piątek, 16 lipca 2021
98) O słowiańskości inne ujęcie - "Ten Zły" Natalii Dziadury
niedziela, 20 czerwca 2021
97) O Piastach z nutą przeszłości... "Ślepy demon. Zbigniew" Witolda Jabłońskiego
Tymi słowami mógłby dociekać sensu swego istnienia małoletni Zbigniew, bohater najnowszej książki mistrza pióra, Witolda Jabłońskiego, pt. "Ślepy demon. Zbigniew". Jest to powieść historyczna z elementami fantastycznymi, osadzona w XI wieku głównie na obszarze Polski i Rusi, od panowania Bolesława Śmiałego po rządy Władysława Hermana z elementami ich polityki zagranicznej, przystrojona słowiańską magią, biesami i bogami. Soczysta i pożywna mieszanka.
"Ślepy demon. Zbigniew" przedstawia nie tylko życie średniowiecznych elit dworskich skupionych w zamku władającego. Ukazuje też szarą codzienność wojów, zakonników oraz mieszczańskich rzezimieszków, nie oszczędzając szczegółów o ich przyzwyczajeniach, oczekiwaniach, odczuciach etc. Bogata fasada skrywa bogate wnętrze. Bohaterowie nie są kukiełkami losu, mają głębokie życie wewnętrzne, rozterki duchowe, wielość problemów, spore doświadczenie życiowe. Rys psychologiczny to ważny element wskazujący na świetny warsztat pisarza. Postacie tej książki zaskakują, wzruszają, wywołują złość lub uśmiech. Jednych się kocha (jak Synów Drzew), innych nienawidzi (np. Korgsa), choć poznając bliżej pewne historie i dramaty można się przekonać, że nie ma skutku bez przyczyny. Ludzie się zmieniają pod wpływem nowych doświadczeń, zewnętrznych bodźców. Ktoś kto doświadcza ciągłych upokorzeń, zsuwania na dalszy plan, wyśmiewania, podnosi się silniejszy lub upada całkowicie, lecz nigdy nie wybacza/zapomina swym prześladowcom doznanych krzywd. Uważam, że postać Zbigniewa świetnie ilustruje ową zależność w stosunku do dwóch mistrzów, prawdziwego i fałszywego.
Warto zwrócić również uwagę na przedstawioną codzienność wojaków, co pisarz ilustruje na podstawie drogi Polaków na Ruś. Spalone wsie, problemy z wykarmieniem i napojeniem takiej zgrai ludzi i zwierząt, choroby, wycieńczenie, złe warunki bytowe, nieprzychylność miejscowych, pułapki. To także strach podbijanych, przed gwałtem, śmiercią, niewolą. Jedni i drudzy boją się, co będzie dalej, co jeszcze ich spotka. Każdy walczy o siebie i bliskich, o przetrwanie. Z jakim skutkiem? Przekonajcie się sami.
Autor ukazuje również kulisy szaleństwa towarzyszącego władzy, czy to na polskim Wawelu czy w ruskim zakonie, gdzie słabsi muszą dostosować się do decyzji silniejszych, choć niekoniecznie mądrzejszych. Bolesław morduje biskupa, choć wie, że niszczy to podwaliny jego rządów, wynosi kochankę nad żonę, choć to tylko przysparza mu wrogów, ruga wojów, mimo iż są jego podporą. Emocje przesłaniają zdrowy rozsądek. Nie lepiej sytuacja ma się w Monasterze Pieczerskim, gdzie przemoc to codzienność, jakby opętanie przez złego demona, nieliczni pozostali przy zdrowych zmysłach kryją się po kątach, oczekując zmiany na lepsze, bojąc się opuścić swój jedyny dom. Pisarz nie boi się trudnych scen czy tematów, porusza je i przedstawia, nieraz ze szczegółami, by uzmysłowić czytelnikowi z czym borykali się ludzie tamtych czasów. Szalony władca, eksperymenty drążycieli wiedzy - wszystko kosztem poddanych, słabszych jednostek, niechronionych przez kogokolwiek i cokolwiek. Świat pełen bólu, niesprawiedliwości i łez. Prawdziwy.
Przeciwwagą dla okrucieństwa jest ukazanie niezłomnej przyjaźni Boran, nieposkromionej miłości bez narzucania pęt moralnych kościoła, taką żywą między dorosłymi, kochającymi się ludźmi, szczerym oddaniem między zwierzęciem a człowiekiem (Pukis i Andaj), więzi między matką a dzieckiem, mistrzem a uczniem etc. Każda relacja nie pozostaje bez wpływu na inne sfery życiowe czy też stosunki międzyludzkie.
Wspominałam, że autorowi świetnie wychodzi zabawa historią. Zwróćcie na to uwagę przy postaci Martina Galla. Coś Wam to mówi? Ze szkoły? Mi intuicja podpowiada, że w życiu Piastów, bohaterów W. Jabłońskiego, jeszcze nieźle namiesza. Smakowity wątek dla miłośników przeszłości. Warto też wspomnieć o napomkniętym konflikcie papieża Grzegorza VII z cesarzem Henrykiem IV (tzw. spór o inwestyturę), który unaocznia władzę średniowiecznego kościoła na politykę Europy i dynastie rządzące. Podobnie jak konflikt Bolesława Śmiałego z biskupem Stanisławem. Takich kąsków jest więcej.
Czy poganie w tej powieści są lepsi? Wydaje mi się, że nie. Też grają na dwa fronty, zabijają, zadają ból i cierpienie, ale nie udają. Wyznają bogów podobnych do siebie, oddają im cześć, składają nieraz krwawe ofiary, ale są sobą. Nie zakładają maski bogobojnych wyznawców Chrystusa, którzy tylko się umartwiają, a cierpienie traktują jak dar. Oni cieszą się życiem, biorą je jakim jest, nie nawracają innowierców na swą modłę, są bardziej tolerancyjni dla inności. Ich świat jest prostszy, bardziej logiczny, choć okrutny.
Na kartach tej książki Witold Jabłoński przemycił sporo słowiańskich elementów. Są bogowie jak Mokosz, Chors czy Weles we własnej osobie, kontaktujący się z niektórymi ludźmi. Są pomroki takie jak wiły, bobo, wilkołaki, skrzaty, banniki. Są rytuały i obrzędy, jest magia - Luby, Kościeja czy Zbigniewa. Jest wreszcie i wędrówka do Nawii, która uczy jak odróżnić prawdę od kłamstwa, piękną maskę od wewnętrznej zgnilizny, jak obrać własną drogę, że prawdziwy dar zawsze ma swoją cenę, że nic nie dzieje się bez przyczyny. To fragmenty, które idealnie wkomponowują się w fabułę, nie są konkurencją dla głównej osi, lecz jej uzupełnieniem, dopełnieniem. Dzięki szeroko pojętej słowiańskości powieść zyskuje świeżość, intrygujący posmak przygody, trwania tradycji, przodków, niemożliwość zamazania kart historii własną wersją wydarzeń, ponieważ przeszłe echa wybrzmią w końcu w pełnej krasie z całą mocą. Tego głosu nie da się zagłuszyć, zwłaszcza przy pomocy obcych naleciałości, czego najlepszym przykładem jest Zbigniew. Mimo surowości obejścia bogów rodzimych, mimo ich intryg, autor przedstawia ich jako istoty nam bliskie, które możemy zrozumieć. Magiczne, bliskie, z lędźwi tych ziem zrodzone. Własne. Jak my.
Przy okazji warto zwrócić uwagę na obrane drogi i opiekuńcze bóstwo. Rozważania Zbyszka nad ścieżką Chorsa i Welesa zmuszają do głębszej refleksji nad własnym życiem, pasjami. Każda decyzja niesie brzemię konsekwencji, dlatego należy być świadomym i nie dążyć po omacku do celu. Iść świadomie, z rozwagą. Najdobitniej uwidacznia się to w poczynaniach Luby. Samo życie.
Witolda Jabłońskiego cechuje lekkie pióro o magicznych walorach malowania słowem klimatu przeszłości, łączącego fakty historyczne z bogatą fantazją, dając wyborną ucztę czytelnikowi. Zróżnicowane, naturalne dialogi, plastyczne opisy, inteligentny narrator, charakterne i skomplikowane postacie z głębokim rysem psychologicznym, każda o indywidualnej historii, niecodzienne rozwiązania fabularne, akcja trzymająca w napięciu, bogate treści filozoficzne, czasem wręcz egzystencjalne, różnorodny świat przedstawiony, a to wszystko zilustrowane przy pomocy całej palety środków stylistycznych, poetyckich wersów etc. Magia słowa pochłaniająca bez reszty.
W odniesieniu do dwóch pierwszych tomów "Ślepy demon. Zbigniew" to godny następca, domykający sporo starych wątków, lecz jednocześnie otwierający drzwi dla nowych pytań i domysłów. Pozostaje mi mieć nadzieję, że powstanie kolejna część o przygodach Zbyszka i Bolka Krzywoustego aż do nieszczęsnego testamentu z rozbiciem dzielnicowym w konsekwencji.
Jedyne czego mi brakowało to większej ilości Boran, poznania tajemnicy Wsiewołoda czy oddziaływania Chorsa i Welesa na młodego Piastowica. Powieść ma nieco ponad 550 stron, a mi i tak mało.
Najnowsza powieść Witolda Jabłońskiego to majstersztyk, obok którego trudno przejść obojętnie. Przedstawia rządy dwóch braci, jakże odmiennych, lecz obydwoje skazanych na niepowodzenie za zdradę przodków na własnej wierze, wyparciu się bogów, zabijaniu żerców. Nie ma ucieczki przed przeznaczeniem i własną drogą. Ciemność może wskazać ścieżkę do światła i rozwiązania problemów. Ta książka przestrzega przed chorobliwym pięknem, które może nieść w sobie zdradę i śmierć. Udowadnia, że każda decyzja to konsekwencje, przyczyna wywołuje skutek. Mówi też o tym, że każdy kij ma dwa końce, przed wydaniem końcowej oceny, warto zapoznać się z racjami z każdej ze stron. Na cenne rzeczy trzeba sobie zapracować tak jak Zbigniew. Udowadnia też siłę prawdziwej przyjaźni, na dobre i złe, która ratuje z każdej opresji. "Ślepy demon. Zbigniew" ukazuje dualizm świata, dobre i złe strony, zarówno kościoła jak i pogaństwa. Nie ocenia, a jedynie przedstawia fakty, dając czytelnikowi wybór. To powieść łącząca historię i fantazję autora w harmonijną całość.
Już dawno przepadłam w zachwycie nad piórem i inteligencją Witolda Jabłońskiego. Ta książka jedynie potwierdza jego umiejętności i wiedzę, a dla mnie jest dowodem na to, że się nie pomyliłam. Kto kocha historię lub jest miłośnikiem średniowiecza odnajdzie tu to, co tak ceni, tj. inspirację, zgodność z faktami, szczegóły codzienności i mentalności, fantastyczne słowiańskie elementy i kunszt autora, spajający owe treści w jedno.
Czekam z niecierpliwością na nowe dzieła mistrza!
niedziela, 13 czerwca 2021
96) Archeo, czyli... "Mity, kult i rytuał. O duchowości nadbałtyckich Słowian" - Kamil Kajkowski
Po nitce do kłębka. Część osób zadowoli się łatwymi w odbiorze ogólnymi opracowaniami, część z nich, chcąc zgłębić temat, sięgnie po historyczne podręczniki, może jakieś drobniejsze artykuły. Znacznie trudniejszym wyzwaniem okażą się opracowania archeologiczne ze swoją terminologią, ale czego nie robi się z ciekawości?
Jedną z bardziej interesujących pozycji dostępnych na polskim rynku wydawniczym o tematyce słowiańskiej jest książka Kamila Kajkowskiego pt. "Mity, kult i rytuał. O duchowości nadbałtyckich Słowian" wydanej przez Triglav. Właściwie jest to zbiór artykułów, które autor już gdzieś wcześniej opublikował. Całość została podzielona na cztery rozdziały dotyczące przestrzeni, mocy, człowieka i zwierząt.
Tę publikację Kamila Kajkowskiego polecam z czystym sumieniem każdemu zainteresowanemu słowiańską przeszłością, ponieważ zawiera wiele godnych uwagi kwestii przedstawionych w sposób klarowny. Przybliża też nieco warsztat pracy archeologa, jego "narzędzi poznawczych", bazując na interdyscyplinarnym podejściu do wybranego zagadnienia. Świetna!
![]() |
Wszystkie powyższe ilustracje pochodzą oczywiście z recenzowanej książki. Są formą przedstawienia zawartości czytelnikowi. Wszelkie prawa należą do autora i wydawnictwa. |
niedziela, 30 maja 2021
95) "Fantazmat Wielkiej Lechii" - Artur Wójcik
Artur Wójcik, historyk, postanowił zdemaskować jedną z coraz bardziej popularnych teorii na temat Wielkiej Lechii. W książce "Fantazmat Wielkiej Lechii" podejmuje to wyzwanie.
Praca składa się z dwóch części. Pierwsza przedstawia korzenie owej teorii, jej pierwszych popularyzatorów, główne założenia i charakterystykę tegoż zjawiska. Druga część polega na zbijaniu argumentów, podając przykład za przykładem, na czym bazują wyznawcy Wielkiej Lechii i jakie ma to odzwierciedlenie w źródłach historycznych.
Możecie zapytać czym jest owa Wielka Lechia i o co w tym wszystkim chodzi. Na ten temat autor wypowiada się już w pierwszym rozdziale. Przytaczając definicje osób przychylnym tej teorii można powiedzieć, że to organizacja ludów słowiańskich licząca wiele setek, a może i tysięcy lat o wspaniałej i dumnej historii, przed którą czoła chylili nawet Rzymianie, dając jednemu z władców za żonę córkę Juliusza Cezara, a później haniebnie wymazaną przez chrześcijan i kościół katolicki, będący w zmowie m.in. z Niemcami. Terytorium Lechii miałoby obejmować ogromną część Europy.
Autor podejmuje również temat konsekwencji wiary w Wielką Lechię i jej coraz bardziej popularnego wydźwięku wśród społeczeństwa, czego dowodem jest umieszczanie książek z takąż treścią wśród historycznych na półkach księgarń w całej Polsce i ich wysoka sprzedaż. Zaczyna liczyć się zysk, a nie prawda i nauka. Osoby spoza środowiska naukowego mogą łatwo uwierzyć w ową teorię i łatwo dać się zmanipulować, tym bardziej, że teorie spiskowe w dziejach mają coraz większe wzięcie. Wciąż powtarzane kłamstwo w końcu staje się prawdą dla ogółu społeczeństwa.
"Fantazmat Wielkiej Lechii" napisano językiem klarownym, prostym w odbiorze nawet dla laika historycznego. Rozdziały są przemyślane, bogate w treść, ułożone tak, by wspomóc czytelnika w podróży przez historię Polski i teorie turbosłowian. To ciekawa pozycja, którą się pochłania (wystarczy parę godzin). Daje motywację do dalszych, samodzielnych badań w poruszanej tematyce (jednocześnie wskazuje jak to robić, z czego korzystać, jak i po co). Warto się z nią zapoznać, bo "nauka to myślenie i dochodzenie do prawdy" (ostatnie zdanie z rzeczonej książki).
niedziela, 23 maja 2021
94) "Słowianie. Wiara i kult" - Rafał Merski, Grzegorz Antosik
Pierwszy rozdział traktuje o najważniejszych bogach, m.in. Perunie, Welesie czy Świętowicie. W zestawieniu zabrakło kobiecych bogiń, np. Mokoszy. Krótki spis, czasem opatrzony cytatem z jakiejś kroniki. Rzecz ciekawa, acz niewyczerpująca tematu.
Rozdział drugi przedstawia w dużym uproszczeniu demonologię słowiańską, dzieląc pomroki na polne, powietrzne, leśne, wodne, domowe oraz wilkołaki. Interesujące opisy mogące zaintrygować czytelnika na tyle, by skłonić go do dalszych samodzielnych poszukiwań.
Rozdział trzeci opisuje święte miejsca Słowian, skupiając się przede wszystkim na znanych ze źródeł historycznych świątyniach, gajach oraz wyspach. Tu występuje prawdziwy wysyp cytatów z krótkimi komentarzami, co znacząco wzbogaca merytoryczność tekstu.
Książka pod względem treściowym jest bardzo interesująca i idealna dla osób dopiero rozpoczynających swoją przygodę z rodzimą kulturą. Napisana prostym językiem. Tłumaczy najważniejsze zagadnienia sfery duchowej. Pod tym względem spełnia swoje zadanie.
"Słowianie. Wiara i kult" Rafała Merskiego i Grzegorza Antosika to lektura - ciekawostka. Dobra na leniwe popołudnie. Na pewno przypadnie do gustu mniej wymagającym słowianofilom i okaże się pomocna dla początkujących.
niedziela, 16 maja 2021
93) Zwierzęta w naszym życiu, czyli "Pies to też ktoś" Piotra Kordy
Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że to zbiór drobnych opowiadań, które przedstawiają relacje człowiek - zwierzę, ludzkie spojrzenie na ich świat, ich znaczenie na świecie. Ta niepozorna książeczka udowadnia, że zwierzęta są najlepszymi przyjaciółmi człowieka i lekarstwem na samotność na starość, nadają sens życiu, radość każdej chwili. Z drugiej strony autor ukazuje bezmyślność naszego gatunku, głupotę bez granic i okrucieństwo, gdy te wspaniałe stworzenia traktuje się przedmiotowo, krzywdząc je, nie zapewniając im bezpieczeństwa i lekceważąc ich potrzeby.
Opowiadania zostały napisane uroczym, prostym i lekkim piórem, przekazując obrazowo treść i znaczenie. Bez zbędnych upiększaczy. Tak, aby wydobyć głębię z psich zachowań, spostrzeżeń ich ludzkich towarzyszy. Proste, nieprzekombinowane, ale naprawdę dobre. Przykuwa uwagę i zostaje w pamięci. Jak wspomnienie ciepłego, letniego deszczu i ostrzeżenie rodzicielki, by się nie przeziębić.
W pamięci najbardziej utkwiło mi to tytułowe opowiadanie, podkreślające, że pies to też ktoś, że powinien mieć prawo dziedziczyć i być traktowany przez prawo na równi z człowiekiem. Czemu? Dlatego, że psica (wg bohatera suka to pejoratywne określenie) opiekowała się swoim człowiekiem, gdy niedomagał pilnowała dobytku, ogrzewała zimą, dawała całą siebie. Dla Wiktora, prostego człowieka, było nie do pomyślenia, by ktoś inny mógł odziedziczyć jego dobra. W końcu to jego jedyna rodzina, jaka mu została. To pokazuje jakim szacunkiem ją darzył, jak bardzo ją kochał i się o nią troszczył. Tak właśnie powinna wyglądać relacja człowieka ze zwierzęciem. Pełna ciepła, troski, owego szacunku i zaufania, bo to istota, która myśli i czuje.
Zbiór opowiadań Piotra Kordy "Pies to też ktoś" porusza w lekki sposób ważne tematy i problemy. Autor jako znawca owego zagadnienia przekazał go w sposób zapadający w pamięć i w sercu dla tych, którym los naszych mniejszych braci nie jest obojętny. Piękny, wzrusza. Właśnie taka powinna być historia o zwierzakach!
Polecam z całego serca!
PS Wspomnienie z dzieciństwa potwierdziło się. Zatem powinnam sięgnąć po pozostałe tytuły tegoż autora. Nowa ścieżka czytelnicza odkryta ;)
Ważny cytat do przemyślenia...
niedziela, 2 maja 2021
92) "Bajarz z Marrakeszu" - Joydeep Roy-Bhattacharya
Joydeep Roy-Bhattacharya to pochodzący z Indii filozof, politolog i specjalista od stosunków międzynarodowych, którego kultura arabska zainspirowała i porwała rwącym strumieniem w głąb swej historii, by odkryć przed nim swe tajniki, by on mógł nimi czarować ludzkość. "Bajarz z Marrakeszu" jest jego drugą książką ukazującą świat muzułmański z jego tradycjami o wręcz starożytnym rodowodzie.
Wątek zaginionej pary jest tylko przyczynkiem do ukazania kultury tamtejszego rejonu. Jako czytelnicy mamy wgląd również w życie prywatne i zawodowe opowiadaczy, reguły jakie panują w ich domach, kto stanowi głowę rodziny, w jaki sposób wychowuje się dzieci, jak przyucza się do rodzinnego zawodu, jak traktuje się odejście od tradycji, jakie podejście mają Arabowie wobec kobiet, jak reagują na cudzoziemki i ich sposób bycia.
Świat przedstawiony jest bogaty, mimo niewielkiej objętości książki i stosunkowo jednostajnej akcji. Język narratora czaruje i wciąga jak przystało na arabskiego bajarza, choć moim skromnym zdaniem lekturę należy sobie dawkować, bo sporo tu smutnych wniosków, co w rezultacie daje cierpki posmak i pozostawia nas z nutą zgorzknienia. Nie jest to lektura łatwa, bo wymagająca, skłania do refleksji i na długo pozostaje w pamięci.
Książkę mogę polecić koneserom orientalnych klimatów, wymagających od lektury czegoś więcej niż czystej rozrywki. Tu nie ma słodyczy, tu życie pozostawia cierpki smak, ukazując swoje ciemne i mroczne oblicze. To powieść dobra na długie, zimowe wieczory, by blask ognia z hasanowego ogniska i podmuch z pustyni nas nieco rozgrzał, ale i uwrażliwił na to, co pozostaje poza naszą sferą komfortu.

























