Recenzje tematycznie

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmartwychwstanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmartwychwstanie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 maja 2022

130) "Radosna Nowina" Agaty Kasiak

  Religia odgrywa w ludzkim społeczeństwie ważną rolę. Pozwala wierzyć w coś więcej niż tylko w byty materialne, to, co nas otacza. Skupia się na duchowości, przynajmniej w swoich założeniach. Są religie m.in. politeistyczne, monoteistyczne. Pojawiają się również tacy, którzy wątpią, szukają lub całkowicie odżegnują się od tego tematu. Ile osób, tyle dróg i wyborów. Każdy ma prawo iść tam, gdzie niesie go serce. Dziś mamy wybór, a jak było kiedyś? Czy równie łatwo można było odciąć się od reszty i podążać za swoją intuicją? Nie do końca. Warto zwrócić uwagę chociażby na czasy imperium rzymskiego. Przez większość jego trwania panowała tolerancja. Podbite ludy bez problemu mogły dalej czcić swoich bogów, o ile wywiązywały się z obowiązków wobec Rzymu. Jednak od momentu, gdy na arenę międzynarodową wypłynęło chrześcijaństwo, zaczęły się prześladowania pogan, z czasem przechodzące w coraz okrutniejsze formy, od wypraw krzyżowych po inkwizycję, siłowe nawracania za pomocą miecza i groźby. Czy naprawdę tak to miało wyglądać wg założyciela tej religii? Czemu historia tak się potoczyła? Jaki był sam początek? 

   Najbardziej poczytnym źródłem na temat początków chrześcijaństwa jest bezsprzecznie Biblia. W naszym kręgu kulturowym bywa szczegółowo omawiana nie tylko na lekcjach religii w szkole, ale również na języku polskim, gdzie dokonuje się analiz, interpretacji, wyjaśniania jakie jej elementy przeniknęły do współczesnej kultury, języka i jak wpłynęła na rozwój naszego rejonu. Ciągle się o niej słyszy, czyta. Nie da się od tego uciec. Wciąż inspiruje. Dla chrześcijan to norma. Uważają ją za słowo natchnione, dowód na istnienie Boga, podstawę kościoła. W osobie znającej historię, zwłaszcza jeśli chodzi o Nowy Testament, rodzi się pytanie, że skoro tak chlubnie wyglądają początki kościoła, czyste i pełne miłości nauki Jezusa, to dlaczego ta organizacja poszła w takim, a nie innym kierunku, co stało się tego powodem? 

   Literatura przychodzi z pomocą. Pozwala czerpać nie tylko ze źródeł pisanych i niepisanych, ale również wykorzystywać fantazję, znajomość ludzkiej psychiki i uzupełniać tym luki, których sporo w okresie biblijnym. Jedną z powieści opowiadającej o samych początkach chrześcijaństwa, a zarazem o Jezusie z Nazaretu, jest "Radosna Nowina" Agaty Kasiak. Dotyczy ona okresu, gdy Chrystus nauczał, a jednocześnie przygotowywał się do zawarcia Nowej Paschy w imię Jahwe. Ma jasno określone ramy czasowe, a akcja rozgrywa się na terenie Izraela, główną bohaterką czyniąc Marię Magdalenę, kobietę współcześnie kontrowersyjnie postrzeganą. Jedni widzą w niej kogoś wyjątkowego i silnego, inni - obiekt do snucia teorii spiskowych, historii alternatywnych. Jaka mogła być? Czym się charakteryzowała? Jak przedstawiła ją Agata Kasiak?

  Maria Magdalena w tej powieści to dziewczę opętane przez demony, smutno snujące się po domu i jego okolicach w oczekiwaniu na kolejny atak. Stwory uwielbiają pojawiać się niespodziewanie, przejmując dowodzenie nad całą sytuację. Wtedy niszczą co się da, co tylko wpadnie im w łapy. Skutkiem czego dom bohaterki zmienia się stopniowo w ruinę, podkopując fundamenty więzi rodzinnych. Demony rodziców przechodzą na dziecko, obierając je na ofiarę. Trudne dzieciństwo może tłumaczyć jej niepewność siebie, zagubienie. Sąsiedzi nie są ludźmi życzliwymi. Unikają jej. Boją się. Postępuje tak nawet rabin, osoba, która powinna być wsparciem. Z jednej strony coś tłumaczy, ale potajemnie wkłada nóż w plecy, obmawiając i wytykając palcami. Odrzucenie w rodzinie, odrzucenie pośród lokalnej społeczności. Co taka osoba może uczynić? Zamknąć się jeszcze bardziej w sobie. Świat ludzi jest Marii nieprzyjazny, zatem ucieka tam, gdzie znajduje pocieszenie i ciepło, do zwierząt. Sytuacja zmienia się, gdy na jej drodze pojawia się nie kto inny jak sam Jezus. Tak jak wiemy z Biblii, wypędza z niej demony i uwalnia jej ducha, dając posmakować wolności i radości życia. W tym miejscu zaczyna się właściwa akcja powieści.

   Autorka pokazuje przemianę jaka dokonuje się w kobiecie. Z zalęknionej i samotnej przeistacza się w radosną, kipiącą energią, pełną miłości osobę, która wierzy i ufa swemu Nauczycielowi. Jest szczera, uczciwa, mówi co myśli i czuje. Cechuje ją prostota. Nie jest skomplikowana, nie trzeba się domyślać, o co jej chodzi. Zawsze komunikuje, co się z nią dzieje. Bywa spontaniczna. Wobec bliskich bardzo troskliwa. Swoim zachowaniem potrafi jednocześnie zażenować i rozweselić. To duże dziecko, które nadrabia braki rodzicielskiej miłości, samej mając jej w sobie aż po brzegi. 

   Pięknie Agata Kasiak przedstawia relację między Chrystusem, a Marią Magdaleną, biorąc pod uwagę jej przemianę. Ich znajomość jest specyficzna. Łączy ich miłość, ale bardziej czysta, platoniczna, pełna zaufania i szacunku. Niezwykła. Zgodnie z wizją autorki obydwoje są sobie potrzebni, jedno podpiera drugie, utwierdzając w tym, że taka forma miłości jest możliwa. Ona jest zawsze obok, wyczuwa jego nastroje, bicie serca. Wie, kiedy jest potrzebna. Jest kobietą, patrzy ludzkim okiem, ale stara się doskonalić, rozumiejąc, że ma do czynienia z kimś wyjątkowym. Stara się dla niego, dla jego nauki. Tym samym staje się świadectwem jego posłania. Kieruje się miłością. 

  Kobieca postać gra tu pierwsze skrzypce, ale co z samym Jezusem? Poznając Marię Magdalenę, czytelnik ma okazję do zaprzyjaźnienia się również z nim. Widzi go w różnych sytuacjach, od tych dobrych, po te bardziej bolesne. Mimo boskiego pochodzenia, ma w sobie wiele z człowieka. Zdaje sobie sprawę ze swoich słabości, kierując się w tych momentach do swego ojca. Naucza o miłości, miłosierdziu, niesieniu dobra i pomocy słabszym i taki jest. Całym sobą pokazuje to, o czym mówi. Za słowami idą czyny. Garną się do niego tłumy. Część chce cudów i je dostaje, ale zrozumieć naukę udaje się niewielu, tylko tym najbardziej wytrwałym. Z "Radosnej Nowiny" wyziera do nas obraz mężczyzny ciepłego, charyzmatycznego, pewnego swoich racji i przekonań, magnetycznego, który potrafi przyciągnąć do siebie, a jednocześnie zapewnić poczucie bezpieczeństwa i wewnętrznego spokoju. Jest kimś u czyjego boku schronienie odnajdą zagubieni, samotni, na rozstaju dróg, którym potrzeba zainteresowania, zrozumienia i dobrego słowa. 

 Poza MM i Chrystusem przewija się tu sporo postaci. Z apostołów warto zwrócić uwagę na Jana i Judasza. Jan przypomina nieco rozbrykaną główną bohaterkę. Młody, ale zakochany w swoim rabbim, pełen zapału i chęci do nauki oraz szerzenia jego słowa. Jest ufny, wesoły, radosny. Wnosi do swojej grupy powiew świeżości, młodości i tej pierwotnej energii, uśmiechu z życia. Bardzo sympatyczny chłopak. Świetny materiał na przyjaciela. Za to Judasz to chodząca zagadka. Z Nowego Testamentu wiemy, że zdradził, za ile i jak do tego doszło, ale jakie miał motywacje, co nim kierowało? Powieść wiele wyjaśnia w tym zakresie. Czytelnik może wejść głębiej w jego psychikę, poznając jego wewnętrzne demony, słabości, ukłucia zazdrości i zawiedzone złudzenia, które pchają go w stronę ciemności. Myślę, że to jedna z lepiej wykreowanych postaci. Nie jest doskonały, jest najzwyczajniej w świecie ludzki, pełen sprzeczności i wątpliwości. Błądzi, ale ponosi tego konsekwencje.

  Jak jest Jezus, to musi być i diabeł. W tle roi się od nich, ale ten jeden, co nimi rządzi, w powieści zadziwia swoją postawą. Szczerze? Jestem zdumiona jego przedstawieniem, ale chyba właśnie taka interpretacja byłaby najbliższa temu, co rozumie się przez upadłego anioła. Lucyfer sam o sobie mówi, że jest złem. Jednak dla kogo? Czy tak samo postrzega ludzi jak i Boga, od którego się odwrócił? Agata Kasiak udowadnia, że nie. Jego nastawienie do naszego rodzaju, nie wyklucza innego postrzegania stwórcy. Bardzo dobrze widać to w momencie kaźni Chrystusa, poczynając od Getsemani po ukrzyżowanie. Wymowna jest również scena w piekle. Podpowiem, że warto również zwrócić uwagę na zachowanie Szatana wobec Marii Magdaleny. Autorka pokazuje, że świat posiada barwy i nic nie jest takie proste w ocenie. Każda postawa, zachowanie, przekonanie może mieć drugie dno, znacznie głębsze, mające korzenie w dalekiej przeszłości. 

   "Radosna Nowina" to książka o tematyce religijnej, ukazującej rodzenie się chrześcijaństwa, pierwszych zasad. Przytacza wiele cytatów z Nowego Testamentu, tłumaczy Nauki Jezusa. To taka łatwiejsza forma Ewangelii, bardziej ludzka, barwna, ale pozostająca w zgodzie z wykładnią Watykanu. Jednak należy pamiętać, że Jezus był Żydem i wychował się w takowej rodzinie. Agata Kasiak w swojej powieści zawiera wiele elementów tamtejszej kultury, np. zasady szabatu, obchodzenia paschy, funkcjonowania kobiet w społeczeństwie etc. Pobieżnie tłumaczy także podział między samymi Żydami na bractwa, np. faryzeuszy, saduceuszy, które to mają również znaczenie polityczne. Religia i polityka, ach, prawda stara jak świat. W tym kontekście warto spojrzeć na działalność Sanhedrynu a postępowanie Piłata i Heroda Antypasa podczas procesu Jezusa. 

   Ta powieść porusza zagadnienie wiary, takiej prawdziwej, ufnej, bez zadawania zbędnych pytań. Tu warto zwrócić uwagę na scenę na wodzie i pod grobowcem. Maria Magdalena a pozostali apostołowie. Kto naprawdę wierzy? Kto idzie prosto, bez zachwiania, kierując się tylko słowem Chrystusa? Kto ufa bezgranicznie? 

   Autorka ma lekkie pióro, potrafi zaczarować czytelnika plastycznymi opisami, naturalnymi dialogami, głęboką analizą psychologiczną, ujęciem w proste słowa trudnych prawd i zagadnień. Jej książka odrywa od rzeczywistości, przenosi w czasie do początku naszej ery na Bliski Wschód, prosto do Izraela. Pozwala na podróż po Magdali, Jerozolimie, Betanii. Tłumaczy zawiłe kwestie wiary w przystępny sposób. Dzięki niej czytelnik może bliżej poznać biblijne postacie, spróbować zrozumieć ich zachowania i motywacje.

   "Radosna Nowina" Agaty Kasiak to ciekawa powieść, myślę, że bardziej skierowana do chrześcijan czy osób zainteresowanych tematyką biblijną. Skupia się głównie na relacji między Marią Magdaleną a Jezusem, ale ważną kwestią pozostają również jego nauki. Tematem przewodnim wg mnie jest boża miłość, jej oddziaływanie na ludzi, na świat. Pokazuje jak "demony" rodziców mogą zmienić życie dziecka, jak odrobina zaangażowania i ciepła mogą przeistoczyć lękliwą istotę w kogoś pełnego energii i radości, jak w odpowiednim otoczeniu się rozkwita. To książka ciekawostka. Naprawdę dobra. 


PS Dziękuję za egzemplarz książki autorce, Agacie Kasiak :)

niedziela, 10 października 2021

108) Czym byłby świat bez miłości? "Maria Magdalena. Wyzwolona kobiecość, odnaleziona boskość" Ewy Kassali

  Odkryj w sobie boginię, królową, stań się panią samej siebie! Z jednej strony te słowa brzmią jak pełne pychy wyzwanie dla skromnej kobiety w każdym wieku i w każdym zakątku świata, nieprzystojne porządnej osobie, która szanuje siebie i innych, bo każe się wynieść ponad innych, ale z drugiej strony warto rozważyć ich głębsze znaczenie. Iluż to sprawom kobiety poświęcają swój czas, od drobnych codziennych sprawunków i obowiązków zaczynając, kończąc na wysłuchiwaniu, pomaganiu i doradzaniu innym, zapominając w tym wszystkim o sobie, wewnętrznej równowadze. Ileż z nas mierzy się z wewnętrznymi demonami braku wiary w siebie, chorobami duszy, zbyt ciężkim brzemieniem jak dla jednej osoby? Wewnątrz chaos i burza emocji, a na zewnętrz sztuczny uśmiech, by nikt się nie dowiedział, by oszczędzić sobie wstydu. To, co dla jednego będzie prozaiczne, dla innego stanie się końcem świata. Praca, rodzina, otoczenie, zdrowie, biurokracja, brak perspektyw, trudna sytuacja... nigdy nie wiadomo jakie dramaty ukrywają się za spojrzeniem drugiej osoby spotkanej na naszej drodze. Nie ma znaczenie wiek, płeć czy pochodzenie. Każdy mierzy się z własnymi koszmarami. Jedni sięgają po pomoc obcych, drudzy - bliskich, a jeszcze inni starają się sami rozpracować swoje bolączki. Świat nikogo nie oszczędza. Mówi się, że czyjeś życie usłane jest różami. Zapomina się dodać, że te kwiaty oprócz delikatnych płatków i zniewalającego zapachu mają też ciernie, o które łatwo się pokaleczyć. Tak, życie jest jak róża. Piękne, delikatne, wrażliwe, ale i wypełnione bólem, smutkiem i stratą. Równowaga. 

   Czym byłby świat bez miłości? Polem obgryzionych przez ząb czasu kości ludzi, którzy się pozabijali? Areną wojen i dolin spływających krwią? Prawdopodobnie. Tacy są ludzie, dla wielu liczy się zysk i władza, chciwość przejmuje nad nimi kontrolę, gubią gdzieś po drodze na szczyt odruchy człowieczeństwa, zatracając się w tym co złe, co krzywdzi innych. Tylko tu i teraz, więcej, więcej, krzyczy w nich ten cichy głosik, który zagłusza sumienie. Nie tylko wielcy tego świata tak miewają. Ten głosik pojawia się także w zwykłych domach, gdzie może dojść do przemocy nie tylko fizycznej, ale przede wszystkim psychicznej, która zostawia ślady już na zawsze. Wymazać się jej nie da. Kto pada jej ofiarą? Najczęściej najsłabsi, najmłodsi, najbardziej ulegli. Zmieniają się w chodzące kulki lęku przed wszystkim. Niewielu ma siłę się przeciwstawić, powiedzieć głośne "nie", bo nigdy nie wiadomo z jakimi konsekwencjami może się to wiązać. Strach rośnie. Dla jednych ma granice, inni są jak czarne dziury, którzy go wchłaniają w siebie, bojąc się nawet własnego cienia. Trudno powiedzieć jak pomóc, jak przemóc falę zła, jak ruszyć przed siebie, gdy za sobą ma się całe swoje życie, a zostaje tylko to, co nieznane i lęk przed tym. Jeśli na dodatek ma się na swoich barkach odpowiedzialność za innych, strach rośnie, ale właśnie wtedy jest czas na odkrycie w sobie mocy, która uskrzydli i nie pozwoli upaść niżej, która da nadzieję na lepsze jutro. Czym byłby świat bez nadziei? Pustynią bez życia, martwotą. Słowa o odkrywaniu w sobie bogini i królowej nie są niczym pyszałkowatym, próżnością. Są siłą, która budzi do życia z marazmu, uaktywnia cały organizm do ogromnego wysiłku fizycznego i mentalnego, ale w pozytywnym znaczeniu. Daje wiarę w zmiany, chęć do działania, pozwala docenić samego siebie i wywołać uśmiech po całodziennych trudach prób przeżycia godnie i uczciwie. Mimo wbijających się w ciało cierni, ktoś, kto usłyszy wołanie o staniu się panią/panem samego siebie, będzie piął się w górę, by w końcu dotrzeć do płatków, samej korony róży, odetchnąć świeżym powietrzem wypełnionym jej wonią i zacząć podziwiać świat ze wszystkimi jego barwami. 

   Czy próżnością byłaby wiara w siebie, by zdobyć chleb dla dzieci i starców? Czy narcyzmem jest pokochanie samego siebie tak mocno, by odejść z toksycznego związku? Czy głupotą byłaby wiara w swoje umiejętności i kreatywność, by iść przed siebie i nie wierzyć w złe słowa ludzi z otoczenia, że do niczego się nie nadajesz? Życie jest jedno, jest jak sinusoida, są wzloty i upadki, ale mknie przed siebie. By je pokochać to najpierw trzeba zadbać o siebie i się docenić. Pokochać siebie. By móc ruszyć w świat i sprawiać, że stanie się lepszym i piękniejszym miejscem. 

   Te słowa są myślą przewodnią książek Ewy Kassali, czyli Doroty Stasikowskiej-Woźniak, która przedstawia w nich znane kobiece postacie historyczne, m.in. Nefertiti, Hatszepsut, Semiramidę czy Makedę. W swoim życiu miały realny wpływ na władzę, mogły zmieniać swoje otoczenie, decydować w pewien sposób o losach poddanych. W tym gronie wyróżnia się Maria Magdalena, która stała się bohaterką jednej z powieści o kobietach biblijnych. W posłowiu autorka wytłumaczyła, że to zlepek niewiast, którego dokonał papież Grzegorz Wielki, a które w jakiś sposób miały styczność z Jezusem lub jego uczniami. Zwykła kobieta, wywodząca się z dobrego i bogatego domu, której los nie oszczędził, a stała się apostołką miłości i Strażniczką Bramy Światła. Jakim cudem? Jak tego dokonała? W czym tkwi jej tajemnica? Pierwszy tom zdradził jak daleką drogę pokonała, by dotrzeć tam, gdzie się znalazła, jak wielu przeciwnościom i koszmarom stawiła czoła, by móc zrozumieć podstawę życia, przesłanie nauki swego nauczyciela. Czy historia o niej nie kończy się na śmierci Jezusa? Czy ona mogła funkcjonować dalej? Gdzie autorka szukała natchnienia? Skąd mogła czerpać swoje pomysły? 

   Ewa Kassala nie porzuciła historii Marii Magdaleny. Szukała jej źródeł, prowadziła zakrojone na szeroką skalę badania, przeprowadzając kwerendy źródłowe nawet w tak trudno dostępnych miejscach jak archiwa watykańskie. Nie stroniła od poznawania apokryfów, źródeł nieuznawanych przez kościół katolicki. Sięgnęła nawet do legend na temat apostołki z terenów dzisiejszej Francji. Ponadto konsultowała się ze specjalistami z różnorakich dziedzin, o czym mowa w posłowiu. Czym to zaowocowało? Powstaniem "Marii Magdaleny. Wyzwolonej kobiecości, odnalezionej boskości", powieści tak różnej od wcześniejszych książek tejże autorki i myślę, że wyjątkowej. Dlaczego tak uważam? 

   Akcja powieści toczy się w I w n.e. na obszarze basenu Morza Śródziemnego, od Egiptu zaczynając, poprzez Izrael, Turcję, Rzym aż po tereny Galii. Główną bohaterką jest, jak wskazuje sam tytuł, Maria Magdalena, kobieta po przejściach, niezwykle silna, już dojrzała, mądra życiowo, pełna spokoju i wewnętrznej równowagi, działająca rozważnie i zdroworozsądkowo, będąca ostoją dla zagubionych i udręczonych, dająca odpowiedzi i wskazówki na dalszą drogę, otaczająca ciepłem, cierpliwością i miłością. W zamian za chwilę uwagi oferująca słowa i nauki Jezusa, przynoszące ukojenie i nadzieję. To ona jest klamrą spinającą fabułę. To wokół niej toczy się narracja. Czytelnik widzi świat jej oczami, dzięki czemu powstaje przed nim możliwość poznania nowej perspektywy, poszerzenia własnych horyzontów o takie, o jakie by się sam nie podejrzewał. 

   W Marii z Magdali odbijają się postacie ludzi z całego świata. Wystarczy stanąć przed lustrem, spojrzeć sobie w oczy i przywołać którąkolwiek z jej wypowiedzi. One są aktualne, wciąż, nawet po tylu wiekach. Setki lat nie zmyły z naszych twarzy kurzu codziennych wyborów, trudnych decyzji, bólu ukrytego w schowku pamięci, zadry zadanej sercu. Ona tam jest i czeka. Ma rozwiązanie. To nadzieja i miłość, szukanie dobra i odpowiadanie nim, szerzenie wzajemnej tolerancji i zrozumienia. Można wybaczyć krzywdy, ale nie trzeba ich zapominać. Ważne, by wyciągnąć z tego lekcję na przyszłość, uważać i ostrożnie stąpać, ale bez lęku, wierzyć w siebie i iść z podniesionym wzrokiem, nie bać się własnego cienia i własnych myśli, nie wstydzić się swoich zalet i talentów. Maria Magdalena gasi waśnie, pomaga dotrzeć do własnego wnętrza i celu życia, tak jak to zrobiła w przypadku Judyty i Dawida. To tak jak słowa Chrystusa obudziły Martę do prawdziwego życia, wyrwały ją z marazmu rutyny. Ona kroczy przed siebie, zostawiając za sobą zapach róż, budzący do chęci poznania prawdy, posmakowania prawdziwego żywota z wszelkimi jego troskami i radościami, by móc docenić swoje tu i teraz. Sama odebrała trudną lekcję i postanowiła ułatwić innym przejście próby, głosząc słowa swego nauczyciela. 

   Maria Magdalena nawołuje, by odkryć w sobie boginię, królową, by uwierzyć w siebie, nie chować się w cieniu, by pokochać samą siebie i swoje życie, by wszelkie doświadczenia przekuwać w swoją siłę, z każdej sytuacji wynosić wnioski, szukać balansu, nie dawać się wciągać w szemrane znajomości, być wiernym swoim zasadom i wartościom, mówić "nie", gdy tak intuicja podpowiada. Odnoszę wrażenie, że jest nauczycielką. Taką, której każda i każdy z nas potrzebuje na swojej drodze, by podnieść się po porażce, pozbierać się, skleić potłuczone kawałki duszy, zastanowić się nad sobą, utulić swoje "ja" mocno, stworzyć fundamenty swojego azylu tudzież oazy, by móc przemyśleć swoją przeszłość, zechcieć coś zmienić i ruszyć z głową pełną pomysłów naprzód. Ona daje siłę, by mimo porażek i upadków, wciąż walczyć o siebie, o swoje pomysły, dążyć do wyznaczonego celu, a to wszystko w otoczeniu się miłością i tolerancją.

   Wspomniałam, że ta powieść jest różna od poprzednich książek Ewy Kassali. Tu nie ma typowej akcji, skupieniu się na kolejnych wydarzeniach. Tu najważniejszą rolę odgrywają ludzie, ich uczucia, myśli i nauki Marii Magdaleny. Reszta jest tłem. To powieść drogi przemyśleń na temat życia, jego zmiany i możliwych rozwiązań różnych sytuacji, które wydają się beznadziejne, co udowadniają przypadki bohaterów tejże lektury. Świat bywa okrutny, rzuca kłody pod nogi, pozbawia rodziny, odbiera to, co najcenniejsze, naigrywa się głośnym i szyderczym śmiechem z naszego cierpienia, ale czy na pewno to on? Może to toksyczne otoczenie, konsekwencje złych wyborów albo przypadek? Nie można się poddać, trzeba walczyć, chcieć coś zmienić. Z reguły jest to okupione ciężką pracą i poświęceniem, ale owoce w końcu się pojawią. Wystarczy cierpliwość. Maria Magdalena spotyka na swojej drodze pokrzywdzonych przez los. Są to głównie kobiety, ofiary przemocy ze strony najbliższych, samotne i zagubione, niosące na swych barkach ciężary przekraczające siły jednej osoby, zbolałe i zniszczone, pełne niepokoju i lęku, oszukane i wyszydzane, z pogranicza, marginesu społecznego. Ona uczy je dyskusji, analizy sytuacji, wzajemnego wsparcia i szukania rozwiązań. Nic nie przychodzi lekką ręką samo. 

   Poruszające są sceny opisujące spotkania apostołki ze wspomnianymi przeze mnie kobietami. Pochodzą z różnych warstw społecznych, z różnych regionów, różniąc się wiekiem, statusem społecznym i majątkowym, a jednak mają wiele wspólnego. Problemy. Poważne. Takie, które je trapią i nie pozwalają na spokojny i głęboki sen. Historia kobiety z Magdali jest pretekstem do tego, by przenieść w niej wątki uniwersalne, m.in. o miłości, poszukiwaniu drogi do siebie i boga, odnalezieniu szczęścia, sensu życia, braku lęku przed pokazywaniem swojej prawdziwej twarzy światu, możliwości zmiany miejsca i otoczenia, które krępuje i wręcz więzi w swoich ortodoksyjnych zapędach, przeciwstawiania się przemocy domowej, walki o sprawiedliwość i dobro. To historia dla kobiet i o kobietach. Pokazuje te tematy, które są trudne zwłaszcza dla tej płci. Przedstawia swego rodzaju walkę o równouprawnienie m.in. w małżeństwie czy kapłaństwie, zaściankowe myślenie o roli kobiet. Tu warto zaznaczyć, że ta książka nie jest pod żadnym względem niesprawiedliwa w ocenie mężczyzn. Autorka pokazuje, że kobieta kobiecie bywa wilkiem. Nie dość, że trzeba walczyć ze szklanym sufitem z mężczyznami, to jeszcze z zazdrością i zawiścią kobiet. Ta powieść pokazuje jak okrutne jest życie, jacy są ludzie, jak trudno do nich dotrzeć i jak niewielu jest gotowych na zmianę starych przyzwyczajeń.

   Spośród bohaterek moją uwagę przykuła Marta. Jej przemiana jest oszałamiająca. Jak wiele zmieniła w swoim życiu, to jak poszła za głosem swego serca, swymi marzeniami i pasjami, jak ruszyła, by odnaleźć swoją drogę i swoje powołanie – zasługuje na podziw. To, co złe zostawiła za sobą, tj. pozory, ortodoksyjne środowisko, nieprzychylne spojrzenia sąsiadów, swój perfekcjonizm, chęć służenia innym. Ruszyła przed siebie, ryzykując, a jednak tym samym wygrywając swoje życie. Odnalazła swój sens, gdzie wyznawane wartości i pasje mogła połączyć bez obaw o zlinczowanie przez ludzi. Jest wiarygodna, posiada ludzkie słabości, choć stara się doskonalić na każdym kroku. Kobieta z krwi i kości.

   Nie ma dobra bez zła, którego uosobieniem tutaj jest Szamszir, zaufany Kajfasza. Ma za sobą bolesną przeszłość, jednak to nie tłumaczy jego zachowań i chorych fascynacji, okrutnego traktowania mniejszych i słabszych istot. To przykład prawdziwie zaburzonego osobnika, który powinien być pod stałą kontrolą innych. Najgorsze, że takie potwory istnieją, a prawo rzadko kiedy egzekwuje od nich należną karę, równomierną do wyrządzonej krzywdy.

   W pierwszej części "Marii Magdaleny" postacie były „głębokie”. Ich przemiany, zachowania, sposób myślenia – wyraźnie zaakcentowane, czytelne. W drugiej części jest ich cała mnogość, ale, aby poznać danego bohatera trzeba czytać między wierszami. Czytelnik wiele wyciąga z kontekstu, przy czym powinien być cały czas czujny i odnotowywać sobie w pamięci nawet ich drobne gesty, ponieważ nawet te mają przełożenie na późniejsze relacje. Książka pokazuje kontakty kapłanki z różnymi postaciami, to jak ona je postrzegała. Są to jednak urywki, z których czytelnik sam ma wywnioskować jak w międzyczasie mógł ewoluować dany bohater pod wpływem MM. Jej nauki pozwalają wierzyć, że gdzieś tam jest ten „dom”, miejsce bezpieczne, gdzie sąsiedzi są tacy jak my, bardziej tolerancyjni, mniej „niszczycielscy” psychicznie, gdzie przyjaciel jest przyjacielem, a rodzina rodziną, a nie maską, za którą skrywa się wróg.

   Jednym z ważniejszych wątków poruszonych w tej powieści jest ukazanie na przykładzie jednego z apostołów jak kościół jako instytucja odrzuca kobiety w swej hierarchii, jak zazdrośnie strzeże swych wpływów i władzy, by kobiety mu nie zagroziły. Czyżby to tylko zwykła zawiść o uczucie, którym Chrystus darzył Marię Magdalenę? Trudno powiedzieć, ale bardzo ciekawie zostało to opowiedziane. Jak z pozoru błahe decyzje, wpływają na kształtowanie się pewnych postaw i zachowań społecznych, tym bardziej biorąc pod uwagę historię kościoła chrześcijańskiego i jego nieliczenie się z kobiecym pierwiastkiem, spychając go do roli czysto prokreacyjnej jako gwaranta trwania ludzkiego gatunku, zamkniętego w małżeństwie, obłożonego plotkami o grzesznej naturze płci żeńskiej, które mąż jako MĘŻCZYZNA musiał stłamsić już w zarodku. Czyżby to przyzwolenie na przemoc domową i przymknięcie oczu na cierpienie najsłabszych fizycznie? Trudno jednoznacznie ocenić, ale historia mówi sama za siebie.

   Obłuda goni obłudę, co zostało także pokazane na podstawie działania żydowskiej świątyni, funkcjonowania faryzeuszy, górowania pieniędzy nad dobrem zwykłych obywateli i pozostawaniem wiernym zasadom rządzącym ich religią. Władza nie podlega prawu, które sama wydaje. Absurd? Nie. Sytuacja nagminna, nie tylko kiedyś, ale i dziś. Powieść o MM świetnie ukazuje aktualność tego problemu.

   Książka porusza też temat kruchości materialnych podstaw bogactwa jak w przypadku obywateli rzymskich, którzy popadli w niełaskę rządzącego władcy, niestabilność pokoju nawet w tak tolerancyjnym kraju, jakim był Egipt, łatwość manipulowania tłumem za pomocą plotki, walkę ze stereotypami, zwykłymi pomówieniami i niesprawiedliwością... Ewa Kassala pokazuje też bogactwo form relacji międzyludzkich o różnych wymiarach, od wspomnianych już przyjaźni, miłości i podziwu po bardziej negatywne. 

   Świat przedstawiony jest różnorodny, bogaty, od funkcjonowania osady w Qumran, jej społeczności, roli religii i odcięcia się od toksycznego środowiska, znaczenia prawdy, ale i marginalizowania kobiet, przez prokobiecy Efez ze świątynią Artemidy i historią Amazonek, świątynię na wyspie File i piękną Aleksandrię po zakłamany Rzym i mocno ortodoksyjną Galileę. Gdzieś pomiędzy, zawieszona w Pozaczasie, Galia, z druidami, zieloną przyrodą, rześkim i chłodnym powietrzem, głębią starego kontynentu, niezbadanymi plemionami barbarzyńców, tak innych od świata śródziemnomorskiego, ich wierzeniami i rytuałami, legendami, sposobem życia i funkcjonowania. Świat piękny, pomimo czającego się w mroku okrucieństwa, godny podziwu mimo brutalności, uroczy mimo śmierci i bólu, zachwycający w swej prostocie. Świat z ludźmi i ich nawykami, nastrojami i zwyczajami, które można pokochać albo znienawidzić. Ze wszystkimi wadami i zaletami, taki prawdziwy, pomimo, że odległy w czasie i przestrzeni. 

   "Maria Magdalena. Wyzwolona kobiecość, odnaleziona boskość" to książka napisana lekkim i poetyckim piórem, które zachwyca plastycznością i szczegółowością. Czytelnik widzi oczami starożytnych nie tylko świat przedstawiony, ale i ich samych, ich życie, wartości, zwyczaje, zawarte relacje. Każde słowo jest głęboko przemyślane, wypowiedzi i myśli postaci nie są pustymi frazesami, są wypełnione refleksjami na temat różnych płaszczyzn, sporo w tym filozofii zahaczającej o sferę egzystencjalną. Podobnie rzecz ma się z zachowaniem bohaterów. Każdy czyn, decyzja niesie swoiste konsekwencje, przed którymi nie ma ucieczki. Czytając ową powieść, odniosłam wrażenie, że dostałam się do studni wiedzy pełnej wskazówek dla zagubionych dusz. Wielu odnajdzie tu cytaty dla siebie, będące natchnieniem do dalszego działania. 

   Ta lektura uczy, wzrusza, zmusza do refleksji, analizy własnego życia i postępowania, a także otoczenia. Pokazuje znaczenie miłości do samego siebie, akceptacji siebie, możliwości spojrzenia samemu sobie w oczy w lustrze bez speszenia, bez lęku czy jest się wystarczająco dobrym i godnym, bez strachu o jutro. MM to nauczycielka życia. Porusza nie tylko te piękne struny naszego serca, ale tłumaczy też jak postępować, gdy ciemna strona bierze nas w posiadanie, jak ją okiełznać, jak radzić sobie w trudnych momentach, jak podnosić się z dna na wyżyny swoich możliwości, jak wyrwać się z toksycznych relacji. To nie tylko książka dla kobiet czy chrześcijan. Kwestia feminizmu czy wiary w jednego boga nie przesłania treści. To tylko tło. Ewa Kassala przedstawia tu uniwersalne zagadnienia, o których już tu niejednokrotnie wspomniałam.

   Wracając do kwestii merytorycznych, warto zwrócić uwagę na dobór źródeł do kwerendy, a które to co uważniejszy czytelnik może dostrzec w przypisach, a które zapewne stanowią tylko ułamek tego, przez co musiała przebrnąć autorka. Tym co wyróżnia książki tej pisarki na rynku wydawniczym, to włączanie informacji ze źródeł pisanych do fabuły, które znacząco ją wzbogacają i urozmaicają. To, co znane, Ewa Kassala uzupełnia swoją fantazją, ale w sposób w jaki niełatwo rozdzielić jedno od drugiego, bo wszystkie elementy pasują do siebie jak ulał. 

   "Maria Magdalena" cz. druga wymaga od czytelnika skupienia i celebracji chwili. To nie jest lektura na raz, na jedno posiedzenie. Wymaga ciszy i spokoju, by móc w pełni docenić jej przesłanie i zastanowić się nad poruszonymi problemami. Myślę, że dotknie, w dosłownym znaczeniu, niejedną osobę i skłoni do wprowadzenia nawet niewielkich, ale jednak, zmian we własnym życiu, by uważniej przyglądać się światu, doceniać te małe chwile szczęścia, sekundy uśmiechów i radosnych spojrzeń, poczucie spełnienia, by przetrwać trudne momenty, wiedząc, że to przejściowe. MM pomaga walczyć o swoje miejsce na ziemi, iść przez życie w zgodzie z własnym sumieniem, pozwala wierzyć, że nie trzeba wiecznie rezygnować z siebie i dostosowywać się do otoczenia, ponieważ różnorodność też jest piękna. 

   To już był mój drugi raz z tą książką. Pierwszy spędziłam z wersją roboczą za pozwoleniem autorki. I wtedy i teraz odkryłam inne elementy. Niezbadane są ścieżki, którymi prowadzi nas MM. Jej wypowiedzi kierują myśli w różne strony, a ostatnie wydarzenia wokół nas, te współczesne, tylko udowadniają, że jej słowa są wciąż aktualne. 

   Polecam ją z czystym sumieniem, lecz ostrzegam, to nie jest typowa powieść historyczna, to książka bardziej skłaniająca do refleksji, przepełniona przemyśleniami i opowiastkami z życia Marii Magdaleny, jej drogi od śmierci Jezusa po jej kraniec, od ziemskiej rzeczywistości po sprawy nadprzyrodzone jak np. przebywanie w Pozaczasie, wizje. To lektura, z której aż krzyczą słowa o miłowaniu siebie, wewnętrznej sile, równowadze ciała i umysłu, balansie w życiu, umiejętności przebaczania, lecz i pamiętania, wyciągania wniosków i próbie odnalezienia siebie w chaosie świata. 

Za egzemplarz i wstążeczkę mocy z różą dziękuję wydawnictwu Videograf SA i Pani Ewie Kassali. Takie książki przywracają wiarę w ludzkość, choć o to coraz trudniej. Oby bogini ukryta w sercach przebudziła się i skierowała nas w stronę miłości...