Recenzje tematycznie

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gwiazda wenus gwiazda lucyfer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gwiazda wenus gwiazda lucyfer. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 maja 2020

61) Życie usłane cierniami... "Trupi korowód" Witolda Jabłońskiego

   Świat biegnie pędem, do przodu, byle szybciej i więcej, gubiąc się w dobrach doczesnych, zapominając o tym, co było kiedyś. Młodzi nie chcą wiedzieć jak toczy się koło historii, starców nikt słuchać nie chce, bo i często ogłuszani są współczesną propagandą. Ach, tak łatwo ogłupić społeczeństwo, zamydlić mu oczy, pieniądze i obietnice dają władzę, ale czasem warto się zatrzymać i przemyśleć co nieco. Wyłamać się z bezmyślnego tłumu, stanąć na uboczu i sprawdzić, co naprawdę kryje się pod piękną powłoką. Dokąd to wszystko zmierza? Gdzie cel ziemskiej podróży? Jaki jest sens życia? Jak naprawdę wygląda walka dobra ze złem? Czy w ogóle istnieje? Jakie to ma znaczenie dla człowieka?
   Ludzie nawzajem się nie oszczędzają, zadając sobie takie rany, których nie powstydziłby się najgroźniejszy potwór, czasem są fizyczne, czasem psychiczne. Jedno i drugie boli, przenosząc się na kolejne pokolenia jako stała część zachowania. Moralistom oceniać efekt tego, lecz gołym okiem widać, w jakim kierunku to zmierza. 
   Podobne tematy podejmuje w swoim cyklu Witold Jabłoński "Gwiazda Wenus. Gwiazda Lucyfer", uwypuklając ich sens w ostatniej części. "Trupi korowód" opowiada o Witelonie, śląskim mędrcu i alchemiku w wieku dojrzałym, ba, nawet starczym, lecz zachowującym wciąż krzepkie ciało i bystry umysł, dzięki czemu wciąż jest w stanie skutecznie lawirować między meandrami życia. Po śmierci swego słodkiego, ukochanego księcia, obiera nowego protektora i pomaga mu na wszelkie możliwe sposoby uzyskać dostęp do polskiej korony, posuwając się przy tym do haniebnych czynów.
   Mężczyzna wciąż pozostaje głównym bohaterem cyklu i narratorem. To jego oczami czytelnik wędruje po średniowiecznej Polsce, zahaczając o dwór Henryka Głogowczyka, Przemysła Pogrobowca, Wacława II i III, Władysława Łokietka, a nawet zapuszcza się na nieprzyjazne tereny Pomorza, zagarnięte przez Krzyżaków. Witelo to uczony mąż, który wszystko dokładnie planuje, ale dopomaga mu w tym los, a raczej jego opiekuńczy demon, który czasem podsuwa mu pod nos gotowe rozwiązania. Mimo wieku, zachłanny wiedzy i nowych eksperymentów naukowych, kochający filozoficzne dysputy i gierki słowne (np. rozmowy z żydowskim lichwiarzem Jordanem czy Władysławem Łokietkiem). Roztacza wokół siebie niezwykłą aurę, łatwo zyskuje zaufanie, potrafi świetnie manipulować. Honor czy godność to pojęcia abstrakcyjne dla niego. Ważna jest miłość, osobisty cel i zysk. Nie jest typem chrześcijańskiego świętego, raczej buntownika przeciw obłudzie kościoła średniowiecznego i nieodpowiednich władców. Sam, wywodząc się z trudnych warunków, umie zrozumieć biedniejszych od siebie. Mimo służenia złu, wyrządza przy okazji wiele dobrego (ratunek Karlotty czy Ondraszka, zmiana życia Wioli Cieszyńskiej etc.).
   W "Trupim korowodzie" rodzina Witelona również odgrywa ważną rolę, choćby w postaci bratanka Jana Muskaty i wójta krakowskiego Alberta, siostrzeńca Piotra i powinowatego Dytryka. Rodzina Turyngów rozrosta się i wędruje wysoko, np. Muskata i jego uwielbienie dla praskiego władcy. Nasz śląski mag stara się dbać o rodzinę, choć nigdy nie był przez nią szczególnie uwielbiany (wyjątek stanowi Wisława i jej potomkowie). Jego czyny może do chwalebnych nie należą, jak podwójna gra wobec Janka, ale pamiętać należy, że Witelon na celu ma wyższe dobro Królestwa Polskiego. Przykład tej rodziny pokazuje jak wiele nieporozumień rodzi się w samym jej łonie, jak pieniądze i zaślepienie potrafią zniszczyć więzy, a świat odpłacić pięknym za nadobne.
   Po raz kolejny W. Jabłoński zachwyca mnie kreacją głównego bohatera. To postać niezwykle dobrze przemyślana. Każda cecha jego charakteru i temperamentu zostaje wykorzystana do granic możliwości, wysupłując z niej to, co najlepsze dla fabuły powieści. Skomplikowana osobowość i filozofia życia Witelona to nie lada wyzwanie, by połączyć to w harmonijną całość. Autorowi się to udaje, dzięki czemu nasz narrator jest autentyczny, choć niezwykły i wyjątkowy, wyrosły ponad miarę swej epoki. Geniusz, którego zna się od chłystka po lata dojrzałe, mogąc wejrzeć w najciemniejsze zakamarki jego duszy. Nie, to nie przeraża, raczej zachwyca, tak wielopoziomowe uchwycenie ludzkiej psychiki w różnych skrajnych sytuacjach na przestrzeni lat.
   "Trupi korowód" to nie tylko Witelon. Przewija się tu cała masa bohaterów, z czego na największą uwagę zasługuje Władysław Łokietek i Henryk Głogowczyk. Łokietka chyba wszyscy znają, bo uczyli się o nim w szkole jako o władcy Polski, ojcu Kazimierza Wielkiego. Król jak król, niby nic wielkiego, ale zdobycie wówczas tego tytułu nie było ani łatwe ani przyjemne, okupione trudną walką o złączenie jak największej ilości dzielnic Polski za zgodą możnowładców i coraz bogatszego mieszczaństwa w postaci kupców, dla których liczyły się tylko przywileje i jak największy zysk oraz ciągłej walce o granice z obcymi władcami, czającymi się na łakomy kąsek żyznych ziem i bogatych rud. Łokietek najprawdopodobniej był karłem, co w średniowieczu stanowiło piętno, traktowane jako następstwo grzechu rodziców. Samo to już było sporą przeszkodą. Mimo to, kujawski książę nie poddawał się i walczył o swoje. Jabłoński ukazuje go jako człowieka o mocnym charakterze, zaprawionego w boju codziennego życia, który porażki przekuwa w mądrość i siłę, by nie popełnić drugi raz tego samego błędu. Mądrze dobiera swoich doradców, powoli, lecz sukcesywnie usuwa kłody spod nóg, prze do przodu, nie bacząc na zawieruchę dookoła. Witelona czule nazywa ojczulkiem ze względu na wiek maga i jego więzi ze swą matką Eufrozyną. Pisarz ukazuje Łokietka jako swojskiego władcę o wszelkich przymiotach pretendujących go do roli króla Zjednoczonego Królestwa. Inna bajka to Henryk Głogowczyk, całkowite przeciwieństwo Władysława. Zimny, wyrachowany, podły, sadysta, nieznający litości dla nikogo, nawet własnej żony i dzieci. Potwór, pragnący niepodzielnej władzy, uwielbienia i szacunku wymuszonych przemocą pod pozorem zaprowadzania prawa i sprawiedliwości. Ileż w tym obłudy! Piast dążący po trupach do celu bez większego pomysłu na siebie i swoje dziedzictwo. Nie wzbudza sympatii, raczej nienawiść. W. Jabłoński przez większość cyklu maluje go w ten sposób, jednak na łożu śmierci tenże bohater wyjawia tajemnicę swego życia. Przez pryzmat tej opowieści można spojrzeć na niego inaczej, nieco łaskawiej. Jest dowodem na to jak przeszłość, złe relacje z rodzicami, nieszczęśliwa miłość, walka o przetrwanie mogą zburzyć charakter, przeistaczając człowieka w potwora bez serca, powtarzającego znane schematy z dzieciństwa. To naprawdę trudna osobowość. Można powiedzieć, że jak się chce, to można się temu przeciwstawić i walczyć o lepsze "ja", jednak słabsze jednostki się poddają i budują siebie na podstawie lub w opozycji do rodzica/opiekuna. Nieliczni godzą się z przeszłością i szczęśliwi podążają ku przyszłości własną drogą. Autor zawiera w tej postaci tak wiele dramatów, wciąż współczesnych, że chylę przed nim czoła. Niełatwa to rzecz tak przedstawić taką sytuację bez popadania w banał.
   Nieodmiennie od "Ucznia Czarnoksiężnika" pozostaję pod urokiem Witolda Jabłońskiego w kwestii jego znajomości historii średniowiecza, wyłapywania tych wszystkich drobnych niuansów i przekuwania ich w harmonijną fabułę, dla której oś stanowi Witelo z Borku. Dzięki niemu czytelnik odwiedza różne zakątki całej Europy, będąc świadkiem ważnych wydarzeń, które w oficjalnym nauczaniu się pomija jak szczegóły mariażu władców, sposoby dziedziczenia, prowadzenie się duchowieństwa kościelnego i zakonnego, formy działania świętych zakonów, np. templariuszy czy Krzyżaków, nie wspominając już o dworze papieskim. Tyle szczegółów, mających pokrycie w źródłach historycznych, celowo pomijanych w szkole. Pisarz potrafi przekuć owe fakty w elementy swojej własnej historii, uzupełniając je wyobraźnią, np. w przypadku dziwactw Wacława II i jego obsesji na punkcie relikwii, mariażu Wioli Cieszyńskiej z Wacławem III (tu świetne rozegranie upodobań seksualnych Czecha z figurą i wychowaniem córki Mieszka), powiązania Jana Muskaty z Witelonem i walką o koronę Chrobrego, niesnaski między Nałęczami a Zarembami, dziedziczenie Pomorza po Przemyśle II a pretensje Askańczyków prowadzące do przejęcia go przez Krzyżaków. Wielowątkowość powieści pod względem historycznym wzbudza mój podziw, bo niejeden mediewista mógłby mieć problem z tak zgrabnym ujęciem tylu drobiazgów w jedną, logiczną całość.
   Historia to nie tylko dwory i królowie, ale także zwykli ludzie, którzy nieśli na swych barkach ciężar utrzymania władców i ich fanaberii. "Trupi korowód" daje wgląd w życie różnych warstw społecznych, od chłopów po wielmoży, od niewolników po rybałtów, od litewskich pogan po Żydów. Różnorodna panorama życia w pełnym rozkwicie. Ciekawą kwestią jest poruszenie zagadnienia polskich Żydów w Polsce w średniowieczu, ich znaczenia w gospodarce, finansowania wojen, lichwiarstwa, praktyk kabalistycznych oraz powszechnie wzbudzanej zazdrości i nienawiści. W swoim cyklu Jabłoński posługuje się przykładem rodziny kupca Jordana i jego syna Lewka, zamieszanych w konszachty nawet z templariuszami i papiestwem. Autor nieraz pokazuje jak w chwili rozprężenia społecznego, np. buntu, pierwszy gniew kieruje się właśnie na Żydów i ich sklepy. Jak świat światem, zazdrość to koło napędowe nienawiści.
   Szczególnie interesujący w "Trupim korowodzie" jest wątek pogańskich Litwinów, dzielnie walczących z najeźdźcami. Witelo wraz ze swymi znajomymi świadkuje pogrzebowi ojca Witenesa i różnych praktyk temu towarzyszących. Poznaje tam także jego brata, Giedymina, postać znaną w historii. Ich wierzenia, sposób pożegnania ze zmarłym, podejście do natury wzbudzają większy respekt niż ówczesne chrześcijańskie zachowania, choćby z racji szczerości intencji, mimo iż dziś nazwalibyśmy je okrutnymi, zarówno w stosunku do zwierząt, jak i ludzi.
   Wątków typowo słowiańskich, oprócz wspomnianego wyżej i kilkoma wzmiankami o wierze w strzygi czy powracające zza grobu upiory tu niewiele.
   Filozofia życia jaką przedstawia Witold Jabłoński jest dość przewrotna jak na współczesne standardy. Nie da się uniknąć porównań. To bunt przeciw obłudnemu i sprzedajnemu chrześcijaństwu, walka o życie w zgodzie ze sobą i swoim przeznaczeniem, własnymi wartościami. Witelo, mimo wielu zbrodni na sumieniu, pozostaje godnym wzorem do naśladowania, choćby w kwestii wolności myśli, dążenia do wiedzy, lojalności. Mimo zła, czyni dobro. Uparcie dąży do wyznaczonego celu. Potrafi kochać i wierzy w miłość, choć niektórzy to wykorzystują. Pisarz daje literaturze bohatera skomplikowanego, wielopoziomowego, o niełatwym życiu i trudnych doświadczeniach, lecz o silnym charakterze, żyjącego zgodnie z własną wolą, po swojemu. Trudnego, lecz realnego. Niezwykłego, bo rzadko spotykanego, mogącego sporo namieszać w młodych umysłach.
   Autor cyklu nie boi się trudnych tematów. Bez krzty zawstydzenia pokazuje obłudę kapłanów kościoła, ich chciwość, seksualne wybryki wobec obojga płci, matactwa przy sporządzaniu dokumentów. Nie lęka się przedstawienia brutalności i przemocy wobec ludzi i zwierząt, gwałtu czy tortur. To trudne sceny, lecz napisane ze smakiem, bez wchodzenia w zbędne szczegóły. To książka autentyczna do bólu.
   Bogactwo świata przedstawionego zachwyca gamą barw, które pisarz używa, przebierając w środkach wyrazu. Jego specyficzny styl urzeka kolejny raz, udowadniając, że świetnie oddaje realia życia. Średniowiecze jest tu tylko czasem umownym. Sposób ukazania historii mógłby zostać wykorzystany do jakiejkolwiek epoki. Krótko mówiąc, autor ma wyczucie i dar ku temu. Śmiało odmalowuje przywary ludzi, nie omieszkując wspomnieć również o zaletach, tłumaczy logicznie koleje ich losu, stosując do tego zagrywki psychologiczne i podpierając się, a raczej wzbogacając, wątkami historycznymi. Nikogo nie pozostawia obojętnym. Jego się kocha lub nienawidzi. Wykreowani przez niego bohaterowie na czele z Witelonem porywają w zaklętą podróż, która odciska piętno na całe życie w czytelniku (tak, myślę o sobie).
   "Trupi korowód" to godne uwieńczenie cyklu "Gwiazda Wenus. Gwiazda Lucyfer". To lektura trudna, wymagająca, pełna zakrętów i labiryntów, lecz po stokroć odpłacająca się. Porusza serce i duszę, działa na wyobraźnię, znawcom historii daje pole do popisu do wyszukiwania znanych wątków, pochłania trudną fabułą i losami bohaterów, wywołuje całą gamę emocji. Jabłoński gra na strunach duszy czytelnika jak maestro i manipuluje z wprawą Witelona, prowadząc go na zgubę ku swemu uwielbieniu. Mimo okrutności przedstawionego świata, utożsamiamy się z nim z powodu analogii do współczesności. Pisarz po raz kolejny wyszedł zwycięsko z wojny wytoczonej własnej ambicji. Poprzeczka zawisła naprawdę wysoko.
   "Trupi korowód" to powieść pozornie o losach średniowiecznego mędrca. To historia o nas samych, trupim korowodzie do szczęścia i osiągnięcia marzeń, celów, droga ku śmierci, przed którą nikt z nas się nie uchroni. To książka dla ceniących inteligentne lektury i zdolnych pisarzy.
   Polecam ją z czystym sumieniem. To powieść otwierająca oczy, zmieniająca światopogląd, budująca i ujmująca zarazem, dodaje skrzydeł. Pozwala uwierzyć w siebie i daje siłę, by ruszyć swoją drogą.

niedziela, 19 kwietnia 2020

59) Poszukiwanie przeznaczenia... wyboista droga Witelona, czyli "Metamorfozy" Witolda Jabłońskiego

     Świat dookoła nas mieni się tysiącami barw, wiosna budzi do życia przyrodę ciepłem kwietniowych promieni słonecznych, wczesnym rankiem i późnym wieczorem słychać trele rozśpiewanych podniebnych wędrowców. Coroczny cykl wegetacyjny ziemi trwa, czas mija, ludzie rodzą się i umierają, koło dziejów miele dalej... Gdzieś, w tym biegu, warto na chwilę przystanąć, na mgnienie oka i poświęcić odrobinę życia na coś ważnego, coś skłaniającego do refleksji, co zostanie z nami na dłużej. Chwila minie, lecz ta myśl, to przesłanie, zostanie z nami, jak przyjaciel, jak towarzysz doli i niedoli, by wspierać i pokazywać drogi ukryte przed większością, by iść za jej wskazówkami, przed siebie, po prostu żyjąc... O czym mówię? Wskazówki szukajcie poniżej.
   "Metamorfozy" Witolda Jabłońskiego to drugi tom cyklu "Gwiazda Wenus. Gwiazda Lucyfer" dotyczący śląskiego uczonego, mistrza Witelona, osobowości wybitnej i wyjątkowej, ale wzbudzającej całkiem sporo kontrowersji. Pierwszy tom "Uczeń czarnoksiężnika" opowiada o dzieciństwie naszego bohatera i jego dojrzewaniu, natomiast druga część skupia się już na latach dojrzałych, przez co czas akcji to ponad dwadzieścia lat. Jak można się domyślać, miejscem akcji jest nie tylko obszar Polski, lecz także Włochy, Czechy i okolice.
   Główny bohater i narrator, Witelo z Borku, jest już magistrem, gotowym do podjęcia swej życiowej misji, wpływania na losy kraju i poniekąd Europy. Mimo pochodzenia z nieprawego łoża, wzbudza sobą zainteresowanie na dworach Starego Kontynentu. Czemu? To nie tylko sława truciciela i maga ciągnie się za nim. To mężczyzna piekielnie inteligentny, mądry, oczytany, dla którego dysputy filozoficzne są czystą przyjemnością. Szczerze zaintrygowany i zainteresowany historią antyku od Grecji po Rzym. Własnymi siłami powoli osiąga kolejne szczeble kariery i wpływy. Szara eminencja Śląska. Oficjalny szpieg pewnego zakonu, choć żyjący i postępujący według własnych zasad. Potrafiący zgiąć grzbiet w odpowiednim momencie, by w przyszłości czerpać z tego zyski. Umysł nastawiony na korzyści poprzez długofalowe działanie. Cierpliwy, konsekwentny, idący po trupach do celu. 
   Czy go podziwiam? W pewnym sensie tak. Imponuje mi jego sposób bycia, umiejętność dostosowania się do zastanych warunków jak kameleon. Nie chciałabym mieć w nim wroga, bo mogłoby się to dla mnie źle skończyć. Witelo to według mnie świetny kompan do rozmowy, rozwijania różnych pasji i poszerzania horyzontów myślowych. Jednostka wybitna, jeśli chodzi o analityczne myślenie. Zresztą, w ogóle. Jestem pod jego urokiem, mimo jego charakteru. Jego umysł i ciemne oczy hipnotyzują oraz przyciągają osoby złaknione wiedzy i ciekawe świata.
   Przez książkę przewija się także całe mrowie pomniejszych postaci, przy czym najbardziej w pamięć zapada Jurko i Przemysł Ottokar. Pierwszy jest czystą fikcją, ale ukazanie jego metamorfozy z dobrego rzezimieszka przez pomocnika Witelona aż do ostatecznego zawodu, pokazują jak pewne wydarzenia wpływają na całe życie. Chłopak przeżywa swego rodzaju wstrząs emocjonalny, co Jabłoński idealnie oddaje w słowach i dalszej fabule. Na myśl przychodzą dzieci z trzeciego świata, które funkcjonują na podobnych zasadach, szukając starszego opiekuna i nauczyciela, by przetrwać i zdobyć nowe umiejętności. Kończy się to różnie. Wracając do meritum, autor bardzo realnie kreuje postać tego młodzieńca, nadając mu wszelkie rysy wieku i pochodzenia, co w średniowieczu praktycznie warunkowało przyszłość. Natomiast Przemysł Ottokar to czeski władca, postać historyczna. Mam wrażenie, że pisarz bawi się historią i przedstawia ją nieco inaczej w oficjalnych źródłach. Dzięki Witelonowi mamy wgląd w życie codziennie dworzan, ich zdanie na temat rządzących, plotki, w których skrywało się sporo prawdy, zwyczaje, a może przede wszystkim bezpośrednie obserwacje głównego bohatera. Czech to władca robiący spore wrażenie, mający w rękach realną władzę, ambitne plany i możliwość ich realizacji. Jego koneksje z templariuszami, rzeczywiste podejście do kościoła i ambicje sprawiają, że pragnie się poznać go bliżej. Intryguje.
   Kobiecych postaci jest tu niewiele i są raczej tłem dla wydarzeń, urozmaiceniem, ozdobą. W całym tym towarzystwie na czoło wysuwa się matka Władysława Łokietka, Eufrozyna, podobna nieco do Witelona w swych ciągotach intelektualnych, charakterze i próbach manipulacji ludźmi. Ciekawa, intrygująca, pewna siebie, prawdziwa przebiegła kobieta u władzy. Mam nadzieję, że mistrz jeszcze nieraz ją spotka.
   "Metamorfozy", podobnie jak "Uczeń czarnoksiężnika", przedstawiają życie średniowiecza, od najmniejszych po najzamożniejszych tego świata, nie robiąc wielkiej różnicy między świeckimi a duchownymi. Jabłoński demaskuje fałszywą świątobliwość księży i zakonników pożądliwie patrzących na kobiety, mężczyzn i pieniądze. Duchownych chrześcijan z powołania, stosujących się do zasad moralnych kościoła można by zliczyć na palcach jednej ręki. Autor nie pomija także książęcych i królewskich dworów, pełnych intryg, spisków i zdrajców, gdzie rządzi pieniądz, a nie lojalność i honor. Władców o nieskazitelnym charakterze i zasadach powoli usuwa się, bo nie potrafią współpracować z kupcami, bogatymi mieszczanami i przekupnymi duchownymi. Przewodnik stada, czyli pan, musi mieć silny charakter, twardą rękę i dobre rozeznanie w tajemnicach dworu, by nie paść jego ofiarą. Pisarz nie boi przedstawić się również powiązań między katami a domami uciech, ich sposobów działania, zdobywania informacji i ich sprzedawaniem temu, kto da więcej. Pod tym względem świat jest naprawdę mały. Ciekawostką niech będzie przedstawienie wędrownego teatru i jego trupy, tzw. rybałtów. Ukazanie wzlotów i upadków tej grupy, słabości poszczególnych jej członków, np. Michałka czy Mileny, a nawet Dzika, sprawia, że dostrzegamy problemy, takie codziennie, bardzo realne współcześnie, np. alkoholizm, dwulicowość, przemoc.
   Witold Jabłoński po raz kolejny udowadnia jak doskonale zna średniowiecznych Piastów, ich koligacje, sojusze i ogólną sytuację polityczną ówczesnej Europy i Azji (tu warto bliżej zapoznać się z informacjami na temat Tatarów, ich chana oraz uległości ruskich kniaziów). Cała mnogość powiązań, jasno rozrysowanych i opisanych, łatwość przeskakiwania i łączenia w logiczną całość kolejnych działań polskich książąt i ich sprzymierzeńców - to zdecydowany walor "Metamorfoz". Pod tym względem są mniej chaotyczne od "Ucznia czarnoksiężnika". Czytelnik znacznie szybciej odnajduje się w świecie przedstawionym, który krok po kroku odsłania przed nim kolejne sekrety.
   Nie byłabym sobą, gdybym nie szukała tu powiązań ze Słowiańszczyzną. Jabłoński przemyca w swej powieści imiona naszych rodzimych bogów, wspominając o dwóch pruskich młodzieńcach z Borku, przy poznaniu Jaćwingów oraz Litwina, który przez długi czas pozostawał na usługach magów z tamtejszej Białej Wieży w nieprzeniknionej puszczy. Warto pochylić się tu nad owym Litwinem i jego historią. Witelo wspomina także, że niektóre dawne zwyczaje są wciąż żywe wśród mieszkańców wsi i uboższych mieszczan. To zaledwie drobne elementy, ale budujące niezwykły klimat.
  "Metamorfozy" to kolejny dowód na bezdyskusyjny talent Witolda Jabłońskiego w operowaniu słowem pisanym. Co ten człowiek wyprawia? Maluje, przenosi w czasie, porywa, chwyta za serce, rozbudza i oburza, wyciska łzy i gromi szyderczym śmiechem. Nie, nie pomyliłam się. Przez całą powieść odczuwa się całą gamę emocji. Autor ma specyficzny styl i język, momentami poetycki, czarujący, pełen środków stylistycznych, innym - bezpośredni, pełen krwi i brutalności, ale odpowiednio wyważony, w zależności od sytuacji i warunków. Świat przedstawiony jest bardzo realny, logiczny, a zarazem intrygujący.
   Powtórzę to, co napisałam wcześniej o pierwszym tomie cyklu "Gwiazda Wenus. Gwiazda Lucyfer". "Metamorfozy" nie są książką łatwą, na jeden wieczór. One wymagają czasu, kosztowania drobnymi kęsami, by docenić kunszt autora w kreowaniu świata, bohaterów czy sytuacji przy pomocy słowa, lecz o wysokiej jakości kombinacji!!! To książka do przemyślenia, przeanalizowania, by móc zagłębić się w średniowieczu widzianym oczami Witelona. Nasz drogi magister to postać nietuzinkowa, o niezwykłych jak na swoje czasy poglądach i podejściu do różnych spraw, zatem warto pozostawić otwarte oczy i tak szybko go nie szufladkować. Warto spróbować go bliżej poznać.
   "Metamorfozy" polecam mediewistom i fanatykom tej epoki, bo odnajdą tu to, czego brak w opracowaniach naukowych - życie i żywych ludzi. Tak, Witold Jabłoński daje boskie tchnienie swoim bohaterom, ożywiając ich i dając możliwość samodzielnej egzystencji (przynajmniej takie odnoszę wrażenie). Zainteresowany tematem czytelnik posili się tu intelektualnie, bo inaczej się tej powieści nie zrozumie.
   Drugi tom przygód śląskiego uczonego to dzieło kontynuujące drogę swego poprzednika na bardzo zbliżonym poziomie. Jest równie genialny i porywający, intrygujący, pełen zagadek, przy czym wymagający ciągłego skupienia. Uwielbiam! Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na fakt, że autor utrudnia sobie zadanie i przedstawia historię z innej strony, tej mniej znanej, mniej efektownej, lecz jakże zajmującej. I chwała mu za to.
   Sądzę, że warto spędzić przy tej książce kilka wieczorów, by przenieść się do XIII wieku i wędrować wraz z Witelonem przez Polskę Piastów, Włochy i Czechy, by móc zakosztować ówczesnego życia i dowiedzieć się co nieco o ludzkiej naturze.
Polecam!

PS Wyjaśniając zwrot "boskie tchnienie", daje tu o sobie znać moja miłość do starożytnego Egiptu. Wyrażenie to nawiązuje do znaku anch, oznaczającego życie. Najbardziej znane i efektowne są przedstawienia z Atonem (epoka amarneńska, XVIII dynastia, rządy Echnatona, czyli Amenhotepa IV), który wyciąga dłonie w kierunku rodziny królewskiej i ofiarowuje im życie. Podobnie zresztą sprawy mają się, co do przedstawień z grobowców z innymi bóstwami, przekazującymi poprzez ten znak życie zmarłym (np. Izyda podająca anch Nefertari; XIX dynastia, rządy Ramzesa II, grobowiec w Dolinie Królowych, QV66).

niedziela, 12 kwietnia 2020

58) Średniowieczna przygoda "Ucznia czarnoksiężnika" Witolda Jabłońskiego

   Świat zaskakuje nas niejednokrotnie. Większość z nas wierzy, że to przypadek, inni - fatum, element zapisany w gwiazdach. Ilu ludzi, tyle zdań. Ciekawą perspektywę postrzegania tego zjawiska zaprezentował Witold Jabłoński w swoim dziele pt. "Uczeń czarnoksiężnika".
   W światku słowiańskim to nazwisko od ponad roku wędruje z ust do ust za sprawą "Darów bogów", w których pisarz dał się poznać jako wybitny umysł i utalentowany artysta malujący słowem przeszłość, odkopując z zapomnienia dawną wiarę, rodzimą, słowiańską, ożywiając bogów i ich popleczników przy pomocy bajarza. Narrator zwiedził sporo świata, zdobył wiedzę i umiejętnie szerzył ją wśród ludzi. W bajarzu można odnaleźć cień samego autora, który określa się jako poganin, tłumacz, kusiciel, esteta etc. Znając "Dary bogów" nie da się przejść obojętnie obok innych książek sygnowanych jego nazwiskiem. Ciekawość bierze górę. I przepadasz. Na całe dnie i noce. Czemu? Dobrej lektury nigdy za wiele! Jednak, żeby to nie było czcze gadanie, pora przejść do konkretów.
   "Uczeń czarnoksiężnika" rozpoczyna sagę fantastyczno-historyczną o pochodzącym ze Śląska uczonym, Witelonie. Akcja toczy się na terenie XIII-wiecznej Polski, skupiając się na wspomnianym już Śląsku i okazjonalnie Mazowszu. Ostatnie kilkadziesiąt stron powieści przedstawia Paryż. Kim jest sam Witelo? Wnukiem polskiego rycerza i góralskiej mądrej baby, synem miejscowej piękności o niepospolitym umyśle i Turynga, Henryka z Ziz. Wydawałoby się, że to mieszanka wybuchowa, ale o zaskakująco dobrym rezultacie. Młodzieniec to wyjątkowy, o bystrym umyśle, potrafi szybko i trafnie ocenić sytuację, uczy się na własnych błędach. Umie czarować słowami, mamić i manipulować, starając się wyjść na tym jak najlepiej. Jest ambitny, chłonny wiedzy i nowych umiejętności, jednak potrafi postawić sobie granicę, by nie popaść w obłęd manii. Korzysta z darów natury i to ich potęgę ceni najbardziej w połączeniu z wiedzą tajemną oraz siłą woli. Alchemia jest dla niego inspiracją, lecz stara się by straty nie przewyższały zysków (i nie chodzi tu tylko o pieniądze), wiedząc, że niektóre eksperymenty mogą drogo kosztować i wołać nawet o najwyższą cenę swego dobrodzieja. Czytanie, pisanie, arytmetyka, filozofia, historia czy śpiew nie mają tajemnic przed młodzieńcem z Borku. To istny geniusz, ale z charakterkiem. Oj, wie chłopaczyna czego chce od życia i uparcie ku temu dąży, sunąc krok za krokiem ku swemu przeznaczeniu.
   Witelo nie jest zwyczajnym bohaterem, jakich na pęczki w literaturze. To zdecydowanie wybitna jednostka z ciągotami do złego i ciemności. Nie po drodze mu z chrześcijaństwem, które odbiera mu matkę i babkę, sieje zamęt w umysłach rówieśników, działając gorzej niż zabobon i zabijając więcej niż innowiercy (inkwizycja oficjalnych przedstawicieli kościoła, jak i wieśniacze samosądy nad każdym podejrzanym), wzbudzając daleko posuniętą nietolerancję i rozwarstwienie społeczne. Witelo nie jest osobą do podporządkowania się, potrafi dostosować się do zastanych warunków, jednak to indywidualista, esteta, dążący do perfekcji, co przekłada się również w doborze kochanków. Tak, kolejna cecha, która powoduje inność tego młodzieńca. Mimo rozpowszechnionych "sodomii" wśród ówczesnego społeczeństwa na poziomie duchowieństwa czy szlachty, nikt głośno się do tego nie przyznaje, traktuje się to raczej jako rozrywkę. Związek dwojga osób tej samej płci uważa się za grzech i coś nienaturalnego (pokłosie tego odczuwane jest do dziś).
   "Uczeń czarnoksiężnika" to pamiętnik życia Witelona, jego dzieciństwa i dorastania. Dzięki temu czytelnik ma możliwość poznać jego myśli, zachowania, ocenę ówczesnej sytuacji politycznej czy gospodarczej oraz, przede wszystkim, wydarzenia i osoby, które mają wpływ na jego rozwój. To rodzina, przyjaciele i nauczyciele (licząc od babki przez mentorów ze szkoły Ludwika po Wolfganga z Weimaru). Każda z tych osób wnosi do życia chłopca coś nowego, wszczepia w niego nową myśl, odruch i umiejętność radzenia sobie w różnych sytuacjach. To pokazuje, że nasze życia to suma ludzi spotkanych po drodze, nauk wyniesionych od nich i wydarzeń, które nas kształtują, tych ważnych i drobnych. Człowiek to jednostka, która ciągle się zmienia, dostosowuje, uczy i analizuje, by przetrwać. Dlatego tak niewielu jest aniołem za życia, a częściej przechodzi na stronę Witelona i jemu podobnych. By przeżyć.
   Książka W. Jabłońskiego przedstawia panoramę życia średniowiecznego społeczeństwa od warstw najniższych do najwyższych, ukazując szczegóły niedostrzegalne na co dzień. Niech przykładem świeci tu traktowanie nieślubnych dzieci, próby zapewnienia im przyszłości, podejście ludu do mądrych kobiet, manipulacja ludźmi przez kościół, budowanie potęg imperialnych przez mariaże, a nawet tych lokalnych, gdzie możni i szlachetni tego świata wchodzą w małżeństwa tylko między sobą, intrygi dworskie i walki o władzę, schedę po ojcu, waśnie dynastyczne, sposoby prowadzenia uczt i przyjmowania gości, radzenie sobie w życiu przez najbiedniejszych poprzez tułaczkę i żebranie, najazdy tatarskie, prowadzenie domowego budżetu i reperowanie go m.in. przez Henryka z Ziz czy zakonników. Jest tu ukazane nie tylko życie codzienne szaraczków, ale i kluczowych postaci historycznych. Ponadto autor bardzo dokładnie podchodzi do opisu ówczesnej sceny politycznej, przedstawiając szczegółowo koligacje rodzinne Piastów, ich strefy wpływów, powiązania z innymi dworami europejskimi. Od natłoku imion czasem można dostać mętliku myśli. Zresztą, jest tu taka ilość detali ze sfery gospodarczej i politycznej, że głowa mała. ALE... to, co dla jednych będzie wadą, dla innych okaże się zaletą. Jabłoński genialnie odnajduje się w tym labiryncie piastowskiej dżungli, lawiruje sprawnie faktami, zadziwia i wzbudza mój zachwyt. Uwielbiam to jego podejście do szczegółu, perfekcyjne odwzorowanie średniowiecznego klimatu. Pisarz ma ogromną wiedzę i potrafi ją przekazać w ciekawy sposób, a nawet powiedziałabym, że intrygujący. Wie, w którą nutę uderzyć, by wzbudzić całą symfonię uczuć. I nie przesadzam tu ani na jotę. Wystarczy spojrzeć z nieco szerszej perspektywy na fabułę powieści, by dostrzec ten kunszt. Natłok informacji w tak niecodziennej formie, gdzie narrator swobodnie prowadzi czytelnika przez te gąszcze zadziwia.
   Jednym z ważniejszych elementów tej książki jest dla mnie wątek słowiański. Rodzina ze strony babki Witelona siedziała w tym po same uszy od trybu życia po magiczne rytuały. Żałuję tylko, że tak niewiele miejsca poświęcono Orkanowi i jego otoczeniu, bo to mogłoby być naprawdę ciekawe i dałoby spore pole do popisu autorowi. Ponadto pojawiają się pruscy bracia, uczący młodzieńca co nieco o pogaństwie i swoich wierzeniach. Są też wzmianki o wierze wschodnich sąsiadów Polski, ich zwyczajach, wpływie na miejscową ludność. Pisarz dotyka także tematu zabobonów wśród mieszkańców wsi m.in. o wilkołakach, częstej kąpieli, znajomości ziół. Ta powieść zabiera nas do świata, gdzie ścierają się ze sobą chrześcijaństwo i pogaństwo. Hmm... a może nawet nie tyle ścierają, co pochłaniają, bo kościół wchłania dawne obyczaje i przekształca na własną modłę, by zjednać sobie lud, a niewygodne jednostki likwiduje pod pretekstem kontaktu z siłami ciemności. Witelon jest świadkiem starcia tych dwóch sił, ocenia, analizuje i komentuje, przez co mamy bezpośredni wgląd w sytuację, która otwiera nam oczy i pozwala dostrzec to, o czym w szkole się milczy. Postawa młodzieńca i jego otoczenia ukazuje jak ważnym elementem jest identyfikacja z wiarą i przypisanie się do odpowiedniej grupy.
   Jak już wspomniałam, "Uczeń czarnoksiężnika" jest napisany bardzo plastycznym językiem, obfitym w środki stylistyczne. Autor chętnie posługuje się epitetami, porównaniami i metaforami. 
Tekst powieści silnie oddziałuje na wyobraźnię. Uwielbiam ten momentami poetycki styl Jabłońskiego, tę lekkość pióra, wyczucie słowa i chwili. Ponadto należy zwrócić uwagę na językową kreację bohaterów. Witelon, czyli narrator, jest autentyczny, posługuje się niebanalnym słownictwem, stawia filozoficzne pytania, snuje naukowe rozważania. To prawdziwy średniowieczny geniusz. Bohaterowie pokroju Henryka Kota, księcia Rogatki czy Wolfganga z Weimaru posługują się językiem charakterystycznym dla swojej warstwy społecznej i pochodzenia.
   Przechodząc do kolejnego elementu, czyli bohaterów, należy zwrócić uwagę na ich kreację. Witelo, jak już wspomniałam, jest sumą przeszłości i teraźniejszości, zbiorem cech jednostki wybitnej, potrafiącą okiełznać swoje namiętności w imię wyższych korzyści, choć również potrafi im ulec. Jest skomplikowany, wielopłaszczyznowy. Stanowi niełatwą zagadkę. Wyzwanie! Inne postacie, już mniej barwne i z dalszego tła akcji mimo to potrafią się wyróżnić i zapaść w pamięć, jak choćby Konrad Mazowiecki z żoną Agafią czy nauczyciel Ludwik. Odwzorowanie postaci historycznych ze źródeł i ożywienie ich to trudne zadanie, tym bardziej do takiego dzieła. Niełatwa to robota, ale Jabłońskiemu wyszło bardzo dobrze. Jego bohaterowie to ludzie z krwi i kości, pełni wątpliwości i namiętności, poddający się słabościom ludzkiego ciała i umysłu, często walczący sami ze sobą i z demonami przeszłości. Nie odnajdziemy tu dobrych lub złych. Tu występują szarości, mieszanki, które w zależności od sytuacji raz przeważają to na jedną to na drugą stronę wagi. Jak w życiu.
    Czy mogę coś zarzucić powieści o Witelonie? Jest zawiła, trudna i zagmatwana, zwłaszcza jeśli chodzi o wielość postaci drugoplanowych, koligacji rodzinnych Piastów. Wymaga czasu na przetrawienie. Nie jest lekturą lekką. Potrafi zachwycić, a zaraz potem rzucić o ścianę, wywołując całą lawinę sprzecznych emocji. To jak igranie z ogniem, lecz kto sobie odmówi i nie zaryzykuje takiej przygody? To, co wymieniłam, jednych zrazi, innych przyciągnie. Dla mnie to walory, choć zdaję sobie sprawę z tego, że dla wielu okażą się to schody nie do przebrnięcia. Jednak czasem warto się przełamać i spróbować zagłębić się w nowy świat.
   Pewnie niektórych zaskoczę, ale nie będę analizować tej książki pod względem historycznym, ponieważ nie jestem mediewistą, a okres przedstawiony przez pisarza jest szczególnie burzliwy, chaotyczny i niełatwo ogarnąć, co tam dokładnie działo się pomiędzy poszczególnymi Piastami. Tym bardziej wielkie brawo dla autora za ogrom pracy nad książką i wiedzę na ten temat. Oceną zgodności niech zajmą się specjaliści.
   Jeśli szukacie łatwej i przyjemnej lektury, to nie sięgajcie po "Ucznia czarnoksiężnika". To książka trudna, wymagająca, pełna niedomówień, ale genialna. Witold Jabłoński podjął się ciężkiego zadania, na którym niejeden połamałby sobie zęby. On wyszedł z tego pojedynku zwycięsko. Styl, język, fabuła, kreacja bohaterów i świata przedstawionego, wybór tematu, poprowadzenie akcji, ogrom wiedzy pisarza - to wszystko składa się na dzieło. Ambitny czytelnik odnajdzie tu sporą dawkę inspiracji dla siebie, tym bardziej ktoś zakochany w średniowieczu. Kunszt i talent pisarza rzucają się w oczy na każdym kroku. Mnie ta książka zachwyciła, choć to nie moje czasy i tematyka. Polecam!