Recenzje tematycznie

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katarzyna Berenika Miszczuk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katarzyna Berenika Miszczuk. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 lutego 2023

160) "Tajemnica Dąbrówki" - K. B. Miszczuk, czyli słowiańskości dla dzieci

 
  Kto lubuje się w słowiańskiej fantastyce, ten musiał słyszeć o Katarzynie Berenice Miszczuk, która jest jedną z pierwszych, która przebiła się ze swoją "Szeptuchą" do szerszego kręgu czytelników. O powieści było głośno w mediach wszelakiego rodzaju. Wzbudzała skrajne emocje, ale jedno trzeba przyznać, że jeśli już kogoś chwyciła za serce, to już nie puściła za nic. Po sukcesie "Kwiatu Paproci" dla nieco starszych czytelników przyszła pora na coś i dla tych młodszych, "Klub Kwiatu Paproci". Pierwsza część przykuła uwagę rodziców i dzieci, wtajemniczając ich w sekrety słowiańskich stworów. Czym nas zaskoczy drugi tom?

   "Tajemnica Dąbrówki" to dalsze dzieje rodzeństwa Lipowskich, którzy z zatłoczonej stolicy przeprowadzili się do niewielkiej wsi zwanej Bielinami. Wydawałoby się, że ich życie stanie się nudne, lecz ono lubi zaskakiwać i ma dla nich inny plan. Ciotka, z którą zamieszkali, parała się szeptuchowaniem, a pewne sprawy nie kończą się wraz z przejściem na emeryturę. Z tej ścieżki nie można zrezygnować, bo to ona wybiera człowieka, tj. co raz się przyczepi, to już się nie odczepi. Zatem ciotka to gwarant przygód i to z efektami nadprzyrodzonymi na pierwszym planie. Co mogę więcej rzec? Rodzeństwo ma na wsi aktywne wakacje, czy to w domu czy na podwórku, zawsze jest coś do zrobienia, a na dodatek za płotem czai się nieznane.

  Mama musi wrócić do pracy. Całe szczęście, że tylko do zdalnej, ale jednak. Kto zajmie się najmłodszą Dąbrówką? Ciocia Mirka ma tajemniczego Alzheimera, który powoli kradnie jej pamięć, a starsze dzieciaki same jeszcze wymagają nadzoru. Co robić? Niania, to jest myśl! Jednak czy w Bielinach znajdzie się taka, co sprosta wymaganiom mamy i dzieciaków, które kręcą nosem na obcych? Co z Tosią, która uważa się za na tyle dużą, by jej nie kontrolować? Czy dopomoże w wyborze? Kto trafi do chatki emerytowanej szeptuchy? Kto zajmie się najmłodszą Lipowską? Oj, Dola się już o to postara, a przy okazji udowodni, że ona sama istnieje i nigdzie się nie wybiera, a zachodnie trendy nijak się mają w tym słowiańskim królestwie. Jednak kto namiesza?

   W drugim tomie "Klubu Kwiatu Paproci" możemy bliżej poznać Tosię, małą, rezolutną, upartą i pyskatą, która nie da sobie w kaszę dmuchać. Wie, czego chce i jak to osiągnąć. Poza tym potrafi korzystać ze zdobytej wiedzy. Przekuwa ją na doświadczenie, analizując i dopatrując się dziwności w tym, czego inni nie widzą lub nie chcą widzieć. Myślę, że ma spore szanse, by przejąć spuściznę po Mirce. Dlaczego? Ma intuicję i nie daje się zwieść pozorom. 

 Dąbrówka jest tytułową bohaterką, ale to niezła zmyłka, a właściwie wybieg do głównej fabuły. Dziecko jak dziecko, ale trzeba przyznać, że od małego przeznaczenie pcha ją w stronę bielińskich dziwów. 

   Bardzo podoba mi się rola zwierzęca, ale nie zdradzę, o którą postać tu chodzi. Genialnie rozegrana. Prawdziwy członek rodziny, który dba o swoich, bez względu na wszystko.

 Autorce na kartach powieści udaje się uchwycić sekret posiadania rodzeństwa, te delikatne niuanse na granicy miłości i nienawiści, gdy ktoś doprowadza nas do szału, ale nie potrafi się żyć bez tej osoby, że pomimo wrednych figli i głupich zachowań, wskoczy się za tym drugim w ogień. Zaletą tej lektury jest również uchwycenie znaczenia różnicy wieku w okresie dzieciństwa. Każdy etap ma swoje potrzeby i inne argumenty trafiają do dziecka. Rodzic czy opiekun musi umieć się dostosować, inaczej grozi to konfliktem.

 Dzieci dziećmi, ale pomimo, że to powieść dla najmłodszych, Katarzyna Berenika Miszczuk porusza trudne tematy związane z rozwodem rodziców, kwestią finansową utrzymania domu i rodziny, a co najważniejsze - starością i ułomnościami z nią związanymi, np. fizyczne niedomagania, choroby utrudniające funkcjonowanie, potrzebę opieki i wyrozumiałość. Uważam, że ten wątek uczuli małe dzieci na drobne sygnały biegnące z otoczenia, że ktoś potrzebuje pomocy i wsparcia. Utrwali w nich empatię.

   Relacje międzyludzkie nie należą do najłatwiejszych. Jako dorośli postrzegamy świat inaczej, widząc owo drugie dno, nieszczere gesty, choć i tak dajemy się nieraz nabrać. To, co dla nas jest proste, dla dziecka może być skomplikowane i trudne do zrozumienia. Rozmowy dorosłych są niejednoznaczne, a niewytłumaczenie pewnych kwestii dzieciom powoduje, że próbują to zrozumieć na swój sposób, co przynosi czasem nieoczekiwane rezultaty. Ta książka pokazuje, że lepiej byłoby usiąść razem i każdy element omówić, dopuścić do głosu najmłodszych, pozwolić im wygadać się, co oni o tym myślą. Zwykła rozmowa, a jak może uzdrowić rodzinne relacje. Wzajemny szacunek, zaufanie, ale i słuchanie się nawzajem to podstawy, bez których ani rusz. 

  Autorka nie zawodzi. Kupując książkę sygnowaną jej nazwiskiem, wiem, że się nie zawiodę. Fabuła jest dobrze przemyślana, odpowiednio wyważona. Stopniowo buduje napięcie, punktem kulminacyjnym trafiając w dziesiątkę, a potem wyprowadzając sytuację tak, by dać odetchnąć czytelnikowi. Świetny język i styl, nie do podrobienia, podszyty humorem, który buduje cały klimat i rzuca urok poprzez słowa. Uwielbiam to, a mówiąc szczerze to już się od tego uzależniłam i czekam z niecierpliwością na każdy nowy tytuł.

   Ta powieść jest magiczna, jeśli chodzi o opisy przyrody i samego domu rodzeństwa. Zachowanie natury oddaje nastrój w danej chwili panujący. Potrafi być oazą bezpieczeństwa, ale i złowieszcza. Jednak skąd się to bierze? Ciemność, nieznane, las - potrafią wzbudzić strach, bo co tam się skrywa? Nasze oczy nie są w stanie bez światła dostrzec wszystkich szczegółów, a to rodzi niepokój. To z kolei pobudza wyobraźnię. Stąd już niedaleka droga do uruchomienia lawiny tworzenia dziwów. Jednak czy na pewno?

 Bieliny to magia. Bieliny to ostoja dawnych słowiańskich stworów. One nie są wytworem fantazji. One tu są. Naprawdę. Żyją i funkcjonują obok ludzi. Jedne są dobre i pomocne, drugie już niekoniecznie. Nigdy nie ma się pewności, którego z nich się spotka. K. B. Miszczuk przemyca w swoich powieściach informacje o nich w sposób przystępny i klarowny. Tu na uwagę zasługuje bzionek i błędne ogniki. Główny demon jest świetnie przedstawiony, ale który to? Sam przekonaj się podczas lektury, a nie pożałujesz! Wersję autorki kupuję w 100%. 

  Jedyne, co wytrąciło mnie z równowagi to skrzynia w szklarni. Rozumiem zamysł pisarki, pokazanie problemu, ale to jednak książka dla dzieci i podsumowanie im czegoś takiego może źle się skończyć. Rodzice powinni tę scenę porządnie omówić ze swoimi pociechami, by zrozumiały jej sens i wystrzegały się takich zachowań.

   "Tajemnica Dąbrówki" to udana kontynuacja, warta uwagi i polecenia, by przybliżyć nasze słowiańskie korzenie, ale również pokazać świat oczami dziecka, jego perspektywę, bo zdarza się, że dorośli o niej zapominają, nie pamiętając, że sami kiedyś tacy byli. Piękna, z przesłaniem i naszym dziedzictwem w tle.

niedziela, 25 września 2022

148) "Ja Cię kocham, a Ty miau" - K. B. Miszczuk, czyli kocia komedia kryminalna

   Katarzyna Berenika Miszczuk to autorka poczytnej serii pt. "Kwiat Paproci" osadzonej w alternatywnej słowiańskiej rzeczywistości czy serii anielsko-diabelskiej. Ponadto na jej koncie znajduje się kilka powieści o zabarwieniu kryminalnym, chociażby "Obsesja", "Paranoja, czy "Pustułka". Bawi się gatunkami i miesza je, wychodzi jej to całkiem dobrze, bo już zgromadziła sporą rzeszę fanów, którzy niecierpliwie wyczekują kolejnych książek. W czym tkwi tajemnica jej sukcesu? Jak dotrzeć do współczesnego czytelnika?

   Jedna z jej powieści to komedia kryminalna pt. "Ja Cię kocham, a Ty miau" osadzona w Polsce współczesnej. Opowiada o perypetiach artystki Alicji Nawrockiej i jej kota Lorda w czasie konkursu malarskiego, odbywającego się we włościach kolekcjonera sztuki Stefana Śmietańskiego.

   Wydawałoby się, że takich historii powstało już wiele, ale nie dajcie się zwieść pozorom. Tu głównym bohaterem i narratorem jednocześnie jest kot o przerośniętym ego, bystry i inteligentny, lubiący wściubiać nos w nie swoje sprawy. Lord, bo o nim tu mowa, jest święcie przekonany o swym szlacheckim pochodzeniu, skąd też wynika jego zachowanie i ton wobec "podległych mu ludzi". Kocha swoją właścicielkę, pasztety rybne i skórzane fotele. Jest kolekcjonerem nakrętek od butelek. Swoje niezadowolenie z adoratorów Ali potrafi wyrazić adekwatnie do sytuacji. Chciałoby się rzec, jaki mężczyzna, taki koci wybryk. Lord to także znawca sztuki. Niejednokrotnie asystował Nawrockiej przy malowaniu, nawet samemu stając się modelem. Nieraz słuchał jej wykładów o malarstwie w domowym zaciszu, kontemplował albumy o sztuce światowej. Ma wyczucie smaku.

   Lord to prawdziwy atut tej książki. Kociak o niezwykłym humorze. Jego kwestie potrafią rozbawić do łez. Ponadto dzięki niemu można poznać kocią perspektywę świata i dostosowanie tych stworzeń do ludzi. Pod zabawną powłoką kryje się głębszy sens, by doceniać i szanować je, bo wiele im zawdzięczamy. Ta powieść pozwala poznać jedną z możliwości funkcjonowania kociej psychiki, ich mocne i słabe strony, uzależnienia, postrzeganie właściciela i domu jako swego terytorium, ciekawość świata, łatwość odwracania uwagi czymś smakowitym, a przy tym niesamowitą pamięć.

   Ala to główna ludzka bohaterka i zupełne przeciwieństwo Lorda. Mimo utalentowania, niewierząca w siebie i swoje umiejętności, szczera do bólu, nieco naiwna i łatwowierna, szybko wpadająca w męskie sidła pod ułudą uśmiechu i serdeczności. Bardzo wrażliwa i delikatna. Zbzikowana na punkcie swego kota, biorąc go w podróże po całej Polsce, a nawet na konkurs malarski.

  Lord i Ala to naprawdę zgrany duet, który wzbudza sympatię i uśmiech czytelnika. Ich więź jest na tyle silna, że dbają o siebie nawet w chwili zagrożenia życia, jedno nie rusza się bez drugiego. Myślę, że to szczególnie ważne przesłanie. Stając się właścicielem zwierzaka, należy je otoczyć opieką na dobre i na złe, nie porzucić, lecz właśnie chronić, być opoką, a nade wszystko rodziną. Tak, zwierzę to członek rodziny, zasługujący na taką samą miłość i szacunek jak ludzie, bez względu na wiek, rasę i zdrowie. Zwierzę też czuje i myśli. Tak jak my. "Ja Cię kocham, a Ty miau" świetnie to ukazuje.

   Powieść Miszczuk to komedia kryminalna. Dlaczego? Podczas konkursu u Śmietańskiego dochodzi do serii tajemniczych zniknięć, a raczej oficjalnych wyjazdów niektórych uczestników. Dziwnych, bo niespodziewanych, nagłych. Ale czy to tylko to? Czy nie stoi za tym coś więcej? Ponadto Lord odkrywa tajemne przejścia i istny labirynt korytarzy, dzięki czemu staje się świadkiem niejednej niezwykłej sceny. Sytuacji nie poprawiają także częste awarie prądu, brak zasięgu w komórkach, praktycznie zerowy dostęp do internetu i pięciokilometrowa droga z posiadłości do bramy wyjazdowej oraz oddalenie od miasta, dwóch służących Janów o nieciekawej aparycji, niewzbudzającej zaufania i dziwne zachowanie właściciela tegoż terenu.

   Zagadka goni zagadkę, a czytelnik obstawia kto może być złoczyńcą. Moje typy się nie sprawdziły, a Wasze? Miszczuk potrafi utrzymać napięcie, stopniować je, by potem nagle uderzyć z całej siły "bam" i zakończenie. Myślałam, że to jeszcze trochę potrwa, nieco więcej wyjaśnień się trafi, ale trzeba zadowolić się tym, co jest, bo autorka zostawiła sobie otwartą furtkę dla drugiej części.

  Fabuła powieści wciąga, jest przemyślana, choć owo zakończenie, a raczej punkt kulminacyjny mógłby być o kilka stron dłuższy. Bohaterowie są mozaiką charakterów, nieco powierzchownych, ale wzbudzających w większości sympatię, choć zdarzają się asy, które najchętniej wysłałoby się w kosmos z biletem tylko w jedną stronę. A co, niech ufoludki się z nimi użerają. Język i styl autorki niezmiennie bawią, tak jak w jej poprzednich książkach. Jasny, klarowny, lekki. Taki z przymrużeniem oka, czego najlepszym dowodem są dialogi i pełne dowcipu uwagi Lorda.

   "Ja Cię kocham, a Ty miau" K. B. Miszczuk to lekka, zabawna komedia kryminalna na jeden wieczór. To książka rozrywkowa i tak powinna być traktowana, choć porusza bardzo ważną kwestię, a mianowicie więź między ludźmi a zwierzętami, jak powinno się je traktować. Lord to postać, która zawojuje niejedno serce  swym humorem i pewnością siebie. To on jest tu głównym bohaterem, nie można mieć co do tego żadnych wątpliwości, bo inaczej nie wiadomo co czeka Twoje buty. Świat widziany oczami kota zyskuje nowe barwy i odcienie, dlatego warto dać mu szansę i wpuścić go do swego domu choć na chwilę, by pokazał nam czym są kocie skarby i dokąd chadzają te ciekawskie stworzenia, gdy nikt nie patrzy. Kto wie, gdzie Twój pupil ruszy dziś w nocy, gdy Ty śpisz w objęciach Morfeusza?

niedziela, 20 lutego 2022

121) "Jaga" Katarzyny Bereniki Miszczuk

   Kto z Was nie słyszał o "Kwiecie Paproci" Katarzyny Bereniki Miszczuk? Jedni kochają, inni nie znoszą. Powodów może być wiele, ale jednego autorce odmówić nie można - wyobraźni. I talentu, ale to tylko wtajemniczeni w jej powieści wiedzą ;)

   "Jaga" opowiada o jednej z bohaterek serii "Kwiat Paproci". Jarogniewę poznajemy tam jako rezolutną starszą panią, bielińską szeptuchę ze złotą licówką na zębach, mówiącą miejscową gwarą o zmyśle przedsiębiorcy prosto z Wall Street. Człowiek interesu. Kobieta bywa surową nauczycielką dla swej podopiecznej Gosławy, lecz ma w tym jeden cel: dobrze przygotować ją do zawodu. Nie lęka się trudnych decyzji. Ma ogromną wiedzę i intuicję. To sprawia, że świetnie odnajduje się w swojej roli. Warto też zwrócić uwagę na jej niebanalny humor i cięte riposty. Kobieto, jakież to tajemnice skrywasz? W "Kwiecie Paproci" Jaga wspomina o poronieniu, trudnym życiu z Mszczujem, tajemniczym spotkaniu z Leszym, niebezpiecznej relacji ze Swarożycem, wszędobylskich ubożętach, niejasnej znajomości z matką Gośki. Tu i teraz ma sporo niedomówień, a przeszłość stoi pod znakiem zapytania. Tak ciekawa i intrygująca postać. Tego nie da się zostawić w spokoju.

   K. B. Miszczuk wyszła naprzeciw prośbom czytelników i spełniła ich marzenie. Dała nam wgląd w życie młodej Jarogniewy, zaraz po przyjeździe do Bielin. Nie miała łatwo, oj, nie miała...

   Jaga kończy studia medyczne, po czym postanawia ruszyć na podbój Bielin, by przejąć posadę miejscowej szeptuchy po swej babci Radomile. Na złość rodzicom i obyczajom. Bez męża i dzieci, uparta singielka, chce udowodnić światu swoją wartość jako kobieta i lekarz, bez czyjegokolwiek wsparcia. Jakież jest jej zdziwienie, gdy zastaje splądrowaną chatkę. Kto mógł poważyć się na coś takiego? Czy nie bał się zemsty ze strony zmarłej staruszki i jej następczyni? Kto zniszczył zapasy i cenne sprzęty? Kto zaniedbał dom i ogródek?

   Książka skupia się na przygodach Jagi, jej walce z tajemniczymi demonami, m.in. wąpierzem, zmorą, biesem. Przy okazji poznajemy przystojnego płanetnika, przyszłego utopca, rozszalałe rusałki, a nawet samego swarnego boga. Akcja goni akcję, nie ma chwili oddechu. Dziewczę nie ma nawet momentu spokoju na weselu znajomej. Jakby tego było mało, ktoś zdaje się czyhać na jej życie. 

   Jarogniewa okazuje się kobietą ukształtowaną przez los. Nigdy nie miała łatwo. Już w rodzinnym domu musiała walczyć o swoje. W Bielinach mierzy się z biedą, niewybrednymi plotkami na swój temat, bezwzględnymi demonami. Stawia czoła wielu niebezpieczeństwom, a mimo to pozostaje w głębi ducha wrażliwa i empatyczna, gotowa do poświęceń w imię przyjaźni i dobra wspólnego. Trudne przeżycia tylko ją wzmacniają, nie poddaje się i walczy o swoje marzenia, o życie, które sama sobie wybiera, którego pragnie. Do wszystkiego chce dojść sama, lecz spotyka na swej drodze kilku życzliwych ludzi, bez których pomocy nie jest w stanie się obyć, m.in. Mszczuja, pani Bronki, a nawet samego Swarożyca. Jaga może i prowadzi niezbyt moralny tryb życia, jest swobodna, staje się dzieckiem lat 70. XX wieku, ale jest oddana swoim wartościom. Trzyma się swoich zasad. To osoba, którą można podziwiać i pod niektórymi względami naśladować.

   Mimo, że główna bohaterka to Jarogniewa, to równie ważną postacią jest sam Swarożyc. W "Kwiecie Paproci" zawsze chciał coś za coś, podrywał nachalnie Gosię, był podstępny i wredny. Nie dał się lubić, wzbudzał niechęć. Jego obecność nie zwiastowała niczego dobrego. Bóg okrutnych zabaw, a nawet zemsty. Natomiast w "Jadze" daje się poznać jako pomocny, sympatyczny, wzbudzający ciekawość i nawet lekkie zauroczenie. Nigdy nie był bezinteresowny, ale trzeba przyznać, że młoda szeptucha bez niego by sobie nie poradziła. Ratuje jej życie, daje wskazówki i rady. Pomaga jak może. Swarny bóg okazuje się całkiem ludzki.

   "Jaga" to także powieść z licznymi wątkami słowiańskimi. To nie tylko walka z demonami, ale i zapoznanie się z ich specyfiką, krótkie oprowadzenie po boskim panteonie, przytoczenie legendy o Popielu i Piaście z naprawdę intrygującymi elementami. Miszczuk przedstawia również rolę szeptuchy i żercy w słowiańskiej społeczności, może w nieco zmodyfikowanej formie na rzecz fabuły, ale jednak. Pokazuje nam święta Nocy Kupały, Dziadów, swadźbę oraz tzw. wieczorki panieńskie etc. Autorka ma wiedzę, którą podaje czytelnikowi w smakowitym i lekkim wydaniu.

   Świetne jest takie rozwiązanie wprowadzenia nas do historii młodej Jagi, gdyż ona sama pełni rolę narratora. Świat widzimy jej oczami, co daje nam wgląd w jej myśli i uczucia. 

   Wartka akcja, przygody, kryminalna zagwozdka, słowiańskie upiory, a do tego wszystkiego lekki styl autorki. Dialogi są naturalne, opisy plastyczne i cudownie realne (tzn. zwróćcie uwagę na detale chociażby przy Nocy Kupały - ognisko, halucynacje, wygląd posągów, a nawet rośliny dookoła). Czyta się szybko i przyjemnie. Proszę o więcej!

   "Jaga" to powieść fantastyczna, której akcja jest osadzona w czasach PRLu w Polsce w alternatywnej rzeczywistości, gdy słowiańscy bogowie nadal są wyznawani, a rządzą potomkowie dynastii Piastów, których znamy z lekcji historii. Bohaterowie tej książki pokazują na czym polega siła wiary w siebie, dążenie do spełnienia swoich marzeń i pokonywanie przeszkód na tej drodze, nie tylko w postaci elementów zewnętrznych, ale również demonów wewnętrznych, które sami sobie tworzymy. Udowadnia znaczenie przyjaźni w życiu, jej bezinteresowności, rolę życzliwych ludzi w bliskim otoczeniu i możliwości wsparcia się o ich ramię w naprawdę trudnych sytuacjach. Wskazuje również na to jak jest kształtowana ludzka osobowość na przestrzeni lat poprzez różne doświadczenia, od wczesnego dzieciństwa zaczynając po bycie dorosłym i dojrzałym. Serce czy rozum? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Jarogniewa idzie przed siebie i po każdej porażce podnosi się silniejsza. Podąża do swego celu. I pod tym względem każdy czytelnik powinien wziąć z niej przykład. 

   Z książki na książkę Katarzyna Berenika Miszczuk rozwija się jako pisarka i to naprawdę widać. Do "Kwiatu Paproci" zawsze będę miała sentyment. To był jeden z tych kamieni milowych w moim życiu, który skierował mnie w nowe rejony, a wyznaczona wtedy ścieżka rozrosła się do drogi, którą pragnę już kroczyć bez końca. Dlatego też nie mogę doczekać się nowych utworów autorki, a "Jagę" polecam z czystym sumieniem.

niedziela, 23 stycznia 2022

117) Powrót do Bielin, czyli "Tajemnica domu w Bielinach" Katarzyny Bereniki Miszczuk

  Czy macie takich autorów, przy których książkach zawsze dobrze się bawicie, które są dla Was prawdziwym wytchnieniem i chętnie do nich wracacie? Często to kilka nazwisk, które można traktować jako zestaw ratunkowy, na którym nigdy się nie zawiedliście. Pisarz między słowami umieszcza swoją duszę, a czytelnik między stronami - serce. Książki to umowa wiązana, jedna i druga strona daje coś z siebie na zawsze.

 Dla mnie bezsprzecznie taką autorką jest Katarzyna Berenika Miszczuk od czasu "Kwiatu Paproci", przy którym przepadłam na całego. Seria ta spotkała się ze skrajnymi opiniami, tzn. jedni wpadali w zachwyt, inni wytykali potknięcia i żądali dosłowności. O gustach się nie dyskutuje, ale warto mieć na uwadze słowa pisarki o rozrywkowym i popularyzatorskim charakterze powieści o Gosławie i Mieszku.

   Czy to czasem nie od K. B. Miszczuk zaczął się boom na słowiańskość w literaturze? "Kwiat Paproci" skierowany jest do nieco starszych czytelników, a co z dziećmi? Rynek nie lubi pustki, nowe pokolenie aż domaga się uwagi, autorce w głowie kołaczą się nowe pomysły, a stąd prosta droga do "Klubu Kwiatu Paproci", którego pierwszy tom pt. "Tajemnica domu w Bielinach" ukazała się w drugiej połowie 2021 roku.

  Powieść kierowana jest przede wszystkim do młodszych czytelników, lecz wciąż pozostaje w sferze słowiańskiej fantastyki. Akcja osadzona jest współcześnie, jakieś kilkanaście lat po ostatnich wydarzeniach z "Przesilenia" w Bielinach. Bohaterowie to czwórka rodzeństwa, tj. Bogusia, Leszek, Tosia i Dąbrówka Lipowscy, którzy poprzez perypetie matrymonialne rodziców muszą przeprowadzić się ze stolicy Królestwa Polskiego, Warszawy, do podkieleckiej wsi, Bielin. Początkowo nie pałają zapałem na myśl o tym, lecz życie gra w swoją grę i nie liczy się z ich zdaniem, szykując dla nich nie lada przygodę. Przyjeżdżają do schorowanej ciotki, pomóc jej, choć jednocześnie sami wymagają przyjaznej dłoni, która umożliwiłaby im zmierzenie się z pewnymi rodzinnymi problemami. Do tego dom jest dziwny i skrywa niejedną tajemnicę. Jak dzieci sobie z tym poradzą? Kto lub co płata im figle? Czy odnajdą się w nowej okolicy? Czy zawrą nowe znajomości? Czy udźwigną istnienie stworów z bajań przodków?

   Katarzyna Berenika Miszczuk w tej książce stawia mocny akcent na relacje międzyludzkie, które widać głównie między rodzeństwem, ale warto też przyjrzeć się dorosłym. Dzieci jak to dzieci kłócą się, przekomarzają, ale ufają sobie i wspierają się, wiedzą na co i kiedy mogą sobie pozwolić, jak reagować na humory czy smutek drugiego. Działają razem, opiekują się sobą. Łączy je więź silniejsza od czegokolwiek, braterska i siostrzana miłość, gdzie jedno za drugie wskoczyłoby w ogień, bo czują się za siebie odpowiedzialni. Za to dorośli borykają się ze swoimi problemami, które do najłatwiejszych nie należą. Miłość i jej wypalenie, utrzymanie domu, zaakceptowanie zmian dla dobra dzieci, pokonanie wzajemnych animozji, odłożenie uprzedzeń na bok, pomoc chorym członkom rodziny. To też mierzenie się z ludzką naturą, wścibską, zazdrosną i złorzeczącą. Nie każdemu można ufać. Nie każdy jest uczciwy. Zdarzają się czarne owce nawet w sąsiedztwie.

  Powieść pięknie pokazuje jak rodzina radzi sobie z rozwodem, jak przeżywają to dzieci, jak odbierają rozstanie rodziców, kogo obarczają winą i jaką rolę przypisują sobie w tej sytuacji. Świetnie ujęte są perspektywy rodzeństwa Lipowskich o różnych charakterach. Ich reakcje mówią same za siebie, lecz wszyscy jednogłośnie potrzebują uwagi, rozmowy, miłości oraz czasu na zaakceptowanie nowej sytuacji. Autorka pod tym względem spisała się na medal. Ujmuje temat tak, by zdradzić czytelnikom psychologiczne tajemnice małych ludzi.

 Warto też zwrócić uwagę na traktowanie osób starszych, schorowanych, wymagających opieki i czułości oraz dużej dawki wyrozumiałości. Ciotka Mirka może i nie jest aż tak skomplikowanym przypadkiem, ale daje posmak tego, co się dzieje w rodzinie i jak takie osoby są postrzegane, jak sobie radzą z codziennością i ile trudności muszą pokonywać, gdzie często zawodzi nie tylko ciało, ale i umysł. 

  Niezwykle ważna jest też kwestia zwierząt. Dzieci od małego są uczone przez matkę szacunku i wymogu opieki nad swoim psiakiem Waflem, a potem zwierzyńcem Mirki, nawet takim wrednym Pimpusiem. Skoro bierzesz zwierzę pod swoje skrzydła, ponosisz za nie odpowiedzialność (spójrzcie na Leszka).

   "Tajemnica domu w Bielinach" zawiera również słowiańskie elementy. Przedstawia Polskę jako kraj rodzimowierczy, z wiarą m.in. w Welesa, Peruna, Mokosz, demony, z żercami i szeptuchami, z umiłowaniem przyrody w małych miejscowościach. Wspomniane są też święta jak Szczodre czy Jare Gody, Dziady czy swaćba. Rodzeństwo mierzy się z jednym ze stworów, ale mam wrażenie, że to dopiero początek wspaniałej serii. Autorka opisuje demona dokładnie, zarówno z wyglądu jak i zachowania. Genialne. Myślę, że niejedno dziecko dzięki temu sięgnie do bestiariusza. 

   Dzieci Lipowskie są pełne energii, werwy, ciekawości i radości. Najbliższe z charakteru i zachowania są dla mnie te środkowe, czyli twardo stąpający po ziemi Leszek i zafascynowana pewną książką Tosia. Myślę, że razem mogą stać się postrachem dla okolicznych pomrok.

   W tajemnicy zdradzę Wam, że w tej powieści można spotkać naszych starych, dobrych przyjaciół, za którymi na pewno się stęskniliście.

   K. B. Miszczuk ma niepowtarzalny styl, który wciąga czytelnika w sam środek powieści i nie pozwala się od niej oderwać nawet na chwilę. Plastyczność opisów, naturalność dialogów, kreatywne pomysły na wątki fabularne, intrygujące szczegóły, drobiazgi budujące klimat, niezwykła więź z bohaterami, tajemnica przeplatana grozą i humorem, mieszanka soczyście doprawiona. W tej książce dla dzieci nie zabrakło żadnej z tych cech. Czy dla starszych, czy młodszych - autorka świetnie się odnajduje, a swoje powieści pisze z sercem i duszą, dając z siebie ponad 100%, dlatego też odbiera się je wszystkimi zmysłami. 

   "Tajemnica domu w Bielinach" to jeszcze jeden dowód na talent pisarki. Ta lektura nie tylko bawi, ale i uczy. Prawi nie tylko o znaczeniu relacji międzyludzkich z perspektywy dziecka. Przedstawia też ich punkt widzenia i odczuwania w obliczu dorosłych problemów, gdy rodzina przestaje być jednością. Pokazuje jak wspierać najmłodszych, czego nie wolno przegapić rodzicom i jak reagować. To także nauka o starzeniu się i specyfice tego wieku, radzeniu sobie bliskich z tym tematem. Do tego wszystkiego trzeba dodać słowiańskie tło i styl autorki, który buduje cały klimat. Fabuła wciąga od A do Z. Czego chcieć więcej? A można, stron i kolejnych tomów, ponieważ zżera mnie ciekawość co do dalszych przygód czworga z Bielin.

   Książkę polecam młodszym i starszym Słowianofilom, fanom pióra K. B. Miszczuk i poszukującym rodzimych wydawnictw dla dzieci. Wasze pociechy odnajdą tu ważne wartości i przesłanie, które pójdzie z nimi w dorosłe życie, że rodzice kochają swe dzieci bezwarunkowo i zawsze, bez względu na wszystko.

   Spróbujcie tej przygody, a nie pożałujecie!