Recenzje tematycznie

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą baśń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą baśń. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 marca 2023

162) "Szata z piór" Magdaleny Wolff

  Leśna głusza, szemrzący w oddali strumyk, odgłosy zwierząt. Cuda natury. Czego chcieć więcej? By życie w takim miejscu nigdy się nie skończyło, a ludzkie sąsiedztwo nigdy nie zawitało do naszego azylu. Takie marzenia tyczą się niejednego leszego i niejednej boginki, lecz ludzi jak na złość wszędzie więcej i więcej. Co począć? Jak temu przeciwdziałać? Jak zachować puszczę, taką pierwotną? Jednak czy wszyscy ludzie są tacy źli? Czy są tacy, co szanują leśne stwory i matkę ziemię? Czy potrafią przeciwstawić się swoim ziomkom i wytłumaczyć, by nie niszczyli darów przyrody?

   Tak mogłyby wyglądać rozważania mieszkańców słowiańskich lasów, gdyby rodzima wiara wciąż trwała. Czy byłby możliwy kompromis między nimi a ludźmi? Jak przebiegałaby taka koegzystencja? Co w razie naruszeń wspólnie poczynionych postanowień? Kto sądziłby rzezimieszków? Jakie byłyby kary?

   Mój świat stanął na głowie za sprawą powieści pasjonatki mitologii wszelakich, Magdaleny Wolff. Drugi tom serii "Moc Korzeni" pt. "Szata z piór" jest głęboko inspirowany i osadzony w słowiańskich realiach wierzeniowych, gdzie ludzie żyją obok stworza i bogów, wpływając na siebie wzajemnie. To świat, gdzie legendy i baśnie przeplatają się z rzeczywistością, a historia jest wielce poważana i stanowi punkt wyjścia dla wyobraźni autorki. Skąd jestem tego taka pewna?

   Na początek warto przyjrzeć się geografii uniwersum Wolff. Sławianie, ich zachodni sąsiedzi mocno podchodzący pod niemieckojęzyczne narody, północni - z ich pierwotnymi nordyckimi bogami oraz co ważne - aspekty religijne, tj. politeistyczni Sławianie i monoteistyczni mirianie. Czy czegoś Wam to nie przypomina? Właśnie. Nasza własna historia, lecz czytelniku pamiętaj, to powieść fantastyczna, a nie historyczna.

  O czym opowiada "Szata z piór"? Warcisława, zwana również Wreną, wyłania się z lasu w towarzystwie Szarego i rusza ku swemu przeznaczeniu, by odzyskać odebraną jej podstępem ojcowiznę i pomścić śmierć najbliższych. W lesie przeszła już próby u Baby Jagi, pokonała liczne przeszkody, walczyła ze żmijem. Przeżyła. Co może ją spotkać wśród ludzi? Na kogo będzie mogła liczyć, a kto ją zdradzi? Kto stanie jej się powiernikiem i przyjacielem, a kto wrogiem? Dziewczyna musi udać się do Świerków, kuzynostwa, by zyskać wsparcie w swojej sprawie i udowodnić, że warto iść za nią. Poza tym czeka ją jeszcze podróż do kniazia Dargorada, najbardziej wpływowego pana po tej stronie puszczy. Co jeszcze kryje się za rogiem?

   Wacia dojrzała, wie, co jest jej celem, ale bywa zagubiona, niepewna siebie, musi zakładać maski wśród obcych, by chcieli ją wesprzeć. Jest młodą dziewczyną, którą los już srodze doświadczył. Nieszczęśliwe małżeństwo, śmierć bliskich, utrata domu i konieczność szybkiego dojrzenia do bardzo ważnych i odpowiedzialnych decyzji, brzemiennych w niespodziewane skutki. Jak na ten wiek to za wiele na jedną osobę, lecz przy pomocy prawdziwych przyjaciół ma szansę na powodzenie i zrozumienie samej siebie. Jej postać spina całą fabułę, jest barwna, niejednoznaczna, dająca się lubić i poznać. Jest kimś, komu warto zaufać, otworzyć się przed nią. Jest szczera i lojalna. O swoich walczy jak lwica.

  Jastrzębcówna to główna bohaterka kobieca, ale nie można pominąć pozostałych. Równie ważna jest Gerda von Hewen, na zewnątrz nieustępliwa, odważna, śmiało krocząca przed siebie, a w środku niepewna, łaknąca akceptacji i miłości. Warto też bliżej przyjrzeć się Mirce, kapłance i podopiecznej Pężyrki. Choć młoda i nieco zagubiona w swoich uczuciach, to wie, co ważne i dobre. Ma ogromne serce. Jest jedną z tych, która może pomóc Waci w powrocie do domu.

   Kobiety u Magdaleny Wolff są różnorodne. Jedne - pionki w grze mężczyzn, inne - same stawiają warunki i poruszają nitkami kukiełek. Jednak każda z nich ma własne marzenia, motywacje i lęki. W sytuacjach podbramkowych potrafią być silne, stanowić opokę dla innych, zepchnąć złe wspomnienia daleko i przemienić je w moc. Są potężne swoją kobiecością, nie ciałem, lecz duchem. Waleczne. Dążące do swoich racji. Wiele z nich jest godnych naśladowania.

   Spośród mężczyzn warto zwrócić uwagę na Snowida, Winanda i Lestka (sic!). Towarzyszą bohaterkom, są przyczyną ich trosk i radości. Bywają przyjaciółmi, kochankami i wrogami. Mają w sobie coś, co przykuwa uwagę i nie pozwala odwrócić od nich oczu. To mężczyźni z tajemnicą, z tzw. przeszłością. Choć są tak różni i odmienni od siebie... bez nich ta historia byłaby pusta. Są tym niespokojnym duchem, który napędza fabułę, może nawet nieświadomie, a przy okazji uczą. Otwierają przed czytelnikiem nowe horyzonty, nowe możliwe interpretacje ich zachowań i wpływu na Wacię, Mirkę oraz Gerdę. 

  "Szata z piór" to powieść wielowątkowa, skupiająca się przede wszystkim na międzyludzkich relacjach, które bywają trudne i skomplikowane, tak samo bolesne, co radosne, pełne uniesień i chwil zwątpienia. Jest tu miłość partnerka, hetero- i homoseksualna, pokazane podejście do niej, strach przed przyznaniem się do niej, przed opinią otoczenia, chęć dostosowania się do wymogów społecznych, które narzucają pewne schematy. Jest tu siła przyjaźni, która może przenosić góry i uskrzydlać, dawać oparcie i wiarę w siebie, nadzieję na wyjście z kryzysu, poczucie radości z tego, kim się jest i jaką ścieżkę się obrało. Jest tu mowa o ludzkiej dobroci i empatii, bezinteresownej pomocy, którą może otrzymać każda ofiara przemocy. Autorka pokazuje, że rodziną mogą być przyjaciele, a nawet obcy ludzie, którzy dadzą z siebie więcej dobra niż ci, z którymi łączą nas więzy krwi. Nie ma tu tematu tabu, nie ma lukru. Kobiety bywają przedmiotowo traktowane przez bliskich, jak towar wymieniane na inne dobro. Są bite, gwałcone. Noszą ślady po swoich oprawcach. Niektóre to złamie, podporządkują się, inne zawalczą o siebie, uciekną lub się przeciwstawią, powiedzą dość. U Wolff jest nawet takie specjalne miejsce, gdzie mogą znaleźć bezpieczną przystań. Ludzkie relacje to także zazdrość, zawiść, nienawiść, obłuda, dwulicowość, podszyte intrygami i podstępami. W tej powieści tego nie brakuje. Co rusz można natknąć się na ich przykłady. 

   Bywają sytuacje, gdy trudno okiełznać emocje. Skąd wiemy, co do kogo czujemy? Czy to na pewno to? Jak łatwo przejść z zakochania do nienawiści, ze słodkich słówek do złośliwych uwag? Bohaterowie tej książki bywają zagubieni, nie tylko w świecie zewnętrznym, ale i wewnętrznym, który bywa istnym labiryntem. Warcisława, Szary, Mirka, Lestek, Gerda, Winand i wielu innych. Każdy ma własne demony, z którymi musi zmierzyć się sam.

   Postacie ludzkie u Magdaleny Wolff są barwne, zróżnicowane, każda o własnej historii. Są niezwykłe. Należy zwrócić uwagę na to jak autorka zarysowała ich portret psychologiczny, jak wiele czasu musiała na to poświęcić i z jakim skutkiem. Jestem pod ogromnym wrażeniem.

   Świat ludzi to i walka o władzę. Tu warto zwrócić uwagę na bogatą szatę intryg i strategii wojennych. Nie tylko knowania, ale i same przygotowania. Duża szczegółowość opisów pozwala na wyobrażenie sobie tego. Ponadto pisarka przedstawia przy tym funkcjonowanie możnych dworów, zarówno w dni powszednie, jak i świąteczne. Dzięki temu czytelnik może być uczestnikiem uczty, zwiedzić prywatne komnaty Wasi u Świerczyńskich i w Turzycach, może oglądać bitwę, a nawet opatrywać rannych. Przy poruszeniu kwestii politycznych mocno zaznaczane są zagadnienia finansowe, tj. przewidywanych zysków i strat, co przeważa na decyzje możnych. Można z kimś dobrze się bawić podczas uczt, ale to nie jest powód do podjęcia ryzykownych kroków. Potrzebne są dobre argumenty i konkretne możliwości. Przykładem wytrwanego gracza politycznego jest Dargorad i Snowid. Mają żyłkę do tego i rozeznanie w ludzkich charakterach.

   Do tej pory poruszyłam tylko ludzką warstwę powieści. Co z tą słowiańską, nadprzyrodzoną? Uniwersum M. Wolff tchnie tą starodawną magią, zaklętą w leśnych ostępach, promieniach słońca, kroplach deszczu, w ziemi i w ogniu, tą, która otacza nas każdego dnia, magią rodzimej wiary i wierzeń, która płynie w naszych sercach, wypita z mlekiem matki, przekazana z krwią przodków. W "Szacie z piór" znów można spotkać leszych, leśne panny, biesa. Pojawi się również wątek latawców. Jest nawet sam Boruta. Czytelnik może również spotkać bogów. Jest Perun pod postacią Jasza, Dziewanna, Marzanna, Nyja i Weles. Są tak samo realni jak ludzie. W tym tomie bardzo wyjątkową sceną są odwiedziny Nawii. Miejsce pełne metafor i symboli, o niezwykłej atmosferze, działające na wyobraźnię. Mówiąc szczerze to właśnie ta sfera mnie całkiem pochłonęła. 

   W tym momencie należy zwrócić uwagę na to jak ludzie podchodzą do wiary i bogów. Jedni bywają sceptyczni, inni - fanatyczni, lecz każdy szanuje tradycje przodków. Bogowie cieszą się szacunkiem. Na ziemiach Sławian powszechnie występują chramy i kąciny. Kapłani są poważani przez ogół społeczeństwa przez wzgląd na pełnioną funkcję. Kogoś, kto podniesie rękę na wizerunki bogów lub ich przedstawicieli czeka surowa kara. 

   Pomiędzy ludzkim a nadprzyrodzonym światem kręci się Szary, leszy, niezwykle ważna postać i jednocześnie ta, do której mam największą słabość. Kocha wolność, ale to miłość go napędza. Jest na rozdrożu, musząc wybrać, to, co najistotniejsze. Jego kreacja chwyta za serce. Ucieleśnia ducha tej powieści. Jest tym, czego szuka większość z nas. Ostoją, bezpieczeństwem, domem, portem, w którym zatrzymujemy się po morskim sztormie...

  Ta książka utkana jest z uczuć i wiedzy. "Kukuła i wrona" była świetna, ale "Szata z piór" jest doskonała, wybitna. Fabuła jest dokładnie przemyślana, rozpoczęte wątki łączą się w subtelną całość, krok po kroku pokazując czytelnikowi kolejne elementy układanki. Panuje tu równowaga pomiędzy akcją a przystankami spokoju. Napięcie przeplata wytchnienie. Czytelnik co rusz jest zaskakiwany pomysłowością autorki i postępkami bohaterów. Zakończenie potęguje ciekawość i wzmaga apetyt na kolejny tom. Po powyższym można wnioskować, że M. Wolff ma prawdziwy talent. Potwierdza to tylko styl i lekkie pióro, pełne poetyckości i plastyczności, które za pomocą słów rozpyla pełną paletę barw. Opisy są żywe, jakby wyjęte prosto z fantazji pisarki i postawione tuż przed nosem czytelnika. Cechuje je ogromna drobiazgowość. Są one ciekawym przerywnikiem akcji, a jednocześnie rozbudowują uniwersum.

   "Szata z piór" M. Wolff to przepiękna słowiańska fantastyka o sile miłości, przyjaźni i przeznaczenia, która krzewi rodzimą wiarę, przybliża ją czytelnikowi, a jednocześnie tworzy odrębną całość od naszej rzeczywistości. Autorka zgrabnie wplata elementy słowiańskiego dziedzictwa jak np. postać Wandy czy wyobrażenie zaświatów do swojej własnej powieści. Są one ze sobą tak mocno związane, że oddzielnie nie mogą funkcjonować, ponieważ obraz byłby niepełny. Porusza trudne tematy, często będące kulturowymi tabu. Pokazuje związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy decyzją a konsekwencjami, tym samym zmuszając do głębszej refleksji o świecie i nas samych. To dzieło grające na strunach duszy zapomniane przez nas melodie. Budzi tęsknotę za dawną wiarą, jej siłą i magią. Jej rytm pobrzmiewa w uszach jeszcze długo po zakończeniu lektury. 

   Z całego serca polecam "Szatę z piór". Jestem pewna, że poruszy każdą osobę, dla której rodzima wiara i kultura są czymś ważnym, budującym tożsamość.

   Oby więcej takich książek na naszym rynku wydawniczym!

niedziela, 6 lutego 2022

119) "Baśń o Wilczej Dolinie" Agaty Kasiak

   Czy jedna historia, jedno miejsce wokół niej osnute może mieć wiele wersji wydarzeń? A jeśli tak, to która jest tą prawdziwą? Czy w ogóle da się to w jakiś sposób oszacować? Czy można je ze sobą porównywać? W jakim celu? Czy może warto zaufać autorowi i poznać jego perspektywę, spróbować zrozumieć jego tok rozumowania? Co, gdy historia ma więcej niż jednego twórcę? Czy na każdą wersję patrzeć z osobna czy szukać wspólnych korzeni?

   Myślę, że na powyższe pytania nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Przy podobnych dylematach można stanąć przy poznawaniu świata z "Baśni o Wilczej Dolinie" Agaty Kasiak. Już w samym tytule zawiera się owa magiczna nazwa "Wilcza Dolina" znana każdemu miłośnikowi słowiańskiej fantastyki. Większość książek osnutych wokół tego miejsca wyszło spod pióra Marty Krajewskiej. Skąd zatem to nawiązanie w powieści Agaty Kasiak? Otóż, na świecie nie ma aż takich przypadków. Pisarki to siostry, które za młodzieńczych lat razem stworzyły Wilczą Dolinę i szkielet jej historii. W dorosłym życiu z bagażem doświadczeń i ogromem wiedzy każda ruszyła w swoją podróż przez ten świat, poznając go, jego mieszkańców i ich bajania, wnikając głęboko w miejscową kulturę i zwyczaje, zasłyszane z dalekich stron plotki, wędrując po lasach i górach, nurkując w otchłani jeziora, słysząc w tle wycie wilków, a może nawet samego Białego Wilka, pana tych ziem? Jedno miejsce, a dwa różne światy, każdy z własną specyfiką i ulotną magią słowa pisanego. Zwracam na to uwagę, by pokazać jak bogate jest wnętrze każdego z nas, jak z jednego nasiona mogą wyrosnąć różne drzewa. Niby podobne, a jednak odmienne.

  "Baśń o Wilczej Dolinie" Agaty Kasiak to książka fantastyczna prowadzona z punktu widzenia trzech postaci, tj. wiedźmy Olchy, palatyna Pomira i księżniczki Wolin. Wilcza Dolina to zapomniana przez ludzi kraina, żyjąca własnym rytmem, odizolowana przez warunki geograficzne, kryjąca niejedną tajemnicę. Świat poza nią istnieje, a czas biegnie, cywilizacja się rozwija, królestwa powstają i rozpadają się, zawierane są nowe sojusze, zawiązują się spiski, do głosu dochodzą nowe dynastie. Zwykła kolej rzeczy. Jednak między światem a Wilczą Doliną istnieje połączenie, rzeka, niosąca ze sobą groźbę śmierci, wyrzucająca na brzeg ciała, niby zwykłe, a jednak... liczące setki lat, ciała, które nocą mogą przyprawić o zawał serca, zagrozić istnieniu wszelakiego stworzenia, niszczyć i siać pożogę, a pełnia tuż tuż. Kim są owe umarlaki? Skąd się biorą, czerpią swą siłę i nienawiść? Dlaczego właśnie teraz? Czy można je jakoś powstrzymać?

   Królestwo, którego podwładnym jest Pomir, toczy właśnie walki z sułtanem, broniącym się ostatkiem sił w Duszańcu, jednym z ostatnich bastionów ludzi-wilków, zwanych wilkarami, którymi to przewodzi księżniczka Wolin, córka Czcirada, osobnika wielce występnego, dwulicowego i pełnego niespożytej energii do knucia oraz wprowadzania swego planu w życie przez lata. Wojna o ziemie, wpływy, bogactwa i w zemście za osobistą zniewagę króla Lubomii. Pomir i Wolin walczą, jak równy z równym, pełni szacunku wobec przeciwnika. W trakcie jednej z bitew dochodzi do spotkania z trzecią stroną konfliktu, umarlakami. Strach przed nieznanym spada na ludzi i wilcze serca, co teraz? Natomiast w wysokich górach maleńka osada celebruje lato, przygotowując się do Nocy Kupały i czasu zbiorów. Nierozważni młodzieńcy, za nic mając przestrogi starszych, udają się w zakazane rejony, chcąc wzbogacić się kosztem umarłych, napotykając po drodze na tajemnicze istoty, zamieszkujące jezioro, zwane utopkami. Czemu większość z nich atakuje nocą i przy pełni? Czy ktoś poza starą zielarką będzie wiedział co czynić? Czy ktoś jej uwierzy? Jak zabezpieczyć cmentarzysko, ochronić matki i dziatki przed wieszczycą, jak pokonać tysiącletnią klątwę Boginki? Gdzie szukać ratunku i wsparcia? Jak osadników ostrzec, by usłuchali?

   Bohaterowie "Baśni o Wilczej Dolinie" przykuwają uwagę czytelnika zarówno swoją osobowością, jak i przemianami w nich zachodzącymi. Bieg wydarzeń sprawia, że dojrzewają, nabierają dystansu do pewnych spraw, zaczynają pojmować swoje błędy i w jakiś sposób próbują je naprawić. Powieść nie podaje wszystkiego na tacy, wiele rzeczy trzeba wysnuć z kontekstu, domyślając się, idąc za drobnymi wskazówkami autorki, jak np. w przypadku Wolin, gdzie pewne aspekty z wczesnego dzieciństwa rzutują na jej dorosłe zachowania. Podobnie rzecz ma się z Pomirem, który nosząc maskę nieustraszonego woja, okazuje się człowiekiem o ogromnym sercu. Przy okazji warto zwrócić uwagę na Biezdara i Toligniewa oraz słowa palatyna o zmężnieniu. Zgadzam się z nim w stu procentach.

  Niezwykle ważną i niebanalną postacią jest Olcha. Kobieta o ogromnym bagażu doświadczeń i wiedzy, niosąca pomoc każdemu, będąca częścią historii Wilczej Doliny, która stała się jej domem i jednocześnie więzieniem. Pod maską ironicznej zołzy kryje się czułe serce, oddane sprawie Doliny, a może przede wszystkim jej podopiecznego i jego dobra. 

   Dla mnie wyjątkową postacią jest Krzesąd, jeden z członków starszyzny wioski, przybyły do tego miejsca wiele lat wcześniej z zewnętrznego świata, głęboko poruszony, a przede wszystkim wierzący w legendy o tym obszarze. Mężczyzna noszący brzemię odpowiedzialności za przeszłość i przyszłość pokoleń osadników, zbratany tajemnicą z wilkarami, stojący po cichu na straży porządku. Człowiek, któremu można zaufać i powierzyć swoje życie. Wzbudza sympatię i chęć bliższego poznania.

   Tytuł książki sugeruje baśń, czyli miło opowiedzianą historię walki dobra ze złem. Kto oczekuje lukru srodze się zawiedzie. Autorka porusza trudne tematy dotyczące m.in. odrzucenia w rodzinie, wyszydzania, ostracyzmu społecznego, przemocy psychicznej i fizycznej wśród obcych i bliskich, gwałtu, prostytucji, braku tolerancji dla inności, agresji i plotek, osamotnienia wśród ludzi, braku zrozumienia, strachu przed pójściem własną ścieżką, kurczowego trzymania się niebezpiecznych tradycji, uciekania przed odpowiedzialnością i zrzucania winy na innych. Powieść opowiada nie tylko o czasach pokoju, ale nade wszystko skupia się na wojnie, jej dramatach, ofiarach, trudnych wyborach władających, o próbie przetrwania kolejnego dnia, następnego natarcia. Tu ból i cierpienie są na porządku dziennym, choć miłość stara się to nieco osłodzić. Dni niepewności są przeplatane szczęśliwymi chwilami z drobiazgów, niewielkich gestów, wskazujących z czego tak naprawdę składa się życie i co jest ważne. W tym tkwi szkopuł, że każdy z nas może ową historię inaczej odczytać, zrozumieć, bo zależy to od naszej własnej perspektywy, doświadczenia czy hierarchii wartości.

   Świat przedstawiony jest bardzo bogaty i szczegółowo omówiony. Imponuje mi przemyślana przeszłość tegoż regionu, stopień powiązania dni przeszłych i teraźniejszych, tego jak te wszystkie elementy do siebie pasują, niczym puzzle. Wprowadzone postacie mają swoje role do odegrania w głównym wątku, a mimo to ich sprawy toczą się obok i czytelnik zagląda do nich zza kotary. Fabuła to nie tylko losy Wolin, Olchy i Pomira. To też pomniejsi, drugoplanowi bohaterowie, którzy nadają kolorytu tejże powieści. Bez nich nie byłaby taka sama.

   Na uwagę zasługują opisy położenia osady, próba odmalowania ich za pomocą słów. Są tak plastyczne, że nieraz odnosiłam wrażenie, że je widzę. Piękne góry, pełne mroku, surowości i majestatu, zamglone o poranku jezioro, tajemniczy las, samotna, płacząca wierzba, pozarastane trakty, stare cmentarzysko (aż prosi się o szpachelkę archeologa) i zaginione zamczysko, wyrzucające czasem swe sekrety na brzeg.

   Z pełną powagą przyznaję się, że zakochałam się w języku i stylu autorki. Lekko poetyzowany, archaizowany, na modłę średniowiecznych podań. Myślę, że to główny powód niezwykłego klimatu, jaki odczuwa się podczas czytania. Czytelnik przenosi się w czasie, w pełni może utożsamić się z bohaterami i ich przygodami, razem z nimi przemierzając knieje północnej krainy.

   Niektórzy mogą zarzucić patetyczność Wolin i Pomirowi, ale warto zwrócić uwagę na to gdzie się wychowali, do jakich klas należeli i jakie wartości im wpajano. Warto oderwać się od współczesnych realiów, uzmysłowić sobie, że kiedyś bywało inaczej, spróbować wczuć się w ich położenie. 

   Bardzo podoba mi się przedstawienie kwestii wilkarów i Białego Wilka, co zupełnie odbiega od wersji Marty Krajewskiej. To jest bliższe memu sercu, całkiem oddanego ich zwierzęcej postaci. Pokazuje prawdziwą wilczą naturę, przekreśla kreślony od pokoleń stereotyp, pozwalając prawdzie wypłynąć na wierzch. Wspaniałe!

   Typowej słowiańskości czytelnik tu nie uświadczy, no może poza zielarką i owymi umarlakami (no i oczywiście Nocą Kupały, która jest stricte słowiańska), lecz myślę, że to elementy zbyt uniwersalne, by przypisywać je tylko naszemu rodzimemu kręgowi kulturowemu. Czy to źle? Uważam, że to nie ma znaczenia dla fabuły. Tego typu zabiegi są tu całkowicie zbędne. Ta historia toczy się swoim własnym torem i dokładanie do niej takich elementów mogłoby ją tylko niepotrzebnie zakłócić.

   "Baśń o Wilczej Dolinie" Agaty Kasiak to powieść fantastyczna, magiczna historia o przeklętej krainie, trudnej miłości, niełatwych wyborach, o brzemieniu odpowiedzialności, o sile przyjaźni i miłości, o skomplikowanych relacjach, o drugich szansach, o przeznaczeniu i kierowaniu się w życiu sercem. To książka ofiarowująca nadzieję dla zagubionych, wskazująca drogę do wyjścia z ciemności ku wiosennemu słońcu, tchnąca magią. Mimo ogromu bólu wyziera z niej ciepło, które może otulić w zimowy wieczór niczym najcieplejszy koc. To lektura skłaniająca do refleksji nad sobą, życiem i swoim otoczeniem. Myślę, że bohaterowie tej powieści i duch Białego Wilka jeszcze długo będą mi towarzyszyć. To jedna z tych książek, która po odłożeniu na półkę, rozrasta się w sercu czytelnika, podświadomie zmienia go i jego podejście do wielu spraw. To prawdziwa baśń z morałem, gdzie wilki swym wyciem wywołują uśmiech.  

Polecam z całego serca!

niedziela, 19 grudnia 2021

113) "Zima czarownicy" - Katherine Arden, czyli zwieńczenie przygód Wasi i Morozka

    Są legendy, które żyją w nas cały czas, mimo upływu lat i codziennej rutyny. Majaczą na granicy świadomości, budzą się podczas chwil zamyślenia, ciszy lub snu. Wywołują wspomnienia ciepłego koca, ciepłego matczynego głosu i oazy bezpieczeństwa.

   Jedną z takich legend, a może baśni, ożywiła Katherine Arden w trylogii o Wasilisie Pietrownej i Morozce, królu zimy. Pierwsze części, tj. "Niedźwiedź i słowik" i "Dziewczyna z wieży" stały się bestselerami, przyciągając do siebie tysiące czytelników na całym świecie, choć dotyczą kultury rosyjskiej opisanej przez Amerykankę. Ich tajemnica tkwiła w magii historii i plastyczności słowa. Wysoki poziom to wyzwanie, które autorka postawiła sama sobie. Czy dała radę? Jak "Zima czarownicy" wypadła na tle reszty?

   Trzeci tom trylogii zimowej opowiada o przygodach Wasi od momentu wielkiego pożaru Moskwy aż do bitwy na Kulikowym Polu, wędrującej po Rusi i świecie czartów. To prawdziwa powieść fantasy, gdzie świat realny przeplata się z nadprzyrodzonym w sposób naturalny, ponadto zawiera elementy historyczne.

   Wasilisa podrasta, staje się młodą kobietą, lecz na jej barkach spoczywa ciężar, pod którym ugiąłby się niejeden mężczyzna. Dzień w dzień mierzy się z przeszłością, popełnionymi błędami, nienawiścią ludzi i wątpliwościami pomrok. Zagubienie, samotność i brak doświadczenia nie ułatwiają jej zadania, którego się podjęła. Chce ratować Ruś, rodzinę i czarty. Jednak nie to jest najtrudniejsze. Największe wyzwanie to poznanie samej siebie, zmierzenie się z własnymi słabościami, próba zrozumienia własnych uczuć i dostosowania się do nowej roli. Świat dziewczyny zmienia się jak w kalejdoskopie i wymaga od niej ciągłego skupienia, szybkiego myślenia i podejmowania decyzji. W takich okolicznościach dziecko ewoluuje w kobietę inteligentną, bystrą, o odważnym i lojalnym sercu, gotową do wielu poświęceń dla dobra rodziny i przyjaciół, ceniącą szczerość, zaufanie i miłość. Los poddaje Wasię próbom, ukazując jej gorzką stronę, blisko zła i szaleństwa. Myślę, że w każdym z nas tkwi odrobina tej ciemnej strony, która ujawnia się w podbramkowych sytuacjach. Pietrowna to silna kobieca postać, udowadniająca, że inność można zmienić w atut i siłę. 

   "Zima czarownicy" przybliża też postać Morozki i Niedźwiedzia. Władca mrozu nie jest bohaterem szablonowym. Dzięki Wasi otwiera się coraz bardziej na uczucia i świat. To nie tylko bóg śmierci. Potrafi kochać, cierpieć, cieszyć się i śmiać. Mimo nieśmiertelności znajduje się bliżej ludzkich spraw niż się sam przyznaje. Jako czart żyje w teraźniejszości, choć marzenia i wspomnienia przeszłości  niejednokrotnie mu towarzyszą. Ma sporą wiedzę, panuje nad żywiołami, wzbudza strach i podziw, jednocześnie wykracza poza swoją strefę komfortu i mierzy się z własnym wrogiem i niesprzyjającą mu porą roku w imię miłości. Jest silną osobowością, która ewoluuje w czasie (obraz ze wsi na uczcie a podczas bitwy z Tatarami). Morozko przyciąga do siebie jak magnes, ma niezwykłe serce, niecodzienny, wyjątkowy. Rześki jak zimna woda i zapach sosen, uzdrawiający chore ciała, towarzyszący każdemu podczas ostatniej drogi... prawdziwy król zimowego królestwa. Nieco inaczej przedstawia się sprawa z królem chaosu, Niedźwiedziem, żywiącym się strachem i cierpieniem, siejącym niezgodę, doskonałym manipulatorem, zręcznym mówcą i czytającym w myślach. Od pierwszego tomu Arden ukazywała go jako złego, bezwzględnego mordercę, niszczącego i nienawidzącego świata. To przeciwieństwo brata. Jak ogień i woda. Jednak w ostatnim tomie przechodzi metamorfozę, może pod wpływem Wasi, może doświadczeń i innego wymiaru konfliktu z Morozką, może danej obietnicy. Autorka pokazuje jego inną twarz, tłumacząc nieco jego naturę. Jego relacja z Wasią jest pełna zagadek i dwuznaczności, domysłów i niedomówień. Żarłok, nazywany tak przez czarty, to postać intrygująca, choć przerażająca zarazem. Morozko i Niedźwiedź uzupełniają się i równoważą, pełniąc rolę stabilizatora Rusi, a może i świata. Choć są odmienni i wyznają inne zasady, to dobrana para.

  Władcy zimy i chaosu to czarty, pomroki, zwane też diabłami, to elementy świata pogańskiego. Arden postanowiła opisać też inne stworza. Pojawiają się rusałki, południca, wodnik, dwornik i domowiki. Autorka poświęca każdemu z nich trochę miejsca, skupiając się na ich zwyczajach, zachowaniu i oczekiwanych ofiarach. Są żywe, stanowiąc część społeczeństwa, wspomagając ludzi w codziennych czynnościach. Potrafią się odwdzięczyć dobrym i pracowitym gospodarzom, obronić przed złem i obrobić obejście. Ożywia je wiara ludzi. Im słabsza, tym czarty bardziej bledną aż znikną zupełnie. Boją się dzwonów i modlitw cerkiewnych, bo one oddzielają je od ludzi murem nie do przebicia. Pomroki są dobre i złe, zupełnie jak ludzie. To odbicie naszych lęków i pragnień.

   Najwięcej miejsca w trzecim tomie trylogii pisarka poświęca Północniny, władczyni dalekiej krainy. Podstępna, bystra, grająca na dwa fronty według własnych zasad i dla własnych korzyści. Działa dla siebie, nie obiera stron w konflikcie, swobodnie dryfuje, by w odpowiednim momencie ruszyć dalej. Niesympatyczna, wzbudzająca respekt. Trzeba uważać na jej słowa i zachowania.

   Katherine Arden pokazuje nie tylko sylwetki pomrok, ale przedstawia też obrzędy ku ich czci oraz ofiary. Bardzo ciekawym wątkiem jest uczta dla Morozki i przygotowywanie kobiety do zaślubin z nim. To ukazuje jak ludzie dawniej próbowali przekupić siły nadprzyrodzone. Podobnie postępowano z wodnikiem, który lubił mięso, nie tylko zwierzęce. Jednak nie zawsze czarty wymagały krwawych ofiar. Dla biesów domowych wystarczyły okruchy lub skibki chleba, nieco mleka czy odrobina zboża. Domowikowi można je wrzucić do pieca, zostawić gdzieś w kącie i zawsze odnosić się do niego z szacunkiem.

   Czarty to także związek z naturą, porami roku, żywiołami i pogodą. Im ktoś był bliżej przyrody i bardziej ją szanował, tym zyskiwał większą przychylność biesów, a bywały pomocne i pomagały przetrwać. 

   W powiązaniu ze światem słowiańskim Arden dodaje od siebie krainę pomiędzy światami, Północ, dom demonów, niezwykłych koni, macierz Baby Jagi. Oryginalny pomysł. Miejsce, gdzie ludzkie zmysły poddane są próbie przetrwania. Słabsi mogą ulec szaleństwu, poddać się i zniknąć. Bardziej wytrwali osiągną to, o czym część z nas skrycie marzy. Dalekie krainy i światy w zasięgu ręki... Północ to miejsce niebezpieczne, ale i przynoszące ukojenie dla samotnika kochającego przyrodę. 

   "Zima czarownicy" tchnie magią i Słowiańszczyzną, ale nie tylko na tym polega jej siła. Wydaje mi się, że bardzo ważną rolę pełnią tu relacje między poszczególnymi bohaterami. Mamy tu przykłady miłości braterskiej, gdzie magii krwi nie jest w stanie nic zerwać. Rodzina to rodzina bez względu na wszystko. Pojawia się też miłość między kobietą a mężczyzną, która nie wybucha nagle, lecz rośnie stopniowo, w miarę rozwoju znajomości, gdzie są lepsze i gorsze dni. Ta miłość to róża z kolcami, prawdziwa i szczera. Niezwykle ważna jest również przyjaźń. Szczególnie warto zwrócić uwagę na tą między Wasią a Słowikiem. Siła tej relacji przetrwała nawet śmierć. Rozumieli się bez słów, jakby czytali w swoich myślach, jedna dusza w dwóch ciałach. To nawet więcej niż przyjaźń. Oni szczerze się kochali, taka rodzina z wyboru.

   Gdzieś w gąszczu tych miłych uczuć pojawia się też miejsce dla fanatyzmu, nienawiści, strachu przed nieznanym, nietolerancji. Arden nie boi się brutalności, realnie oddając ból i cierpienie. Jest krew, płacz, nierówna walka i niesprawiedliwy świat. Jak w życiu. Konstanty, batiuszka, pop, wcielony narcyz i poddany Niedźwiedzia uosabia tu fanatyzm w najczystszej postaci, pełen hipokryzji co do wyznawanych zasad i własnego zachowania. Pisarka pokazuje dokąd prowadzi samouwielbienie, zatracenie sensu w swoim powołaniu, brak krytycyzmu wobec siebie, żądanie od innych pochwał, chęć sławy i władzy... Droga Konstantego nie jest łatwa, ale sam sobie gotuje ten los. Niedźwiedź nie kusi każdego, szuka tylko podatnego gruntu i próbuje zasiać na nim swoje ziarno chaosu. Pop nienawidzi inności czartów i Wasi, popycha ku temu wiernych, nadmuchując bańkę powszechnej nienawiści wobec czarownicy, co doprowadza do nieszczęścia... 

   Ponadto Arden porusza też temat wojny pomiędzy Rusią a Tatarami. Ci ostatni znani byli ze swego okrucieństwa wobec słabszych, nie mieli litości czy to wobec starców, dzieci czy kobiet w ciąży. Liczyła się władza i dobra doczesne, siła. Autorka nieco upraszcza etapy narastania konfliktu między tymi narodami, jednak zachowuje główny szkielet, dostosowując szczegóły do fabuły. Dzięki temu całość zyskuje na realności, a także historyczny smaczek dla bardziej dociekliwych. 

   Ponadto warto zwrócić uwagę, że powieść ukazuje miejsce kobiet w średniowiecznym społeczeństwie. Na podstawie poprzednich tomów wiemy, że najchętniej widziano je w roli żony i gospodyni domowej lub w klasztorze. Wszelkie odstępstwa od normy były zwalczane, nieraz siłą. Świat był patriarchalny, a kobiety nie powinny mieć prawa głosu. Kobieta widząca i czująca więcej to wiedźma, sprzymierzona z diabłem. Tak przynajmniej wpajał ludziom kościół. Dawny, pogański szacunek wobec szeptuch i mądrych bab zniknął. Pojawił się strach, niezrozumienie na poły wymieszane z chorą fascynacją i nienawiścią. "Zima czarownicy" skupia się na konsekwencjach owego postępowania, które odciska piętno na życiu Wasi, spychając ją na margines społeczeństwa prosto w łapy czartów, które rozumie lepiej niż ludzi. W tym wątku przemyka przesłanie, by nie dać się stłamsić i walczyć o swoje, kroczyć własną drogą. Kobieta może dorównać mężczyźnie, choć fizycznie słabsza, psychicznie niczym mu nie ustępuje. Arden daje kobietom siłę do walki, przedstawiając historię Pietrowny. Zresztą, nie tylko im. Każdej tłamszonej osobie, wszystkim, których ogranicza narzucona idea społeczna i stereotypowe podejście do płci.

   Jeśli chodzi o język powieści to autorka wciąż przyjemnie zaskakuje czytelnika, operując plastycznymi opisami, żywymi barwami, dynamicznymi zdarzeniami i chwilami refleksji, naturalnymi dialogami i ciszą między wersami, pełną domysłów. Szybka akcja wciąga bez dwóch zdań. Bogactwo wątków zadowoli nawet najbardziej wymagającego czytelnika. 

   Czy jest coś czego tu brakuje? Autorka mogła pokusić się o rozwinięcie wątku Maszy oraz opowiedzieć nieco więcej o prababce Wasi, jej babce i ciotce. Są to ledwie powiastki, dające lekki posmak tych niezwykłych postaci. Tym bardziej biorąc pod uwagę korzenie Wasilisy. W sumie na ten temat mogłaby powstać kolejna trylogia... Z jednej strony rozumiem Arden, bo to młoda wybranka Morozki jest tą główną bohaterką i to ona scala fabułę, jednak brak rozwinięcia wspomnianych postaci sprawia, że ta historia jest niepełna, choć nie odmawiam jej magii. Inna sprawa, że w "Zimie czarownicy" sporo miejsca poświęcono Pożodze, Żar-Ptakowi i jej relacji z Wasią. Zabrakło mi Słowika, choć jego wspomnienie wciąż przewija się na kartach książki. Minusem jest też zbyt mała liczba stron. Tej powieści nie chce się kończyć.

   "Zima czarownicy" Katherine Arden jest świetnym uwieńczeniem trylogii zimowej. Porusza trudne tematy i relacje, wywołuje sporo emocji, nie pozostawia obojętnym. Bohaterów się kocha lub nienawidzi, wraz z nimi przeżywa się radości i troski, gnając przez wichry i deszcze jesieni, letnie upały i śnieżne zamiecie. Opisana przyroda wywołuje zachwyt, ona żyje. Niewątpliwą zaletą tej powieści jest całkowite zanurzenie się w świecie wierzeń słowiańskich, gdzie czarty i ludzie razem egzystują, ramię w ramię, choć ci drudzy nie zawsze zdają sobie sprawę z obecności pierwszych. To świat współistnienia pogaństwa i chrześcijaństwa, gdzie jedno nie zaprzecza drugiemu. Ta powieść nie tylko bawi, ale i uczy. O naszej przeszłości, dziedzictwie kulturowym, własnych korzeniach. Pokazuje, co w życiu ważne i czemu warto poświęcić życie. Tłumaczy siłę przyjaźni i miłości. Wskazuje drogę i daje chęć walki o siebie. Motywuje do zmian. To książka o magii, takiej prawdziwej, życiowej, realnej, która drzemie w każdym z nas. Przedstawia baśń, która mogła się ziścić. Któż wie, czy Wasia i Morozko nie stoją tuż za rogiem, przypatrując się nam z uśmiechem?

   Krótko mówiąc, polecam Wam zanurzyć się w tą niezwykłą historię. Każda godzina spędzona przy niej nie będzie zmarnowana. Trylogia zimowa K. Arden jest słowiańską baśnią pełną magii, miłości i trudnych wyborów, gdzie toczy się prawdziwe życie. Ten świat pochłania i nie chce się z niego wychodzić... 

   Morozko wzywa, by głębiej zanurzyć się rodzime podania i mity, by lepiej zrozumieć siebie i świat.