Recenzje tematycznie

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą apokalipsa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą apokalipsa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 lutego 2023

159) "Sąpierz" Katarzyny Puzyńskiej, czyli alternatywa słowiańskości jako postapo

  Wehikuł czasu, prawda czy fałsz? Co czeka nasz świat? Czy kolejne kroki polityków zniweczą całe dziedzictwo, by cofnąć nas do epoki neolitu i marzyć jedynie o przetrwaniu? Co może łączyć wczesne średniowiecze z postapokaliptycznym krajobrazem? Czy słowiańskie demony mogą wyłonić się z mroku przeszłości?

  Opis mógłby sugerować "Zapomnianą księgę" Pauliny Hendel, no może poza tym wczesnym średniowieczem. Zatem kto mógłby coś takiego wymyślić? Znacie "Chąśbę"? Tak? To trafiliście we właściwe miejsce. Katarzyna Puzyńska wraca z "Sąpierzem", który zdradza co nieco o bohaterach pierwszego tomu, tyle, że mocno wybiegając w przyszłość, typowe postapo z domieszką sił nadprzyrodzonych. 

   Powieść przeplata stary i nowy świat, dodając do tego element ludzki i boski. Co to znaczy?

  Stary świat to głównie rozmowy bogów, ich przekomarzania i potyczki słowne, które mają istotne znaczenie dla ludzkiego rodzaju. Jest to na tyle ciekawe, że autorka obrała ledwie kilka bóstw na bohaterów, z czego największy antagonizm widać między Perunem a Welesem (zapewne po to by to lepiej uwypuklić). Charakterystyki oparte są głównie na schematach, stereotypach. Z tych ram stanowczo wymyka się Marzanna, która przejęła wiele cech od swoich czcicieli, czując "więcej i bardziej" niż jej pobratymcy. Zwracając uwagę na bogów, nie można pominąć alternatywnych światów, zasad nimi rządzących i zależności istot wyższych od wyznawców. Trudno wyznaczyć tu konkretną granicę, ale kto od kogo zależy i jak do tego dochodzi? To warte przemyślenia przy oddawaniu czci konkretnemu bogu.

   Nowy świat jest do szpiku kości zepsuty, zarówno moralnie, jak i fizycznie. Ta wizja przeraża, a jednocześnie uzmysławia jak niewiele brakuje do jej urzeczywistnienia, a o tym decydują ludzie kompletnie niekompetentni, których zaślepia żądza władzy i chęć posiadania oraz wywyższenia się. Autorka pokazuje, że ludzie to potwory. Kto może zatrzymać destrukcję? Czy jeszcze istnieje szansa na zmianę? Czy nadzieja może się odrodzić?

   Pomiędzy jednym a drugim przemykają stwory, które pamiętają wczesne średniowiecze, tj. drewniane grody, chramy, kupalne ognie. Jak przechodzą? Gdzie tkwi przejście, a może one zawsze tu były, tylko przez lata skrzętnie skrywały się w mroku, czekając na odpowiedni moment? Nowy świat nie jest dla nich łaskawy. Coś niesie się w powietrzu, lecz co? Dlaczego ten świat jest szarobury? 

   Fabuła przeskakuje z jednego do drugiego świata. Czytelnik ledwie wtopi się w jeden, by zaraz zaliczyć twarde lądowanie w drugim. Akcja goni akcję, zostawione tropy mylą, przez co ma się mętlik w głowie. Zagadka pogania zagadkę, powoli odsłaniając kolejne postacie i ich tajemnice. Nie ma osoby bez skazy, każdy ma coś na sumieniu. Przez to są one intrygujące, złożone. Motywacje ich działań zmuszają do refleksji. Dla mnie najbardziej interesującą parą był kat i bogini zimy. Przez pryzmat ich losów śledziłam fabułę. Nowy świat i jego mieszkańcy stali się dla mnie jedynie tłem, niczym ponad to. Niestety.

 Jednak należy zwrócić uwagę na ogrom problemów poruszonych przez Katarzynę Puzyńską w tej powieści. Miłość rodzicielska, partnerska, przywiązanie, rodzina zastępcza, bunt wieku nastoletniego, gniew i buta, przerost ego i egoizm w najgorszej odmianie, nieliczenie się z życiem innych, balansowanie na granicy szaleństwa, pełniąc wysokie publiczne stanowisko, brak sił do przeciwstawienia się złu, katastrofalne skutki nieprzemyślanej polityki, władza poprzez znajomości i pieniądze, wojna nuklearna, powrót do niepewności zimnej wojny, skażona przyroda, pandemia, brak leków, utrata zdobyczy cywilizacyjnych, niedostosowanie społeczeństwa do zmian, brak solidarności społecznej, strach i przemoc domowa, wykorzystywanie stanowiska do krzywdzenia innych, medialne kłamstwa i propaganda, świat bez przyszłości... Poza tym całym złem pisarka pokazuje czym jest miłość i przyjaźń oraz ich siła, które mogą przenieść góry. Coś, co może odmienić świat na lepsze.

   Cały czas wspominam o słowiańskich elementach, które stały się inspiracją do powstania tej książki. Warto zwrócić uwagę na kreację bogów oraz stworów. Z istot pomiędzy nimi genialnie przedstawiano Leszego oraz Babę Jagę, którzy uosabiają przyrodę i jej siły, a którą ludzie tak często ignorują, zapominając, że są od niej zależni. Czytelnik powinien też zastanowić się nad pomysłem wykorzystania utopców oraz funkcją Obrończyń. Może pomoże to w odpowiedzi na pytanie do czego zmierza nasz świat, ten prawdziwy. Wnioski nasuwają się same. 

   Podoba mi się wykorzystanie wątku przepowiedni o Sąpierzu oraz znaczenia imion, co zostało już zasygnalizowane w pierwszym tomie. Kto pamięta, co stało się z synem rusałki po nadaniu imienia? Jak nazwa wpłynęła na jego przeistoczenie?

   Autorka ma lekkie, barwne pióro i przyciągający uwagę styl, który dobrze sprawdza się w fantastyce postapo. Ma talent, rozbudowaną wyobraźnię, niezwykłe pomysły i sporą wiedzę, wykorzystując to wszystko, by stworzyć niepowtarzalne uniwersum i bohaterów. Jej Marzanna zasługuje na głębszą analizę, a spektrum czasu i jego zapętlenie ma na to ogromny wpływ. Jedna z najważniejszych słowiańskich bogiń, a jakże ludzka. Jej przemiana, odczuwane emocje, wyznawane wartości i czyny pokazują, kim naprawdę jest. W niej widać jak w lustrzanym odbiciu pióro Puzyńskiej. To ona jest sercem "Sąpierza", które nadaje mu odpowiedni rytm. Odnośnie stylu uwagę zwraca plastyczność opisów i ich oddziaływania na zmysły czytelnika, to jak czuje się w starym, a jak w nowym świecie. Krajobraz odzwierciedla również bohaterów i ich działania. Przyroda a emocje. Znaczenie barw. Tu liczy się każdy drobiazg.

  "Sąpierz" jest powieścią, która wywiera spore wrażenie na czytelniku. Porusza ważne problemy. Zmusza do refleksji. To fantastyka, która uczy. Już choćby dlatego warto po nią sięgnąć. Niejednego zachwyci, porazi, oby nie, proroczą wizją losów świata ludzi. Wielu uzna ją za doskonałą. Dla mnie jest ciekawa, ale głównie ze względu na wątki słowiańskie i stary świat z bogami na czele, choć żałuję, że Perun czy Jarowit zostali tak potraktowani przez autorkę w trakcie kreacji. Tak jak wspomniałam, nowy świat to tło, które chciałam jak najszybciej minąć, by dotrzeć do wątków mnie interesujących. Dlatego też porównując "Chąśbę" i "Sąpierza", zdecydowanie wybiorę pierwszy tom, dla mnie osobiście bardziej interesujący, spójny i słowiański. Postapo nie do końca mi tu pasuje.

   Drugą część "Grodziska" oceniam jako dobrą i ciekawą, w której na pewno upodobanie znajdą fani klimatów postapokaliptycznych czy zagadek kryminalnych. Nie zawiodą się też gustujący w poszukiwaniu słowiańskich elementów w fantastyce.

   Uważam, że każdy sam powinien ją przeczytać, by móc ocenić wedle własnego gustu. To niecodzienne połączenie.

niedziela, 31 października 2021

111) Zaświaty okiem Katarzyny Bereniki Miszczuk, czyli "Ja, ocalona" (t. 4)

  Jakie są zaświaty? Co w ogóle czeka człowieka po śmierci? Czy coś tam jest? Ludzkość od zarania dziejów zadaje sobie te same pytania, znajduje różne odpowiedzi. Od pradziejów do współczesności - co krąg kulturowy, to nieco inna interpretacja. Jednak jedno jest pewne - większość sądzi, że ta druga strona istnieje.

   Humorystyczną wizję życia pozagrobowego przedstawiła Katarzyna Berenika Miszczuk w serii anielsko-diabelskiej, po kolei ukazując Piekło, Niebo i Tartar, czerpiąc przy tym obficie z wierzeń chrześcijańskich i greckich, z solidną dawką własnych pomysłów. Historia Wiktorii Biankowskiej oraz jej współtowarzyszy przygód nie mogła zamknąć się w trylogii. Oj, to zdecydowanie za mało. Tyle niedomówień, tyle nierozstrzygniętych wątków... I oto jest, część czwarta, tak wyczekana, tak wychuchana, po prostu "Ja, ocalona".

   Akcja czwartego tomu serii rozgrywa się po dziecięciu latach od "Ja, potępiona". Wiktoria miałaby ok. trzydziestu lat, gdyby żyła. Zdążyła rozstać się z Belethem, zostaje zatrudniona przy rekrutacji anielic w programie Top Angel, a na dodatek zaczął kręcić się wokół niej anioł, cherub Ujzel, wyjątkowo miły, aczkolwiek dziwny typ. Ponadto kara Azazela dobiega końca, a Lucyfer wydaje się być przemęczony i znudzony swoją egzystencją, a stąd już tylko krok od szaleńczych decyzji, powiedziałabym, że wręcz apokaliptycznych, a nawet takich ostatecznych. Krótko mówiąc, mieszanka wybuchowa, która grozi tragikomedią. I w tym szaleństwie tkwi metoda autorki na przykucie uwagi czytelnika. 

   Bohaterowie "Ja, ocalona" to starzy, dobrzy znajomi, z którymi łapie się kontakt nawet po dłuższej przerwie. Wiktoria niewiele się zmieniła, chociaż jako potępiona ma więcej ciemnych myśli. Wciąż brawurowa, spontaniczna, pchająca się tam, gdzie dużo się dzieje i nie zawsze jest bezpiecznie. Nieświadomie pcha się do paszczy lwa, choć ma przy tym w efekcie finalnym zawsze sporo szczęścia. Dosłownie urodzona w czepku. Ciągle na rozstaju dróg, w znaczeniu emocjonalnym, kogo kocha, z kim pragnie spędzić swoje życie. Oj, niełatwe ma zadanie, a wielu wciąż spogląda na nią jak na łakomy kąsek. Chciałoby się rzec "Wiki, Wiki, kiedy ty dorośniesz?", ale chyba w tej nieporadności jej urok. Azazel, dawniej istny Casanova, a teraz czule wyczekujący Kleopatry, praktycznie nie do poznania. Maska zawadiaki nieźle skrywa jego bogate wnętrze i niecodzienne wśród diabłów zainteresowania. Wielu powiedziałoby o nim - lekkomyślny, narcystyczny, głupi, ale trzeba mu przyznać, że to najłatwiejsza droga do zmylenia wroga. Geniusz improwizacji i wyjątkowo skutecznych rozwiązań! Ach, jest i on! Beleth! Zazdrosny piekielnik, gotowy na wszystko, by odzyskać swoją drugą połowę, szczery, odważny, inteligentny, z zamiłowaniem do Orientu, tajemniczy i zagadkowy, ale warty zachodu. Jest jeszcze Ujzel, sympatyczny, miły, kokieteryjny, pilnie strzegący swych sekretów, ale w tej całej swojej otoczce nie do końca wzbudzający zaufanie.

   Przy kreacji postaci warto jeszcze zwrócić uwagę na diaboliczną Lilith i Samaela. Ich historia oraz zamieszanie wokół Szatana doskonale się uzupełniają. Pięknie jest to jak K. B. Miszczuk gra stereotypami i uciera nosa tym, co oceniają po okładce i podejściu schematycznym. Brawo! Udowadnia jak bardzo pozory mogą mylić.

   Zabrakło mi nieco utarczek między Luckiem a Gabrielem. Po smaczkach z trzeciego tomu liczyłam na więcej, ale może w ich sprawie autorka nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Oby!

   Generalnie, bohaterowie są dobrze wykreowani, z dużą dawką zróżnicowania charakterów i temperamentów. Wiktoria, Azazel i Beleth to główny trzon całej fabuły i największa zaleta tej książki. 

   Świat przedstawiony i cała jego złożoność to majstersztyk. Zaświaty w całej swojej skomplikowanej naturze, gdzie anioł czy diabeł to ten drugi z podmienionym charakterkiem, bardzo zhierarchizowane, a jednak dające poczucie wolności. Mdłe, białe i nudne Niebo, a zdemoralizowane Piekło z dającym poczucie wyboru Luckiem. Życie wg czyichś zasad czy wg własnych? Szkopuł tkwi w tym, czego się naprawdę pragnie i gdzie są przyjaciele od serca. Struktura zaświatów z maskami pozorności Nieba czy Piekła idealnie oddaje grę pozorów ludzkiego świata. To, co piękne nie zawsze jest takie w środku i na odwrót, np. Rajski Ogród, Lilith czy anioły. Złoty środek tkwi gdzieś pośrodku, tylko trzeba chcieć go znaleźć. Autorka nie narzuca swojej wizji czytelnikowi, prowadzi go po swoim świecie krok po kroku i pozwala samemu na analizę i ocenę. Ukazuje różne punkty widzenia, a to tylko wzbogaca wewnętrznie i otwiera oczy.

   Choć to kontynuacja młodzieżowej serii fantastycznej, "Ja, ocalona" posiada wiele wątków dla starszej publiczności. Niedwuznaczne sytuacje między niektórymi bohaterami mogą wywołać rumieniec u tych młodszych, a pewne zachowania mogą stać się przyczyną wielu pytań, ale nie o to mi się rozchodzi. Mam wrażenie, że Katarzyna Berenika Miszczuk porusza coraz poważniejsze wątki, coraz śmielej dotyka zagadnień egzystencjalnych, dotyczących nie tylko życia doczesnego, ale i tego zaświatowego, pyta o jego sens, o znaczenie, o rolę i siłę miłości oraz przyjaźni, o wybaczenie zdrady i dojrzeniu do powrotu, o gotowości poświęcenia siebie w imię dobra bliskich, o celowość naszych działań i pracy, o motywację do istnienia, o odnalezieniu własnej drogi i szczęścia, o lęku i stawianiu mu czoła, o zwątpieniu w Boga i odnalezieniu jego łaski w najmniej oczekiwanym momencie, o odpowiedzialności i ponoszeniu konsekwencji za swoje czyny, o prawdzie i kłamstwie, o tym, co ważne...

 "Ja, ocalona" pisana jest podobnym językiem do poprzednich tomów, ale idzie wyczuć doroślejszy styl autorki, bardziej rzeczowy, choć wspaniały humor pozostał. Dialogi są naturalne, opisy plastyczne (np. Wenecji), a język narratora lekki jak letni, morski wietrzyk. Dzięki temu książka pochłania i wystarczy ledwie parę godzin, by połknąć ją w całości, jednak radzę ją sobie dawkować, stopniowo, by ważne szczegóły nie umknęły po drodze.

   Fasada powieści jest piękna, barwna i kusząca, ale za nią czai się prawdziwe życie-nieżycie ze swymi troskami i radościami. Historia z drugim dnem.

  Moim zdaniem to dobra kontynuacja serii, nieco dojrzalsza w wymowie, choć pełna zabawnych wpadek i uroku diabelskiego duetu z Belethem na czele, chociaż sam Azazel w niczym mu nie ustępuje. Wydaje mi się, że całe show zgarnęli oni. Dwa piekielniki mające więcej uczuć i skruchy od niejednego anioła. 

   Warto się skusić i przeczytać. Mam cichą nadzieję na  piąty tom, jeszcze więcej Beletha, dżina oraz duetu Lucka i Gabrysia. 

sobota, 25 września 2021

106) "Wysłannik" Pauliny Hendel, czyli czym tak naprawdę jest apokalipsa ludzkiego gatunku

    Świat nie jest czarno-biały, panuje w nim pełna gama szarości, dobro i zło to tylko słowa, ponieważ każde zdarzenie ma dwa końce, różne przyczyny, a każda strona konfliktu swoje racje. Gdzieś pośrodku leży cienka granica moralności, którą łatwo przekroczyć w ekstremalnych sytuacjach, np. w chwili zagrożenia życia. Swój czy obcy, kogo wybrać, komu zaufać, kogo unieszkodliwić? Trudne pytania, na które nie ma jednoznacznej odpowiedzi.

    Z podobnymi dylematami przyszło mierzyć się bohaterom "Wysłannika" Pauliny Hendel, czwartego tomu "Zapomnianej księgi". Próby zjednoczenia osad północy w celu ustalenia zasad handlu czy wymiany doświadczeń i wzajemnej pomocy kuszą przedstawicieli z zewnątrz... oj, bardzo, tak że nawet bezcenna sól staje się podarkiem. Jednak jak rozpoznać kto przyjacielem, a kto wrogiem? Skąd można wiedzieć komu zaufać, a kogo obserwować i mieć się w jego obecności na baczności? Czy to sąsiad, siostra, kuzyn czy kumpel z niedalekiej osady? Brak zaufania i grząskie fundamenty w niepewnych czasach to kuszący grunt dla rozrzewnienia konfliktu. Kto by na tym zyskał, a kto stracił? Jak daleko sięgają plotki? Czy jest w nich ziarno prawdy? Hubert z przyjaciółmi za wszelką cenę stara się odbudować choć w minimalnym stopniu dawny świat. Objeżdża sąsiednie osady, przekonuje ludzi do wiecu, czyni przygotowania, stara się, lecz nie wszystko idzie przewidzieć. Wiec nie jest żadną tajemnicą, przybywają na niego nieproszeni goście, którzy u Sierpnia przywołują nieprzyjemne wspomnienia z Gdańska. Pojawia się kusząca propozycja współpracy, która wywołuje lawinę niespodziewanych wydarzeń... Dokąd zaprowadzi ona młodego mężczyznę i jego sprzymierzeńców?

   „Wysłannik” to powieść pełna niezwykłych zwrotów akcji, napięcia, przygód, trudnych decyzji, przerażenia ludzką podłością, ale i nadzieją, że po końcu świata gdzieś jeszcze czai się iskierka prawdziwej przyjaźni i miłości, rodzinnego ciepła, gdzie lojalność i słowo honoru mają prawdziwą wartość. Mimo wszystko trzeba uważać komu się ufa, by nie wierzyć pierwszemu wrażeniu, bo pozory mogą mylić, a konsekwencje tego bywają tragiczne.

    Bohaterem spinającym fabułę „Zapomnianej księgi” jest Hubert Sierpień, który z beztroskiego nastolatka przeistacza się w pewnego siebie i swoich umiejętności mężczyznę, gotowego na wszystko, by uchronić swoich bliskich. Powojenny świat nauczył go prawdziwego surowego życia, bez wygód, bez dostępu do zdobyczy cywilizacji. Zmusił do radzenia sobie w trudnych sytuacjach, podejmowania szybkich decyzji, strategicznego i analitycznego myślenia. W tej części musi zmierzyć się ze swoimi koszmarami, wewnętrznymi demonami, przełamać swoje bariery, ograniczyć spontaniczność na rzecz zdrowego rozsądku. Uwidacznia się coraz bardziej jego postawa obrońcy, przyjaciela na medal, wiernego druha i kompana. Ten Hubert da się lubić, pod pewnymi względami jego przemiana fascynuje.

    W tej książce spośród kobiecych bohaterek na czoło wysuwa się Zuza, którą wreszcie mamy okazję bliżej poznać w różnych sytuacjach, nieco lepiej zrozumieć przyczyny jej zachowania, niezwykłej więzi z Klakierem, a nawet innymi demonami. Pozornie wycofana, nierozgarnięta, zamyślona, a tak naprawdę pilna obserwatorka, znająca i widząca rzeczywistość lepiej od innych, celnie trafiająca z uwagami i ripostami, wspaniała siostra i trzeźwo myśląca kobieta. Jej wewnętrzny świat wydaje się znacznie bogatszy od tego, który przedstawia autorka. Mam nadzieję, że w kolejnym tomie przygód Zuzia jeszcze bardziej rozwinie skrzydła. Powtórzę się, ta postać ma ogromny potencjał.

    Znaczna większość powieści to przygody w drodze do obranego celu, spotkania z niezwykłymi ludźmi z lasu i Mrocznej, zacieśniania relacji z Arturem i Gniewkiem, powolne poznawanie się, poleganie na sobie i współpraca. Warto też zaznaczyć, że nie każdy spotkany człowiek jest potencjalnym przyjacielem. Lektura uczy, że trzeba się mieć na baczności w tej kwestii.

    Miłośnicy survivalu odnajdą w „Wysłanniku” wiele ciekawych wątków dla siebie, np. jak radzić sobie w lesie, jak przygotować nocleg w opuszczonym domu, jakie rośliny warto mieć w zanadrzu, które warto znać, gdzie szukać jedzenia, jak przyrządzać ryby nad ogniem, jak odstraszyć wroga od obozowiska, na co zwracać uwagę, by nie zabłądzić etc. Tak, Hubert i ekipa muszą to wszystko wiedzieć, by przetrwać w obcym terenie.

    Warto zwrócić uwagę na kreację psychologiczną poszczególnych postaci, zwłaszcza tych z dziwnego lasu i osady wracającej do pogańskich zwyczajów. Co strach robi z ludźmi? Jak łatwo dać się zmanipulować? Jak niewiele trzeba, by psychopaci zyskali władzę w imię porządku i zachowania w miarę normalnego życia? Ile trzeba poświęcić, by żyć we wspólnocie? Gdzie przebiega cienka granica między normalnością, a szaleństwem? Jak sobie radzić z bólem po stracie? Jak uśmierzyć wyrzuty sumienia? Jak wybrać kogo poświęcić, a kogo uratować? Czy są jakieś uniwersalne zasady funkcjonowania w społeczności bez względu na położenie geograficzne i zwyczaje tam panujące? Paulinie Hendel udała się sztuka odwzorowania odpowiedzi na owe pytania w swoich postaciach, ich zachowaniach i motywacjach, ich drobnych gestach i wypowiedziach, tonie głosu i przekonaniach religijnych. Na stronach „Wysłannika” nakreśliła wiele indywidualności, które zmuszają do refleksji nad własnym otoczeniem, a nawet samym sobą. Według mnie to naprawdę dobra robota.

    Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o Słowiańszczyźnie widocznej poprzez demony. Strzygi, biesy, owinniki, wije, boruty, leszy, lejin i sporo innych nieznanych jak, np. mesza. Każdy inny i wyjątkowy na swój sposób. Ponownie dzięki Hubertowi i Zuzie czytelnik ma możliwość poznania tych stworzeń, ich myśli, pragnień i lęków. Klakier, Platon czy Bajka… niezwykłe, zaprzyjaźnione z ludźmi, choć wciąż niezależne. Ich postawa uczy, że czasem to potwór broni siebie i swoją rodzinę, a prawdziwą bestią jest drugi człowiek.

    Czwarty tom „Zapomnianej księgi” cechuje lekki i przyjemny styl, który sprawia, że lekturę można zaliczyć do naprawdę przyjemnych i wciągających, choć zasługę w tym ostatnim ma zapewne intrygująca fabuła i dobrze obmyślona akcja. Pisarka kolejny raz wykazała się utalentowanym piórem i podniosła swój poziom.

    „Wysłannik” mimo przynależności do gatunku młodzieżówki w klimacie postapo z rysem słowiańskim świetnie nadaje się i dla starszego czytelnika, szukającego w lekturze czegoś więcej niż rozrywka. To powieść o ludzkiej naturze, walce wewnętrznych sprzeczności, szukania kompromisów i rozwiązań trudnych sytuacji. Życie to pasmo trosk i radości, z którego należy czerpać pełnymi garściami i cieszyć się każdą chwilą z bliskimi. Świat to nie plac zabaw. Tu dobro przeplata się ze złem, tworząc czasem nierozerwalną sieć powiązań. Życie…

    Uważam, że warto poświęcić tych kilka godzin na lekturę „Wysłannika” Pauliny Hendel, bo głęboko zapada w pamięć. Z niecierpliwością czekam na kolejny tom, by móc znów ruszyć w Polskę z Hubertem, Ernestem , Zuzą i Izą, paczką prawdziwych i nieocenionych przyjaciół.

niedziela, 12 września 2021

104) Co po końcu świata? "Tropiciel" Pauliny Hendel

  Książki potrafią niebezpiecznie wciągnąć w swój świat, sprawiając, że zapomina się o wszystkim dookoła, a czas staje w miejscu. Przy jakich lekturach odnosiliście takie wrażenie? Jakie uniwersum pochłonęło Was bez reszty?
   W moim przypadku stało się tak z pierwszym tomem "Zapomnianej księgi" Pauliny Hendel. Przepadłam, w wyniku czego natychmiast sięgnęłam po część drugą pt. "Tropiciel". Czy dorównuje ona "Strażnikowi"?
   Główny bohater, Hubert, ponownie budzi się jako siedemnastolatek w Paryżu, jednak w jego pamięci sen o Święcinie jest wciąż świeży i bardzo realny, ale czy to na pewno jedynie nocna mara? Chłopak postanawia zmienić bieg dziejów, nie chcąc stracić najlepszego przyjaciela i rezygnuje z randki pod Luwrem. Przeczucia młodego Sierpnia sprawdzają się. Wybuch niszczy muzeum, a po nim cała ich seria na całym świecie zmienia ludzką cywilizację w stertę gruzów. Powoli, krok po kroku, znikają wszystkie udogodnienia, panika narasta, miasta stają się pułapką, więc dokąd się udać? Co jeśli sen naprawdę się sprawdzi? Co, gdy grypa przetrzebi ludzkość? Czy demony istnieją i zaatakują? Jak przygotować się na nadchodzącą zagładę i koniec świata?
 
  W "Tropicielu" śledzimy dojrzewanie Huberta w przyspieszonym tempie ze względu na okoliczności zewnętrzne, utrudniające beztroskę wieku nastoletniego. Świadomy siebie i odpowiedzialności za bliskich, ratowania resztek przeszłości i obrony przed nieznanym. Odważny, pełen brawury, charyzmatyczny, choć przy tym spontaniczny, nieraz lekkomyślny, działający pod wpływem adrenaliny. Uparty, ukrywający się pod maską twardziela. Aktywny z zamiłowaniem do wszelkich prac fizycznych, bez większego entuzjazmu dla robót umysłowych. Pełen obsesji na tle słowiańskich demonów. To jego oczami czytelnik śledzi świat, dzięki czemu ma lepszy wgląd w jego motywacje.
   Ważną postacią w tej części jest Ernest, przyjaciel Huberta i jego całkowite przeciwieństwo. Ich więź to przykład bezinteresownej i szczerej przyjaźni, na dobre i złe, w chłodzie, głodzie i biedzie, w każdym niebezpieczeństwie. Oczytany, rozsądny, bystry, pełen energii i zapału do poznawania nowych rzeczy, gotowy do wielu poświęceń w imię miłości i przyjaźni, za rodziną gotowy wskoczyć w ogień.
   Do gustu bardzo przypadł mi Albert, najprawdziwszy dziadek pod słońcem, z naręczem ciekawych opowieści z czasów swojej młodości, ludowych porzekadeł i głową pełną dawnych mądrości. Pracowity, czuły, troskliwy, a przy tym wesoły i zabawny. Rozsądny, kochający rodzinę ponad wszystko, wzorowy sąsiad. Można powiedzieć, że to człowiek do tańca i różańca.
   Świat przedstawiony w "Tropicielu" to majstersztyk zaczynając od nowych lokalizacji typu Dąbrówka, Kamienna czy Gdańsk po te lepiej znane. Autorka szczegółowo oddaje życie mieszkańców świata po zagładzie, od codziennych obowiązków po luksusowe chwile wolnego, od powinności do przyjemności, np. przygotowania do zimy, naprawy schodów, zaopatrzenie w żywność i przedmioty codziennego użytku czy romantyczne spacery, zachwycanie się pięknem natury i kontemplacje chwili. Mimo klimatu postapokaliptycznego świat dalej istnieje, ale na nieco zmienionych zasadach dla wszystkich istot żyjących.

   W tej książce Paulina Hendel wyczula ludzi na to jak ważna jest współpraca, zaufanie, przyjaźń i rodzina, jak niewiele potrzeba do szczęścia, jak wiele można osiągnąć razem, jak radzić sobie z przeciwnościami losu i utratą bliskich. Pokazuje, że życie to nie kolorowa i wesoła bajka, a sztuka trudnych kompromisów i wyborów, których konsekwencje trzeba ponosić, bo nie ma przed nimi ucieczki. Więź Huberta i Ernesta uzmysławia, że warto mieć przy swoim boku życzliwą duszę, która wspomoże radą i czynem w każdej sytuacji, bez oceniania i zbędnego gadania. Udowadnia na podstawie Dąbrówki jak wiele można razem osiągnąć, mając wspólny cel i dobre relacje. Pojawia się w tej lekturze również wątek akceptacji inności, nie tylko ludzi. Udowadnia, że stereotypowe myślenie krzywdzi, nakładając łatki bez dociekania prawdy. Ta książka przedstawia też zagadnienie narastającej agresji ludzi wobec ograniczonych zasobów dóbr wszelakich, chęć dominacji i zdobycia władzy. I warto tu zaznaczyć, że to wciąż młodzieżówka postapo. Tak, a mimo to porusza tak ważne sprawy w tak niekonwencjonalny sposób. 

   Druga część "Zapomnianej księgi" to również słowiańskie demony. W "Strażniku" Paulina Hendel ukazuje przede wszystkim te niebezpieczne, agresywne, pełne nienawiści, np. strzygi. "Tropiciel" przedstawia również strzygonia, topielca, wije, leszego czy psy południcy. Pojawia się też ognian, tejin oraz owinnik. One są nieszkudne (określenie z poznańskiej gwary), spokojne, takie, których nie trzeba zabijać. Swoje miejsce w powieści odnajduje również tzw. Dziki Gon, który niesie ze sobą paraliżujący strach i stratę. Pomroki to niejedyne zmartwienie bohaterów. Często gorsi od nich są ludzie. W miarę rozwoju akcji odkleja się od biesów łatkę złych, starając się ukazać ich życie z punktu widzenia Huberta czy Zuzy. 
   Powieść charakteryzuje się lekkim piórem, przyjemnym stylem, dobrą i ciekawą fabułą, świetnie poprowadzoną i zrównoważoną akcją z rozbudowanym światem przedstawionym z intrygującymi wątkami, poruszającymi ważne zagadnienia egzystencjalne. To książka o sile przyjaźni, dążeniu do poznania prawdy, poddania się losowi, znaczeniu zaufania i współpracy całej grupy w obliczu zagrożenia. To lektura wciągająca od początku do końca.

  "Tropiciel" to księga dla fana klimatów postapo, słowiańskich biesów, lubiącego urbex i leśne wyprawy, niebezpieczne przygody oraz chwile filozoficzne nad sensem świata. W tej powieści czają się głębsze treści, dla których warto zrezygnować z kategorii wiekowych, by czerpać pełnymi garściami z jej dóbr. Oprócz dobrej zabawy, skłania do refleksji. Dokąd zmierzamy? Czym jest przeznaczenie? Jak wygląda przyjaźń? Jak pogodzić się z utratą kogoś bliskiego? Jak walczyć z własnymi demonami, które są znacznie groźniejsze od tych czających się w mroku? 
   Trzecia część pt. "Łowca" zapowiada się równie dobrze, zatem zmykam, a Wam polecam sięgnięcie po "Tropiciela" i przekonanie się na własnej skórze jak to jest walczyć o przetrwanie każdego dnia.

niedziela, 5 września 2021

103) Apokalipsa w słowiańskim wydaniu, czyli "Strażnik" Pauliny Hendel


 Co dorosłemu czytelnikowi może zaoferować literatura młodzieżowa? Czy w ogóle istnieje jakiś próg wiekowy dla książek? Czy fantastyka ustępuje w czymś klasykom? A co z "Władcą Pierścieni" Tolkiena? Toż to fantasy, a klasyk poważany na całym świecie. Co takiego musi w sobie mieć powieść, by przykuć uwagę bez względu na wiek? Czym powinna się charakteryzować?

  Godnym uwagi przedstawicielem młodzieżowej literatury fantastycznej ze słowiańskim klimatem jest "Strażnik", pierwszy tom serii "Zapomniana księga", Pauliny Hendel. Jest to postapo, czyli świat po wielkim kataklizmie nazywanym wojną. Być może seria ataków terrorystycznych, może przypadek. Na całym globie raz za razem dochodzi do wybuchów, wysłania potężnego impulsu elektromagnetycznego, który niszczy wszystkie elektryczne zdobycze cywilizacji oraz atakuje śmiertelnie zjadliwa grypa. Tak dobrze znany nam świat nagle znikną, a z ciemności wyłaniają się demony... nie tylko te dawno zapomniane, ale i z ludzkich umysłów zrodzone.

   Główny bohater ma na imię Hubert. W jednej chwili znajduje się w Paryżu i z kolegą jest świadkiem wybuchu przy Luwrze, a zaraz potem - w piwnicy zapuszczonego domostwa gdzieś w Polsce. Te wydarzenia dzieli siedem lat. Co działo się w międzyczasie? Co robił i kim stał się przez ten czas? W jaki sposób przetrwał? Więcej pytań niż odpowiedzi. Amnezja niczego nie ułatwia, a trzeba żyć dalej i odnaleźć się w całkowicie odmienionej rzeczywistości. Jak?

   Autorce naprawdę dobrze udało się przedstawić tę postać, przeskok wiekowy, towarzyszące temu zagubienie, chwile zwątpienia, nagłe deja vu, instynktowne zachowania. Z jednej strony beztroski nastolatek, z drugiej - zahartowany wojownik i pogromca biesów. Jestem pod wrażeniem kreacji psychologicznej Huberta. To postać dająca się lubić, wzbudzająca ciekawość.

   Świat przedstawiony, od zrujnowanych miejscowości po funkcjonujące osady, jest dokładnie omówiony, z najdrobniejszymi szczegółami, np. podział zadań, życie codzienne, problemy techniczne i ich rozwiązania, funkcjonowanie małych społeczności, rola tradycji i rytuału, znaczenie strachu i braku poczucia bezpieczeństwa, przywiązanie się do drobnostek w ogólnym chaosie etc. Od świata materialnego po duchowy. Pisarka wszystko rozplanowała co do joty, więc nie ma się co łudzić, że odnajdzie się jakieś nieścisłości. Pomysł Pauliny Hendel to czysta harmonia pod tym względem. Za dowód niech posłuży głównie omawiana tu wioska i historia Izy.

  "Strażnik" porusza ważny temat związany z radzeniem sobie w środowisku bez wynalazków współczesności, gdy trzeba zdać się na siebie i swoje umiejętności lub ewentualnie na współpracę z innymi. Wówczas w grę wchodzi zaufanie, poczucie bezpieczeństwa i przyjaźń poparte lojalnością. Razem mimo przeciwności losu, na dobre i złe, broniąc się wzajem. Natomiast co zrobić, gdy człowiek człowiekowi wilkiem i niewygodną przeszkodą, wrogiem, którego należy jak najszybciej zlikwidować, bo to on może zabić mnie i zagrozić mojej wspólnocie? Paulina Hendel ujawnia jak człowiek może zachowywać się w tak ekstremalnych warunkach, jakie ma motywacje, do czego jest zdolny, co przynosi mu ukojenie, a co wzbudza strach. Pokazuje jak zachowuje się nasz gatunek przyparty do muru, czego można się spodziewać. I to ryzyko, komu można zaufać i niejako powierzyć swoje życie lub, co gorsza, swoich bliskich. Niezbadane są ścieżki każdego z nas, więc lepiej wyczulić się na ludzkie maski i między wierszami szukać prawdy. Tu także na jaw wychodzą nasze wewnętrzne demony, mniejsze i większe, problem z wybraniem ja czy on, my czy wy, kto ma przeżyć, kto zginąć, komu pomóc a kogo zabić... Trudne życiowe wybory będące chlebem powszednim bohaterów tejże powieści.

   Książka Pauliny Hendel to również wspomniana przeze mnie słowiańskość ukryta pod czającymi się w mroku demonami. Widać, że autorka posiada sporą wiedzę na ich temat, dzięki czemu ich opisy są wiarygodne. Na stronach "Strażnika" czytelnik zmierzy się ze strzygą, mamunami, leszymi, biesem, topielcem i prawdopodobnie wilkołakami. W zetknięciu z bohaterami poznajemy ich wygląd, zachowanie, pewne słabości. Za to bardzo brakuje mi ich punktu widzenia, co w pewnym momencie zauważa Hubert, zastanawiający się nad ich okiełznaniem i szansą na w miarę pokojowe współegzystowanie oraz chęć porozumienia (zabieg celowy autorki, wątek będzie rozwijany w dalszych częściach).

   Uważam, że pierwszy tom "Zapomnianej księgi" to naprawdę dobra i ciekawa lektura pisana lekkim piórem o plastycznych opisach, naturalnych dialogach z dobrze wykreowanymi postaciami i bogatym światem przedstawionym z dużym potencjałem. To książka dla lubujących się w klimatach postapo, ze słowiańskimi elementami oraz dobrze rozplanowaną fabułą, gdzie akcja toczy się równomiernie z punktem kulminacyjnym z głośnym przytupem i drastycznym zakończeniem. W tej powieści nic nie jest tak oczywiste jakby się wydawało, a granica między snem a jawą jest delikatna i cieniutka, wręcz mglista. Czy to wizja, przywidzenie, proroczy sen, a może deja vu? Kto wie? Według mnie to tylko wstęp do świetnej przygody z Hubertem i słowiańskimi biesami, którą chętnie będę kontynuować. Polecam!

Pamiątka, zakupiona 2 lata temu na Pyrkonie, po 
bardzo inspirującej rozmowie z autorką. W końcu
nadszedł czas "Strażnika", swoje na regale odczekał ;)


niedziela, 24 listopada 2019

46) O Indiach, szczerze i do bólu, czyli "Ministerstwo Niezrównanego Szczęścia" Arundhati Roy


  Są książki, o których można opowiadać godzinami. Są takie, które na to zasługują, ale brakuje na to słów, choć są nimi usłane. I właśnie takie jest "Ministerstwo Niezrównanego Szczęścia" Arundhati Roy.
   Ta książka otwiera oczy na świat, który jest gdzieś tam, poza bezpiecznym domem, gdzieś z dala od względnie spokojnej Europy, na drugim końcu świata, gdzie żyją ludzkie bestie dopuszczone do władzy, które rozkoszują się cierpieniem słabszych, odnajdując w tym dziką rozkosz. To powieść, która otwiera oczy na prawdę, ludzką naturę, wyzbytą resztek człowieczeństwa, na brak poszanowania godności drugiej osoby, na problem z dostępem do lekarza i edukacji, sprawiedliwych sądów i nieprzekupnych policjantów, z przestrzeganiem prawa... bo ci, którzy powinni stać na jego straży, sami je łamią, jako pierwsi, a ich ofiary znikają, rozpływając się w powietrzu, jakby nigdy nie istniały... Świat jest okrutny i pełen cierpienia, niesprawiedliwości, istne piekło, które ludzie sami sobie zgotowali...

  "Ministerstwo Niezrównanego Szczęścia" to zbiór powiązanych ze sobą opowiadań, które łączą bohaterowie i na pozór wspólna historia, a raczej pewne jej nici, jakby los chciał połączyć ze sobą wyrzutków społeczeństwa, by było im raźniej w podróży przez ten padół. 
   Akcja powieści rozgrywa się w Indiach, skupiając się głównie na obszarze Delhi i obszarze całego Kaszmiru, choć pojawiają się wątki związane z Keralą, Tamilnadu i Telanganą. Czas jest niezwykle rozpięty, bo od połowy XX wieku do czasów nam współczesnych. Nie ma tu jednego głównego bohatera, jest ich cała chmara, a każdy ma swoją własną niezwykłą historię do opowiedzenia. Chwała autorce za to, że wzięła na cel niższe kasty, osoby z marginesu społecznego, wymykające się standardom. Dzięki temu czytelnik może wejrzeć w głąb Indii, tych prawdziwych, choć brutalnych.
    Przez dwanaście opowiadań ciągle przewija się postać Andźum, od której wszystko się zaczyna. To hidźra, czyli kobieta uwięziona w ciele mężczyzny, nieuznana przez rodzinę, bo miała być tym pierworodnym, który wszystko odziedziczy, a w dodatku świetnie utalentowanym muzycznie. Jedyne wsparcie miała w matce, która utrzymywała z nią potajemny kontakt. Kochała swoje dziecko, pomimo wszystko. Hidźra po odkryciu swojej natury uciekła z domu i wyniosła się do lokalnego zgromadzenia takich samych osób jak ona. Przygarnęły ją i nauczyły czego trzeba, zaprowadziły też do odpowiedniego lekarza, by pomógł jej przejść przemianę. Andźum miała niełatwy charakter, toteż wkrótce ruszyła na podbój innego świata, osiedliła się na cmentarzu muzułmańskim, zaczęła tworzyć coś na kształt domu. Mijały lata, a to, co pozorne, stało się rzeczywiste i się rozrosło, przyjmując w swe skromne progi kolejne istnienia. Hidźra zadbała nawet o prąd, zapożyczony z pobliskiego szpitala. Ten zajazd stał się domem ludzi po przejściach, którzy nie pasowali do reszty świata, ich miejscem na ziemi, bezpiecznym, ich rodziną, jak np. ślepego kapłana, kobiety z dzieckiem, hindusa z poparzonym wzrokiem zwanego Saddamem Husajnem i hidźr, małego psiego stada, konia, osła itd.
    Na takim tle Arundhati Roy rozwinęła m.in. temat kobiet podczas wojny kaszmirskiej, walki o wolność i godność, walkę o codzienne funkcjonowanie, o tym jak kobiety były traktowane przez wojsko i mężów, jak bardzo ten świat nie uznawał silnych i niezależnych jednostek, łamiąc je przez atak na najbliższych. Pokazała jak bardzo nawet kolor skóry może zadecydować o szczęściu (im ciemniejszy, tym gorzej, bo wskazuje na niską kastę i wywodzenie się z południa Indii, od Drawidów, rasy przed wiekami podbitej przez Ariów). Roy ukazała też wojnę o Kaszmir od środka, od strony wojska i bojowników, jak jeden drugiemu nie ufał, jak nawzajem się torturowali, psychicznie i fizycznie (tu warto zagłębić się w historię Amrita Singha), do jakich bestialstw dochodziło na niewinnych ludziach, jak bardzo trzeba było uważać z kim się zadawało i o czym rozmawiało. Autorka nie bała się też poruszyć tematu obchodzenia się ze starszymi osobami, które protestowały przeciw jawnej niesprawiedliwości (regularne pobicia, niszczenie materiałów promocyjnych, zastraszanie). Najbardziej szokującą sceną z książki nie były opisane tortury, morderstwa czy gwałty. W jednym z rozdziałów pojawia się Andźum prowadząca dziecko na spacer i mijająca śpiących na chodnikach ludzi, którzy ciężko pracowali za dnia na budowie czy przy wydobywaniu kamieni. Pewnej nocy trzech z nich straciło życie, bo przejechała ich ciężarówka, gdy spali. A reszty społeczeństwa to nie obeszło, bo na ich miejsce zjawią się kolejni, a tamci umarliby w ten czy inny sposób. Taka znieczulica to już chyba jeden z ostatnich objawów zobojętnienia na zło, gdy wokół jest go już pełno. To jakby pancerz ochronny, by samemu nie zwariować, lecz jeśli jeden wobec drugiego nie ma ludzkich odruchów współczucia czy empatii, to już moralny upadek, całkowity, gdzie nadziei już nie ma, bo jak inaczej może wyglądać apokalipsa?
   Wątków mniejszych i większych jest tu od groma, każdy porusza jakiś ważny temat. Autorka wie o czym mówi i wie jak to robić. Każde opowiadanie ma swój niepowtarzalny styl, każdy bohater własną osobowość, historię, język i sposób dzielenia się emocjami z otoczeniem. Czasem ta różnorodność może przytłoczyć, a nawet zniechęcić, dlatego "Ministerstwo Niezrównanego Szczęścia" trzeba dawkować, powoli, ale ze zrozumieniem, bo wszystkie wątki łączą się w czytelną całość dopiero na samym końcu, co pokazuje kunszt pisarki. Niełatwa to lektura, więc pisanie jej musiało być znacznie trudniejsze, ale ta książka broni się sama.
   Powieść pomimo poruszania tak trudnych tematów, jednocześnie ukazuje siłę przyjaźni i miłości, siłę rodziny z wyboru, jaką stworzyła Andźum. Pozwala ona wierzyć, że mimo problemów i nieprzychylnego otoczenia można wstać rano i odnaleźć w tym sens, tego trzeba chcieć i ciężko pracować na własne szczęście, choć ulotne.
   "Ministerstwo Niezrównanego Szczęścia" to lektura dla wytrwałych, niebojących się trudnych tematów i zmierzenia się z nimi. Pozornie Arundhati Roy przedstawiła Indie, ale w innych zakątkach świata dzieją się podobne rzeczy. Ukazała naturę ludzkiej bestii pozbawionej empatii i współczucia, gdy sięga po władzę i konsekwencje tego, zatrważające, lecz oprzytomniające. Czemu? Bo doświadczenia I i II wojny światowej nie należą do przeszłości, ich widmo może powrócić w każdej chwili, więc walczmy o pokój i wzajemne poszanowanie. Historia uczy, więc wyciągajmy z niej wnioski. "Ministerstwo Niezrównanego Szczęścia" otwiera szeroko oczy na piekło, które sami sobie tworzymy za życia...