszkiwali" dawniej te ziemie. Kto jest patronem Grobowic? Herb mnie zmylił i zaskoczył, nie na takie bóstwo stawiałam. Warto też nadmienić celebrowanie dawnych świąt typu Noc Kupały, Święto Plonów czy Szczodre Gody, choć tu jedynie wspomniane. Zwróćcie też uwagę na wspominki dzieciaków o szkole. W programie nauczania mają dawne rodzime wierzenia oraz historię i kulturę swojego regionu. Genialny pomysł! Tylko pomyśleć, ile miłości i ciekawości szkoła mogłaby w ten sposób zaszczepić młodym pokoleniom do własnych korzeni! Paulina Hendel lub ktoś z wydawnictwa We Need Ya powinien tę powieść podesłać do Ministerstwa Edukacji. 

   Całkowicie przepadłam przy opisie świętego gaju. Klimat tego miejsca stworzony przez autorkę jest nie do opisania. Coś niezwykłego! Na czym polega ta magia? Może w starym drzewostanie, błogiej ciszy przyrody niezakłócanej ludzką mową, gdzie jedynymi źródłami dźwięku są wiatr, szum liści, mowa zwierząt. Może to te pojedyncze promienie słoneczne przemykające między gałęziami, może to leśne runo, miękkość mchu pod stopami, stare głazy pamiętające dawne modlitwy i błogosławieństwa. Może to echa przeszłości zaklęte w tej ziemi. Może ten skrawek niesie w sobie iskierkę nadziei. Nie wiem, ale w tym miejscu, w tym konkretnym fragmencie, poczułam się jak w domu. Na swoim miejscu. Niezwykłe doznanie.

  "Wisielcza Góra" to książka przeznaczona dla młodzieży, ale opisana jest takim językiem, że i starszy czytelnik będzie się świetnie przy niej bawił. Świetne opisy, naturalne dialogi pełne przekomarzania się rodzeństwa i buńczucznych odzywek nastolatków, zróżnicowani bohaterowie, wartka akcja, dobrze przemyślany i rozplanowany punkt kulminacyjny, na który poświęcono odpowiednią ilość miejsca, lekkie pióro autorki i umiejętność wciągnięcia  czytelnika już od pierwszej strony w świat przedstawiony (bogaty, realny, szczegółowy, mogący znaleźć się w sąsiedztwie). Dzięki temu przez lekturę się mknie, nie zauważając upływu czasu. Na końcu zostaje tylko pytanie, dlaczego to już koniec. Co dalej?

   Powieść Pauliny Hendel to historia trójki rodzeństwa skazanej na szybkie wdrożenie się w nową rzeczywistość bez taryfy ulgowej w miejscu zapomnianym przez resztę Polski i świata. Opowiada o sile i znaczeniu w życiu każdego z nas przyjaźni i więzów rodzinnych, o wartości zaufania, lojalności i odwagi. Ostrzega przed bezmyślnością i brawurą, pokazując konsekwencje nieodpowiedzialności. Porusza temat zamkniętych społeczności i skrajnej tradycjonalności. Nie boi się utrzeć temu nosa. Wskazuje wady i zalety, dając samodzielnie dokonać oceny końcowej. W dodatku to wszystko doprawia słowiańskością, od wierzeń zaczynając, na kulturze kończąc. Świetnie skonstruowana i napisana. Pięknie wydana. To według mnie obowiązkowa lektura dla każdego miłośnika słowiańskiej fantastyki, dla młodszego i starszego.

Warto, naprawdę warto!

niedziela, 19 czerwca 2022

137) Komedia kryminalna w wykonaniu Marty Kisiel - "Nagle trup"

   Ałtorka (to nie błąd, a nazwa własna), zwana powszechnie Martą Kisiel, zaistniała w życiu wielu z nas za pomocą fantastycznego "Dożywocia". I tak leciała książka za książką aż szanowna pisarka obudziła w sobie żyłkę do innego gatunku - komedii kryminalnych. Był "Dywan z wkładką", była i "Panda" z przesłodką i przeuroczą Tereską, Psicą, o której to zapomnieć nie można, no i oczywiście z teściówką, która Tereskę zna, lubi i szanuje. Śmiech przez łzy czy łzy przez śmiech, nieważne, efekt ten sam. Czytelnik rechocze sam do siebie, a świadkowie zastanawiają się czy to już czas, by dzwonić po pogotowie czy to zwykły odruch bezwarunkowy. Oj umie ta Kisiel w to, oj umie. To, że Tereska to wiadomo. Tam ekipa nie zawiedzie, ale co gdy na horyzoncie zamajaczy zgoła inne towarzystwo, nie mniej pofiksowane, lecz czy z tym samym humorem i luźną interpretacją rzeczywistości?

   Wraz z wydawnictwem "Mięta" szanowny Kiśl wypuścił w świat powieść zwaną "Nagle trup". Wnikliwy zapyta, ale jaki trup i czemu nagle? Tak sam z siebie czy z pomocą osób trzecich? I gdzie ten trup? Tak publicznie czy jednak bardziej prywatnie? Wyjściowo, w głębi czy całkiem na wylocie? Gdzie raczył wydać ostatnie tchnienie? Zwoje mózgowe przepalają się na rubieżach domysłów. Ach, dokąd, ach, dokąd tak pędzisz ma mózgownico? Poczekaj, zwolnij, daj się dopaść intuicji wszelakiej, bo może tuż pod nosem rozwiązanie leży. A dokądże to pobieży? Zagadka, nie zając, nie ucieknie. Chwila relaksu, a trup sam się znajdzie i wszystko wyjaśni. Na zimno, krótko i rzeczowo. Jak ma to w zwyczaju. Po trupiemu.

   "Nagle trup" to chwytliwy tytuł. Przewrotny, krótki i zapadający w pamięć. W tej komedii Marta Kisiel wraca w pełni glorii i chwały ze swoim specyficznym humorem, czarnym i ociekającym od ironii oraz sarkazmu. Jak mi tego brakowało! Jej styl na nim wspiera swoje filary, toż to fundament kiślowatości. I taką ją lubię najbardziej. 

   Tym razem pisarka funduje czytelnikom podróż po wydawnictwie JaMas, które to nie jest ani znane, ani wybitne, ale na pewno pokręcone. Wystarczy spędzić tam jeden dzień, by nabrać podejrzeń co do słowa "normalność", które chyba musi zostać od nowa zdefiniowane. To wycieczka z atrakcją, z trupem w roli głównej, który jest z kolei przyczynkiem do poznania większych tajemnic pracowników. "Życie, życie jest nowelą, raz radosną" a raz kompletnie niepojętą. Wydawnictwo, trup, książka, majaczący bestseller na horyzoncie, a z tyłu strach o przetrwanie i walka, walka o przydawki, przecinki i słowa. Słowa, które mogą unieść do raju lub wpędzić do grobu. Bycie redaktorem to niebezpieczny zawód, dobry dla ryzykantów, co to lubią na szali kłaść swe życie. Cały sztab ludzi czuwający nad literkami i składem, a nawet samą treścią! I jeszcze do tego PEH czyli promocja i handel, krwawe boje w social mediach, wojny o emotki i kciuki w górę, byle więcej followersów, byle więcej udostępnień. Jak trup, to i służby mundurowe. Szanowny Pan Pozgonny i Mogiła, co to jeden mruk i prawie niemowa, a drugi w lot łapiący chrząknięcia pierwszego i tłumaczący to na ludzki. Wydawnictwo i policjanci. Ach, śmietanka towarzyska, bez dwóch zdań. A w tym wszystkim trzeba dojść czy trup zszedł sam, a może zległ, czy ktoś maczał w tym palce, ewentualnie inne kończyny. Samo życie!

   Po pierwsze należy zauważyć, że uniwersum "Nagle trup" należy traktować z przymrużeniem oka, w każdej kwestii, od działania firmy, od policji po bohaterów. Tu gag goni gag i choć łzy śmiechu nie leją się ciurkiem, to wywołuje szeroki uśmiech.

   Po drugie mocnym akcentem są przerysowane, wręcz karykaturalne postacie, w których to jedna lub dwie cechy decydują o całym jestestwie. Perfecto! Wystarczy spojrzeć na Olafka, Areczka czy majstersztyk - Głazinę. Ile kreatywności potrzeba, by stworzyć cały peleton takich charakterków, a każdy to odmienny typ. Nie ma tu miejsca na głębokie rysy psychologiczne, chociaż zostaje poruszonych kilka wątków pobocznych o nieco poważniejszym wydźwięku.

  O czym mowa powyżej? Uzależnienie emocjonalne, przemoc finansowa w związku (Pan Paragon się kłania), brak zażyłości między małżonkami ze względu na odległość, różnica wieku w związku, stereotypowe podejście do płci i zawodów, podział zadań między rodzicami w wychowaniu dziecka, życiowe priorytety i ich hierarchia, znaczenie rodziny z wyboru w życiu, realizacja siebie na emeryturze. To tylko niektóre, a myślę, że bystre oko dostrzeże jeszcze kilka perełek. 

   Po trzecie - silną stroną tejże komedii jest wspomniany już styl i język autorki. Warto zwrócić uwagę na konstrukcję myśli narratora i dialogów między postaciami. Czy przy tym można pozostać poważnym? Moim zdaniem nie. Sama budowa i przekazane treści zmuszają nawet największego poważniaka do podniesienia kącików ust. 

   Po czwarte - zagadka kryminalna, kto zabił redaktora. Przesłuchania, które dają poszlaki, dziwne zachowania współpracowników, posądzenia o romanse i inne zależności, sprawdzanie technologii zainstalowanej w służbowym wychodku, szmery i bajery, ale większość tropów prowadzi na śledcze manowce, choć zdradza co nieco z życia intymnego bohaterów. Co może policjantów zaprowadzić na ten właściwy szlak? Albo kto? I gdzie jest prokurator? Może to on by rozszyfrował denata? Czy już Buli dojechał albo czy w ogóle wyjechał?

   Po piąte i nie mniej ważne, trwa konflikt o możliwość realizowania podstawowych potrzeb pracownika i człowieka, lecz czy służby mundurowe mają prawo odmówić TAM dostępu? Czy firma z wyższego piętra nie może podać pomocnej dłoni, a raczej papieru o specjalnym przeznaczeniu?

   No gdzie jest ten zabójca, no gdzie, jeżeli w ogóle jest? Gdzie się skrywa, jakie miał motywacje? Dlaczego akurat Chojnowski? Czy jednak zszedł z tego padołu sam, samiuteńki, a cała afera jest o nic? Gdyby to było takie proste...

   Naprawdę dobrze bawiłam się przy tej książce. Jest świetna jako sposób na rozluźnienie, odstresowanie się, poprawienie humoru czy po prostu na wolne, niezobowiązujące popołudnie. Po poważnych knigach naukowych i trudnych tematycznie powieściach ta pozycja jest jak wytchnienie, powiew świeżości, która daje chwilę przerwy na regenerację, by potem znów sięgnąć po cięższy kaliber.

   Dla kogo "Nagle trup" będzie odpowiednią lekturą? Dla złaknionych rozrywki, humoru, z zagadką w tle. Na pewno dla fanów Marty Kisiel i jej podobnych twórców. Przy lekturze należy pamiętać, że to nie jest klasyczny kryminał, lecz komedia kryminalna, z czego ten pierwszy człon najlepiej oddaje jej charakter.

   Czy polecam? Zdecydowanie.

sobota, 26 marca 2022

125) Przełamywanie tabu, czyli "Mogiłka" Agaty Kasiak

   W życiu są czasem takie sytuacje, które zaskakują, bywają nieprzewidywalne, praktycznie niemożliwe, a jednak. Wówczas rodzą się pytania, jak to się stało, jak do tego doszło, co mogło być przyczyną. Czasem takie wrażenie wywołuje również nasza własna reakcja lub bliskich osób. 

   Czymś co wywołało u mnie szok, a nawet zaskoczenie była książka, a raczej jej treść, a dokładniej "Mogiłka" Agaty Kasiak. To, co oferuje początek, a daje zakończenie całkowicie wybija z rytmu. Spodziewałam się czystego kryminału, a dostałam go z wkładką, mało spodziewaną, tj. z dozą dramatu i obyczajówki.

   Akcja powieści toczy się współcześnie na terenie Krakowa oraz małej wioski nad rzeką Mogiłką. Ta niewielka miejscowość doznaje wstrząsu, gdy zostaje znalezione ciało nastoletniego wisielca. Co mogło skłonić tego dzieciaka do tak drastycznego kroku? W internecie namierzono blog chłopaka, na którym znalazły się opisy wykorzystywania seksualnego. Pedofilem miał być jego nauczyciel historii. Ból, upokorzenie i głębokie niedowierzanie, że mogło dojść do takiej tragedii, właśnie tu, w tej szkole, w tej społeczności, a oprawcą okazała się osoba, której powierzono opiekę nad dziećmi. Tragedia. Sprawa wydaje się łatwa, ale coś jest nie tak, pewne elementy nie pasują. Jak to sprawdzić?

   Rodzeństwo wisielca postanawia rozpocząć dochodzenie na własną rękę, zaczynając od śledzenia oprawcy. Czy poradzą sobie? Co odkryją? Mogę zdradzić tylko tyle, że dostaje się rykoszetem prosto w głowę.

   Przedstawieni bohaterowie są rozpracowani do najmniejszych drobiazgów psychologicznych. Są kompletni, z krwi i kości, ich historie bolą i wywołują łzy. Tego nie da się opisać słowami. Ta powieść tylko udowadnia, że dzieciństwo kształtuje człowieka i ma na niego niebagatelny wpływ, a każda nieprzepracowana sprawa z tego okresu odbija się na dorosłym życiu, kładąc się cieniem na relacjach międzyludzkich. Niektóre z postaci to dorosłe kaleki emocjonalne, które dopiero uczą się odkrywać siebie, swoje potrzeby, manifestowanie ich, a przede wszystkim istnienie uczuć innych niż chęć przetrwania w niesprzyjającym środowisku i dogodzenia innym, siebie spychając na dalszy plan. Ich droga do poznania smaku szczęścia jest długa, pełna przeszkód i bolesna, ale warta tej ceny, by móc uzyskać wolność. Ta książka ujawnia jak wiele Weltschmerz ukrywa się w ofiarach przemocy domowej, jak wiele pomocy wymagają, a jak dużo miłości potrzebują, ale takiej zdrowej, bezinteresownej, ciepłej. Tacy ludzie mają wszelkie skłonności do popadania w uzależnienia, toksyczne relacje, powtarzanie błędów opiekunów, szukając własnej drogi, a nie mając prawidłowych wzorców. Ich świat to świat błędów, z których muszą wysnuć wnioski i odnaleźć siebie. Tu przydaje się ktoś z zewnątrz, obiektywny, kto nakieruje, podpowie, uraczy dobrym słowem i gestem, nie odrzuci na wstępie, a przygarnie, wspomoże i da nadzieję.

   Psychologiczne ramy tej książki są nie do przecenienia. To prawdziwa lekcja życia. Pozwala zajrzeć tam, gdzie nie ma się dostępu, zrozumieć ten cały proces i mechanizm działania od oprawcy do ofiary, od przenoszenia wzorców do życia, od nauki po wdrażanie jej w codzienność. Uzmysławia to jak niewiele rozumiemy, jak niewielką część życia dostrzegamy, jak mrok potrafi świetnie się chować i nami manipulować. 

   Wspomniałam o przemocy domowej, której bohaterowie doświadczyli w dzieciństwie. Była podszyta alkoholizmem dorosłego, a miała fizyczną i psychiczną postać, nie oszczędzała nikogo. Nie pomogła tez obojętność sąsiadów i późniejsze dogryzania dzieciaków. To zimno, niechęć do wtrącania się w nie swoje sprawy zniszczyła życie kilkorga osób. Myślę, że czytelnika zaskoczy cena tych nieprzepracowanych elementów z przeszłości. Każda przyczyna ma swój skutek. Nic nie dzieje się samo z siebie. Niestety.

   Molestowanie seksualne dotyczące dziecka-wisielca to jedno, ledwie wierzchołek góry lodowej. Co się działo podczas libacji alkoholowych w domu, gdy opiekunowi urwał się film? Co z "miłymi" kolegami? Jak traktowali dzieci przebywające w domu, czy małolata nie była kuszącym kąskiem? Czy tak skrzywione psychicznie dziecko nie stanowiło zagrożenia dla innych? Ofiary przemocy potrzebują pomocy, jeśli nie mogą otrzymać jej od bliskich, to powinny przyjąć ją od profesjonalistów, by móc udźwignąć przeżytą traumę.

   W "Mogiłce" pojawia się też motyw samobójstwa i morderstwa. Co pcha ludzi do takich czynów? Czemu idą w tę stronę, nie próbując inaczej rozwiązać problemu? Dlaczego nie rozmawiają? Czemu stawiają na siłowe rozwiązania, poddając się agresji i utraty kontroli nad swoim postępowaniem? Czy morderca działający w afekcie żałuje swego czynu? Co się dzieje z jego sumieniem?

   Tym tokiem rozumowania dochodzimy do kwestii sumienia, jak jest pojmowane przez bohaterów, jak działają wyrzuty sumienia, jak funkcjonuje ktoś z z poczuciem winy, kto uważa się za chodzące pasmo udręki i kłopotów. W tej powieści jest wiele odcieni tego, co uważa się za sumienie, od filozoficzno-religijnych po proste definicje. Każdy z nas może odnaleźć taką, która jest mu bliższa, która najlepiej oddaje jego poglądy. Książka tłumaczy czym jest fałszywe poczucie winy, samoobarczanie się czymś, noszenie winy innych na własnych barkach. Pokazuje jak wyrzuty sumienia mogą zjadać od środka i niszczyć. Króluje tu zasada, że prawda wyzwala, choćby najgorsza. Wówczas człowiek wyzbywa się łańcucha winy i może zacząć swobodnie oddychać.

   Każdy czyn, każda decyzja to wybór, który niesie ze sobą określone konsekwencje. Nie każdy poczuwa się do takiej odpowiedzialności i odwagi cywilnej, ale "Mogiłka" udowadnia, że warto kierować się zdrowym rozsądkiem i zachować silny kręgosłup moralny, nawet w chwilach zwątpienia, bo przynosi to słodkie owoce. Warto też zwrócić uwagę na to, że karma wraca do każdego, prędzej czy później, więc warto uważać na to, co się robi i jak postępuje.

   Czy dobro wraca? Na przykładzie Juliana i Marcina mogę odpowiedzieć twierdząco. Odnajdują się na życiowym zakręcie, w jednej z najtrudniejszych sytuacji, wspierają się, zyskują coś, czego wielu z nas nigdy nie doświadczy. W "Mogiłce" Agata Kasiak ukryła narodziny prawdziwej przyjaźni, bezcennej, bezinteresownej, pięknej. Młodzi mężczyźni mogliby zjeść ze sobą beczkę soli, a w ich oczach wciąż byłyby te same iskierki szczęścia. Zaufanie, wzajemny szacunek i gotowość do pomocy w każdej chwili to fundamenty ich relacji. Ujęcie tego tematu przez autorkę, uwagi narratora i treści między wierszami czynią tę powieść pod tym względem naprawdę wyjątkową.

   Miłość przedstawiona przez Kasiak ma różne odcienie. Od takiej skrzywionej między rodzeństwem, uległej i podporządkowanej po partnerską. W "Mogiłce" bardzo ważną rolę odgrywa wątek LGBT. Mamy tu dwie takie pary, jedną zdeklarowaną, ukazaną na tle społeczności miejskiej z pełną akceptacją bliskich oraz drugą - wzbraniającą się przed tym, bardziej platoniczną, borykającą się z brakiem tolerancji wśród otoczenia jednego z partnerów oraz pewnymi przeszkodami z punktu widzenia wyznawcy religii katolickiej. Książka przybliża perspektywę osób nieheteronormatywnych, pozwala spojrzeć od ich strony na reakcje społeczeństwa, odkrywanie własnego "ja" i ujawnianie go. O wiele łatwiej funkcjonować w przyjaznym środowisku niż takim, które ocenia po okładce i krzywdzi bez chwili głębszego namysłu.

   Warto też zwrócić uwagę na aspekt religijny, który odgrywa tu naprawdę ważną rolę i z biegiem czasu zajmuje coraz więcej miejsca. Jednak ma to swoje uzasadnienie w psychologii postaci. Kluczowe jest tu podejście pewnego Anzelma, który tłumaczy jak osoby LGBT mogą odnaleźć się na łonie kościoła bez poczucia winy i popełniania ciągłego grzechu. Jeśli ktoś wierzy, to jest to jakaś wskazówka i nadzieja na uniknięcie potępienia. Zresztą, nie tylko w kwestii miłości religia ma tu znaczenie. Powieść wskazuje jej działanie również przy odpuszczaniu win, oczyszczającej mocy spowiedzi i zawierzeniu się Jezusowi.

   Nie będę się tu rozdrabniać nad charakterystyką postaci, ponieważ jak już wspomniałam, są one jak puzzle dla zrozumienia fabuły. Zdradzając zbyt wiele, pozbawiłabym czytelnika radości odkrywania ich cech, szukania rozwiązania zagadki ich psychiki. Autorka krok po kroku, w różnych sytuacjach, nieraz bardzo skrajnych, ujawnia ich tajniki, wydobywa na światło dzienne nawet najbardziej bolesne wspomnienia i najskrytsze tajemnice. Ich historie przerażają i wzruszają. Nieraz łza zakręci się w oku, a w duchu wzbiera krzyk bezsilności, gdy czytelnik uzmysławia sobie, że do takich tragedii dochodzi codziennie na całym świecie, w domowym zaciszu, gdzieś za płotem, a może tuż za ścianą. Tym straszniej, gdy otoczenie o tym wie, ale nie reaguje, wynajdując na to setki wymówek. Czy głos sprzeciwu byłby słyszalny? Czy nie zostałby stłumiony?

   "Mogiłka" to lektura, która rozbudza w czytelniku ogrom emocji, doprowadzając go na skraj. Powoduje natłok myśli i refleksji nad własnym życiem, do przeprowadzenia tzw. rachunku sumienia, spojrzenia na pewne rzeczy z innej perspektywy. Zwodzi, dając trop, który prowadzi na manowce, a tam leży kolejna wskazówka.

   To kawał dobrej literatury, z którą powinni zapoznać się młodzi ludzie, by nie bać się swojej seksualności, trudnego dzieciństwa. Ta książka jest jak lustro, pozwala zmierzyć się z własnymi demonami, jednocześnie pokazując jak je pokonać lub chociaż oswoić. Tu nie ma gotowych rozwiązań, jedynie przykłady, z których można czerpać wnioski na podstawie wcześniejszej wnikliwej analizy.

   Agata Kasiak ma spory talent. Potrafi lekko i plastycznie pisać o arcytrudnych tematach, nie bojąc się pisać o swego rodzaju tabu społecznym. Przez tę powieść się płynie, pochłaniając kolejne strony, nie mogąc doczekać się rozwikłania kolejnej tajemnicy. Oprócz języka wpływają na to ciekawe kreacje bohaterów, niebanalny sposób prowadzenia fabuły, nieoczekiwane zwroty akcji przeplatane spokojniejszymi momentami etc. Nie sposób się tu nudzić.

   Powieści można zarzucić narzucający swój ogląd na podejście do chrześcijaństwa i podstaw tej religii. Po lekturze mam przesyt tego tematu na dłuższy czas, ale wynika to z moich osobistych poglądów. Jednak warto zwrócić uwagę, że to dość istotna kwestia dla, co najmniej, jednego bohatera, wręcz kluczowego. Ta problematyka tłumaczy jego perspektywę. Myślę, że "Mogiłka" może zagubionym i wątpiącym wskazać drogę powrotną do kościoła. Ważne jest to, że bohaterowie mają prawo wyboru i droga z krzyżem nie jest jedyną, słuszną i właściwą. 

   Podsumowując, polecam "Mogiłkę" Agaty Kasiak. To powieść kryminalno-obyczajowa z dramatem w tle. Jest lekturą ciekawą, pouczającą, pokrzepiającą, dotykającą naprawdę trudnych tematów, często obłożonych tabu, o których szerzej się nie dyskutuje, a szkoda, bo poruszane tu kwestie i nauka z nich płynąca, mogłyby uratować niejedno życie. Uważam, że warto zagłębić się w przedstawioną tu historię, ukazać ją szerszej publiczności. Na tej książce nic się nie traci, tylko zyskuje. Czemu? Każdy z nas ma swojego upiora i anioła znad Mogiłki, w którym sam się może przejrzeć.


PS Bardzo dziękuję za egzemplarz książki Pani Agacie Kasiak!