Recenzje tematycznie

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alternatywa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alternatywa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 lutego 2023

159) "Sąpierz" Katarzyny Puzyńskiej, czyli alternatywa słowiańskości jako postapo

  Wehikuł czasu, prawda czy fałsz? Co czeka nasz świat? Czy kolejne kroki polityków zniweczą całe dziedzictwo, by cofnąć nas do epoki neolitu i marzyć jedynie o przetrwaniu? Co może łączyć wczesne średniowiecze z postapokaliptycznym krajobrazem? Czy słowiańskie demony mogą wyłonić się z mroku przeszłości?

  Opis mógłby sugerować "Zapomnianą księgę" Pauliny Hendel, no może poza tym wczesnym średniowieczem. Zatem kto mógłby coś takiego wymyślić? Znacie "Chąśbę"? Tak? To trafiliście we właściwe miejsce. Katarzyna Puzyńska wraca z "Sąpierzem", który zdradza co nieco o bohaterach pierwszego tomu, tyle, że mocno wybiegając w przyszłość, typowe postapo z domieszką sił nadprzyrodzonych. 

   Powieść przeplata stary i nowy świat, dodając do tego element ludzki i boski. Co to znaczy?

  Stary świat to głównie rozmowy bogów, ich przekomarzania i potyczki słowne, które mają istotne znaczenie dla ludzkiego rodzaju. Jest to na tyle ciekawe, że autorka obrała ledwie kilka bóstw na bohaterów, z czego największy antagonizm widać między Perunem a Welesem (zapewne po to by to lepiej uwypuklić). Charakterystyki oparte są głównie na schematach, stereotypach. Z tych ram stanowczo wymyka się Marzanna, która przejęła wiele cech od swoich czcicieli, czując "więcej i bardziej" niż jej pobratymcy. Zwracając uwagę na bogów, nie można pominąć alternatywnych światów, zasad nimi rządzących i zależności istot wyższych od wyznawców. Trudno wyznaczyć tu konkretną granicę, ale kto od kogo zależy i jak do tego dochodzi? To warte przemyślenia przy oddawaniu czci konkretnemu bogu.

   Nowy świat jest do szpiku kości zepsuty, zarówno moralnie, jak i fizycznie. Ta wizja przeraża, a jednocześnie uzmysławia jak niewiele brakuje do jej urzeczywistnienia, a o tym decydują ludzie kompletnie niekompetentni, których zaślepia żądza władzy i chęć posiadania oraz wywyższenia się. Autorka pokazuje, że ludzie to potwory. Kto może zatrzymać destrukcję? Czy jeszcze istnieje szansa na zmianę? Czy nadzieja może się odrodzić?

   Pomiędzy jednym a drugim przemykają stwory, które pamiętają wczesne średniowiecze, tj. drewniane grody, chramy, kupalne ognie. Jak przechodzą? Gdzie tkwi przejście, a może one zawsze tu były, tylko przez lata skrzętnie skrywały się w mroku, czekając na odpowiedni moment? Nowy świat nie jest dla nich łaskawy. Coś niesie się w powietrzu, lecz co? Dlaczego ten świat jest szarobury? 

   Fabuła przeskakuje z jednego do drugiego świata. Czytelnik ledwie wtopi się w jeden, by zaraz zaliczyć twarde lądowanie w drugim. Akcja goni akcję, zostawione tropy mylą, przez co ma się mętlik w głowie. Zagadka pogania zagadkę, powoli odsłaniając kolejne postacie i ich tajemnice. Nie ma osoby bez skazy, każdy ma coś na sumieniu. Przez to są one intrygujące, złożone. Motywacje ich działań zmuszają do refleksji. Dla mnie najbardziej interesującą parą był kat i bogini zimy. Przez pryzmat ich losów śledziłam fabułę. Nowy świat i jego mieszkańcy stali się dla mnie jedynie tłem, niczym ponad to. Niestety.

 Jednak należy zwrócić uwagę na ogrom problemów poruszonych przez Katarzynę Puzyńską w tej powieści. Miłość rodzicielska, partnerska, przywiązanie, rodzina zastępcza, bunt wieku nastoletniego, gniew i buta, przerost ego i egoizm w najgorszej odmianie, nieliczenie się z życiem innych, balansowanie na granicy szaleństwa, pełniąc wysokie publiczne stanowisko, brak sił do przeciwstawienia się złu, katastrofalne skutki nieprzemyślanej polityki, władza poprzez znajomości i pieniądze, wojna nuklearna, powrót do niepewności zimnej wojny, skażona przyroda, pandemia, brak leków, utrata zdobyczy cywilizacyjnych, niedostosowanie społeczeństwa do zmian, brak solidarności społecznej, strach i przemoc domowa, wykorzystywanie stanowiska do krzywdzenia innych, medialne kłamstwa i propaganda, świat bez przyszłości... Poza tym całym złem pisarka pokazuje czym jest miłość i przyjaźń oraz ich siła, które mogą przenieść góry. Coś, co może odmienić świat na lepsze.

   Cały czas wspominam o słowiańskich elementach, które stały się inspiracją do powstania tej książki. Warto zwrócić uwagę na kreację bogów oraz stworów. Z istot pomiędzy nimi genialnie przedstawiano Leszego oraz Babę Jagę, którzy uosabiają przyrodę i jej siły, a którą ludzie tak często ignorują, zapominając, że są od niej zależni. Czytelnik powinien też zastanowić się nad pomysłem wykorzystania utopców oraz funkcją Obrończyń. Może pomoże to w odpowiedzi na pytanie do czego zmierza nasz świat, ten prawdziwy. Wnioski nasuwają się same. 

   Podoba mi się wykorzystanie wątku przepowiedni o Sąpierzu oraz znaczenia imion, co zostało już zasygnalizowane w pierwszym tomie. Kto pamięta, co stało się z synem rusałki po nadaniu imienia? Jak nazwa wpłynęła na jego przeistoczenie?

   Autorka ma lekkie, barwne pióro i przyciągający uwagę styl, który dobrze sprawdza się w fantastyce postapo. Ma talent, rozbudowaną wyobraźnię, niezwykłe pomysły i sporą wiedzę, wykorzystując to wszystko, by stworzyć niepowtarzalne uniwersum i bohaterów. Jej Marzanna zasługuje na głębszą analizę, a spektrum czasu i jego zapętlenie ma na to ogromny wpływ. Jedna z najważniejszych słowiańskich bogiń, a jakże ludzka. Jej przemiana, odczuwane emocje, wyznawane wartości i czyny pokazują, kim naprawdę jest. W niej widać jak w lustrzanym odbiciu pióro Puzyńskiej. To ona jest sercem "Sąpierza", które nadaje mu odpowiedni rytm. Odnośnie stylu uwagę zwraca plastyczność opisów i ich oddziaływania na zmysły czytelnika, to jak czuje się w starym, a jak w nowym świecie. Krajobraz odzwierciedla również bohaterów i ich działania. Przyroda a emocje. Znaczenie barw. Tu liczy się każdy drobiazg.

  "Sąpierz" jest powieścią, która wywiera spore wrażenie na czytelniku. Porusza ważne problemy. Zmusza do refleksji. To fantastyka, która uczy. Już choćby dlatego warto po nią sięgnąć. Niejednego zachwyci, porazi, oby nie, proroczą wizją losów świata ludzi. Wielu uzna ją za doskonałą. Dla mnie jest ciekawa, ale głównie ze względu na wątki słowiańskie i stary świat z bogami na czele, choć żałuję, że Perun czy Jarowit zostali tak potraktowani przez autorkę w trakcie kreacji. Tak jak wspomniałam, nowy świat to tło, które chciałam jak najszybciej minąć, by dotrzeć do wątków mnie interesujących. Dlatego też porównując "Chąśbę" i "Sąpierza", zdecydowanie wybiorę pierwszy tom, dla mnie osobiście bardziej interesujący, spójny i słowiański. Postapo nie do końca mi tu pasuje.

   Drugą część "Grodziska" oceniam jako dobrą i ciekawą, w której na pewno upodobanie znajdą fani klimatów postapokaliptycznych czy zagadek kryminalnych. Nie zawiodą się też gustujący w poszukiwaniu słowiańskich elementów w fantastyce.

   Uważam, że każdy sam powinien ją przeczytać, by móc ocenić wedle własnego gustu. To niecodzienne połączenie.

niedziela, 20 lutego 2022

121) "Jaga" Katarzyny Bereniki Miszczuk

   Kto z Was nie słyszał o "Kwiecie Paproci" Katarzyny Bereniki Miszczuk? Jedni kochają, inni nie znoszą. Powodów może być wiele, ale jednego autorce odmówić nie można - wyobraźni. I talentu, ale to tylko wtajemniczeni w jej powieści wiedzą ;)

   "Jaga" opowiada o jednej z bohaterek serii "Kwiat Paproci". Jarogniewę poznajemy tam jako rezolutną starszą panią, bielińską szeptuchę ze złotą licówką na zębach, mówiącą miejscową gwarą o zmyśle przedsiębiorcy prosto z Wall Street. Człowiek interesu. Kobieta bywa surową nauczycielką dla swej podopiecznej Gosławy, lecz ma w tym jeden cel: dobrze przygotować ją do zawodu. Nie lęka się trudnych decyzji. Ma ogromną wiedzę i intuicję. To sprawia, że świetnie odnajduje się w swojej roli. Warto też zwrócić uwagę na jej niebanalny humor i cięte riposty. Kobieto, jakież to tajemnice skrywasz? W "Kwiecie Paproci" Jaga wspomina o poronieniu, trudnym życiu z Mszczujem, tajemniczym spotkaniu z Leszym, niebezpiecznej relacji ze Swarożycem, wszędobylskich ubożętach, niejasnej znajomości z matką Gośki. Tu i teraz ma sporo niedomówień, a przeszłość stoi pod znakiem zapytania. Tak ciekawa i intrygująca postać. Tego nie da się zostawić w spokoju.

   K. B. Miszczuk wyszła naprzeciw prośbom czytelników i spełniła ich marzenie. Dała nam wgląd w życie młodej Jarogniewy, zaraz po przyjeździe do Bielin. Nie miała łatwo, oj, nie miała...

   Jaga kończy studia medyczne, po czym postanawia ruszyć na podbój Bielin, by przejąć posadę miejscowej szeptuchy po swej babci Radomile. Na złość rodzicom i obyczajom. Bez męża i dzieci, uparta singielka, chce udowodnić światu swoją wartość jako kobieta i lekarz, bez czyjegokolwiek wsparcia. Jakież jest jej zdziwienie, gdy zastaje splądrowaną chatkę. Kto mógł poważyć się na coś takiego? Czy nie bał się zemsty ze strony zmarłej staruszki i jej następczyni? Kto zniszczył zapasy i cenne sprzęty? Kto zaniedbał dom i ogródek?

   Książka skupia się na przygodach Jagi, jej walce z tajemniczymi demonami, m.in. wąpierzem, zmorą, biesem. Przy okazji poznajemy przystojnego płanetnika, przyszłego utopca, rozszalałe rusałki, a nawet samego swarnego boga. Akcja goni akcję, nie ma chwili oddechu. Dziewczę nie ma nawet momentu spokoju na weselu znajomej. Jakby tego było mało, ktoś zdaje się czyhać na jej życie. 

   Jarogniewa okazuje się kobietą ukształtowaną przez los. Nigdy nie miała łatwo. Już w rodzinnym domu musiała walczyć o swoje. W Bielinach mierzy się z biedą, niewybrednymi plotkami na swój temat, bezwzględnymi demonami. Stawia czoła wielu niebezpieczeństwom, a mimo to pozostaje w głębi ducha wrażliwa i empatyczna, gotowa do poświęceń w imię przyjaźni i dobra wspólnego. Trudne przeżycia tylko ją wzmacniają, nie poddaje się i walczy o swoje marzenia, o życie, które sama sobie wybiera, którego pragnie. Do wszystkiego chce dojść sama, lecz spotyka na swej drodze kilku życzliwych ludzi, bez których pomocy nie jest w stanie się obyć, m.in. Mszczuja, pani Bronki, a nawet samego Swarożyca. Jaga może i prowadzi niezbyt moralny tryb życia, jest swobodna, staje się dzieckiem lat 70. XX wieku, ale jest oddana swoim wartościom. Trzyma się swoich zasad. To osoba, którą można podziwiać i pod niektórymi względami naśladować.

   Mimo, że główna bohaterka to Jarogniewa, to równie ważną postacią jest sam Swarożyc. W "Kwiecie Paproci" zawsze chciał coś za coś, podrywał nachalnie Gosię, był podstępny i wredny. Nie dał się lubić, wzbudzał niechęć. Jego obecność nie zwiastowała niczego dobrego. Bóg okrutnych zabaw, a nawet zemsty. Natomiast w "Jadze" daje się poznać jako pomocny, sympatyczny, wzbudzający ciekawość i nawet lekkie zauroczenie. Nigdy nie był bezinteresowny, ale trzeba przyznać, że młoda szeptucha bez niego by sobie nie poradziła. Ratuje jej życie, daje wskazówki i rady. Pomaga jak może. Swarny bóg okazuje się całkiem ludzki.

   "Jaga" to także powieść z licznymi wątkami słowiańskimi. To nie tylko walka z demonami, ale i zapoznanie się z ich specyfiką, krótkie oprowadzenie po boskim panteonie, przytoczenie legendy o Popielu i Piaście z naprawdę intrygującymi elementami. Miszczuk przedstawia również rolę szeptuchy i żercy w słowiańskiej społeczności, może w nieco zmodyfikowanej formie na rzecz fabuły, ale jednak. Pokazuje nam święta Nocy Kupały, Dziadów, swadźbę oraz tzw. wieczorki panieńskie etc. Autorka ma wiedzę, którą podaje czytelnikowi w smakowitym i lekkim wydaniu.

   Świetne jest takie rozwiązanie wprowadzenia nas do historii młodej Jagi, gdyż ona sama pełni rolę narratora. Świat widzimy jej oczami, co daje nam wgląd w jej myśli i uczucia. 

   Wartka akcja, przygody, kryminalna zagwozdka, słowiańskie upiory, a do tego wszystkiego lekki styl autorki. Dialogi są naturalne, opisy plastyczne i cudownie realne (tzn. zwróćcie uwagę na detale chociażby przy Nocy Kupały - ognisko, halucynacje, wygląd posągów, a nawet rośliny dookoła). Czyta się szybko i przyjemnie. Proszę o więcej!

   "Jaga" to powieść fantastyczna, której akcja jest osadzona w czasach PRLu w Polsce w alternatywnej rzeczywistości, gdy słowiańscy bogowie nadal są wyznawani, a rządzą potomkowie dynastii Piastów, których znamy z lekcji historii. Bohaterowie tej książki pokazują na czym polega siła wiary w siebie, dążenie do spełnienia swoich marzeń i pokonywanie przeszkód na tej drodze, nie tylko w postaci elementów zewnętrznych, ale również demonów wewnętrznych, które sami sobie tworzymy. Udowadnia znaczenie przyjaźni w życiu, jej bezinteresowności, rolę życzliwych ludzi w bliskim otoczeniu i możliwości wsparcia się o ich ramię w naprawdę trudnych sytuacjach. Wskazuje również na to jak jest kształtowana ludzka osobowość na przestrzeni lat poprzez różne doświadczenia, od wczesnego dzieciństwa zaczynając po bycie dorosłym i dojrzałym. Serce czy rozum? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Jarogniewa idzie przed siebie i po każdej porażce podnosi się silniejsza. Podąża do swego celu. I pod tym względem każdy czytelnik powinien wziąć z niej przykład. 

   Z książki na książkę Katarzyna Berenika Miszczuk rozwija się jako pisarka i to naprawdę widać. Do "Kwiatu Paproci" zawsze będę miała sentyment. To był jeden z tych kamieni milowych w moim życiu, który skierował mnie w nowe rejony, a wyznaczona wtedy ścieżka rozrosła się do drogi, którą pragnę już kroczyć bez końca. Dlatego też nie mogę doczekać się nowych utworów autorki, a "Jagę" polecam z czystym sumieniem.

niedziela, 10 października 2021

108) Czym byłby świat bez miłości? "Maria Magdalena. Wyzwolona kobiecość, odnaleziona boskość" Ewy Kassali

  Odkryj w sobie boginię, królową, stań się panią samej siebie! Z jednej strony te słowa brzmią jak pełne pychy wyzwanie dla skromnej kobiety w każdym wieku i w każdym zakątku świata, nieprzystojne porządnej osobie, która szanuje siebie i innych, bo każe się wynieść ponad innych, ale z drugiej strony warto rozważyć ich głębsze znaczenie. Iluż to sprawom kobiety poświęcają swój czas, od drobnych codziennych sprawunków i obowiązków zaczynając, kończąc na wysłuchiwaniu, pomaganiu i doradzaniu innym, zapominając w tym wszystkim o sobie, wewnętrznej równowadze. Ileż z nas mierzy się z wewnętrznymi demonami braku wiary w siebie, chorobami duszy, zbyt ciężkim brzemieniem jak dla jednej osoby? Wewnątrz chaos i burza emocji, a na zewnętrz sztuczny uśmiech, by nikt się nie dowiedział, by oszczędzić sobie wstydu. To, co dla jednego będzie prozaiczne, dla innego stanie się końcem świata. Praca, rodzina, otoczenie, zdrowie, biurokracja, brak perspektyw, trudna sytuacja... nigdy nie wiadomo jakie dramaty ukrywają się za spojrzeniem drugiej osoby spotkanej na naszej drodze. Nie ma znaczenie wiek, płeć czy pochodzenie. Każdy mierzy się z własnymi koszmarami. Jedni sięgają po pomoc obcych, drudzy - bliskich, a jeszcze inni starają się sami rozpracować swoje bolączki. Świat nikogo nie oszczędza. Mówi się, że czyjeś życie usłane jest różami. Zapomina się dodać, że te kwiaty oprócz delikatnych płatków i zniewalającego zapachu mają też ciernie, o które łatwo się pokaleczyć. Tak, życie jest jak róża. Piękne, delikatne, wrażliwe, ale i wypełnione bólem, smutkiem i stratą. Równowaga. 

   Czym byłby świat bez miłości? Polem obgryzionych przez ząb czasu kości ludzi, którzy się pozabijali? Areną wojen i dolin spływających krwią? Prawdopodobnie. Tacy są ludzie, dla wielu liczy się zysk i władza, chciwość przejmuje nad nimi kontrolę, gubią gdzieś po drodze na szczyt odruchy człowieczeństwa, zatracając się w tym co złe, co krzywdzi innych. Tylko tu i teraz, więcej, więcej, krzyczy w nich ten cichy głosik, który zagłusza sumienie. Nie tylko wielcy tego świata tak miewają. Ten głosik pojawia się także w zwykłych domach, gdzie może dojść do przemocy nie tylko fizycznej, ale przede wszystkim psychicznej, która zostawia ślady już na zawsze. Wymazać się jej nie da. Kto pada jej ofiarą? Najczęściej najsłabsi, najmłodsi, najbardziej ulegli. Zmieniają się w chodzące kulki lęku przed wszystkim. Niewielu ma siłę się przeciwstawić, powiedzieć głośne "nie", bo nigdy nie wiadomo z jakimi konsekwencjami może się to wiązać. Strach rośnie. Dla jednych ma granice, inni są jak czarne dziury, którzy go wchłaniają w siebie, bojąc się nawet własnego cienia. Trudno powiedzieć jak pomóc, jak przemóc falę zła, jak ruszyć przed siebie, gdy za sobą ma się całe swoje życie, a zostaje tylko to, co nieznane i lęk przed tym. Jeśli na dodatek ma się na swoich barkach odpowiedzialność za innych, strach rośnie, ale właśnie wtedy jest czas na odkrycie w sobie mocy, która uskrzydli i nie pozwoli upaść niżej, która da nadzieję na lepsze jutro. Czym byłby świat bez nadziei? Pustynią bez życia, martwotą. Słowa o odkrywaniu w sobie bogini i królowej nie są niczym pyszałkowatym, próżnością. Są siłą, która budzi do życia z marazmu, uaktywnia cały organizm do ogromnego wysiłku fizycznego i mentalnego, ale w pozytywnym znaczeniu. Daje wiarę w zmiany, chęć do działania, pozwala docenić samego siebie i wywołać uśmiech po całodziennych trudach prób przeżycia godnie i uczciwie. Mimo wbijających się w ciało cierni, ktoś, kto usłyszy wołanie o staniu się panią/panem samego siebie, będzie piął się w górę, by w końcu dotrzeć do płatków, samej korony róży, odetchnąć świeżym powietrzem wypełnionym jej wonią i zacząć podziwiać świat ze wszystkimi jego barwami. 

   Czy próżnością byłaby wiara w siebie, by zdobyć chleb dla dzieci i starców? Czy narcyzmem jest pokochanie samego siebie tak mocno, by odejść z toksycznego związku? Czy głupotą byłaby wiara w swoje umiejętności i kreatywność, by iść przed siebie i nie wierzyć w złe słowa ludzi z otoczenia, że do niczego się nie nadajesz? Życie jest jedno, jest jak sinusoida, są wzloty i upadki, ale mknie przed siebie. By je pokochać to najpierw trzeba zadbać o siebie i się docenić. Pokochać siebie. By móc ruszyć w świat i sprawiać, że stanie się lepszym i piękniejszym miejscem. 

   Te słowa są myślą przewodnią książek Ewy Kassali, czyli Doroty Stasikowskiej-Woźniak, która przedstawia w nich znane kobiece postacie historyczne, m.in. Nefertiti, Hatszepsut, Semiramidę czy Makedę. W swoim życiu miały realny wpływ na władzę, mogły zmieniać swoje otoczenie, decydować w pewien sposób o losach poddanych. W tym gronie wyróżnia się Maria Magdalena, która stała się bohaterką jednej z powieści o kobietach biblijnych. W posłowiu autorka wytłumaczyła, że to zlepek niewiast, którego dokonał papież Grzegorz Wielki, a które w jakiś sposób miały styczność z Jezusem lub jego uczniami. Zwykła kobieta, wywodząca się z dobrego i bogatego domu, której los nie oszczędził, a stała się apostołką miłości i Strażniczką Bramy Światła. Jakim cudem? Jak tego dokonała? W czym tkwi jej tajemnica? Pierwszy tom zdradził jak daleką drogę pokonała, by dotrzeć tam, gdzie się znalazła, jak wielu przeciwnościom i koszmarom stawiła czoła, by móc zrozumieć podstawę życia, przesłanie nauki swego nauczyciela. Czy historia o niej nie kończy się na śmierci Jezusa? Czy ona mogła funkcjonować dalej? Gdzie autorka szukała natchnienia? Skąd mogła czerpać swoje pomysły? 

   Ewa Kassala nie porzuciła historii Marii Magdaleny. Szukała jej źródeł, prowadziła zakrojone na szeroką skalę badania, przeprowadzając kwerendy źródłowe nawet w tak trudno dostępnych miejscach jak archiwa watykańskie. Nie stroniła od poznawania apokryfów, źródeł nieuznawanych przez kościół katolicki. Sięgnęła nawet do legend na temat apostołki z terenów dzisiejszej Francji. Ponadto konsultowała się ze specjalistami z różnorakich dziedzin, o czym mowa w posłowiu. Czym to zaowocowało? Powstaniem "Marii Magdaleny. Wyzwolonej kobiecości, odnalezionej boskości", powieści tak różnej od wcześniejszych książek tejże autorki i myślę, że wyjątkowej. Dlaczego tak uważam? 

   Akcja powieści toczy się w I w n.e. na obszarze basenu Morza Śródziemnego, od Egiptu zaczynając, poprzez Izrael, Turcję, Rzym aż po tereny Galii. Główną bohaterką jest, jak wskazuje sam tytuł, Maria Magdalena, kobieta po przejściach, niezwykle silna, już dojrzała, mądra życiowo, pełna spokoju i wewnętrznej równowagi, działająca rozważnie i zdroworozsądkowo, będąca ostoją dla zagubionych i udręczonych, dająca odpowiedzi i wskazówki na dalszą drogę, otaczająca ciepłem, cierpliwością i miłością. W zamian za chwilę uwagi oferująca słowa i nauki Jezusa, przynoszące ukojenie i nadzieję. To ona jest klamrą spinającą fabułę. To wokół niej toczy się narracja. Czytelnik widzi świat jej oczami, dzięki czemu powstaje przed nim możliwość poznania nowej perspektywy, poszerzenia własnych horyzontów o takie, o jakie by się sam nie podejrzewał. 

   W Marii z Magdali odbijają się postacie ludzi z całego świata. Wystarczy stanąć przed lustrem, spojrzeć sobie w oczy i przywołać którąkolwiek z jej wypowiedzi. One są aktualne, wciąż, nawet po tylu wiekach. Setki lat nie zmyły z naszych twarzy kurzu codziennych wyborów, trudnych decyzji, bólu ukrytego w schowku pamięci, zadry zadanej sercu. Ona tam jest i czeka. Ma rozwiązanie. To nadzieja i miłość, szukanie dobra i odpowiadanie nim, szerzenie wzajemnej tolerancji i zrozumienia. Można wybaczyć krzywdy, ale nie trzeba ich zapominać. Ważne, by wyciągnąć z tego lekcję na przyszłość, uważać i ostrożnie stąpać, ale bez lęku, wierzyć w siebie i iść z podniesionym wzrokiem, nie bać się własnego cienia i własnych myśli, nie wstydzić się swoich zalet i talentów. Maria Magdalena gasi waśnie, pomaga dotrzeć do własnego wnętrza i celu życia, tak jak to zrobiła w przypadku Judyty i Dawida. To tak jak słowa Chrystusa obudziły Martę do prawdziwego życia, wyrwały ją z marazmu rutyny. Ona kroczy przed siebie, zostawiając za sobą zapach róż, budzący do chęci poznania prawdy, posmakowania prawdziwego żywota z wszelkimi jego troskami i radościami, by móc docenić swoje tu i teraz. Sama odebrała trudną lekcję i postanowiła ułatwić innym przejście próby, głosząc słowa swego nauczyciela. 

   Maria Magdalena nawołuje, by odkryć w sobie boginię, królową, by uwierzyć w siebie, nie chować się w cieniu, by pokochać samą siebie i swoje życie, by wszelkie doświadczenia przekuwać w swoją siłę, z każdej sytuacji wynosić wnioski, szukać balansu, nie dawać się wciągać w szemrane znajomości, być wiernym swoim zasadom i wartościom, mówić "nie", gdy tak intuicja podpowiada. Odnoszę wrażenie, że jest nauczycielką. Taką, której każda i każdy z nas potrzebuje na swojej drodze, by podnieść się po porażce, pozbierać się, skleić potłuczone kawałki duszy, zastanowić się nad sobą, utulić swoje "ja" mocno, stworzyć fundamenty swojego azylu tudzież oazy, by móc przemyśleć swoją przeszłość, zechcieć coś zmienić i ruszyć z głową pełną pomysłów naprzód. Ona daje siłę, by mimo porażek i upadków, wciąż walczyć o siebie, o swoje pomysły, dążyć do wyznaczonego celu, a to wszystko w otoczeniu się miłością i tolerancją.

   Wspomniałam, że ta powieść jest różna od poprzednich książek Ewy Kassali. Tu nie ma typowej akcji, skupieniu się na kolejnych wydarzeniach. Tu najważniejszą rolę odgrywają ludzie, ich uczucia, myśli i nauki Marii Magdaleny. Reszta jest tłem. To powieść drogi przemyśleń na temat życia, jego zmiany i możliwych rozwiązań różnych sytuacji, które wydają się beznadziejne, co udowadniają przypadki bohaterów tejże lektury. Świat bywa okrutny, rzuca kłody pod nogi, pozbawia rodziny, odbiera to, co najcenniejsze, naigrywa się głośnym i szyderczym śmiechem z naszego cierpienia, ale czy na pewno to on? Może to toksyczne otoczenie, konsekwencje złych wyborów albo przypadek? Nie można się poddać, trzeba walczyć, chcieć coś zmienić. Z reguły jest to okupione ciężką pracą i poświęceniem, ale owoce w końcu się pojawią. Wystarczy cierpliwość. Maria Magdalena spotyka na swojej drodze pokrzywdzonych przez los. Są to głównie kobiety, ofiary przemocy ze strony najbliższych, samotne i zagubione, niosące na swych barkach ciężary przekraczające siły jednej osoby, zbolałe i zniszczone, pełne niepokoju i lęku, oszukane i wyszydzane, z pogranicza, marginesu społecznego. Ona uczy je dyskusji, analizy sytuacji, wzajemnego wsparcia i szukania rozwiązań. Nic nie przychodzi lekką ręką samo. 

   Poruszające są sceny opisujące spotkania apostołki ze wspomnianymi przeze mnie kobietami. Pochodzą z różnych warstw społecznych, z różnych regionów, różniąc się wiekiem, statusem społecznym i majątkowym, a jednak mają wiele wspólnego. Problemy. Poważne. Takie, które je trapią i nie pozwalają na spokojny i głęboki sen. Historia kobiety z Magdali jest pretekstem do tego, by przenieść w niej wątki uniwersalne, m.in. o miłości, poszukiwaniu drogi do siebie i boga, odnalezieniu szczęścia, sensu życia, braku lęku przed pokazywaniem swojej prawdziwej twarzy światu, możliwości zmiany miejsca i otoczenia, które krępuje i wręcz więzi w swoich ortodoksyjnych zapędach, przeciwstawiania się przemocy domowej, walki o sprawiedliwość i dobro. To historia dla kobiet i o kobietach. Pokazuje te tematy, które są trudne zwłaszcza dla tej płci. Przedstawia swego rodzaju walkę o równouprawnienie m.in. w małżeństwie czy kapłaństwie, zaściankowe myślenie o roli kobiet. Tu warto zaznaczyć, że ta książka nie jest pod żadnym względem niesprawiedliwa w ocenie mężczyzn. Autorka pokazuje, że kobieta kobiecie bywa wilkiem. Nie dość, że trzeba walczyć ze szklanym sufitem z mężczyznami, to jeszcze z zazdrością i zawiścią kobiet. Ta powieść pokazuje jak okrutne jest życie, jacy są ludzie, jak trudno do nich dotrzeć i jak niewielu jest gotowych na zmianę starych przyzwyczajeń.

   Spośród bohaterek moją uwagę przykuła Marta. Jej przemiana jest oszałamiająca. Jak wiele zmieniła w swoim życiu, to jak poszła za głosem swego serca, swymi marzeniami i pasjami, jak ruszyła, by odnaleźć swoją drogę i swoje powołanie – zasługuje na podziw. To, co złe zostawiła za sobą, tj. pozory, ortodoksyjne środowisko, nieprzychylne spojrzenia sąsiadów, swój perfekcjonizm, chęć służenia innym. Ruszyła przed siebie, ryzykując, a jednak tym samym wygrywając swoje życie. Odnalazła swój sens, gdzie wyznawane wartości i pasje mogła połączyć bez obaw o zlinczowanie przez ludzi. Jest wiarygodna, posiada ludzkie słabości, choć stara się doskonalić na każdym kroku. Kobieta z krwi i kości.

   Nie ma dobra bez zła, którego uosobieniem tutaj jest Szamszir, zaufany Kajfasza. Ma za sobą bolesną przeszłość, jednak to nie tłumaczy jego zachowań i chorych fascynacji, okrutnego traktowania mniejszych i słabszych istot. To przykład prawdziwie zaburzonego osobnika, który powinien być pod stałą kontrolą innych. Najgorsze, że takie potwory istnieją, a prawo rzadko kiedy egzekwuje od nich należną karę, równomierną do wyrządzonej krzywdy.

   W pierwszej części "Marii Magdaleny" postacie były „głębokie”. Ich przemiany, zachowania, sposób myślenia – wyraźnie zaakcentowane, czytelne. W drugiej części jest ich cała mnogość, ale, aby poznać danego bohatera trzeba czytać między wierszami. Czytelnik wiele wyciąga z kontekstu, przy czym powinien być cały czas czujny i odnotowywać sobie w pamięci nawet ich drobne gesty, ponieważ nawet te mają przełożenie na późniejsze relacje. Książka pokazuje kontakty kapłanki z różnymi postaciami, to jak ona je postrzegała. Są to jednak urywki, z których czytelnik sam ma wywnioskować jak w międzyczasie mógł ewoluować dany bohater pod wpływem MM. Jej nauki pozwalają wierzyć, że gdzieś tam jest ten „dom”, miejsce bezpieczne, gdzie sąsiedzi są tacy jak my, bardziej tolerancyjni, mniej „niszczycielscy” psychicznie, gdzie przyjaciel jest przyjacielem, a rodzina rodziną, a nie maską, za którą skrywa się wróg.

   Jednym z ważniejszych wątków poruszonych w tej powieści jest ukazanie na przykładzie jednego z apostołów jak kościół jako instytucja odrzuca kobiety w swej hierarchii, jak zazdrośnie strzeże swych wpływów i władzy, by kobiety mu nie zagroziły. Czyżby to tylko zwykła zawiść o uczucie, którym Chrystus darzył Marię Magdalenę? Trudno powiedzieć, ale bardzo ciekawie zostało to opowiedziane. Jak z pozoru błahe decyzje, wpływają na kształtowanie się pewnych postaw i zachowań społecznych, tym bardziej biorąc pod uwagę historię kościoła chrześcijańskiego i jego nieliczenie się z kobiecym pierwiastkiem, spychając go do roli czysto prokreacyjnej jako gwaranta trwania ludzkiego gatunku, zamkniętego w małżeństwie, obłożonego plotkami o grzesznej naturze płci żeńskiej, które mąż jako MĘŻCZYZNA musiał stłamsić już w zarodku. Czyżby to przyzwolenie na przemoc domową i przymknięcie oczu na cierpienie najsłabszych fizycznie? Trudno jednoznacznie ocenić, ale historia mówi sama za siebie.

   Obłuda goni obłudę, co zostało także pokazane na podstawie działania żydowskiej świątyni, funkcjonowania faryzeuszy, górowania pieniędzy nad dobrem zwykłych obywateli i pozostawaniem wiernym zasadom rządzącym ich religią. Władza nie podlega prawu, które sama wydaje. Absurd? Nie. Sytuacja nagminna, nie tylko kiedyś, ale i dziś. Powieść o MM świetnie ukazuje aktualność tego problemu.

   Książka porusza też temat kruchości materialnych podstaw bogactwa jak w przypadku obywateli rzymskich, którzy popadli w niełaskę rządzącego władcy, niestabilność pokoju nawet w tak tolerancyjnym kraju, jakim był Egipt, łatwość manipulowania tłumem za pomocą plotki, walkę ze stereotypami, zwykłymi pomówieniami i niesprawiedliwością... Ewa Kassala pokazuje też bogactwo form relacji międzyludzkich o różnych wymiarach, od wspomnianych już przyjaźni, miłości i podziwu po bardziej negatywne. 

   Świat przedstawiony jest różnorodny, bogaty, od funkcjonowania osady w Qumran, jej społeczności, roli religii i odcięcia się od toksycznego środowiska, znaczenia prawdy, ale i marginalizowania kobiet, przez prokobiecy Efez ze świątynią Artemidy i historią Amazonek, świątynię na wyspie File i piękną Aleksandrię po zakłamany Rzym i mocno ortodoksyjną Galileę. Gdzieś pomiędzy, zawieszona w Pozaczasie, Galia, z druidami, zieloną przyrodą, rześkim i chłodnym powietrzem, głębią starego kontynentu, niezbadanymi plemionami barbarzyńców, tak innych od świata śródziemnomorskiego, ich wierzeniami i rytuałami, legendami, sposobem życia i funkcjonowania. Świat piękny, pomimo czającego się w mroku okrucieństwa, godny podziwu mimo brutalności, uroczy mimo śmierci i bólu, zachwycający w swej prostocie. Świat z ludźmi i ich nawykami, nastrojami i zwyczajami, które można pokochać albo znienawidzić. Ze wszystkimi wadami i zaletami, taki prawdziwy, pomimo, że odległy w czasie i przestrzeni. 

   "Maria Magdalena. Wyzwolona kobiecość, odnaleziona boskość" to książka napisana lekkim i poetyckim piórem, które zachwyca plastycznością i szczegółowością. Czytelnik widzi oczami starożytnych nie tylko świat przedstawiony, ale i ich samych, ich życie, wartości, zwyczaje, zawarte relacje. Każde słowo jest głęboko przemyślane, wypowiedzi i myśli postaci nie są pustymi frazesami, są wypełnione refleksjami na temat różnych płaszczyzn, sporo w tym filozofii zahaczającej o sferę egzystencjalną. Podobnie rzecz ma się z zachowaniem bohaterów. Każdy czyn, decyzja niesie swoiste konsekwencje, przed którymi nie ma ucieczki. Czytając ową powieść, odniosłam wrażenie, że dostałam się do studni wiedzy pełnej wskazówek dla zagubionych dusz. Wielu odnajdzie tu cytaty dla siebie, będące natchnieniem do dalszego działania. 

   Ta lektura uczy, wzrusza, zmusza do refleksji, analizy własnego życia i postępowania, a także otoczenia. Pokazuje znaczenie miłości do samego siebie, akceptacji siebie, możliwości spojrzenia samemu sobie w oczy w lustrze bez speszenia, bez lęku czy jest się wystarczająco dobrym i godnym, bez strachu o jutro. MM to nauczycielka życia. Porusza nie tylko te piękne struny naszego serca, ale tłumaczy też jak postępować, gdy ciemna strona bierze nas w posiadanie, jak ją okiełznać, jak radzić sobie w trudnych momentach, jak podnosić się z dna na wyżyny swoich możliwości, jak wyrwać się z toksycznych relacji. To nie tylko książka dla kobiet czy chrześcijan. Kwestia feminizmu czy wiary w jednego boga nie przesłania treści. To tylko tło. Ewa Kassala przedstawia tu uniwersalne zagadnienia, o których już tu niejednokrotnie wspomniałam.

   Wracając do kwestii merytorycznych, warto zwrócić uwagę na dobór źródeł do kwerendy, a które to co uważniejszy czytelnik może dostrzec w przypisach, a które zapewne stanowią tylko ułamek tego, przez co musiała przebrnąć autorka. Tym co wyróżnia książki tej pisarki na rynku wydawniczym, to włączanie informacji ze źródeł pisanych do fabuły, które znacząco ją wzbogacają i urozmaicają. To, co znane, Ewa Kassala uzupełnia swoją fantazją, ale w sposób w jaki niełatwo rozdzielić jedno od drugiego, bo wszystkie elementy pasują do siebie jak ulał. 

   "Maria Magdalena" cz. druga wymaga od czytelnika skupienia i celebracji chwili. To nie jest lektura na raz, na jedno posiedzenie. Wymaga ciszy i spokoju, by móc w pełni docenić jej przesłanie i zastanowić się nad poruszonymi problemami. Myślę, że dotknie, w dosłownym znaczeniu, niejedną osobę i skłoni do wprowadzenia nawet niewielkich, ale jednak, zmian we własnym życiu, by uważniej przyglądać się światu, doceniać te małe chwile szczęścia, sekundy uśmiechów i radosnych spojrzeń, poczucie spełnienia, by przetrwać trudne momenty, wiedząc, że to przejściowe. MM pomaga walczyć o swoje miejsce na ziemi, iść przez życie w zgodzie z własnym sumieniem, pozwala wierzyć, że nie trzeba wiecznie rezygnować z siebie i dostosowywać się do otoczenia, ponieważ różnorodność też jest piękna. 

   To już był mój drugi raz z tą książką. Pierwszy spędziłam z wersją roboczą za pozwoleniem autorki. I wtedy i teraz odkryłam inne elementy. Niezbadane są ścieżki, którymi prowadzi nas MM. Jej wypowiedzi kierują myśli w różne strony, a ostatnie wydarzenia wokół nas, te współczesne, tylko udowadniają, że jej słowa są wciąż aktualne. 

   Polecam ją z czystym sumieniem, lecz ostrzegam, to nie jest typowa powieść historyczna, to książka bardziej skłaniająca do refleksji, przepełniona przemyśleniami i opowiastkami z życia Marii Magdaleny, jej drogi od śmierci Jezusa po jej kraniec, od ziemskiej rzeczywistości po sprawy nadprzyrodzone jak np. przebywanie w Pozaczasie, wizje. To lektura, z której aż krzyczą słowa o miłowaniu siebie, wewnętrznej sile, równowadze ciała i umysłu, balansie w życiu, umiejętności przebaczania, lecz i pamiętania, wyciągania wniosków i próbie odnalezienia siebie w chaosie świata. 

Za egzemplarz i wstążeczkę mocy z różą dziękuję wydawnictwu Videograf SA i Pani Ewie Kassali. Takie książki przywracają wiarę w ludzkość, choć o to coraz trudniej. Oby bogini ukryta w sercach przebudziła się i skierowała nas w stronę miłości...